Gdy miałam z 9 lat, zauważyłam, że moja starsza siostra po kąpieli trzepie głową w przód i w tył, żeby włosy szybciej wyschły. Stwierdziłam, że to niezły pomysł i postanowiłam, że sama też będę tak robić.
Szkoda tylko, że nie zastanowiłam się, czemu ona to robi w pokoju, a nie w naszej mikroskopijnej łazience. Jak trzepnęłam i uderzyłam nosem o wannę, to mój krzyk usłyszało chyba pół bloku.
Gdy w trzeciej klasie szkoły podstawowej pojechałem na zieloną szkołę, jedną z największych atrakcji turystycznych (mieszkaliśmy w okolicach Zakopanego) był zakup oscypków i innych serów. Jako że dostałem zdecydowanie dużo więcej pieniędzy, niż było mi to potrzebne, zaopatrzyłem się w pół kilo koziego sera od przemiłej staruszki, z czego byłem bardzo dumny, bo był to prezent dla rodziców. Swój nabytek wystawiłem za pokojowe okno na parapet, dostęp do lodówki był raczej ograniczony.
Tak jak następnego dnia mój ukochany ser. A właściwie niemal jego brak i ślady paluchów w środku.
TO WCALE NIE BYŁY PTAKI, AŚKA. Wiem, że ty go zjadłaś. I mam nadzieję, że dostałaś chociaż sraczki.
Kilka dobrych lat jestem organistą.
Raz pojechałem do kościoła sobie pograć i poćwiczyć.
Zacząłem więc swój „koncert”... Najpierw stare hity, disco polo, „Biały miś” i na cały kościół „heeeej dziewczynoo, aaa, spójrz na misiaaa, aaaa, on przypomni, przypomni chłooopca ciii”... Hity dance na organach brzmią całkiem nieźle!
Potem tradycyjnie „Przez twe oczy zieloooone oszaaalałem” i piękny dźwięk organów w tle.
Ktoś raz wchodził do kościoła, ale to mnie nie powstrzymywało.
Po skończonym koncercie zdałem sobie sprawę, że w kościele owym jest monitoring z dźwiękiem. A proboszcz co chwilę tam zagląda.
Proboszcz na pewno był zachwycony. Albo będzie. Jak obejrzy nagranie.
Do końca życia zapamiętam swojego pierwszego (i zarazem ostatniego) w życiu papierosa.
Kolonia letnia, pełno dorastających dzieciaków i ja, która czułam się już bardzo dorosła. Chciałam zaimponować starszym od siebie i gdy spytali, czy idę z nimi zapalić, to ja oczywiście stwierdziłam, że jak najbardziej, w końcu jestem taaaka dorosła... No i jak mi dali papierosa, to przy wszystkich znajomych z kolonii zaczęłam go odpalać... z drugiej strony. Ohydny smak sprawił, że prawie natychmiast zbladłam, potem zzieleniałam, a po chwili puściłam pawia...
I tak skończyło się moje udawanie dorosłej i doświadczonej. Wszyscy śmiali się ze mnie do końca obozu. Jedno dobre – nigdy więcej nie sięgnęłam po papierosa :)
Pewnego dnia ujrzałam, jak jakieś dziecko wskakuje do samochodu z moim kotem... Tak, to był mój kot. Patrzę się w jego stronę i wołam: „Ej! Ty tam, w samochodzie, to jest mój kot!”. Na co to dziecko odpowiada: „Teraz to już mój!”. Zaniemówiłam.
Dziecko wyglądało na bardzo rozwydrzone, a co najbardziej zaskakuje? Że wyglądało na około 5-6 lat. No nic, odjechali, ja z płaczem idę do domu, obmyślam całą sytuację... Co on będzie chciał od mojego kota? Po ulicy gania wiele kotów, które czekają na dom, mógł je brać, a nie te, które są czyjeś (można się domyśleć po obroży, rodowodzie). No nic, otrząsnęłam się. Było mi bardzo przykro, bo kot był ze mną od 10 roku życia i nie był wcale tani.
Po kilku miesiącach, w godzinach popołudniowych, słyszę jakiś szelest przy drzwiach. To był mój kochany kotek, ale... bez jednej tylnej łapy. Wzięłam go do domu, nakarmiłam, w oczach miałam łzy... U weterynarza dowiedziałam się, że nie da się nic z tą nogą zrobić.
Teraz mój kotek ma się dobrze, mimo że nie ma tylnej łapki. A ja mam ochotę znaleźć tego bachora i osobiście się nim zająć.
Kiedy miałam 20 lat, spotykałam się z facetem 10 lat starszym. Była to wtedy dla mnie wielka miłość. Żeby urozmaicić sobie to czy tamto, postanowiłam wyćwiczyć gardło. Nie chciałam ośmieszyć się przed chłopakiem, więc postanowiłam poćwiczyć w domu. Poczytałam w internecie, jak się tego nauczyć i traf padł na ćwiczenia z parówką. Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, więc gdy nastała noc, sprawdziłam dokładnie, czy wszyscy na pewno śpią, wkradłam się do lodówki i porwałam taką grubą parówkę (parówkowa czy jakoś tak to się nazywa). Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam ćwiczyć.
Gdy zrobiło się późno, po prostu zasnęłam z parówką obok poduszki.
Rano mama weszła do pokoju i spytała, co robi parówka obok mojej poduszki.
Powiedziałam, że zachciało mi się w nocy jeść i sobie ją przyniosłam. Ale w końcu nie zjadłam i nie chciało mi się jej odnosić do kuchni.
Mama parówkę zabrała, ugotowała i tata ze smakiem zjadł ją na śniadanie ;)
Za to niesmak pozostał w mojej głowie...
Pracuję w agencji reklamowej. Kiedyś dostałem zlecenie od lokalnej parafii. Chcieli, żebym zrobił ulotki. Na jednej stronie miał być tekst o zbliżającym się „Tygodniu miłosierdzia”, a na drugiej ksiądz sobie zażyczył, abym umieścił kulę ziemską trzymaną przez wielkie dłonie Stwórcy. Mało oryginalny pomysł – pomyślałem – ale cóż. Pan każe, sługa robi.
Projekt wykonałem i wysłałem na parafialnego maila. Parę godzin później dostałem odpowiedź. Cytuję:
„Ręce na zdjęciu wyglądają na zbyt ludzkie. Proszę to zmienić tak, aby przypominały bardziej dłonie Boga.
Pozdrawiam,
Ks. Wągierek”.
Jak, do jasnej cholery, wyglądają ręce Boga? Macie jakieś pomysły?
Mój kuzyn niedawno kupił sobie kota. Jako że musiał wyjechać w podróż biznesową, zostawił go mojej ciotce na parę dni na przechowanie. Kot Tomasz i ciotka bardzo dobrze się dogadywali, więc od razu się zgodziła. Żyło im się bardzo dobrze razem, powiedzmy nawet, że iskrzyło. Pewnego dnia ciotka krzątała się po kuchni – tutaj wstawi zmywarkę, tutaj wytrze blaty, tam posprząta szafki, takie kuchenne rutynowe pierdoły. Nagle usłyszała miauknięcie Tomasza. Nie byłaby to dziwna sytuacja, spójrzmy prawdzie w oczy, koty miauczą, ale Tomasz jest akurat z natury wyjątkowo małomównym kotem. Ciotka zaczęła się rozglądać po kuchni, ale Tomasza nie było nigdzie widać, zaczęła szukać go po mieszkaniu, ale Tomasza wciąż nie było. W końcu kolejne miauknięcie znowu dobiegło z kuchni, dalej go nie widziała, po kolejnym rozpaczliwym miauknięciu ciotka wrzasnęła tylko i rzuciła się do zmywarki. Po otworzeniu domniemanej maszyny tortur wyskoczył z niej natychmiast straumatyzowany, przemoczony Tomasz. Okazało się, że prawdopodobnie wskoczył do przymkniętej zmywarki chwilę przed jej włączeniem.
Od tego strasznego wydarzenia mój kuzyn zaczął chodzić do kociego psychologa z Tomaszem, który wymagał profesjonalnej opieki. Do tej pory nie udało się go przekonać do kąpieli, ale teraz już przynajmniej częściej się uśmiecha.
Okres świąt Bożego Narodzenia. Mała ja poszłam razem z tatą do kościoła na mszę. Przez cały czas jej trwania było mi niedobrze, ale stwierdziłam, że dam radę. No i to był błąd. Pod koniec mszy było jeszcze gorzej. Czułam, że zbiera mi się na wymioty, no ale przecież sama nie wyjdę, a poza tym jeszcze trwa msza i nie wolno tak. Organista chyba postanowił zagrać wszystkie znane kolędy, msza dłużyła mi się straszliwie. No i pękłam, no ale przecież nie zwymiotuję w kościele. Co wymyśliłam? Najmocniej jak umiałam zamknęłam usta i zwymiotowałam, ale wszystko zostało w ustach.
Dobra wiadomość jest taka, że nie było tego dużo, zła – był to najobrzydliwszy smak, jaki wtedy znałam i myślałam, że puszczę kolejnego pawia. No i tak walczyłam sama z sobą, żeby tej całej mieszanki nie wypluć. Myślałam, że może tata coś zauważy i mi pomoże. Owszem, zauważył... Że stoję milcząca i nie śpiewam kolęd. No nic, trza sobie radzić samemu. Myślę co by tu, przecież sama nie wyjdę, taty nie poproszę, no bo jak? Więc... połknęłam moje wymiociny.
Msza się skończyła, wróciliśmy do domu, nudności minęły, więc o sprawie nikomu nie wspominałam.
Kocham niesamowicie bardzo typa, którego kochać nie chcę. I nie potrafię przestać. Zachował się względem mnie wielokrotnie bardzo nie OK, koniec końców schodząc się z inną. Wiem, że do siebie pasują. Wiem, że ja go nie chcę... A mimo to minęło już tyle czasu, a ja nadal czuję tak samo silne emocje do niego.
On się dziwi, że go unikam, bo niby wszystko sobie wyjaśniliśmy. A ja nie jestem w stanie poradzić sobie z emocjami, które do niego czuję.
Zabawne, że można kogoś tak bardzo kochać, a jednocześnie nie chcieć go w swoim życiu. Rozwalające uczucie. Tym bardziej jak nikomu nie można o tym powiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie