Byłem na urlopie w jednej z naszych polskich, nadmorskich miejscowości. Gdy cykałem sobie słit focie – selfie z rąsi, podleciał jakiś ptak i zajeb*ł mi telefon.
Spoko, mam hasło.
Moja rodzina jest biedna. Pracuje tylko tata, mama czasem znajdzie jakąś pracę, ale nie na długo. Mamy długi, i o ile tata stara się spłacać ile może, to mama totalnie to olewa. Za każdym razem, jak wracam ze szkoły, wyjmuję listy ze skrzynki. Te do taty są od razu otwierane, czytane i wszystko jest okej. Mama olewa listy zaadresowane do niej. Nie odbiera awizo, ma to wszystko gdzieś.
Już za niedługo będę pełnoletnia, pierwsza praca i te sprawy. I boję się, że będę musiała spłacać jej długi... Taty długi mogę spłacać, on zawsze chciał dla mnie najlepiej. Mama? Jest alkoholiczką. Nie mam zamiaru cierpieć za jej głupotę. W sumie to nie czuję z nią żadnej więzi, nie traktuję jej jak matki. Boję się, że jak tata odejdzie, to ona będzie na moim utrzymaniu.
Mam 21 lat, jestem facetem i sikam na siedząco.
Moja babcia ma dwóch synów i dwie córki, w tym moją mamę. Trójka z nich założyła swoje rodziny, tylko najmłodszy syn, mój wujek, nadal mieszka ze swoją mamą, czyli babcią. Nie wiem, kiedy to się zaczęło, ale w ciągu paru lat wujek stał się wrakiem człowieka. Zaczynało się niewinnie – imprezy, trochę piwka z kolegami. Piwka zaczęło jednak przybywać. Przez pijaństwo wujek stracił pracę i do dziś nie znalazł sobie nowej. Znajdywano go zalanego w trupa w rowach przy drodze. Po pijaństwie dostawał drgawek, wtedy babcia, drobna kobitka, pomagała mu wyjść z wanny. Gdy trafił do szpitala, wymykał się na piwo, przez co został stamtąd wyrzucony. Zegary zniknęły z całego domu, bo wujkowi przeszkadza ich tykanie. Jedzenie dostaje do pokoju, żeby tylko nie przewrócił się w drodze do kuchni. Grozi babci, że się powiesi. Wypomina, że przez nią nie ma żadnego wykształcenia (sam wybrał sobie szkołę).
Przez to wszystko babcia boi się wyjeżdżać gdzieś na dłuższy czas. Pod jej nieobecność wujek może sprzedać dobytek biednej emerytki i kupić sobie za zyskane pieniądze alkohol. W takiej sytuacji babcia sama zostawia mu dla spokoju trochę złotych.
Pewnie, tak samo jak mnie, denerwuje was bierna postawa mojej babci. Uwierzcie, nic nie pomaga. Rozmowy z całą rodziną na ten temat, wizyty u psychologa, wzywanie policji, organizowanie odwyku... Nic. Według babci wszyscy uczepili się jej biednego synka, jakby sami byli święci. Ona widzi problem, jest zastraszana, ale woli nic nie robić, byleby tylko nie irytować synusia (wspomnę jeszcze, że to mała wioska, gdzie każdy każdego zna i „wstyd przed sąsiadami policję wzywać”). Sam zainteresowany jest już tak mocno uzależniony, że nie potrafi z tym walczyć. Żeby wujek się zmienił, najpierw musi zmienić się babcia, ale na nią nie ma rady.
Czasem myślę, co by było, gdyby ona zmarła. Wujek chyba stałby się bezdomny i zachlał się na śmierć jeszcze przed czterdziestką. Rodzeństwo pewnie chciałoby mu pomóc, ale wiem, że nadal by pił. Wiem, że to okrutne, ale czasem myślę, że lepiej by było dla wszystkich, żeby wujek zmarł. Nie życzę mu śmierci, ale takie życie to nie życie. On sam cierpi i zaraża cierpieniem wszystkich bliskich. Niestety na tę chwilę nie widzę innego sposobu na zakończenie tej historii.
Potrafię wymienić wszystkie stany w USA i wskazać je na mapie, ale nadal nie wiem, gdzie leży Małopolska. Marny ze mnie patriota.
Jestem pielęgniarką. Od paru tygodni mam praktyki podczas zabiegu kolonoskopii. Wiecie, o czym mówię? To zabieg polegający na umieszczeniu w tyłku pacjenta urządzenia zwanego endoskopem. Za jego pomocą lekarz może sobie obejrzeć wnętrze jelita grubego. Generalnie większość facetów bardzo stresuje się na samą myśl o tym, że inny mężczyzna będzie im coś wkładał. Trudno się więc dziwić, że rzadko kiedy w gabinecie, gdzie takie badania przeprowadzamy, jest miejsce na żarty.
Dziś przyszedł niepozorny gość. Doktorek zainstalował aparaturę w jego odwłoku. Facet skrzywił się i jęknął: „Kur#a! Teraz wiem, jak czują się Muppety!”.
Nawet lekarz parsknął śmiechem :)
Jakiś czasu temu umawiałam się z młodym pasjonatem łowiectwa. Na ostatnią randkę wybraliśmy się nad jezioro. Wiadomo, kocyk, plaża, opalanko, no i kąpiel w jeziorze. Leżymy sobie po kąpieli na kocyku, odciskam włosy w ręcznik. Widzę, że delikwent przygląda mi się z zastanowieniem i w końcu wypalił: „Twoje włosy wyglądają jak sierść wyżła, który wyszedł z trzciny”.
#myśliwy_stan_umysłu
#to_był_komplement
Teraz zaczynam spotykać się z wędkarzem, czekam na komplementy o sumach...
Może komuś nieśmiałemu się przyda mój patent, by się nie nudzić i poznać kogoś na imprezach.
Obserwuję ludzi i wybieram przyszłą ofiarę mojego towarzystwa. Przyglądam się, co ma w sobie najładniejszego (dajmy na to paznokcie albo ciuch) i chwalę, i wypytuję, jak zrobione/ gdzie kupione. Taki ktoś przychylniej ze mną pogada. Ruszam jeszcze kilka tematów, ale nie zadaję typowych ankietowych pytań typu „gdzie pracujesz?”, „a jak masz na nazwisko?” czy „a gdzie mieszkasz?”, bo na to się odpowiada krótko i ludzie nie od razu chcą na takie pytania odpowiadać. Mówię o atmosferze na imprezie, o jedzeniu, opowiadam, jak ledwo dotarłam, bo zacięłam się w windzie (tak naprawdę zacięłam się 10 lat temu, ale mówię, jakby to było dziś), kogo tu znam, a kogo jeszcze nie (może się dowiemy, z kim lepiej nie gadać). Często mi się zdarza, że taka początkowo obojętna osoba zaczyna się rozkręcać w rozmowie i pod koniec imprezy już razem planujemy następną, ale jeśli jest ewidentnie niechętna, zostawiam ją w spokoju i idę do kogoś innego.
Polecam!
Mam problem...
Mój mąż ma w pracy „koleżankę”, która już kilka razy próbowała wejść z buciorami w nasze życie. Dziewczyna twierdzi, że jest katoliczką i nie mogłaby związać się z żonatym mężczyzną, ale jej postępowanie mówi co innego. Zaczęło się od SMS-ów, potem były jej zdjęcia w jego telefonie, kłamstwa dotyczące ich kontaktów, dziwne maile (np. wysłała mu artykuł, który opisywał romans w pracy) – i oczywiście wszystko było niewinne, bo to przecież tylko „koleżanka” z pracy...
Oczywiście mąż zapewniał, że kocha tylko mnie i nasze dziecko i obiecał, że ich kontakty będą tylko służbowe.
Miarka się przebrała, gdy w naszym samochodzie na tylnej kanapie znalazłam siatkę, a w niej cienie i kredkę, opaskę, top i biustonosz. Świat się zatrzymał... Widziałam w jego oczach przerażenie, ponieważ obiecał, że nigdy tego nie zrobi. Twierdzi, że tylko ją podwiózł i że przypadkiem ją zostawiła i nawet się z nim nie skontaktowała, że coś zostawiła, następnego dnia to on do niej zadzwonił...
W tym dniu straciłam do niego zaufanie. Uważam, że ona zrobiła to celowo, ale mąż twierdzi, że to przypadek, zapomniała... Tylko dlaczego? Czy może między nimi coś było, a może jest? Może ona w ten sposób próbuje mi coś powiedzieć? Zastanawiam się, czy może to on daje jej jakieś sygnały? Albo ona lubi zajętych mężczyzn?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on nie widzi w tym problemu, przecież ona powiedziała, że to przypadek. A dla mnie za dużo tych przypadków... Przykro mi, że jej zdanie jest ważniejsze niż moje.
Moim problemem jest fakt, że często wychodząc rano z domu do szkoły, w pośpiechu zostawiam klucze na wieszaku w przedpokoju.
Pewnego dnia, wracając ze szkoły, poczułam, że coś niedobrego dzieje mi się z brzuchem i zaraz się posram... Krokiem kaczki doczłapałam do mojej klatki i dzwonię domofonem. Nic. Dzwonię znów, i znów, nikt się nie odezwał. Spanikowana zaczęłam szukać kluczy, których, jak się pewnie domyślacie, nie znalazłam. Miałam szczęście, bo do bloku wchodził akurat jakiś sąsiad i udało mi się dostać do budynku. Czując, że moje dupsko bliskie jest eksplozji, poczłapałam na ostatnie piętro (nie ma tam drzwi do mieszkań, tylko roślinki i wejście na dach). Niewiele myśląc, zdjęłam gacie i zwyczajnie wysrałam się do kwiatka, aż niemal wylewało się z donicy... Potem jakby nigdy nic opuściłam budynek i udałam się do parku, aby tam zaczekać, aż mama wróci do domu. Nie miałam odwagi, by komuś się przyznać, więc w całym bloku śmierdziało kupą przez kolejny tydzień.
Pozdrawiam sąsiadów i przepraszam ;)
Dodaj anonimowe wyznanie