#wmpuX

Kiedyś wiosną umówiłem się z kumplem na tzw. nocną jazdę bez celu, prywatnie, na dwa samochody. Celem było miasto oddalone ode mnie 50 km, a od niego 170 km.

Wyjechałem odpowiednio później w stosunku do niego, bo wiadomo, mam bliżej. Niestety, mimo że miałem być wcześniej, spóźniłem się ponad 1,5 h. Powód oficjalny? Zepsucie i naprawa blow offa (dla niewtajemniczonych takie coś, co robi „psyk” podczas puszczania gazu).

Nieoficjalny i prawdziwy? Od mojego domu do głównej DK trzeba przejechać około 9 km drogami zapomnianymi przez ludzkość. I przez 9 km „odżabiałem” drogę z migrujących żab, które po deszczu poszły szukać nowego lokum, a ja nie miałem serca ich zignorować i skazać na śmierć, przez co często musiałem stawać, żeby przeskoczyły na drugą stronę, albo co gorsza wychodzić w deszczu z samochodu i je przeprowadzać na drugą stronę.

#dp4pZ

W dzieciństwie byłam trochę na bakier z higieną. W domu był zwyczaj kąpieli w jeden dzień tygodnia. Szkoda, bo bardzo to lubiłam, jednak mama nie pozwalała na to częściej, tłumacząc się oszczędnościami. Gdy miałyśmy gdzieś wychodzić, mówiła tylko „umyj się”, mając na myśli twarz, ręce i zęby. Każdego wieczoru także kazała mi się umyć, sama robiła to samo, no i do łóżeczka. Kiedy podrosłam na tyle, żeby widzieć, jak to wygląda u innych dzieci, zaczęło mi to trochę przeszkadzać. Wiadomo jednak, że przyzwyczajenia domowe były górą.

Mijały lata, ja rosłam, zaczęłam dojrzewać. Hormony, wzmożona potliwość – aż chciało się po prostu wskoczyć do wanny. A ja byłam trochę zbyt zahukaną dziewczynką, żeby się tak po prostu sprzeciwić wiecznie zajętej mamie. Wstydziłam się przebierania na WF, że koleżanki mogą zobaczyć, że mam te same majtki co wczoraj. Po jakimś czasie, gdy sama nie wytrzymywałam z własnym smrodem, jakoś wynegocjowałam częstszą kąpiel, 2 razy w tygodniu, powiedzmy, niedziela i środa. Nadal bezsens dla mojej mamy, ciągle powtarzała, że to tylko strata wody, choć ja nalewałam sobie tylko ok. 15 cm wody do wanny. Moje ówczesne koleżanki, dorastające panienki, zaczynały o siebie bardziej dbać. Nie miały problemów ze zdjęciem swetra, bo pod spodem zawsze był świeży podkoszulek i ogolone pachy, mogły zawsze zdjąć trampki, bo nie śmierdziały im kopyta tak jak mi. Bez skrępowania mówiły, że mają okres i czują się paskudnie, a ja panikowałam, że ktoś odkryje, że to ja właśnie mam okres – w te dni najbardziej czułam się jak gówno. Zastanawiałam się też, jak moja mama to robi, jak ze sobą wytrzymuje, skoro jej częstotliwość kąpieli była nawet mniejsza od mojej, ale nigdy nie zauważyłam, żeby od niej brzydko pachniało czy coś. W końcu, gdy po raz kolejny od niej usłyszałam „A co się będziesz znowu kąpać, umyj się tylko”, nie wytrzymałam i wygarnęłam jej, co o tym myślę. Że jest brudasem, że rączki i twarz czyste, ale pod ubraniem to pewnie stodoła, że przez nią i jej wychowanie się tylko siebie wstydzę. Od słowa do słowa, wyjaśniło się całe nieporozumienie…
Otóż gdy mówiła mi „umyj się”, miała na myśli szybki prysznic. Sama tak robiła. Nigdy sobie nie wchodziłyśmy do łazienki, więc nie było okazji podejrzeć, jak to robimy. Z kolei gdy ja mówiłam, że idę się kąpać, mama wyobrażała sobie, że nalewam sobie wody aż po brzegi i bawię się z pianą i kaczuszkami, więc pozwalała mi na takie kaprysy co najwyżej przy okazji niedzieli. Teraz nawet i ona nie rozumiała, jak mogłam żyć w takim brudzie. A ja… po prostu nie byłam nauczona higieny. Nie wiem, jak to się stało. Przecież w dzieciństwie musiał być ten moment, kiedy mama wyszła z łazienki i już na zawsze przestała mi asystować przy kąpieli, skąd więc to całe nieporozumienie?

#lzHwQ

Mój tata był policjantem. Po jego śmierci przez kilka lat tak z doskoku jeździliśmy z mężem do domu, w którym tata mieszkał: świetne miejsce na weekend, tuż pod lasem, daleko od sąsiadów. Wszystko super, poza tym, że tata był „przydasiem” i nie wyrzucał niczego, bo wszystko może się przydać. Została po nim masa klamotów. W tym, między innymi, stary drewniany fotel.
Fotel był mega wielki i brzydki, do samochodu załadować nie było jak, gabarytów jakoś nikt nie wywoził, postanowiliśmy – tak, to całkowicie naganne – porąbać go byle jak i spalić. Tak zrobiliśmy.

Ognisko rozpalone, usiadłam z piwkiem, mąż tacha siedzisko fotela z kawałkiem stelażu, pakuje do ognia. Prostuje się, ociera pot z czoła, bierze sobie piwo, siedzimy i...

I W TYM MOMENCIE KTOŚ ZACZĄŁ DO NAS STRZELAĆ.

To jest cud boski, że nas wtedy nie pozabijało. Przez jakiś czas byliśmy jak w amoku, nie wiedzieliśmy co się dzieje. Dopiero kiedy przestaliśmy się trząść ze strachu i odważyliśmy wstać z ziemi, odkryliśmy, co się stało... Otóż w fotelu, dokładnie między tym siedziskiem a ramą, schowane było pudełko cholernych nabojów. Rozumiecie? Nabojów. A my je wrzuciliśmy do ognia... Do dzisiaj nie wiem, jak nam się udało ujść z życiem z tego ostrzału. Może tata nad nami czuwał. A może to było jego ostrzeżenie pod tytułem „zostawcie moje rzeczy”. W fotelu odkryliśmy jeszcze jedną paczkę nabojów. Nikomu o tym nie powiedzieliśmy i tylko czekaliśmy z sercem w gardle, czy kto jednak strzałów nie słyszał i policji nie wezwie. Na szczęście to była mazurska wieś, a nie Detroit.

Do końca życia nigdy niczego tam nie spalimy.

#eYYbI

Ja, kobieta, 29 lat, bardzo ładna nauczycielka języka obcego, tłumacz przysięgły i początkujący tłumacz symultaniczny. W następnym roku bronię doktorat.
Alkoholiczka poniewierająca się z dwoma promilami alkoholu przynajmniej 5 razy w tygodniu. Tak już opanowałam kłamstwo i zacieranie śladów po libacjach w samotności, że prawie nie mam kaca i nikt nic nie zauważa.

Dwa miesiące temu prawie zapiłam się na śmierć. Od tamtej chwili uświadomiłam sobie mój problem i bardzo się boję. W lustro patrzę tylko gdy zakrywam twarz makijażem. Wstyd mi przed samą sobą i rodziną. Gdybym mogła cofnąć czas i nigdy nie spróbować alkoholu, zrobiłabym to bez mrugnięcia okiem.

Wyznanie tutaj piszę już z setny raz, może w końcu odważę się kliknąć „dodaj”.

W środę pierwszy miting u AA. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby się udało zapukać do drzwi...

#6u0WM

Rok temu wybrałem się z kolegami do klubu. Tej nocy przesadziłem z alkoholem. Do mojej znajomej, którą spotkałem, powiedziałem „Jestem pijany tylko w 99%” i rzeczywiście tak było... Mieliśmy już wracać do domu, ale jeden kolega gadał w samochodzie z jakąś dziewczyną, drugi poszedł na kebab, tak że stwierdziłem, że wrócę sam z buta. Koło budki z kebabem na chodniku ujrzałem całego papierosa. Nie paliłem od dwóch miesięcy i stwierdziłem, że sobie przynajmniej zapalę, co mi tam. Schowałem go do kieszeni i poszedłem z myślą, że jak kogoś spotkam po drodze, poproszę o zapalniczkę. W połowie drogi moi koledzy dogonili mnie samochodem i odwieźli do domu. Okazało się, że nie mam kluczy od domu. Wszedłem na Facebooka i napisałem status „Kto nie śpi pisać pilne”. Zadzwoniłem do kolegi, z którym byłem w klubie i zgodził się mnie przenocować.
Rano obudziłem się jeszcze pod wpływem i prawie nic nie pamiętałem. Mój status na fejsie zdobył 5 lajków, ale nikt nie napisał. Podziękowałem koledze, ubrałem się i wyszedłem. W kieszeni kurtki poczułem coś miękkiego. Pomyślałem „a no tak, mój znaleziony papieros”. Wyjmuję go z kieszeni i okazało się, że to frytka... Zwykła frytka, która komuś wypadła z kebaba. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie spotkałem nikogo po drodze, by zapytać o ognia :-)

#Yq1TM

W październiku obchodziłam z chłopakiem piąta rocznicę związku. Niedawno dowiedziałam się, że pisze w grze z innymi dziewczynami, sam o tym wspomniał. Dobra, spoko, to tylko gra. Po pewnym czasie zaczął pisać przy mnie na snapie i instagramie. Byłam wkurzona, ale nie zabronię mu pisać na temat gry czy zwykłego „co tam słychać?”. Nie było to dla mnie ogromnym problemem do momentu, gdy nie przeczytałam jak „koleżanka z gry” wyznaje mu miłość. Po małej awanturze wyjaśnił z nią sprawę, że chodziło o grę (tak błądziła, że nawet siedmiolatek czytając wiedziałby, że to kłamstwa. Wyznanie miłości było dość szeroko rozpisane. „Jesteś najważniejszy”, „Stawiam cię na pierwszym miejscu” itp.), a połowa wiadomości była usunięta...
Wiem, że coś jest nie tak. Perfidnie nadal przy mnie pisze z jakąś inną, zerkając, czy aby na pewno ja nie widzę. Boję się odejść, jestem mocno przywiązana. Planowałam dość daleką przyszłość z nim, a czar prysł w najmniej spodziewanym momencie i wiecie co? Mogłoby się wydawać, że po awanturze przestanie pisać, ale nie. Właśnie siedzi wygodnie w fotelu naprzeciwko i znów z kimś koresponduje. Nie mieszkamy razem, przyjechał dziś, żeby spędzić ze mną czas. Naprawdę, chłopie... Lepszego spędzania czasu nie umiałam sobie wyobrazić, jesteś cudowny, dziękuję.

#Ia660

Jest wigilia. Spędzam ją sam. Mam dość liczną rodzinę, ale chcę być sam. Dlaczego? W związku z moją nową pracą i obowiązkami zacząłem dobrze zarabiać. Stać mnie na wynajęcie mieszkania i normalne życie. Uciekłem od toksycznej rodziny, która zawsze uważała mnie za najgorszego idiotę, kretyna i wszystko co możliwe. Z rodziną utrzymuję kontakt ile muszę.

Mniej więcej dwa tygodnie temu dostałem listę prezentów, co mam kupić. Nie żadne drobnostki, tylko drogie perfumy, konkretne modele zestawów Lego (każdy po 400 zł) dla dzieci brata (ma ich troje), dla bratowej pieniądze (min 500 zł) itd. Byłem w lekkim szoku, ale OK. Zacząłem poszukiwania konkretnych rzeczy. Zacząłem liczyć wszystko. Prezenty miały mnie wynieść prawie 4 tys zł. Sam byłem pewny, że nic nie dostanę, bo zawsze słyszę ten sam argument – nie wiedzieliśmy, co ci kupić, to nie kupiliśmy nic. Tak jest w każde moje urodziny, imieniny czy święta. Każdy ode mnie dostawał prezent, a ja nie, bo nie wiedzieli.

Miarka się przebrała, jak po kilku dniach od dostania listy zadzwoniła bratowa z hasłem, że w sumie pieniądze przydadzą się jej szybciej, więc mogę zrobić jej przelew, a pod choinkę mogę dać jakąś drobnostkę, jak np. tablet... Zdębiałem. Przez te kilka dni było szukanie prezentów, jeżdżenie gdzie się dało, dzwonienie po sklepach, szukanie w necie. Było ciężko, ale znalazłem wszystko. Ale po tym telefonie olałem to. Powiedziałem sobie dość. Nie kupiłem ani jednego prezentu. Za kasę przeznaczoną na prezenty kupiłem sobie PS5 i kilka gier. Marzenie z dzieciństwa spełnione. Cztery dni przed świętami zadzwoniłem do rodziny i powiedziałem, że nie dam rady, bo dużo pracy, bo źle się czuję, bo chory jestem itd. Bratowa krzyknęła, gdzie jest jej 500 zł, które obiecałem jej dać, bo jej jest potrzebne, a ja nie mam dzieci. Powiedziałem jej ironicznym tonem, że nie moja wina, że wydała całą kasę, a dzieci to się planuje z głową, a nie ciulem...


Cała rodzina mnie zaczęła mnie nienawidzić. W sumie śmieci same się wyniosły. A ja? Chodzę sobie cały dzień w piżamie, jem pizzę, gram na konsoli, popijam piwo i śpię. Brakowało mi takiego relaksu od dłuższego czasu :-) Chyba nie dostanę zaproszenia na kolejne święta. W sumie mi to bez różnicy. Szkoda mi tylko dzieci brata. Są małe, nie będą rozumieć, dlaczego wujka nie było. Ich rodzice mogą im naopowiadać wszystko na mój temat i dzieci im uwierzą.

Dobra, dość tych smutów. Kolejne piwko czeka w lodówce, odpalam konsolę i idę grać :)

Tak że szanujcie swoje dzieci, braci, siostry – może to nie oni będą bohaterami dalszych wyznań :)

#AiK8I

Od dwóch lat udaję, że jest mi dobrze w łóżku z moim chłopakiem. Nie chcę go ranić, dlatego pozostaję w tej relacji, ale prawda jest taka, że ​​nie doświadczam tam niczego wyjątkowego. Próbuję dać z siebie wszystko i udawać, że jest mi dobrze, ale tak naprawdę nie mam orgazmów i nie czuję się spełniona seksualnie. Bardzo ciężko mi to przed nim ukrywać i często myślę o tym, jak mogę mu to powiedzieć bez zranienia go. Widzę, że to nie jest zdrowe dla mnie ani dla naszej relacji, ale boję się o tym rozmawiać. Kompletnie nie wiem, jak to powiedzieć. Co nie wymyślę, to jest złe. Najlepiej byłoby powiedzieć prawdę, tak myślę, szczerze... No ale jak się spyta, dlaczego po dwóch latach? Nie mam wytłumaczenia, w zasadzie to jest oszustwo. Już chyba prościej i lepiej dla niego i dla mnie, żeby go zostawić. Przynajmniej będzie mnie uważał za suczę, a nie myślał o tym, że jest beznadziejnym facetem.

Może się jakiś facet wypowie, jak by takie coś przyjął i jak zareagował. Dodam, że on naprawdę mnie kocha. Ja jego też, bo z miłości mu o tym nie mówiłam. Znaczy... oszukiwałam ;(

#qY2gW

22 grudnia zmarł mój ojczym, był nim przez 30 lat. Przy nim z dziewczynki stawałam się nastolatką, a w końcu kobietą. Wspominam i pamiętam czas kiedy moja matka była dla mnie podła. Odgłos otwieranych przez nią drzwi przyspieszał mi bicie serca. On tłumaczył, że muszę być wyrozumiała bo mama ma taki charakter. Nie wiem, może to była menopauza, ale rozumiecie? Ja, dziewczynka, miałam rozumieć dorosłą kobietę? Jak miałam 12, 13 lat potrafiła wszcząć kłótnię i zarzucić mi, że z nim sypiam. Do dziś mi się to w głowie nie mieści, a wtedy to był kosmos.

Lata mijały, poszłam na swoje, mieszkałam sama, oni kłócili się tak okropnie, że zamieszkała ze mną, ale ja utrzymywałam kontakt. Spotykałam się z nim najpierw raz w tygodniu, później częściej. Mówiłam, że nie jest dobrze, zapomina, jest chory, w końcu obrażona żona poszła zajrzeć, to było potrzebne bo mnie zawsze traktował jak dziecko, jej słuchał. To był Alzheimer, dbaliśmy przez wiele miesięcy. Na początku grudnia zachorowałam, lekarz zabronił mi wstawać, ryzyko oscylowało w granicach utraty życia.

On zmarł, a ja znów słucham, że ostatnio nie przychodziłam i o wyimaginowanych romansach sprzed lat. Skaziła moje wspomnienia.

#KvyhC

Był idealny. Inteligenty, przystojny, był dobrym człowiekiem. Nigdy w życiu nie kochałam nikogo bardziej i myślę, że już nie pokocham. Był dla mnie dobry, szanował mnie.
Dlaczego odeszłam? Bo kiedy krzyczał przerażony przez sen, wołał jej imię. Kiedy o niej opowiadał, zawsze miał taki blask w oku, który zabijał mnie codziennie, niszczył od środka. Bo miał czasem zbłąkany wzrok i ja wiem, że myślał o niej. Bo przynajmniej raz w tygodniu zanosił kwiaty na jej grób i potrafił siedzieć tam parę godzin.
Nigdy nie oczekiwałam, że przestanie o niej myśleć, że zapomni o niej. Ja tylko chciałam, żeby pokochał mnie choć w połowie tak jak ją.

Ktoś kiedyś napisał, że nie ma większej tragiczności niż tragiczność żebrania o miłość. Chyba miał, cholera, rację.
Dodaj anonimowe wyznanie