#R7PVF

Z racji tego, że Dzień Matki i jestem dumna ze swojej 8-latki, to jednak jako mama jestem tak pomysłowa, że klękajcie narody.
Jak na dziecko przystało, moja córka ma duży problem ze sprzątaniem swojego pokoju... Pozostawione kubki, zaczęte słodycze, talerze w ilości hurtowej...
Po kilku miesiącach proszenia, grożenia, że robaki zalęgną się w pokoju i innych dziwnych chwytów, postanowiłam zakupić w sklepie wędkarskim robaczki i przed powrotem córki do domu rozsypać w jej pokoju...
Krzyków córki nie było końca, ale posprzątać trzeba było... Poskutkowało! Od pewnego czasu pokój posprzątany, naczynia pomyte, nawet z odkurzaniem nie ma problemu...
Że też nie wpadłam na to wcześniej!

Jako że to Anonimowe – kocham moją córkę nad życie, ale nigdy jej nie powiem, skąd te robaki  :)

#Hyzs1

Gdy byłem nastolatkiem (co miało miejsce dawno, bo jeszcze wielką powodzią), zamykałem drzwi od swojego pokoju na klucz. Podsłuchałem raz rodziców, gdy rozmawiali:
– Czemu on się zamyka?
– No a jak myślisz... Jest nastolatkiem, więc to oczywiste, co robi...
Przestraszyłem się, ponieważ rodzice lubili kontrolować każdy aspekt życia, nawet oglądanie telewizji, więc kilka dni później przyznałem im się, że w tajemnicy kupiłem sobie GameBoya (pierwsza wersja czegoś, co można uznać za konsolę przenośną) i grałem.

Dopiero niedawno domyśliłem się, o co mogli mnie rodzice podejrzewać, gdy mój syn się zamykał w pokoju, co irytowało żonę, a ja powiedziałem, że pewnie kupił sobie przenośną konsolę i gra tak jak ja w dzieciństwie. Ależ ona miała zdziwioną minę  :D

#1eqC0

Przez kilka ostatnich tygodni zastanawiam się, na kogo zagłosuję w najbliższych wyborach. Pomyślałem sobie, że PiS już miał swoją szansę, PO też. Mentzen fajnie gada w sieci, to stwierdziłem, że w sumie to czemu nie, i wtedy zobaczyłem, że to nie tylko jego gadanie, ale też np. kaja godek (specjalnie z małej litery), i wiecie co? I serio jestem pierwszy raz w życiu w sytuacji, że kompletnie nie wiem na kogo oddać swój i tak nic nie wart głos...
Boję się wyborów... To jest absurdalne, bo nigdy nawet nie myślałem, że czymś takim będę się przejmował.

#0v97U

Pochodzę z małej miejscowości, więc do szkoły średniej musiałam dojeżdżać ok. 20 km. Rozkład jazdy był tak niefortunnie ułożony, że żeby zdążyć do szkoły na 8 rano, musiałam jeździć autobusem o 6.00.

Choćbym nie wiem jak bardzo się starała, każdego dnia wychodziłam na tyle późno, że drugą połowie drogi musiałam biec (miałam doskonały widok na autobus zjeżdżający z góry, jak tylko go ujrzałam, zaczynałam maraton). A zatem każdego dnia wpadałam ku uciesze zaspanych ludzi, zadyszana, ledwo żywa i każdego dnia było mi z powodu tego niezaplanowanego joggingu wstyd. Czasem nawet kierowca na mnie musiał czekać.

W końcu postanowiłam zakończyć przedstawienie. Nie, nie zaczęłam wcześniej wychodzić. Chociaż bardzo chciałam, jakoś nie umiałam się dobrze zorganizować. Po prostu biegłam przez pierwszą połowę drogi, a drugą szłam już spokojnie :)

#gRAOq

W tym roku będę mieć 16 lat i jestem zmęczona, po prostu. Moi rodzice od jakichś 3 lat nieustannie się kłócą, co wpływa na wszystkich, a ja nie mam z kim o tym porozmawiać, więc piszę tu. Kłócą się o byle pierdołę. W domu umiejętność komunikowania się nie istnieje. Ostatnio tata mi mówił, że jedzie do Warszawy w delegację i gdy spytałam, czy mama wie, to mi powiedział, że kiedyś jej powiedział, ale „zobaczymy, czy pamięta” – czyli nie przypomni jej o wyjeździe i przez to konflikt pomiędzy nimi się zaostrzy. Jak pytałam, dlaczego jej nie przypomni, to powiedział, że ona mu nie mówi gdzie i kiedy idzie, to on jej też nie.
Najgorsze jest to, że jak rozmawiam z nimi osobno, to mi mówią o swoich planach (np. spotkanie ze znajomymi) i kiedy jedno wychodzi i drugie pyta, gdzie jest ten drugi rodzic, to mówię, że tam i tam, a pierwsze zaczyna mówić jakie to drugie jest fatalne i że nic nie mówi o swoich planach. Często mówią o sobie źle przy mnie i już nie mogę tego znieść. Ten strach, że kiedyś wrócę ze szkoły i nagle usłyszę o rozwodzie jest straszny.

Dzisiaj rodzice się pokłócili o psa, moja mała siedmioletnia siostra, co nie kuma za wiele, przyszła do mnie z płaczem i serce mi to złamało. Strasznie boli, kiedy słyszy się, jak jeden rodzic mówi do drugiego „spier***laj”. Choć czasem to nawet czekam na rozwód, może wtedy każdy będzie szczęśliwy...

#2nxqI

Kiedy byłam mała, rodzice kazali mi bardzo wcześnie kłaść się spać (18, max 18:30). Po jakichś 15-20 minutach mama przychodziła sprawdzić, czy śpię. Jeśli nie spałam lub nie udawałam zbyt dobrze, krzyczała, że odda mnie do domu dziecka i weźmie sobie stamtąd grzeczne dziecko. Jeżeli miała wyjątkowo zły dzień, wyjmowała z szafy torbę i pakowała moje rzeczy. Stawiała ją przy drzwiach i mówiła, że jutro rano mnie tam zawiezie. Rano jak gdyby nigdy nic budziła mnie, robiła śniadanie etc.
Raz zapytałam ją o tę torbę i wyjazd; spojrzała na mnie ze złością i zaczęła krzyczeć, że co ja sobie ubzdurałam, znowu jakieś głupoty wymyślam itp.

Jeżeli dziś poruszam ten temat, wypiera się wszystkiego. Uważa, że sobie to wymyśliłam i nic takiego nie było. Chyba liczyła, że byłam za mała i tego nie zapamiętam. Pamiętam wszystko. 1:0, mamo.

#NgIAt

Kiedy byłam młodsza, niezwykle lubiłam pomagać w szkolnej bibliotece po lekcjach.

Pewnego dnia rozpętała się ogromna burza, a ja zostałam w szkole po lekcjach w nadziei, że może pogoda ulegnie zmianie. Postanowiłam spędzić ten czas w bibliotece. Pani poprosiła, abym odłożyła jedną z książek między półki. Kiedy robiłam to, o co mnie poproszono, usłyszałam przeraźliwy grzmot... Zaczęłam narzekać, że jak to ja do domu wrócę przez tę burzę (wracałam przez las na pieszo), że boję się, aby przez właśnie takie grzmoty coś mi po drodze na głowę nie spadło i w ogóle. Stałam za półkami, a więc nie widziałam bibliotekarki. W pewnym momencie, postanowiłam wyjść spomiędzy półek, bo pani nic nie mówiła.
Siedziała z niezadowoloną miną, patrząc się na mnie niemiło – dopiero wtedy dotarło do mnie, że nie burza spowodowała grzmot, a był to po prostu jej bąk...

#vhGrk

Moi rodzice są razem już 35 lat. Ostatnio zauważyłam, że nigdy nie mówią sobie po imieniu! Zawsze nazywają się zdrobniale „Słoneczkiem”, „Gamoniem”, „Stokrotką”, „Robaczkiem”, „Misiem”.
Co ciekawsze, kiedy nawet tata coś przeskrobie, mama zawsze z podniesionym tonem mówi do niego: „Misiek, a dlaczego zrobiłeś tak, a nie inaczej?”. Z oczu lecą iskry, ale imię nie pada.
Zapytałam o to kiedyś. Powiedziała, że jak byli młodzi, to zawsze tak do siebie mówili, a przecież wciąż się kochają i nie wie dlaczego miałoby być inaczej. Ot, po prostu weszło im to w nawyk.

Taka drobna rzecz, a jednak cieszy. To fajnie, że prawdziwa miłość naprawdę może istnieć. Zawsze razem jeżdżą na zakupy, co niedziela wspólny spacer z psem, prace w ogródku – tylko we dwoje, gotowanie – we dwoje, a jakże. Kurczę, zazdroszczę im trochę.

#8q68k

Nienawidzę dostawać prezentów. Konkretnie prezentów od mojej matki. Zawsze boję się, że będę musiała udawać zadowoloną, żeby nie zranić jej uczuć i żeby przypadkiem się na mnie nie obraziła, bo przecież się starała. Ale ja widzę, że kupując prezenty dla mnie, kupuje je jak dla siebie, wybiera to, co najtańsze albo, co najgorsze, dostaję coś, co w ogóle mnie nie interesuje, co tylko pokazuje, że ona mnie wcale nie zna.
Dodaj anonimowe wyznanie