#KgL52

Kilka dni temu wprowadziłam się na nowe osiedle. Cały dzień nie miałam czasu, by coś zjeść, więc gdy koło 22 uporałam się ze wszystkim, skoczyłam do Żabki po coś do jedzenia. Kolejka długa, ja stałam jako czwarta, a za mną kobieta około 55 lat. Klient przy kasie zrobił bardzo duże zakupy i chciał zapłacić kartą, jednak terminal przestał działać. Kasjerka kilkakrotnie próbowała od nowa pobrać należność z karty. Trwało to może około 5-6 minut, a kobieta za mną zaczęła sapać, dyszeć i chuchać mi na plecy niezbyt świeżym oddechem. W końcu zaczęła wywody typu: „O Boże, „O Jezu”, „Ile można”, „Dziewczyno, kto cię tu zatrudnił?” itp. Odwróciłam się więc i mówię do niej kulturalnie, że przecież to nie wina tej dziewczyny, a kobieta do mnie: „Wy młodzi tylko pyskować potraficie, nie macie szacunku do starszych, nic nie przeżyliście i gówno wiecie”. Już miałam jej dosadnie dowalić, kiedy z kolejki wychodzi podchmielony mężczyzna  i mówi do niej: „Ja przeżyłem 9 lat w ciupie właśnie za takie panisko-kur...isko jak ty, więc albo czekaj grzecznie, albo wypier...aj mi z tego sklepu!”.
Zamknęła się od razu.

#t7pMq

Będzie krótko: mojemu kumplowi często zdarzało się prowadzić samochód pod wpływem.
Dzisiaj na fejsie przypadkowo zobaczyłem filmik, jak motocykliści zajeżdżają drogę pijanemu kierowcy. Mój kumpel skomentował ten filmik jakoś w tym stylu: „Takich ludzi powinno się zamykać w więzieniu, jak można jeździć pod wpływem?”.
No cóż, niezła hipokryzja z jego strony.

#vlw1I

Mój dziadek całe życie miał mnie w czterech literach. Nie przeszkadzało mi to, bo według mnie jest złym człowiekiem o psychopatycznych skłonnościach. Często z przerażeniem patrzyłam, ile jest w nim pogardy i nienawiści wobec innych.

W dodatku jest osobą bardzo chytrą i interesowną. Potrafi wyzywać kogoś za jego plecami, a przy najbliższej nadającej się okazji wykorzystać go, głównie w kwestii finansowej. Tak jak wspomniałam, mnie miał zawsze gdzieś, ja byłam smarkulą i nawet, gdy miałam 16 lat czasem zwracał się do mnie jak do czterolatki. Teraz mam poukładane życie, mam narzeczonego i dziecko, a dziadek już jakiś czas temu przekroczył dziewięćdziesiątkę. Nie chcę kontaktu z tym człowiekiem, nie wniósł do mojego życia nic dobrego, a wręcz gdy pojawiał się na krótki czas to tylko je zatruwał.

Jednak on im starszy, tym coraz bardziej boi się śmierci i tym samym ostatnio postanowił sobie, że nadrobi te wszystkie lata. Zaczęło się od pogrzebu mojej babci (jego pierwszej żony), gdzie próbował wybadać, czym zajmuje się mój narzeczony, ile zarabia itp. Od tamtej pory nagle stara się być kochanym dziadziusiem, wraz z obecną żoną kupuje prezenty dla mojego dziecka. Może i bym się na to nabrała, gdyby nie to, że widzę, jak wiele w nim tej nienawiści i pogardy, jak traktuje swoją żonę, jakie ma podejście do kobiet i ogólnie do życia. Całe szczęście mój narzeczony też to widzi i rozumie, dlaczego nie chcę dziadka w swoim życiu. On jednak wciąż do mnie wydzwania, a to, że ma prezent, a to, że telefon mu się psuje i może narzeczony by mu pomógł.

W końcu przestałam odbierać telefony. Oboje pracujemy, mamy małe dziecko, nie mamy czasu stale zajmować się usterkami w telefonie dziadka. Moja rodzina jednak potępia moje zachowanie. Ciągle słyszę "oj odbierz ten telefon, dziadek jest stary". Zupełnie jakby chodziło o małe dziecko, któremu się ustępuje. Kiedy ludzie zrozumieją, że na to, jak jesteśmy postrzegani pracujemy całe życie, a nie tylko przez ostatnie lata?

#CUK4a

Od dziecka miałam niezwykłe pomysły. W wieku około 9-10 lat, wraz z dwoma koleżankami z podwórka (jedna młodsza o rok, druga 4 lata) stwierdziłyśmy, że nie mamy co robić na podwórku, bo zabawek wiele tam nie było - tylko drabinki, trzepak i piaskownica, z której więcej korzystały psy nuż dzieci.

Żeby załatwić sprawę jak przystało na "dorosłego człowieka", postanowiłyśmy napisać podanie do urzędu i tak też zrobiłyśmy. W "podaniu", na kartce wyrwanej z zeszytu, napisałyśmy, że w imieniu wszystkich dzieci z podwórka prosimy o nowe zabawki, co do zabawy mamy na podwórku i wypisałyśmy listę wszystkich dzieci z podwórka. Kopertę i znaczek ogarnęłyśmy za drobne, które normalnie poszłyby na słodycze. Nazwę i adres urzędu znalazłyśmy na którejś klatce, bo żadna z nas nie miała internetu, a rodziców nie chciałyśmy pytać, bo bałyśmy że dostaniemy szlaban.

Zaadresowane zostało na najmłodszą koleżankę, bo jak powiedziała, jej rodzice nawet jak się dowiedzą, to nic jej nie zrobią, ale na samym piśmie podpisane byłyśmy wszystkie. Skrzynka pocztowa była 5 minut drogi od naszego podwórka, więc jak wszystkie poszłyśmy wysłać naszą ciężką pracę rodzice się zaniepokoili, więc powiedziałyśmy, że poszłyśmy na podwórko obok.

Wyobraźcie sobie zdziwienie moje i moich rodziców, gdy miesiąc później na mój adres przyszedł list, że na naszym podwórku zostanie zrobiony mini plac zabaw. Mama była super zaskoczona, powiedziała, że o to występowała jakieś 5 lat wcześniej, więc czemu piszą teraz? Gdy powiedziałam jej jak to się stało stwierdziła, że nasz pomysł był świetny i jesteśmy bardzo dzielne, pomysłowe, i gdybyśmy jej powiedziały, to spróbowała by nam pomóc.

Tydzień po przyjściu pisma, mama musiała coś załatwić w urzędzie. Gdy wróciła opowiadała mi, że jedna z urzędniczek rozpoznała nasze nazwisko jako jednej z autorek niezwykłego podania. Okazało się, że nasze pismo rozbawiło połowę personelu urzędu, a moje nazwisko było jedynym, które udało skojarzyć się z rodzicami, więc pismo zostało przesłane do nas.

Teraz jak to wspominam, myślę że dobrze, iż nie powiedziałyśmy nic rodzicom, bo tak byłoby widać, że dorośli chcą coś zrobić i wynik mógłby być taki sam jak wtedy gdy moja mama próbowała. A tak nam się udało, mimo że czekać musiałyśmy rok.

Do tego gdy w 5 klasie gdy pani na polskim pytała czy ktoś z klasy pisał już jakieś podania byłam jedyna, która miała takie doświadczenie. Wtedy też się dowiedziałam, że podanie powinno wyglądać zupełnie inaczej niż to, które my wyprodukowałyśmy, ale najważniejsze, że swoje zadanie spełniło i nadal jestem z siebie i moich koleżanek dumna, mimo że minęło od tego czasu już prawie 15 lat, a kontakt z obiema dziewczynami straciłam po przeprowadzce.

#eCq96

Jechałam sobie autobusem. Siedziałam na podwójnym siedzeniu, z brzegu, obok przy oknie siedziała pani czytająca książkę. W pewnym momencie zamknęła ją, jakoś tak poruszyła kolanami, więc pomyślałam, że będzie wysiadać. Akurat autobus zatrzymał się na przystanku, ludzie zaczęli wysiadać, więc wstałam, ustępuję swojej współpasażerce, ale ona... ona wcale nie wysiada. Otworzyła książkę i dalej ją czyta. Załączył mi się chwilowy error mózgu, a że jestem bardzo wstydliwa, zrobiło mi się głupio i nie chciałam tak po prostu siadać czy zostać na miejscu i stać, bo niby nagle odechciało mi się siedzieć... Co zrobiłam? Z tego wszystkiego zdecydowałam się pójść za tłumem i wysiadłam... na kilka przystanków przed moim celem podróży.

#nRzDw

Sympatyzowałem kiedyś z pewną dziewczyną. Niby nic „formalnie” sobie nie deklarowaliśmy, ale spotykaliśmy się i chyba była chemia. Kiedyś jak odwiozłem ją do rodzinnego domu w niedzielę, to ni z gruszki, ni z pietruszki zaprosiła mnie na obiad. Z jej rodzicami. A ja odmówiłem, bo... miałem dziurawą skarpetkę, a ściąganie butów w jej domu było obowiązkowe.
I tak nasze drogi się rozeszły. Nie zdradziłem jej mojej „tajemnicy”.

#lix0i

Jakieś dwa lata temu, w wakacje, wracaliśmy ze znajomymi autokarem znad morza. Po godzinie jazdy zachciało mi się siku, zacisnęłam zęby i powiedziałam sobie w myślach "Wytrzymam, przecież za chwilę będzie jakiś postój...". I jak na złość przez kolejne 3 godziny autokar nie zatrzymał się ani razu! Ja, już nie mogąc wytrzymać, kręcę się na tym siedzeniu, patrzę przez szybę czy czasami nie jesteśmy blisko jakiejś stacji... W końcu jest! 

Wysiadam szybko z koleżanką i lecimy do toalet na stacji paliw. Pech chciał, że na tej samej stacji zatrzymał się jeszcze jeden autokar, więc kolejka do toalety była strasznie długa. Muszę napomknąć, że była to już 22 wieczorem, więc na zewnątrz było już ciemno. Wpadł mi do głowy głupi pomysł. A mianowicie, powiedziałam do koleżanki, żebyśmy poszły na zewnątrz w jakieś miejsce, by tam załatwić sprawę. Znalazłyśmy duży parking z tyłu stacji, gdzie było kilka drzewek. Koleżanka weszła pomiędzy samochody, a ja, myśląc, że znalazłam lepsze miejsce, kucnęłam między samochodem, a małym krzaczkiem. 

Kiedy już zdjęłam spodnie, poczułam ulgę. Byłam z siebie dumna, że wytrzymałam. Musiała minąć chwila, bym zorientowała się, że za mną jeżdżą samochody. Okazało się, że kucam z gołym tyłkiem wystawionym w stronę autostrady...

#KwIqf

Gdy byłam mała, miałam strasznie wybujałą wyobraźnię.
Zimą, gdy wracałam do domu z sanek, nudziło mi się i żeby droga jakoś szybciej zleciała, to brałam jakąś przydrożną bryłę śniegu (nie byle jaką, musiała akurat wydać mi się małą bryłą potrzebującą opieki), rysowałam jej oczy, sadzałam na sanki i wiozłam aż do ogródka, gdzie miałam całą kolekcję moich zimowych dzieci.
Dodam, że każda bryłka miała jakieś super słodkie imię. Do dzisiaj pamiętam małego Henia...

#RTd8m

Kupiłem na święta nowy telewizor OLED za 4000 zł (bez grosza) na 24 raty. Taki prezent dla rodziny, bo nie mieliśmy przez ostatnie 3 lata w ogóle tv.
Przykręciłem go pięknie do ściany, poustawiałem smart tv, zapłaciłem za subskrypcje Netflixa, HBO i Disneya, żeby coś było dla mnie, żony i dzieci.

Na drugi dzień syn przez przypadek strzelił z Nerfa (teraz te nowe mają kur... niezłą moc, potrafią na kilkadziesiąt metrów lecieć naboje) w ekran i pajęczyna na ponad pół ekranu. Dosłownie się popłakałem.
Gwarancja nie obejmuje takiej szkody, a nowa matryca to 80% wartości telewizora.
Na śmietnik wyrzucę go po Nowym Roku, przynajmniej popatrzę sobie jak wisi, skoro już zapłaciłem. Albo nakleję na niego zdjęcie palącego się kominka w takich samych wymiarach.
Tak, że telewizora i bajek nie będzie przez następne kilka lat, a przynajmniej do momentu kiedy nie spłacę rat.
PS. Dobrze, że go nie zarejestrowałem, bo jeszcze bym abonament płacił...

#pmZGf

Z serii: historie z dzieciństwa.

Moja siostra opowiedziała mi, że pewnego razu, gdy byłam mała (ja 5 lat, ona 15) poszła ze mną na targ kupić ziemniaki. Facet, który sprzedawał owe ziemniaki, ewidentnie do niej zarywał, a że mi się on chyba nie spodobał, powiedziałam przy nim do mojej siostry: „Mamusiu, możemy już iść?”.

Moja siostra powiedziała, że jego mina była bezcenna. I że już więcej nie wzięła mnie na targ :)
Dodaj anonimowe wyznanie