Pamiętam jak byłyśmy w gimnazjum, najpierw było grono, później nk no i wchodził fb. Do naszego liceum zawsze przychodziły nowe twarze, a my jako dziewczyny, oczywiście obczajka - może akurat znowu przyszedł jakiś przystojniak.
Jak się któryś nam spodobał to od razu był stalking, jak się nazywa i przestalkowanie na portalach społecznościowych, przeważnie dodawali zdjęcia z miejsc w których mieszkają, jak już ogarnęłyśmy, z której części naszego miasta są, to chodziłyśmy niby na spacery akurat ulicami, przy których mieszkali i tak dzień dnia, aby zwrócili na nas uwagę, że istniejemy, parę razy nawet się udało, pierwsi zawsze do nas pisali.
Teraz jak już mam dzieci i męża, stwierdzam że byłyśmy nienormalne. Ale chociaż mamy teraz z czego się pośmiać xD.
Mój dziadek ma przewlekłą chorobę płuc, która ostatnio się pogorszyła, przez to wylądował w szpitalu jakoś na początku lutego, okazało się że jego wydajność płuc jest nie większa niż 10 procent, dlatego musi leżeć pod respiratorem. Moja mama od kilku dni chodzi zdenerwowana ponieważ na początku stwierdziła że nie damy rady z dziadkiem w domu więc oddała go do hospicjum, teraz chce, aby dziadek jednak wrócił do domu.
Mój brat jest w okresie buntowniczym, nie idzie się z nim dogadać moje dwie młodsze siostry (11, 6 lat) nie za bardzo się tym przejmują w końcu to jeszcze dzieci . Mój tata niedługo ma iść do szpitala ponieważ kilka lat temu spadł z rusztowania i złamał nogę do dzisiaj nie może chodzić i jego sytuacja co się stanie z nogą jest niewiadoma. Ja chodzę do technikum w domu jestem dość późno bo dopiero około 16.00.
Dodając do tego słaby stan psychiczny mojej mamy nie ma ona żadnych problemów ale zaraz jak coś się dzieje Moja mama martwi się czasami aż za bardzo. Dlatego wszystko jest wyładowywane na mnie, który okazuje brak reakcji. Nie odpowiada na moje SMS, nie słucha gdy do niej mówię. Moje pytanie zostają bez odpowiedzi. Po prostu mnie ignoruję. Ostatnio gdy przyszłam do domu po szkole zastałam mamę w kuchni, przywitałam się i zapytałam co u niej. Nie odpowiedziała mi.
Odezwała się do mnie dopiero po jakiś 20 minutach bardziej krzycząc na mnie na temat rzeczy, o której nie miałam bladego pojęcia. Zaczęła wściekać się bez powodu jak później, dopytywałam taty o co jej chodziło. Normalnie bym to olała, bo każdy może mieć zły dzień, ale z mamą zawsze mieliśmy super kontakt to do niej zazwyczaj szłam się wygadać po szkole od kilku dni potrafię siedzieć z nią w jednym pomieszczeniu, a ona nawet nie odezwie się do mnie słowem. Zostaje zignorowana gdy pytam się czy zrobić jej kawę. Czy kupiła mi rzeczy potrzebne do zrobienia ciasta. Czy nawet nie odpowiada na moje pytanie czy jedzie na zakupy.
Było to dobre kilkanaście lat temu, jak babcia się rozchorowała. Nic poważniejszego - gorączka, bolące gardło, katar, osłabienie, ogólnie obraz nędzy i rozpaczy. Wtedy jeszcze pracowała, więc postanowiła wybrać się do lekarza, coby dostać kilka dni wolnego na zregenerowanie sił. Jak jest babcia, to był jeszcze dziadek, kombinator jakich mało. Zdrowy jak ryba, pełny sił, ale pracować się nie chciało, więc stwierdził, że pójdzie sobie z babcią do tego lekarza, bo co mu szkodzi.
Poszli razem, babcia weszła pierwsza, dostała opiernicz, że symuluje (!), jednak jakoś udało się wyskrobać trzy dni urlopu. Babcia nie dość, że chora, to jeszcze zła, ale te trzy dni to zawsze coś. Później wszedł dziadek. Wyszedł z tygodniowym zwolnieniem z pracy i pełnym współczuciem od lekarki :D
Ten dar perswazji...
Zostałem nazwany faszystą, rasistą, oraz antysemitą, no i wieloma innymi, mało przyjemnymi określeniami. Chciałbym poddać się waszej ocenie, może faktycznie ze mną jest coś nie tak, może pora udać się na terapię lub poważnie przemyśleć swoje życie. Przytoczę trzy sytuacje w których zostałem tak określony.
Faszyta
Podczas dyskusji na temat przyjmowania uchodźców w Polsce, wyraziłem mało poprawnie politycznie przekonanie, że Ci którzy potrzebują azylu, idą na legalną granicę, tłumaczą się dlaczego potrzebują przekroczyć granicę naszego państwa. Uważam że powinni czuć się tu jak w domu ale nie jest to ich dom, tylko tymczasowa przystań na wzburzonym morzu życia, a gdy sztorm się skończy powinni wrócić do siebie. A każdy kto przekracza granicę nielegalnie jest przestępcą i tak powinien by się traktowany. To dorośli ludzie mający mózg i taka samą możliwość myślenia jak my. I nie ma tu znaczenie kolor skóry, pochodzenie czy wyznanie.
Zostałem nazwany faszystą...
Rasistą
Gdy będąc na mieście z ludźmi z pracy, a wśród nich było dwoje czarnoskórych mężczyzn, byłem świadkiem sytuacji. Obaj zaczęli w niewybredny sposób podrywać kelnerkę, ta spławila ich pięknie. Widać że ładna ale też musi mieć przykre doświadczenia z tego typu sytuacjami. Zaczęli po francusku między sobą odgadywać ją, mówić co by jej zrobili w sypialni i że głupia dziwka. Wtedy zorientowali się, że wszystko rozumiem. Po polsku wyraziłem dosadnie swoje niezadowolenie z tej sytuacji, nakreśliłem jasno że może i tam skąd przyjechali takie zachowanie jest akceptowalne ale jesteśmy w Polsce gdzie szacunek do kobiet jest o wiele większy, nie użyłem żadnego określenia ich koloru skóry a wiem że przyjechali z Francji właśnie.
Dodałem że ich zachowanie zgłoszę do HR i że mogą opuścić już spotkanie integracyjne bo nikt z nimi już nie chce się integrować.
Tu zostałem nazwany rasistą.
Antysemita.
Tu historia jest krótka, podczas rozmowy o żydach uznałem że zgłaszanie się po dziesiątkach lat po kamienicę która była zburzona podczas wojny i odbudowana przez państwo jest bezzasadne i nigdy takie nie powinny wracać w ręce prywatne.
Albo od razu po wojnie gdy jeszcze kamienica była w gruzach starał się udowodnić że to jego własność albo trudno przepadło w odmętach wojen .
Tu zostałem nazwany antysemitą bo nie wspieram Żydów. A czy Żydzi kiedykolwiek wspierali nas? Po tym pytaniu zostałem nazywany antysemitą drugi raz.
Wszystkie zachowania wyżej opisane miały przebieg w kulturalnym stylu. Bez przekleństw, bez unoszenia głosu. Jestem spokojny i ciężko wyprowadzić mnie z równowagi, staram się również być możliwie kulturalny.
Tylko czy zostałem tak nazwany słusznie?
Zawsze wierzyłem, że prawdziwa przyjaźń jest wtedy, kiedy kumple oznaczają cię pod memami. Tak było, dopóki na Fejsa nie wpadła moja matka.
Nikt mnie już pod niczym nie oznacza, bo zgłosiła moje konto.
Mamo, i tak bym się dowiedział o seksie, i tak. Już dwadzieścia lat żyję na tym świecie.
Na studiach miałam chłopaka. Inteligentny, świetnie się uczył, zabawny, uroczy. Do tego miał lekko kręcone, blond włosy i niebieskie oczy. No cherubinek prawie, wcielenie łagodności i spokoju. Wszyscy go lubili. Ideał.
Odeszłam od niego, kiedy mnie drugi raz uderzył. Czemu go nie zostawiłam, kiedy zrobił to po raz pierwszy? Byłam młoda, głupia, naiwna i, szczerze mówiąc, w szoku. Zupełnie się tego po nim nie spodziewałam, aż nie mogłam uwierzyć, że to się w ogóle wydarzyło. Na szczęście mi przypomniał, kiedy zrobił to drugi raz. Dobrze, że miałam możliwość odejść.
Od tamtej pory minęło kilka lat. Ostatnio widziałam go w markecie spożywczym. Stał na środku alejki i darł się na jakąś dziewczynę (to najprawdopodobniej była jego dziewczyna, bo tak to wyglądało). Ona miała spuszczony wzrok i nic nie mówiła. Ludzie omijali ich szerokim łukiem i nie reagowali. Nie szarpał jej ani nic, więc może nie chcieli się wtrącać. Ja stałam za regałem i mnie jakby sparaliżowało. Sam ton jego głosu. Wystraszyłam się potwornie i też nie zareagowałam na to, co on robił. Po prostu szybko uciekłam, zanim mógł mnie zobaczyć.
Trochę mi wstyd, że nic nie zrobiłam, ale z drugiej strony co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że tak nie wolno? Bałam się. A jeszcze bardziej przeraziło mnie to, jaki on nadal ma na mnie wpływ. Naprawdę wystarczył tylko jego głos, żebym zamarła. A myślałam, że zostawiłam to już wszystko za sobą. Zapomniałam i nic mi nie jest. No chyba jednak nie do końca. Pewnie nie pomógł fakt, że nigdy nikomu nie powiedziałam, dlaczego się z nim rozstałam. Wstyd mi było. Sądziłam też, że nikt mi i tak nie uwierzy, bo wszyscy go uwielbiali i bardzo się dziwili, jak mogłam go zostawić. Wstyd mi też, że nigdy nie doniosłam na niego na policję, ale tłumaczyłam sobie, że tylko mnie uderzył. To za mało, żeby iść na policję, przecież mnie nie skatował. No i powtarzam – wstyd mi było. Udawałam więc, że nic wielkiego się nie stało. Teraz widzę, że to był błąd, a on nie poniósł żadnej kary i się nie zmienił. Mam jednak nadzieję, że tej dziewczyny nie bije. Tyle że pewnie zaklinam rzeczywistość.
Jestem chłopakiem, mam 20 lat, w swoim otoczeniu uchodzę za twardziela i osobę, która łatwo każdemu skopałaby dupę. W moim przekonaniu mam jednak miękkie serce i jestem bardzo uczuciowy.
W zeszłą niedzielę oglądałem z dziewczyną tv, nic ciekawego nie mogliśmy znaleźć więc wypadło na bajkę "Auta". Oglądamy, śmiejemy się. Moja dziewczyna już powoli zaczęła się nudzić i klikać na komórce. W moim przypadku było inaczej, mocno się wkręciłem i mimo że kiedyś już to widziałem, obserwowałem dalszy ciąg wydarzeń.
Gdy Złomek powiedział Zygzakowi, że cieszy się ze znalezienia przyjaciela, albo gdy Zygzak zatrzymał się przed metą i zawrócił, żeby pomóc Królowi ukończyć wyścig, myślałem, że zaleję się łzami. Wyobraźcie sobie, że płakałem pół bajki w każdej wzruszającej sytuacji. Niby bajka, a doprowadziła mnie do łez. Było mi bardzo głupio przed dziewczyną i nie chciałem, żeby zauważyła mój płacz. Ona jednak bardzo dobrze wiedziała, że płaczę i co chwilę ocierała mi łzy z uśmiechem, mówiąc - "to tylko bajka, wszystko będzie dobrze".
Tak btw., chcę widzieć jej minę, jak zobaczy, że dodałem to na anonimowe. Wiem, że codziennie wchodzi na tę stronkę i pewnie bardzo się zdziwi, jak to przeczyta. Więc tak przy okazji dodam - kocham Cię najmocniej na świecie, kotku!
Mój brat chodzi do 3 klasy podstawówki i ma tą samą wychowawczynię, co ja miałam w jego wieku. Z tego co pamiętam, była fajna, ale mój brat mówi coś zupełnie innego.
Dziewczyny w jego klasie są złośliwe dla chłopaków i ciągle albo ich kopią albo ich szczypią. Kiedy koledzy mojego brata idą z tym do wychowawczyni, to ona albo im nie wierzy, albo wpisuje im uwagi za kłamanie.
Jeżeli widzi, że jakiś uczeń ma według niej "za dużo" kieszonkowego (ostatnio była sytuacja z 5 dychami), to im zabiera. I nie oddaje tych pieniędzy, ani im, ani ich rodzicom.
Miałem dziewczynę. Układało nam się bardzo dobrze, wszystko super świetnie, czasami jakieś kłótnie, wiadomo, ale dalej się kochaliśmy. Od początku tego roku zaczęła mi poświęcać coraz mniej czasu i uwagi, a ja tłumaczyłem to sobie, że dużo nauki itp. i dlatego nie ma tego czasu. No ale to czego się obawiałam w końcu się stało i zerwała ze mną, bo jak to mówiła, straciła uczucia.
Teraz pytanie do innych kobiet: Wy serio tak po prostu z czasem tracicie uczucia do bliskiej wam osoby? Bo ja nie rozumiem tego.
W tym roku zaczęłam moje wymarzone liceum. Kocham chodzić do tej szkoły, nauczyciele są mili, w miarę się dogaduję z klasą. Problem w tym, że planuję ją zmienić. Najlepiej gdzieś daleko.
Moja podstawówka to był, mówiąc krótko, cyrk i patola. Mała wiejska szkoła, gdzie każdy jest bezkarny, bo wszystko jest po znajomości. Za to moje liceum wręcz przeciwnie – miła, rodzinna atmosfera. Zauważam w sobie niestety, że reakcje obronne, zachowania i interakcje wyniosłam z podstawówki, bo do cyrku i patoli mój organizm był przyzwyczajany przez ostatnie 11 lat (0-8 + przedszkole). Jak mama mi powiedziała, że dzwoniła do niej wychowawczyni, byłam pewna, że coś zrobiłam, ale jeszcze nie wiem co. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś mnie chwali. Specjalnie wybrałam szkołę daleko od domu, żeby nikogo nie spotkać, bo całe życie byłam „dziwakiem”. Mam wrażenie, jakbym była jaskiniowcem, któremu ktoś każe pracować w korpo.
Widzę, że ciężko mi jest poprowadzić normalną konwersację z klasą bez wyjścia na debilkę albo wcześniej wspomnianego jaskiniowca. Mam wyrzuty sumienia po każdej interakcji z innymi i wrażenie, że zaliczyłam wtopę już na starcie i zmarnowałam swoją szansę. Chcę to wszystko rzucić i zacząć kolejny raz, ale nie wiem, czy na pewno takie jest wyjście, bo drugiego tak dobrego liceum jak moje nie ma i w innych będzie tylko gorzej. Boję się, że ludzie patrzą na mnie tak jak znajomi z podstawówki. Jak na dziwadło. A ja nie wiem co robić. Chcę być normalna. Jestem już zmęczona.
Dodaj anonimowe wyznanie