#kCtvk

Dowiedziałam się dziś, że mój tata od 30 lat jest już trzeźwy. Znaczy się wiedziałam, że jest trzeźwy, nigdy nie pił alkoholu. Zawsze myślałam, że po prostu nie lubi, że jest kierowcą na imprezie, że jest pod pantoflem itp., ale dopiero dziś się do wiedziałam, że jest alkoholikiem od 30 lat czystym.
Dopiero dziś się dowiedziałam, że gdy poznał mamę, to zapisał się do AA i przestał pić, a podobno potrafił wpaść w paromiesięczny ciąg.

Tato, nigdy nie byłam tak z ciebie dumna jak dziś, gdy mi to powiedziałeś.

#lf5b7

Od jakiegoś czasu śledzę swoją koleżankę w drodze do pracy.

Otóż okazało się, że do pracy jadę tym samym autobusem co moja koleżanka. Pech chciał, że zmienili mi rozkład jazdy i zamiast jechać wcześniej, muszę jechać o tej samej godzinie co ona. Gdzie problem?
Nienawidzę z kimś znajomym jeździć komunikacją miejską! Gadki-szmatki o niczym mnie okropnie męczą, a do tego mam problem ze słuchem i w większości przypadków połowy tego co ktoś mówi nie słyszę przy warkocie autobusu.
Tak więc już dłuższy czas unikam koleżanki jak ognia, żeby się nie wydało. Czekam na przystanku końcowym, aż przejdzie kawałek drogi i dopiero ruszam za nią i tak idę, zatrzymując się przy każdym zakręcie i czekając, aż dotrze pierwsza do pracy.
Czuję się z tym okropnie, ale chyba jeszcze gorzej by było, jakbym musiała dzień w dzień zmuszać się do rozmowy o 5 rano, kiedy jedyne o czym marzę to wrócić do łóżka.
Ot, mój mały sekret.

#0wM9s

Od 20 lat jestem w małżeństwie, które od trzech lat jest koszmarem. Niestety mimo moich starań, moja żona robi wszystko, aby było gorzej. W naszej relacji nie było zdrady, zazdrości, problemem jest jej brat.

Moja małżonka ma o dwa lata młodszego brata, który zawsze był rozpieszczony przez rodziców i dostał nawet od nich mieszkanie, gdzie moja M. nie dostała nic. Jednak nie to jest problemem. Facet od ponad pięciu lat ostro pije, z pięknego mieszkania zrobił melinę. Żona go zostawiła, a jego córka nie chce mieć z nim kontaktu. Moja małżonka oczywiście musi go ratować i tak od ponad trzech lat. Na początku sam chciałem mu pomóc. Proponowałem mu pracę w swojej firmie, pomoc psychologiczną, wsparcie rodzinne. A czego on jedynie chce? Oczywiście pieniędzy. Moja żona non stop się nim zajmuje, kupuje jedzenie, utrzymuje i płaci wszystkie jego rachunki, mimo że nie zarabia dużo. Zaniedbuje nasze dzieci. Wszyscy jej tłumaczyliśmy, że on ją tylko wykorzystuje i niczego nie zmieni w swoim życiu, jak ona będzie go utrzymywała. Mój szwagier oczywiście mimo ciągłej finansowej pomocy nie zmienił niczego, zapuścił się, do mieszkania sprowadza innych meneli. Jego sąsiedzi dzwonią regularnie na policję, ponieważ mają już dość bójek i awantur.
Ostatnio moją żona chciała ode mnie pożyczyć sporą ilość pieniędzy i nie chciała powiedzieć dlaczego. Jak ją zmusiłem, to przyznała się, że to dla brata. I dlaczego potrzebuje takich pieniędzy? Dlatego, że menele w jego mieszkaniu zrobili kolejną awanturę i wybili mu szyby w oknach. Nasze dzieci stały się bardzo na dystans do swojej matki. Popierają mnie, a moja małżonka uważa, że je nastawiam przeciwko niej, gdzie nigdy tak nie było. Niedawno chciała, aby jej brat nocował u nas. Ja zaprotestowałem i dzieci też. Nasza najmłodsza córka zwymiotowała, nie wytrzymała jego odoru. Śmierdzi odchodami, alkoholem i szczynami. Moja małżonka po tej akcji nie odzywała się do nas trzy dni. Jednak nie to było największym hitem.
Otóż nasza najstarsza córka jest bardzo zdolna i chciała wyjechać na zagraniczne studia. Ja utrzymuję sam rodzinę, ale mieliśmy się z żoną złożyć na ten wydatek, ponieważ są to za duże koszty. Ja oczywiście odłożyłem swoją część i przy ostatniej rozmowie o studiach moja żona wyznała, że nie ma już pieniędzy dla naszej córki. Dlaczego? Łatwo się domyśleć, wszystko poszło na brata.

Nasza córka tak się zawiodła na matce, że płakała dwa tygodnie. Wezmę kredyt i spełnię jej marzenie, jednak na żonie nie mogę polegać. Nie wiem już co zrobić. Myślę o rozwodzie, jednak ona bardzo mało zarabia i nie będzie się w stanie utrzymać, a mamy rozdzielność majątkową, więc niczego ode mnie nie dostanie. Nie wiem co kompletnie robić, nie wiem jak dzieci zareagują. Jest coraz gorzej, a ja już tego nie wytrzymam.

#1Cpck

Mam 30 lat i już nie jestem w związku, który był długi i zakończył się tak o po prostu. Seksu zawsze było mało i zawsze mi brakowało takiej cielesnej bliskości, ale ogólnie bliskość była i była ta świadomość drugiej połówki obok. Bardzo mi tego brakuje, seksu czy przytulania. Samotność i abstynencja faktycznie powodują depresję. Teraz jeszcze bieduję bardzo, pracuję, ale i tak nie stać mnie na razie nawet na sensowny pokój w mieście, w którym mieszkam, więc trzeba było zamieszkać po rozstaniu u rodziców. To znowu powoduję niską samoocenę i spadek atrakcyjności. Boję się poznawać kogoś nowego, a nawet jak już na ruski rok się uda poznać kogoś, kto rezonuje jak ja, to okazuje się, że już zajęty. I tyle z tej opowieści. Jest jak jest, trzymajcie się ciepło.

#yxyoB

Wzrosły koszty życia oraz raty kredytu i to jest tragedia dla wielu rodzin. A dla mnie...

Mam męża i synka trzyletniego.
Przed ślubem pracowałam w sklepie spożywczym, ale gdy zaszłam w ciążę, za namową męża i rodziny zrezygnowałam z pracy. Mąż zarabiał dobrze i kupiliśmy dom na kredyt.
Gdy syn skończył rok, chciałam wrócić do pracy, ale mąż stwierdził z moją mamą, że dziecko jeszcze jest za małe. Poczekałam trochę i wróciłam do tematu, ale „...czego ci brakuje, źle ci?”, „będziesz robić na zmiany, a co z dzieckiem?”, „więcej wydasz na opiekunkę, niż zarobisz”, „ja pracuję, co, nie ufasz mi?”, moja mama jeszcze dorzucała, że powinnam myśleć o rodzinie, a nie o jakimś moim widzimisię. A ja chciałam do ludzi... Kocham synka, ale on dorasta i co będzie ze mną?
I przyszły podwyżki, jedna, druga, a mąż zaczął przebąkiwać, że mały jest w przedszkolu i co ja robię cały dzień, jak on na mnie haruje.

Znalazłam pracę niedaleko domu w butiku, który jest otwarty w godzinach pracy przedszkola. Moja mama twierdziła swoje, ale tym razem poparł mnie mąż, że jeszcze jedna wypłata się przyda. Od czasu gdy pracuję (ponad dwa miesiące), mąż jest innym człowiekiem – pomaga w domu, docenia mnie i opowiada, jak to poszłam do pracy, by pomóc mu w spłacie zobowiązań. Syn zadowolony, a ja tylko kiwam głową, że łatwo nie jest, ale dajemy radę.

Prawda? Cieszę się, że mam pracę, pieniądze się przydają, ale najważniejsze dla mnie jest to, że mam swoje i nie muszę się o nie prosić męża, no i mam swój świat poza domem.

#Bhk7t

Jadę sobie do domu, a tu raptem zamknięta droga bo remont mostka. Za mostkiem 50 m mój dom, a objazd 30 km. Zero informacji od gminy, zamiast robić w wakacje, zaczęli od września, akurat jak wróciłem z urlopu, zamiast robić w nocy, robią wtedy gdy największy ruch na uliczce (ze 30 domów obok mojego), zamiast zamknąć jedną stronę i puszczać drugą to lepiej postawić ogrodzenie po całości i mieć spokój. Przecież robota najważniejsza, co tam ludzie. Teraz trzy tygodnie po wertepach w lesie, 30 km w jedną, 30 km w drugą, a nikt za paliwo nie zapłaci. Dzwonię do Gminy, a pan się dziwi, że zdenerwowany jestem i nie będzie rozmawiał ze mną dopóki się nie uspokoję i się rozłączył, mimo, że nie używałem żadnych obraźliwych słów ani nie krzyczałem. Wiem, że to żadna tragedia, ale zastanawia mnie czy na całym świecie wszyscy mają wszystkich w d...

#O5fTw

Na wszystko szkoda mi pieniędzy. Mąż i ja mamy własne mieszkanie, 12 tysięcy miesięcznie dochodu, żadnych kredytów i spore oszczędności. A mi szkoda kupić sobie cokolwiek, czego nie do końca potrzebuję, np. książki. Albo stanika, skoro mam „aż” trzy. Muszę się bardzo pilnować przy mężu, żeby nie mówić, że coś bym chciała, bo wtedy mi kupuje. A mi dalej szkoda kasy, bo przecież tego nie potrzebowałam, nawet jeśli używam, jak już kupił.

Jak ostatnio kupowałam sobie buty, to zastanawiałam się nad tym dwa miesiące. Poprzednie były rozerwane. Najchętniej bym kupiła najtańsze, ale wiem, że takie nie wytrzymają długo, więc wybieram te ze średniej półki cenowej albo na promocji. I to mnie już boli, bo muszę wydać na siebie pieniądze. Dwa lata chodzę w porwanym płaszczu zimowym, który co roku skrupulatnie zszywam w tajemnicy przed mężem. W tym roku chyba będę musiała sobie już kupić nowy. Ale mówię tak od dwóch lat i nadal w tym samym chodzę.

#8IjXr

Prowadzimy z mamą mały biznes – mamy bar z hotelem. Nie jest to może pięciogwiazdkowy hotel, bardziej takie schronienie dla osób przyjezdnych bądź też pracowników firm budowlanych.

Kilka miesięcy temu do mojej mamy przyszła pewna para ok. 40 – mężczyzna i kobieta upośledzona psychicznie. Mówili, że ze względu na trudną sytuację życiową nie mają się gdzie podziać i chcieli zjeść coś ciepłego. Obie jesteśmy empatyczne, tak więc dałyśmy im to co chcieli, a nawet poszłyśmy o krok dalej – dałyśmy im dach nad głową. Mieszkali w jednym z pokoi hotelowych w zamian za pomaganie nam w pracy – mycie podłogi, pilnowanie porządku, czasem wyjście z psem na spacer itd.
I tak sobie żyliśmy przez kilka miesięcy. Aż do dzisiaj.

Okazało się, że nasi kochani znajomi w nocy okradli wszystkich mieszkańców hotelu i ślad po nich zaginął.
A my? Nie wiem, czy jesteśmy bardziej złe czy smutne. Nie ukrywam, tłumaczenie się przed naszymi gośćmi i policją przyjemne nie jest, ale gorszy jest brak wiary w ludzi.

#eCa71

Mam na imię Sandra, mam 23 lata. Mam też chłopaka. I nie wiem co zrobić z tym związkiem.

Mój ukochany jest parę lat starszy. I zarabia bardzo dobrze, znacznie więcej ode mnie, więc lubi też sprawić sobie przyjemność. Lubi podróżować. Przynajmniej raz w miesiącu robi sobie weekendowy wypad w góry, nad morze. Gdziekolwiek. Mieszka też w dużym, piętrowym domu. Uwielbia spędzać czas na mieście. Dwa razy w tygodniu to absolutne minimum. Przy takim trybie życia spokojnie wystarcza mu, żeby odłożyć około trzech tysięcy miesięcznie. I teraz chce, żebym się do niego wprowadziła. Skoro się kochamy, to w czym problem, prawda? Ano w tym problem, że mój ukochany cały czas pilnuje, żebym go nie wykorzystała. A mnie nie stać na jego tryb życia. W restauracjach płacimy każde za siebie. Wcześniej płaciliśmy na zmianę, ale zbuntowałam się, bo ja zamawiałam za połowę tej kwoty co on, bo zwyczajnie jem mniej. Zgodził się, powiedział, że nie chce mnie wykorzystywać. Za wycieczki płacę wszystko za siebie, jak oznajmiłam, że nie stać mnie, bo w zeszłym miesiącu były dwie wycieczki, to oznajmił, że nie ma problemu, pojedzie beze mnie. Już teraz od wielu miesięcy żyję niemal na styk. Jak wprowadzę się do niego, to będę musiała się dokładać połowę kosztów utrzymania tego wielkiego domu. Mówi to otwarcie. Mówi, że nie po to ciężko pracuje, żeby rozdawać pieniądze innym. Powtarza, że on nie będzie niczyim sponsorem. A przede mną rysuje się przyszłość, gdzie ja siedzę w domu i zastanawiam się za co kupić ciuch i patrzę, jak on podróżuje, widuje się z kumplami, jada na mieście.

Kiedyś o tym rozmawialiśmy. Przyznał, że dokładanie się do utrzymania domu jako procent od zarobków ma sens. Teraz gdy poruszam ten temat oznajmia, że nie będzie rozmawiał o pieniądzach i jakoś się dogadamy. A ja bym chciała, żeby czasem mnie gdzieś zabrał tak po prostu, bez myślenia, że mnie nie stać, bo nawet jak zapłaci, to za parę dni ja zapłacę za nas dwoje. Gdy mu mówię, że w sumie mógłby czasem tak zrobić, to obrusza się, że przecież zarabiamy tyle samo. A tyle samo to my mamy podstawy, on zarabia dodatkowe tysiące jako premie i prowizje.

Nie wiem co tym wszystkim myśleć. Czuję się jak materialistka, ale po prostu dla mnie to normalne, że lepiej zarabiający partner dokłada się nieco więcej albo chociaż dopasowuje się wydatkami do partnera. Gdybym ja zarabiała więcej, to nie miałabym żadnych oporów pokrywać większej części kosztów. Nie chcę całe życie kombinować, żeby starczyło mi na buty, sukienkę, leki i kosmetyki.

Ogólnie jest dobrym człowiekiem, uczciwym. Tylko na punkcie pieniędzy ma fizia.
Nie wiem, czy to ja jestem jednak ta pazerna, że oczekuję od niego pokrycia części kosztów jego trybu życia, czy on nadmiernie na mnie oszczędza.
Dodaj anonimowe wyznanie