Historia zdarzyła się, jak byłem małym brzdącem, konkretnie sześciolatkiem, i nastał ważny dla mnie czas wybierania szkoły podstawowej.
Rodzice wymyślili sobie, że poślą mnie na rozmowę „kwalifikacyjną” do bardzo dobrej prywatnej szkoły, szczycącej się świetnym zachowaniem i nastawieniem uczniów. Częścią tego „testu wstępnego” było narysowanie na kartce wymarzonego zwierzątka. Wszystkie dzieci, które były tam ze mną, rysowały zwyczajne pupilki typu kotki, pieski, czasami jakiś króliczek się trafił. Jak przyszła moja kolej, z dumą podałem pani kartkę z dziwną plątaniną grubych krech, dużą ilością czarnego, czerwonego i zielonego. Pani zszokowana pyta: Mareczku, co ty mi tu narysowałeś? Ja na to odpowiadam z dumnie wypiętą klatą: To jest, proszę pani, kolczasta kobra, która będzie zabijać moich wrogów.
Jak możecie się domyśleć, to był ostatni raz, jak widziałem tę szkołę od środka. :))
W pewne upalne lato mój organizm postanowił zrobić mi psikusa i obdarował mnie miesiączką kilka dni za wcześnie. Byłam akurat w pracy, tampony miałam, ale bielizny na zmianę już nie. W służbowej łazience zrobiłam co trzeba, wróciłam do pokoju i podzieliłam się kłopotem z koleżanką – że siedzę bez majtek w pracy (a miałam na sobie zwiewną sukienkę letnią do kolan) i że w wolniejszej chwili wyskoczę do sklepu kupić jakieś majtki. Koleżanka zamyśliła się i po pewnym czasie żartem mówi: „Jakbyś teraz zemdlała, wezwałabym pogotowie, oni by zobaczyli, że bez gaci siedzisz! No i pomyśleliby, że swoją posadę dupą zdobywałaś!”. I w tym momencie wszedł do pokoju nasz szef – gentleman starej daty, bardzo kulturalny i uczciwy człowiek. Usłyszał ostatnie słowa koleżanki i się na nią oburzył: „Pani Katarzyno, jeśli wątpi pani w fachowość pani Anny i w mój dobór współpracowników, to chyba musimy poważnie porozmawiać!”. Obie zdębiałyśmy i zaczęłyśmy mu najdelikatniej jak potrafiłyśmy wyjaśniać sytuację. Szef zrozumiał, nieco się zaczerwienił, stwierdził, że temat mu nieobcy, bo i ma żonę, i dorosłe córki, kazał mi iść do sklepu „uzupełnić garderobę”. Koniec tematu, koniec rozmowy, nie wracaliśmy do tego.
Jakiś czas później nasza pani sprzątaczka zasłabła w pracy. Przyjechało pogotowie, zabrało panią Gienię do szpitala. Szef przyszedł do nas nieco zdenerwowany stanem zdrowia pracownicy i w pewnym momencie wyrwało mu się: „Mam nadzieję, że majtki na sobie miała!”.
I wyszedł, chyba zawstydzony swoją frywolnością...
Wstydzę się tego, że mam większe libido niż mój mąż. I tak było od zawsze, nigdy sam niczego nie zainicjował, od 5 lat proponuję wszystko tylko ja... Inne kobiety muszą się tłumaczyć bólem głowy, a ja dałabym wszystko, żeby tylko mój zachciał mnie pierwszy.
Niby błahe, ale przez kilka lat zaczyna to być uciążliwe. :(
Czuję się w jego oczach mało atrakcyjna.
Sytuacja miała miejsce w sobotę, po uprzedniej piątkowej imprezie. Nic mi się nie chciało, ale brat wraz ze swoją dziewczyną zaproponowali mi, bym z nimi pojechała do sklepu. Więc ogarnęłam się i zapakowałam do auta.
I tak chodzimy i chodzimy po tym sklepie.... nagle patrzę, a moja "bratowa" bierze do ręki mrożoną kawę, która jak wiadomo ma wiele konserwantów. Więc się skradam do niej od tyłu i szeptam jej do ucha "Nie pij tego gówna". Ona się odwraca, a ja patrzę i zdębiałam! To nie była moja bratowa, tylko jakaś dziewczyna, która właśnie patrzyła na mnie zszokowana. Przeprosilam ją grzecznie i się zaczęłam oddalać. Minęłam jej chłopaka, który wszystko widział, ale nie wiedział o co chodzi. Podeszła do niego i mu przedstawiła wydarzenie. A on skwitował "No to rzeczywiście lepiej tego nie pij".
Wpadłam w niezły atak śmiechu i już do samej kasy ocierałam łzy. Brat oczywiście wszystkim opowiedział, że atakuję niewinne osoby robiące zakupy.
Zawsze miałam bujne owłosienie (jestem brunetką, więc dodatkowo jest bardzo ciemne). Od 12 roku życia golę sobie wszystko, ale najgorsze są okolice bikini, bo kiedy nie ogolę się na czas, odrastają naprawdę gęste włosy, taki busz, który zapycha i tępi nawet najdroższe maszynki. Wosku nie używam, bo zeszłaby ze mnie chyba cała skóra razem z włosami. Ale w końcu odkryłam sposób jak golić się, żeby nie stępić od razu trzech maszynek.
Moja mama kupiła maszynkę elektryczną do strzyżenia dla naszego yorka, jest to specjalna maszynka dla zwierzaków, której używają psi fryzjerzy, działa na prąd. Kiedy zostaję sama w domu, pożyczam ją, żeby zgolić swój busz, a potem odkładam na miejsce.
To moja mała włochata tajemnica, o której wiem tylko ja i... wy.
Jako świeży pracownik w nowo otwartym zakładzie produkcyjnym chciałem się wykazać jako osoba bardzo pracowita i zaangażowana. Mimo tego że płaca była marna. Pracowałem jak szalony, dawałem z siebie wszystko. Do domu wracałem ledwo żywy ze zmęczenia.
Po paru dniach szefostwo dostrzegło moje starania, ale nie do końca w taki sposób jak to sobie wyobrażałem. Dołożyli mi jeszcze jedną maszynę do obsługiwania, tłumacząc to tak, że skoro wyrabiałem tak dużo ponad normę to widocznie moje dotychczasowe obowiązki były za mało wymagające.
Ja, moja dziewczyna oraz jej starsza siostra z mężem i dziećmi wybraliśmy się raz na kręgle i piwko. Był to dość spory klub, mają tam też bilard i gry video. Moja dziewczyna oraz mąż jej siostry prowadzili, więc nie mogli pić. Ja i siostra dziewczyny wypiliśmy po parę piw.
Minęło trochę czasu. Po powrocie z toalety zauważyłem moją dziewczynę, jak gra na automacie. Podszedłem do niej od tyłu, przytuliłem się i objąłem ją, jedną ręką chwytając za pierś. Ona sięgnęła ręką i chwyciła mnie za tyłek. Po chwili nachyliłem się, aby ją pocałować, ona odwróciła głowę… to była jej siostra. Odskoczyłem jak oparzony, jej zszokowane spojrzenie też jasno wskazywało, że spodziewała się zobaczyć swojego męża. Wyjąkałem przeprosiny i zacząłem się tłumaczyć, ale było ciężko, bo jakkolwiek obie mają bardzo podobne sylwetki i fryzury, to były ubrane zupełnie inaczej. Do dzisiaj nie rozumiem, jak mogłem się pomylić.
Najlepsze, że całą sytuację doskonale widział jej mąż. Myślę, że nasza reakcja i autentyczne zdziwienie na twarzach uwiarygodniły moje wyjaśnienia, ale do dzisiaj mam wrażenie, że czasem podejrzliwie na mnie patrzy, gdy rozmawiam z jego żoną.
Na mojej zwykłej drodze do pracy trwają roboty drogowe, dlatego wczoraj wracając do domu spróbowałem pojechać inaczej. Zależało mi, aby szybko wrócić. W pewnym momencie natrafiłem na czerwone światło. Planowałem skręcić więc zjechałem do prawej krawędzi jezdni i ustawiłem się za kilkoma samochodami. Po paru chwilach światła zmieniły się na zielone, ale na moim pasie wszyscy dalej stali. Trochę się zagotowałem. Każdemu może się zdarzyć zagapić za kierownicą, ale czasem ludzie tak wolno ruszają, że na zielonym mieszczą się tylko 2-3 samochody i bardzo mnie to wkurza.
Tego dnia szczególnie nie miałem cierpliwości, więc nie żałowałem klaksonu aby wyrazić swoje oburzenie, a przez otwarte okno puściłem kilka soczystych wiązanek. Po chwili zorientowałem się, że w samochodach przede mną nie świecą się światła i nikt nie siedzi w środku. Stały zaparkowane…
Pracuję w markecie. Głównie na sklepie, ale zdarza się siedzieć też na tej zafajdanej kasie. Po jakimś czasie człowiek wpada w taką rutynę słowną, że nie może się jej pozbyć w życiu codziennym. Sam, robiąc zakupy jako klient innego sklepu, trafia mi się palnąć do kasjera coś mimo woli. Przykłady?
Sprzedawca: Torebkę?
Ja: Proszę sobie sięgnąć.
Sprzedawca: (podaje kwotę, którą mam zapłacić).
Ja: Karta czy gotówka?
I mój ulubiony, najczęstszy.
Na koniec moich zakupów:
Sprzedawca: Dziękuję i do widzenia.
Ja: Dziękuję i zapraszam ponownie.
Niby nic, ale często patrzą na mnie jak na idiotę ;)
Jestem tatą. Tak, to duma zasługująca na dwuwyrazowe zdanie, oczywiście zakończone kropką, by podkreślić, jak dumny tata to pisze. Skąd ta duma? To nie ja nazwałem siebie tatą, tylko mój syn. 16-letni skejt jeżdżący na desce, hulajnodze, rowerze typu MTB czy BMX, no i na rolkach oczywiście. Nadal pytanie, skąd ta duma? Usłyszałem jedno zdanie, przez przypadek oczywiście, jak mój syn mówi do swojego kolegi: „Starego to masz ty, ja mam tatę, normalnego, nie jakiegoś patusa, żeby go starym nazywać”. Reszty nie słyszałem, bo moja duma i ego tak przywaliły w sufit, że straciłem słuch.
Całe życie staram się wychowywać syna tak, jak sam chciałbym być wychowany. Gdy był malutki, starałem się codziennie po pracy powiedzieć mu coś fajnego, pokazać coś interesującego albo chociaż ułożyć z nim LEGO, dać mu czas chociaż tę godzinę. Gdy był trochę większy, uczyłem go. Jest słaby z angielskiego i matematyki, tak jak i ja, ale uczyliśmy się razem, przy okazji dużo rozmawiając. Pytałem wprost o tematy, na których mi zależało gdy byłem w jego wieku. Rozmawiałem z nim o tym, że włosy od pachami to coś normalnego, że jego ciało się zmienia. Potem było trudniej, ale starałem się nadążać za zmianami. Nowe pasje (rowery, hulajnogi, deski itp.), pierwsze poważne problemy, pierwsze zakochanie, niepewności. Byłem częścią jego życia zawsze gdy miałem okazję. Mój syn to mój syn, kumpel, znajomy przyjaciel. Nie raz mieliśmy kłótnie, nie raz siedzieliśmy za domem, gadając o włosach jakiejś Asi lub innej Moniki.
Teraz mój syn ma 16 lat. Mam nadzieję, że zobaczę go, jak będzie miał 17. Szans, że zobaczę go, gdy będzie miał 18 już raczej nie mam... Wyroki słyszy się nie tylko w sądzie, czasem jest to gabinet lekarski.
Rozmawialiśmy tysiące razy, a wiem, że ta rozmowa będzie jedną z tych najtrudniejszych i odwlekam ją w nieskończoność, szukając wsparcia w internecie, na forach i stronach. I żona, i syn muszą się dowiedzieć...
Jeśli masz dziecko, poświęcaj czas swojemu dziecku. Bo komu innemu, jak nie jemu?
Dodaj anonimowe wyznanie