#Ca4O6

Był taki czas, gdy żyliśmy naprawdę bardzo biednie, pieniędzy ledwo starczało na podstawowe potrzeby. Syn chodził wtedy do gimnazjum, a wiadomo, że dzieciaki potrafią być okrutne, więc był wyśmiewany w szkole, bo nie nosił firmowych ciuchów i miał znoszone, zniszczone buty. Niejeden raz płakał z tego powodu, a mi pękało serce.
I właśnie wtedy ukradłam dla niego buty w sklepie. Nie złapali mnie, nigdy się nie wydało, a syn był przeszczęśliwy, bo dzieciaki w szkole dały mu spokój.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam i nie jestem z tego dumna, bardzo się tego wstydzę. Nikomu się do tego nie przyznam.

#XjUPP

Dekadę temu rozpadł mi się związek (partnerka dorobiła mi bardzo okazałe poroże, wielokrotnie). Złamało mnie to solidnie, minęło bardzo dużo czasu, zostałem z problemem z alkoholem i emocjami plus depresja (na lekach jest już w miarę OK).
Ale do sedna.
Od dwóch lat jestem z dziewczyną. Na początku oczywiście zakochanie, ale potem... pustka. Lubię ją, zależy mi na niej, jesteśmy idealnie zgrani, nie kłócimy się, absolutnie wszystko jest super, ale nie kocham jej. Sądzę, że po prostu już nie umiem, poza tym przecież miłość ma pewne etapy i po latach jest już tylko to specyficzne przywiązanie.
Ale z drugiej strony nie wiem, czy nie lepiej byłoby poszukać kogoś innego. Tylko po co, skoro jest dla mnie 10/10?
Może wydać Wam się to głupie, ale czeka nas decyzja o podobnej wadze jak wspólny kredyt i po prostu mam wątpliwości.

#uoFvO

Moja dziewczyna: dlaczego nigdy nie mówisz o swoich uczuciach i tym co cię boli, tylko milczysz i jesteś nieobecny? To niezdrowe dla twojej psychiki. Wykończysz się.
Ja: Dlatego, że jak to robię, ty zamiast pomóc zaczynasz wbijać mi głębiej szpile, zmieniać do mnie nastawienie i mówić, że ty masz gorzej.
Moja dziewczyna: To nieprawda (FOCH), a tak w ogóle to ty jesteś taki i taki.

Od tej rozmowy minęły może z trzy miesiące. Problemy w pracy nakładają się z poważnymi problemami w rodzinie, problemami finansowymi i jeszcze zaraziłem się covidem, po którym mam problemy z sercem, co po zakończonym L4, na którym jestem, prawdopodobnie uniemożliwi mi wykonywanie zawodu, który wykonuję. Wychowałem się w rodzinie o konserwatywnym sposobie bycia, czyli chłop nie płacze. Chłop zaciska zęby i działa. Tym razem ten chłop nie wytrzymał i wyrzygał cały ból swojej drugiej połówce i nawet nie zauważył kiedy zaczęły lecieć mu łzy i rozryczał się jak dziecko.

Żałuję, że to zrobiłem, nie ma nic gorszego niż wyżalić się kobiecie, pokazać słabość i niemoc. Teraz nie dość, że życie mnie skopało, to kopie mnie własna kobieta. Mówi, że potrzebuje mężczyzny silnego, który będzie dla niej podporą, motywacją, a nie kogoś, kto nie radzi sobie sam ze sobą, bo nie zamierza żyć czyimiś problemami. Przypomniałem jej, co mówiła o okazywaniu słabości, ale odpowiedziała, że nie to miała na myśli.

Ogólnie jest źle, ale ma to i swoje plusy, bo otworzyło mocno oczy na wiele rzeczy. Czuję, że przez jej podejście staję się silniejszy. Trzy lata poszły w piach, trzeba jej teraz pokazać, że jednak jestem mężczyzną i kopnąć ją w cztery litery.

#dXVXr

Pracuję w obsłudze klienta, w call center. W pracy nie mam problemu z rozmawianiem z klientami. Jestem osobą kontaktową, dostaję wręcz zwrotki od przełożonych, że mówię za dużo. W życiu prywatnym jest totalnie na odwrót. Boję się zadzwonić nawet po pizzę, a co dopiero odebrać ją od kuriera. W sklepie mam problem, żeby zapytać gdzie leży dany produkt bądź załatwić sprawy w urzędzie. Mimo tego, że kiedyś pracowałam w restauracji, w sklepie też, i normalnie rozmawiałam z ludźmi, zero problemu. W momencie kiedy mam zapytać o coś pracownika lub nawet osobę na ulicy, oblewają mnie zimne poty i bardzo się stresuję, wręcz odczuwam lęk.
Kasy samoobsługowe i możliwość zamówienia online to wybawienie dla takich osób jak ja.

#r7hUJ

Kiedyś czytałam jedną z książek J. Chmielewskiej. Kto czytał, ten wie – trup ściele się gęsto, morderca, jak to bywa w lepszych kryminałach, nie do wykrycia do ostatniej strony. Kryminał ten pisany był w latach 90. W treści, w toku śledztwa, główny bohater odnajduje karteczkę z numerem telefonu.
W czasach, w których kryminał powstał, telefony nie były powszechne, zaś numer podany na karteczce ewidentnie pasował do numeru telefonu komórkowego. Tak więc, nie myśląc za dużo, wykręcam numer. A tutaj... sygnał! Szybko się rozłączam. Po pewnym czasie telefon oddzwania... Odrzucam. I piszę wiadomość, w której zawieram informacje, że morderca, że numer, że przepraszam.
Wiadomość zwrotna: „a ja się zastanawiałam, dlaczego mam tak dużo anonimowych telefonów bez odzewu...”.

#51raA

Jestem ze swoim chłopakiem już prawie 5 lat. Niedawno zaczęliśmy szukać jakiegoś miejsca do wynajęcia lub kupna, zależnie od tego, co możemy znaleźć w naszym mieście. Z racji tego, bardzo dużo czasu spędzamy na rozmowach, zwłaszcza o tym co myślimy itd. Dwa dni temu powiedział mi, że musi mi się do czegoś przyznać. Od kiedy był nastolatkiem, ma problem z oglądaniem treści dla dorosłych. Nie zrozumcie mnie źle, mi to za bardzo nie przeszkadza, sama czasami oglądam takie strony, nie mieszkamy razem, tak że rozumiem, że ma swoje potrzeby. Ale przyznał się, że zamiast używać tych typowych stron, on płacił za materiały na OnlyFans.
Spytałam się kiedy, i on powiedział, że ostatnio w zeszłym miesiącu. Przez około 3 lata on ma dostęp do nagrań ze mną i często mówił mi, że są lepsze niż te strony, że to jest takie super, to pozwalałam mu je robić, chociaż nie byłam stuprocentowo tego pewna.
Pytałam się go, czemu on za to płaci, a on mówi, że nie wie. Że jak je poogląda, to jest potem sobą obrzydzony. Że nie rozumie, czemu wraca. Nie pamiętam jak dokładnie to powiedział, ale kontekst był taki, że on nad tym nie panował. Powiedział, że to nie ma związku ze mną.

Nie, nie byłam na niego zła. Wysłuchałam go, ale było mi strasznie przykro i nie mogłam tego ukryć. On obiecał, że już nigdy tego nie zrobi, że pokaże mi te treści, jeśli chcę zobaczyć. I ufam mu, kocham go. Ale boję się, że on nie przestanie. Trzęsę się, pisząc to wyznanie. Bo czuję się trochę jak hipokrytka, ale też czuję się okropnie. Jest mi niedobrze, nie wiem czemu. Nie wiem co zrobić. Powiedziałam mu, że mi to przeszkadza, on rozumie i nie chce kontynuować tego.

I nie wiem co robić. Nie rozumiem, czego tak reaguję. Nie jestem zazwyczaj zazdrosna, i nie wydaje mi się, że to jest zazdrość. Czy macie jakiekolwiek porady?

#dkBto

Czas wymienić kobietę na lżejszy i milszy model, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Pękło we mnie coś po weselu u kuzyna. Byłem sam, gdyż moja kobieta nie chciała iść.
Córka ma ponad cztery lata, moja kobieta przez cały ten czas nie miała czasu doprowadzić się do porządku. Jest otyła, zaniedbana i wiecznie narzeka. Narzeka na wszystko. Od dłuższego czasu wolę robić nadgodziny, niż wracać do domu do wiecznie niezadowolonej kobiety, która ma o wszystko pretensje. Od ponad dwóch lat nie może znaleźć stabilnego zatrudnienia, bo za ciężko, bo szef ją wkurzył, bo atmosfera zła, bo ktoś podniósł na nią głos, bo ta praca sprawia, że ma depresję itp. Po ostatnich podwyżkach wszystkiego, w tym kredytu hipotecznego, poprosiłem ją, że musi ograniczyć spożywanie cukrów, fast foodów, już nie tylko, bo wygląda jak wygląda, ale ze względów ekonomicznych, bo nie damy rady. Jej dieta oparta o cukry i tłuszcze naprawdę dużo kosztuje. Myślicie, że zrozumiała? Nie zrozumiała. Obraziła się. Kobieta najzwyczajniej mnie obrzydza.

#JCxXn

Anonimowe wyznanie o tym, jak z żoną okłamujemy znajomych.

W związku z ostatnimi wzrostami cen absolutnie wszystkiego trochę osób z otoczenia mojego i żony średnio sobie radzi. Wzrosty rat kredytów na nieruchomości i ogólne wydatki odczuła głównie para z dwójką dzieciaków i domem w kredycie oraz siostra żony, która po prostu niewiele zarabia, a stara się utrzymać sama w obcym mieście.
Często się z tymi ludźmi spotykamy przy piwku i przekąskach i wspólnie narzekamy, jak jest teraz ciężko i jak musimy odkładać różne plany i zakupy na później. Na przykład wspomniana wyżej para nie wie jak zapłaci za buty na zimę, albo że komuś zaczęły się zęby psuć, ale wizyta u dentysty to masywny koszt.

Prawda jest taka, że nasze wydatki nie zmieniły się jakoś znacznie, może z 20% wzrostu na niektórych grupach spożywczych. Kredyt na nasze 4-pokojowe mieszkanie mieliśmy maleńki, a do tego na stałym oprocentowaniu, a podwyżek czynszu na ten moment ani widu, ani słychu. Ja w międzyczasie dostałem jeszcze podwyżkę w pracy, do tego stopnia, że powodzi nam się lepiej niż przed pandemią, żona rozważa, czy nie zrezygnować z pracy, bo zwyczajnie pokrywam nasze potrzeby z nadwyżką, a tak mogłaby zająć się domem i dzieckiem – coś, co zawsze chciała zrobić, ale nigdy nie było nas stać.

Oczywiście o żadnej z tych rzeczy nie mówimy głośno, chyba z obawy przed tym, żeby znajomi się od nas nie odwrócili z zazdrości, sam nie wiem, po prostu jakoś tak wyszło, że raz powiedzieliśmy, że nam też te wszystkie koszty skoczyły i tak zostało, a teraz nie za bardzo wiemy jak z tego wyjść. Głupio tak wprost walnąć, że okłamujemy kupę ludzi od ponad pół roku.

Pointy nie ma, ot coś, czego nigdy nie powiemy nikomu głośno, więc jako anonimowe wyznanie się klasyfikuje.

#yqWEv

Są dwie rzeczy, których się wstydzę. Nic karygodnego czy niemoralnego, ale do tej pory nie daje mi to spokoju.

Rzecz numer 1: Byłam brudasem. Zawsze na bakier z higieną, z utrzymywaniem porządku wokół siebie. Nie chciało mi się myć, po prostu. Tak było odkąd pamiętam. Dlaczego? Nie wiem. Wychowywałam się w normalnym domu, gdzie może nie opływaliśmy w luksusy, ale biedni też nie byliśmy. Na przyborach do utrzymania czystości rodzice nigdy nie oszczędzali, a matka zawsze bardzo starała się, bym po domu i poza nim chodziła zadbana. Mimo to nie było we mnie tego poczucia, że trzeba o siebie dbać, regularnie myć zęby, podcierać się po skorzystaniu z toalety itd. Im bardziej dorastałam, im bardziej byłam samodzielna, tym mocniej problem narastał. W końcu się wyprowadziłam, skończyłam studia, zaczęłam pracę. Było mi wstyd jak cholera, gdy zdarzało się, że znajomi, współpracownicy czy nawet przełożeni (!) z niejakim zmieszaniem informowali mnie, że po prostu śmierdzę. Zawsze delikatnie, dyplomatycznie, ale przekaz był jasny. Tylko co z tego? Na parę dni powodowało to u mnie poprawę, a potem wracałam do starych nawyków.

Nie wiem co się stało, jak do tego doszło, ale w końcu sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Zaczęłam dbać o siebie jak nigdy. Szukać w internecie nowych sposobów pielęgnacji. Zawsze, ale to zawsze dbam o to, by mieć na sobie świeże ubrania, nie zapominać o umyciu zębów, regularnie brać prysznic (mam nawet ulubiony żel i szampon o zapachu truskawek). Zaczęłam też niemal pedantycznie troszczyć się o ład wokół siebie. I tym sposobem...

Rzecz numer 2: Gdy jestem wśród ludzi boję się, że cuchnę. Ogarnia mnie za każdym razem panika, że toczące się szeptem rozmowy nieopodal mnie dotyczą mojego przykrego zapachu. Że jeśli ktoś wychodzi z pomieszczenia, do którego weszłam, to dlatego, że śmierdzę. Że jeśli ktoś chociaż odrobinę zmarszczy twarz, to przeze mnie. Co z tego, że od dawna tamtego brudasa już nie ma – zastąpił go za to ten strach, że smrodu się już, choćbym się szorowała dniami i nocami, nie pozbędę, nigdy.
Dodaj anonimowe wyznanie