#dp4pZ
Mijały lata, ja rosłam, zaczęłam dojrzewać. Hormony, wzmożona potliwość – aż chciało się po prostu wskoczyć do wanny. A ja byłam trochę zbyt zahukaną dziewczynką, żeby się tak po prostu sprzeciwić wiecznie zajętej mamie. Wstydziłam się przebierania na WF, że koleżanki mogą zobaczyć, że mam te same majtki co wczoraj. Po jakimś czasie, gdy sama nie wytrzymywałam z własnym smrodem, jakoś wynegocjowałam częstszą kąpiel, 2 razy w tygodniu, powiedzmy, niedziela i środa. Nadal bezsens dla mojej mamy, ciągle powtarzała, że to tylko strata wody, choć ja nalewałam sobie tylko ok. 15 cm wody do wanny. Moje ówczesne koleżanki, dorastające panienki, zaczynały o siebie bardziej dbać. Nie miały problemów ze zdjęciem swetra, bo pod spodem zawsze był świeży podkoszulek i ogolone pachy, mogły zawsze zdjąć trampki, bo nie śmierdziały im kopyta tak jak mi. Bez skrępowania mówiły, że mają okres i czują się paskudnie, a ja panikowałam, że ktoś odkryje, że to ja właśnie mam okres – w te dni najbardziej czułam się jak gówno. Zastanawiałam się też, jak moja mama to robi, jak ze sobą wytrzymuje, skoro jej częstotliwość kąpieli była nawet mniejsza od mojej, ale nigdy nie zauważyłam, żeby od niej brzydko pachniało czy coś. W końcu, gdy po raz kolejny od niej usłyszałam „A co się będziesz znowu kąpać, umyj się tylko”, nie wytrzymałam i wygarnęłam jej, co o tym myślę. Że jest brudasem, że rączki i twarz czyste, ale pod ubraniem to pewnie stodoła, że przez nią i jej wychowanie się tylko siebie wstydzę. Od słowa do słowa, wyjaśniło się całe nieporozumienie…
Otóż gdy mówiła mi „umyj się”, miała na myśli szybki prysznic. Sama tak robiła. Nigdy sobie nie wchodziłyśmy do łazienki, więc nie było okazji podejrzeć, jak to robimy. Z kolei gdy ja mówiłam, że idę się kąpać, mama wyobrażała sobie, że nalewam sobie wody aż po brzegi i bawię się z pianą i kaczuszkami, więc pozwalała mi na takie kaprysy co najwyżej przy okazji niedzieli. Teraz nawet i ona nie rozumiała, jak mogłam żyć w takim brudzie. A ja… po prostu nie byłam nauczona higieny. Nie wiem, jak to się stało. Przecież w dzieciństwie musiał być ten moment, kiedy mama wyszła z łazienki i już na zawsze przestała mi asystować przy kąpieli, skąd więc to całe nieporozumienie?
nie wiem jak można nie zauważyć że nastolatka się nie myje i nie zmienia majtek? Też mam nastolatkę: 14 lat i to że zmienia majtki widzę po ilości tych rzuconych do prania, to samo koszulki. Kąpiel też słyszę jak robi, jak bierze prysznic też, a dom mam duży, nie siedzimy sobie na głowie. Musiałoby mnie chyba w domu nie być całe dnie, a pranie córka musiałaby robić.
Dobrze, że się wszystko wyjaśniło, ale naprawdę twoja mama nie zorientowała się, że coś jest nie tak? Poza tym powinna ci jako małemu dziecku wytłumaczyć na czym polega higiena. Mnie mama ganiała po domu jak nie chciało mi się umyć przez dwa dni pod rząd. Tłumaczyła, że okolice intymne trzeba myć codziennie żeby się jakieś dziadostwo nie przyplątało, że jak się ktoś nie myje to może brzydko pachnąć. Twoja nic nie zrobiła, aby ci wytłumaczyć to, że higiena jest ważna. A takiego błędu wychowawczego nie można popełnić :(
Nie rozumiem, skoro już myłaś codziennie twarz i ręce, to dlaczego nie przemyłaś sobie pach, czy nawet stóp w umywalkę. Napisałaś, że się tego wstydziłaś i przez te wszystkie lata nie wpadłaś na taki pomysł. A fakt o tym, że nie przebieralas majtek codziennie po prostu mnie załamał, 11 czy 12 letnia dziewczynka powinna sama się z tym ogarnąć, nie można zrzucić całej winy na jej matkę.
Nie rozumiem dlaczego ludzie myją stopy w umywalce. Ciężko w wannie puścić wodę i umyć. Ostatnio w pracy wychodzę z kibelka i widzę jak jakas baba myje nogi w umywalce na dodatek miała miniowke i była odwrócona do mnie więc wszystko widziałam do tego majtki się jej podwineły. 🙈 "ile dałbym by zapomnieć..." 🎶🎵
A na nie mam wanny i zdarza mi się umyć nogi w umywalce, głównie latem. Oczywiście tylko u siebie w domu, nie wpadłabym na pomysł mycia ich w publicznej toalecie! Jest mi wygodniej, niż pod prysznicem i nic nie chlapie, nie muszę niczego nawet podwijać. Nie widzę w tym absolutnie nic złego. Pachy też myję nad umywalką 😉
A ja mam bidet i tam mogę myć stopy bez ryzyka że się wywrócę.
@Morgenrot u mnie tak "poszly" wlasnie dwie umywalki 😂 jedna calkowicie pekla i spadla a druga jest peknieta ;p
Zdecydowanie wygodniej i bezpiecznie jest to robić pod prysznicem..
nie prosciej w brodziku?
Hmm.. a wiecie że są jeszcze miski do których można wlać wodę, umyć wygodnie nogi, a później na spokojnie wodę wylać, miskę wymyć czy chociaż wypłukać i tyle... Wymiana miski jest tańsza niż wymiana umywalki czy późniejsze chodzenie tych 3 tygodni z gipsem bo ktoś się poślizgnął podczas próby mycia nóg w umywalce...
Swoją droga na jakiej wysokości wy macie te umywalki ze wam się lepiej w nich nogi myje niż np. w brodziku?
Dobrze,że dogadałyście się teraz, niż wcale
Trochę się nie dogadałyście, w sumie dobrze że w końcu to się wyjaśniło, szkoda że nie wcześniej :) a wyznanie bardzo komiczne, chociaż wiem że dla ciebie to na pewno nie była komfortowa sytuacja
A ja poniekąd rozumiem autorkę.
Moja mama nigdy nie rozmawiała ze mną o higienie, o miesiączce, w gruncie rzeczy o niczym istotnym dla dorastającej dziewczynki, więc moje pojęcie o dbaniu o siebie ograniczało się do codziennego mycia przetłuszczających się włosów.
Pamiętam swój szok i zdezorientowanie, jak na pierwszym nocowaniu u koleżanki (w podstawówce bodajże) zostałam zamknięta w łazience z ręcznikiem w łapie i poleceniem „idź się umyć” i nie za bardzo wiedziałam co właściwie mam ze sobą zrobić. Ostatecznie popluskałam wodą z kranu, zmoczyłam nogi, żeby piżama przyklejała się jak do mokrego ciała i po – jak mi się wydawało – odpowiednim czasie wyszłam.
Inna sprawa, że u nas w domu nie było ogrzewania. Znaczy było, w pokojach mieliśmy piece kaflowe, za to w łazience temperatura zimą potrafiła spaść do mniej niż 10 stopni. Rozebrać się to była masakra, a kąpanie zawsze było procederem wymagającym przynajmniej dwugodzinnych przygotowań w postaci grzania farelką - a to wiadomo, koszty – a temperatura i tak nie była wystarczająca na jakieś długie posiedzenie w wodzie.
Co prawda nigdy nie dopuściłam do tego, żeby zaczęło ode mnie śmierdzieć, ale zawsze czułam się z tego powodu trochę wyobcowana. Nikt ze znajomych też o tym nie wie.
Tak naprawdę dopiero po wyjechaniu na studia zaczęłam uczyć się codziennego mycia i to tylko dlatego, że mieszkam w akademiku, gdzie jak wiadomo, miejsca na sekrety jest mało. Ale wierzcie mi, stare przyzwyczajenia trudno wyplenić.
A o mojtkach i kilkudniowych ubraniach? Też nieporozumienie? Chyba musiała coś zauważyć
Ja rozumiem, że nieporozumienie, ale nie słyszałaś wcześniej o prysznicu? Nie wpadłaś na pomysł, żeby zamiast kąpieli po prostu szybko się przemyć? Szczególnie w czasie okresu, nawet chusteczki nawilżone mogą zdziałać cuda :o A bieliznę czy koszulkę można zmienić nawet bez mycia ;)
No i gdzie rodzice czy nauczyciele, żeby zwrócić uwagę, że coś ejst nie tak? Bo raczej widzieli przetłuszczona włosy (i zapach też pewnie zwracał uwagę)
Jakoś naciągane mi się to trochę wydaje.
No właśnie, skoro wstydziłaś się niezmienionych majtek, to dlaczego ich po prostu nie zmieniałaś i koszulek też. A włosy można myć nad wanną, nie trzeba do niej wchodzić. I najlepsze, skoro w czasie okresu, cytuję "czułaś się jak gówno", to czemu nie podmywałaś się w misce, mam nadzieję, że chociaż podpaski zmieniałaś dość często.
No i aż nie wiem co powiedzieć.
Mimo wszystko mogłaś i tak zmieniać bieliznę.
To dość dziwne. Mam ponad 20 lat, a doskonale pamiętam, jak byłam mała i mama stała nade mną, jak się myłam i mówiła, że najważniejsze, żebym dupkę umyła. 😊