#lQhHI

Nie potrafię zmusić się do tańca.

Gdy miałem siedem lat, lubiłem tańczyć, a nawet zapisałem się na dodatkowe zajęcia, które miały mnie nauczyć tanga. Czułem się wtedy szczęśliwy i traktowałem to jako dobrą zabawę. W końcu postanowiłem wziąć udział w występie tanecznym razem z resztą mojej grupy i zaprosiłem tam moją mamę i mojego dziadka. W momencie występu byłem chory, gdyż miałem stan podgorączkowy, ale mimo to ani ja, ani moja mama nie chciała, abym rezygnował z tego ważnego dla mnie wydarzenia.

Mniej więcej w połowie występu nasi trenerzy postanowili zrobić nam chwilę przerwy.
Pobiegłem do mamy, oczekując słów, że całkiem nieźle mi poszło. Jednak zanim mój dziadek zdążył się odezwać, moja mama mu przerwała i powiedziała mi, że tańczę najgorzej w grupie i gorzej już chyba się nie da... Złamało mi to serce. Postanowiłem wrócić do reszty mojej grupy i mojego trenera, jednak psychicznie nie potrafiłem się zmusić do dalszego występu. Po tamtym wydarzeniu zrezygnowałem z zajęć tanecznych i postanowiłem nie wracać do tańca nigdy więcej.

Lata minęły, a mnie wciąż boli mnie sama myśl o zatańczeniu czegokolwiek chociażby przed sobą samym. Dlatego unikam imprez oraz wszystkich innych wydarzeń, które musiałby mnie zmusić do aktywnego tańca. Czuję przez to wstyd, bo nie wiem jak tłumaczyć niektórym ludziom, że boję się tańca. Biorą to za coś absurdalnego, a ja nie mogę tego już znieść. Jednak wciąż nie potrafię się przełamać, aby wrócić na parkiet.

#ccBzR

Kąpię się/biorę prysznic co 2-3 dni (tylko wtedy, gdy muszę umyć głowę), podczas gdy dla innych jest to nie do pomyślenia... Ja czuję się z tym dobrze, tak zostałam wychowana i nie czuję potrzeby myć się częściej, ale np. gdy jestem u kogoś na noc, to zawsze mówię, że np. myłam się rano, żeby ten ktoś nie pomyślał o mnie jak o brudasie.
Nigdy nikt nie powiedział mi, że śmierdzę czy cokolwiek w tym stylu, więc tym bardziej nie czuję potrzeby myć się częściej. Nie mam też z tego powodu problemu z żadnymi infekcjami ani nic. Jednak trzymam to w tajemnicy, bo ludzie by tego nie zaakceptowali.

#GNQDs

Pracuję w małej firmie. Pracuje tu tylko 8 osób, dzięki czemu mamy bardzo przyjemną nieformalną atmosferę.

Miałem umówione spotkanie u klienta i właśnie jechałem na nie samochodem, rozmawiając przez telefon z kolegą z pracy. Musiałem zjechać na stację benzynową, więc powiedziałem mu, że muszę kończyć. Powiedział, że OK i kończył rozmowę, gdy zobaczyłem nowe połączenie. Popatrzyłem na telefon i zobaczyłem, że dzwoni moja żona, podczas gdy jednocześnie kończyłem rozmowę z kolegą, no i mój mózg przeszedł w tryb „kończenie rozmowy z żoną” i powiedziałem do niego „To do usłyszenia, kocham cię”. Na co on odpowiedział „Że kurde co?” i się rozłączył.
Walnąłem się w czoło z zażenowaniem, zatankowałem samochód, oddzwoniłem do żony. Poradziła, abym lepiej zadzwonił do kolegi i wyjaśnił mu, co się stało.

Zadzwoniłem na firmowy numer, odebrał kierownik. Poprosiłem, aby mnie przełączył do tego kolegi. Zrobił to i pożegnał mnie słowami „To do usłyszenia, kocham cię”.

Okazuje się, że się rozniosło i wszyscy w biurze się ze mnie śmiali. Przez kolejne dni kończyli rozmowy ze mną, mówiąc „To do usłyszenia, kocham cię”.

#IuqEO

To wyznanie będzie ohydne – uprzedzam.

Od pewnego czasu mojemu mężczyźnie chodził po głowie seks analny. Nigdy go nie uprawiałam, no ale czemu by nie spróbować? Umówiliśmy się na wieczór na spotkanie. Miałam w planach przetestować nowy pomysł. No ale nie pójdę przecież ot tak, chciałam się na to przygotować, bo nigdy nie ufałam swojej dupie, czyli mała lewatywa nie zaszkodzi. Mam do tego sprzęt, więc zabieram się za robotę. To była moja pierwsza lewatywa, więc nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać.
Trzeba tutaj zaznaczyć, że posiadam łazienkę z wanną, za to bez kibelka. Ten znajduje się na drugim piętrze.
Po wlaniu w siebie zamierzonej części wody, zachciało mi się wiadomo co. Zaplanowałam wszystko, oprócz jednego – gdzie to spłukać? Skoro jestem teraz w łazience, nie mam przy sobie kibelka? Wpadłam na jakże genialny plan – do wanny, przecież nie może być tego za wiele i na pewno będzie w postaci płynnej, więc ładnie umyję wannę i po kłopocie. Pomyliłam się... Całkiem niezłej wielkości kloce z prędkością pocisków wystrzeliwały ze mnie wprost do wanny, w której kucałam. I było tego całkiem dużo! Nie wiedziałam, co z tym zrobić, przecież takiej kało-wody nie wniosę w wiadrze i nie spłuczę w WC (nie mieszkałam sama). Wpadłam na kolejny genialny plan – to, co nie wpłynęło do kanalizacji, upchnie się dłonią. Bez rękawiczek. Tak też po raz pierwszy w życiu dotykałam swojej kupy. Czy się brzydziłam? Nie. Chyba strach, że ktoś się o tym dowie, zapanował nade mną i nie myślałam o tym. Dopiero jak to wspominam, to się brzydzę.

Po tym wszystkim przepłukałam i mocno umyłam wannę, siebie, wszystko.
No i randka była udana. Facetowi się podobało. Całując moje dłonie, nie wiedział, co robiły tego samego dnia rano...

Następne lewatywy już planowałam DOKŁADNIEJ.
A tak poza tym to jestem normalna.

#FjOWv

Mam 23 lata i pracuję w zakładzie usług komunalnych. Ostatnio miałem za zadanie posprzątać parę placów i kilka ulic – nic w tym dziwnego, praca jak praca.
Na parkingu obok supermarketu w śmieciach leżała nowa kurtka, podniosłem ją, otrzepałem, zaniosłem ją do sklepu i poszedłem dalej robić to, co miałem do zrobienia.

Dwa dni temu otrzymałem wezwanie na komendę w charakterze podejrzanego w sprawie kradzieży tej kurtki, którą zaniosłem do sklepu.
Chciałem być uczciwy, a zrobili ze mnie złodzieja.

#w0muL

Jestem niechcianym dzieckiem. Moja matka urodziła mnie, gdy miała 16 lat, ojca nigdy nie widziałam. Teoretycznie mam dziadków, ale nikt z nich nie chce mnie znać. Moja mama ma sześcioro rodzeństwa, ale ja nigdy ich nie poznałam, ponieważ matka wstydziła się „bękarta”. Nie oddała mnie ani nie usunęła, tak naprawdę nie wiem dlaczego. Odkąd pamiętam (mniej więcej 4-5 lat) mówiła mi, że zniszczyłam jej życie, że nie ma rodziny i to moja wina. Jeździła na wakacje, święta do rodziny czy odpocząć, nie biorąc mnie ze sobą. Zostawiłam sama, czasem dwa dni, czasem tydzień. Nie zwracała na mnie większej uwagi (chyba że chciała się wyżyć lub miała gorszy dzień). Rosłam w przekonaniu, że jestem nikim. Od ok. 8 roku życia musiałam sama sprzątać całe mieszanie, gotować obiady. Nigdy nie odprowadziła mnie do szkoły, ani razu nie zrobiła zadań domowych ze mną. Gdy miałam 17 lat, wyrzuciła mnie z domu, znalazła faceta i wstydziła się mnie. Po prostu udawała, że nigdy nie istniałam. Uczyłam się w technikum, więc do 19 roku życia pracowałam popołudniami i w weekendy, żeby zarobić na wynajem naprawdę marnego pokoju.

Dziś mam 31 lat, czworo rodzeństwa ze strony ojca – z tego co mi wiadomo, bo ani jego, ani ich nigdy nie widziałam. Najbardziej mnie boli moja 8-letnia siostra ze strony mamy. Mieszkamy w tym samym małym małym miasteczku i wiem, że ona jest jej oddana w całości, podczas gdy mijając mnie na ulicy udaje, że mnie nie widzi. Pracuję obok szkoły mojej siostry i wiem, że moja mama kocha ją, odprowadza, nosi plecak, bawi się z nią, wyprawia urodziny. Ona ma wszystko, czego ja nie miałam, nawet nigdy nie posmakowałam. Dziś jestem po kilku terapiach, zmagam się z depresją i stanami lękowymi. Nie potrafię stworzyć związku, jedynie w czym jestem dobra to praca. Nigdy nie będę mieć dzieci, nie potrafię stworzyć jakiejkolwiek zdrowiej relacji, bo nigdy takiej nie miałam. Nie wstydzę się przyznać, że obserwuję je, gdy je spotkam i zazdroszczę tak bardzo, że mała ma to, o co ja się modliłam co noc. Dziś po latach terapii wiem, że to nie moja wina. Nie potrafię po prostu żyć, nigdy nikt nie kochał mnie, nie wiem jak to jest. Samotność to jedyne co mam i czuję się w niej bezpiecznie. Nie potrafię tworzyć więzi nawet przyjacielskich, bo nawet w dzieciństwie wstydziłam się jak wygląda mój dom i relacją z matką. Tłumaczyłam to sobie, że musiałam prowadzić dom i żyć.

Niektórzy mówią, że jak się chce, można wszystko – to nieprawda. Ja wolałabym nigdy się nie urodzić, nie czuć tego bólu przez to tylko, że istnieję. Nie odbiorę sobie życia, nie mam tyle odwagi, będę trwać, tylko czasem szkoda mi tej smutniej dziewczynki, którą byłam i która nadal nie poznała, co to znaczy miłość. I nigdy nie pozna.

#sVsBV

Moja dziewczyna na każdą okazję do prezentu dawała mi, uwaga! SIEBIE. Traktowała seks jako prezent i jako nagrodę za dobre sprawowanie. Ja organizowałem kolacje, kwiaty, wymyślałem, jak zorganizować czas, gdzie ją zabrać, co kupić. Kiedy pod choinkę dostałem znów JĄ, postanowiłem, że dość tego. Wczoraj miała urodziny i tym razem ja też dałem jej siebie – zawinąłem co trzeba w kokardkę, położyłem się i powiedziałem: „Oto twój prezent”. Wtedy wyszła z siebie i stanęła obok :) Ostry foch i jeżeli związek wytrzyma do walentynek, to zamierzam dać jej również SIEBIE.
Trochę mi przykro, że dawałem się tak wykorzystywać, ale po pierwsze serce nie sługa, a po drugie pewne rzeczy trzeba zrozumieć, doświadczyć i się często przejechać na głupocie. Na razie poczekam, jak mi zorganizuje weekend i gdzie mnie zabierze. Niech wymyśli coś, co moglibyśmy wspólnie porobić, tym razem za jej pieniądze. Boli mnie to wszystko, powinienem to zakończyć, a mam jakąś dziwną nadzieję, że coś się zmieni, że ona zrozumie, choć pewnie nie zrozumie. Trafiłem na materialistkę i do tego egoistkę. Chciałaby tylko brać, nic od siebie nie dając. Jest mi cholernie źle.

#l4knX

Na święta dostałam voucher na trzy wybrane masaże w jednym z lepszych salonów masażu u nas w mieście. Bardzo się ucieszyłam i zaraz po świętach zadzwoniłam, żeby zapisać się na pierwszy masaż. Nie musiałam długo czekać, zostałam zapisana na następny dzień. Tak więc po pracy wróciłam do domu, szybko się ogarnęłam i prędziutko poszłam na masaż. Wybrałam masaż relaksacyjny. Okazało się, że masaż będzie wykonywał pan, całkiem przystojny pan. Rozebrałam się, ręczniczek i na łóżko. Przygasły światła, paliło się kilka świeczek, unosił się miły zapach i w tle słychać było relaksującą muzykę. Żyć nie umierać... zwłaszcza że pan masażysta masaż wykonywał świetnie.
Nie wiem kiedy, ale z tej błogości zasnęłam. Cudownie, prawda? Do czasu.
Obudził mnie pierd. Mój pierd. Z racji tego, że głowę miałam w otworze w łóżku, jedyne co mi przyszło do głowy to udawać, że dalej śpię. Biedny mój pan masażysta odskoczył od łóżka... I mu się nie dziwię, bo po chwili poczułam smród... Wiadomo, dieta świąteczna do lekkich nie należy +leżenie na brzuchu... Niby na nieświadomce, ale było mi bardzo wstyd i żal tego nieszczęsnego pana, który dłuższy czas do mnie nie podchodził. W głowie miliony myśli, jak spojrzeć temu biedakowi w twarz, w twarz, w którą być może mu pierdnęłam, bo zaraz po przebudzeniu i po puszczeniu bączala masował moje nogi.
Udaję, że śpię dalej. W końcu pan podchodzi i kończy masaż. Minęło może 10-15 min i pan miłym głosem, myśląc, że śpię, mówi: „Wstajemy, droga pani, ja już skończyłem, mam nadzieję, że masaż się podobał, chyba przespała pani większość z tych 60 minut”. Ja zmieszana wydukałam, że tak, podziękowałam, udawałam, że ziewam. Pan podziękował i wyszedł, a ja czym prędzej się ubrałam i wyszłam, modląc się, żeby nie spotkać tego pana gdzieś na korytarzu. Udało się, bo nigdzie go nie było, ale za to pani w recepcji mnie zatrzymała z pytaniem jak się podobało i kiedy zapisuję się na kolejną wizytę. Szybko odpowiedziałam, że masaż świetny, a na kolejną wizytę zadzwonię, by się umówić, bo teraz trochę się śpieszę. Już byłam przy drzwiach, już trzymałam za klamkę, ale nie, spektakl żenady trwa w najlepsze. Nie ma tak łatwo, że sobie ucieknę niezauważona. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, one otworzyły się same, bo ktoś z dworu wchodził do budynku. Kto? Pan masażysta, chyba wracał z papierosa, bo było czuć.... Nasze twarze się spotkały, ja burak na maksa, „do widzenia”, „do widzenia”, próbuję go wyminąć i jak to w takich sytuacjach bywa, gdy ja w prawo, to i on w prawo, potem ja w lewo i on, w końcu udało się, wyszłam na zewnątrz. Zestresowana wywaliłam się na schodku... Więcej tam nie wrócę – pomyślałam.

Jestem fryzjerką, ten pan przyszedł dziś do naszego salonu. Na szczęście nie ja musiałam go obcinać.

#H0IVV

W podstawówce w walentynki, chcąc zaimponować swojej wybrance, postanowiłem, że kupię jej w szkolnym sklepiku duży czerwony lizak z serduszkiem. Ponieważ bywało ciężko z funduszami, musiałem na ten cel zbierać ok. tydzień.
Nadszedł 14 lutego, mam uzbieraną równiutką sumę i dumny kieruję się w stronę sklepiku. Podchodzę, paczam i...

I dupa z planu, bo lizak zdrożał.
Dodaj anonimowe wyznanie