#HKrsL

Nie chcąc uczestniczyć w imprezie, koleżance z mieszkania studenckiego powiedziałam, że wychodzę do znajomych, znajomym, że spędzam w mieszkaniu i włóczyłam się po mieście. Na szczęście tylko do 22, bo potem towarzystwo z mieszkania szło do klubu. I to nie był odosobniony przypadek, kiedy urządzałam sobie takie wymuszone spacery, żeby nie spędzać czasu na posiadówie w mieszkaniu :(

#N2ZEj

Kiedy byłam mała i kładłam się spać, gdy przykładałam głowę do poduszki, słyszałam cichutkie stukanie w uchu. Myślałam wtedy, że może w głowie mam kreta (wtf?!) i on tam kopie, stąd ten dźwięk... 
Dopiero parę lat później zdałam sobie sprawę, że to żaden kret, tylko bicie mojego serca :)

#1DBYI

Wychowywałam się w bardzo katolickiej rodzinie. Dla mnie bardziej było to jak dzieciństwo w sekcie. Dla wszystkich innych we wsi moja rodzina była przykładem, nawet ksiądz nieraz wychwalał moich rodziców czy dziadków z ambony. Moja siostra też należała do tego grona zapaleńców. Ja za to w Boga wierzyłam, ale że tak powiem – z rozumem. Kiedy coś nie zgadzało się z moimi poglądami, jak np. kwestie seksu przed ślubem czy kwestie in vitro, to po prostu puszczałam te opinie mimo uszu. Byłam zupełnym przeciwieństwem całej mojej rodziny. W wieku 17 lat przeklinałam, piłam, wracałam po nocach. Po prostu żyłam jak inni moi rówieśnicy (którzy również pochodzili z rodzin katolickich, ale im uchodziło to płazem). Ja po każdym takim wybryku dostawałam manto od ojca i zamiast normalnego jedzenia dostawałam wtedy suchy chleb. Jakoś to znosiłam, do pewnego momentu.
Kiedy miałam lat 18, pojechałam na coś w rodzaju kolonii z Bogiem. Ostatnia noc była koszmarem. Nic z niej nie pamiętam, bo prawdopodobnie ktoś dosypał mi czegoś do drinka. Zostałam zgwałcona. Dodatkowo zaszłam w ciążę. Moja siostra to wszystko widziała, ale zamiast zareagować stwierdziła, że to ja sprowokowałam ten grzech. Kiedy po powrocie do domu powiedziałam rodzicom, że chcę iść na policję, powiedzieli, że tego nie zrobię. Nie wesprą moich zeznań, powiedzą, że się puszczałam i miałam różne dziwne zboczenia. A dlaczego? Bo nie mogę winić chłopców z porządnych rodzin za moje prowokacyjne gierki. Dodatkowo kazali mi wyjechać i nie wracać, dopóki będę miała tego bachora. Nie obchodziło ich co z nim zrobię, mam go nie mieć. Dali mi kasę i kazali się pakować. 
Ja pomimo wszystkich przeciwności postanowiłam wychować to dziecko. Kiedy ojciec się o tym dowiedział, przyjechał do mnie i skatował mój brzuch, wyzywając mnie. Szczęśliwie, dziecko przeżyło, jednak jest niedorozwinięte. Ja żyję szczęśliwie z mężem i dwójką dzieci w prawdziwej katolickiej rodzinie. Mój ojciec skończył w pierdlu, nie obchodzi mnie ile tam zostanie, w ogóle moja sekciarska rodzina nie obchodzi mnie wcale. Chociaż dalej są przykładem na wsi, a ja jestem ladacznicą, która posłała ojca do pierdla, bo nie chciał jej dać na skrobankę i sama się pobiła.

#CVGA1

Jako starsze rodzeństwo miałam zawsze pod górkę. Ze wszystkim praktycznie radziłam sobie sama, nie wyżalałam się ze swoich problemów, starałam się stawać na wysokości zadania w miarę swoich możliwości. Miałam wrażenie, że to babcia mnie wychowuje, a nie moja matka. Dzięki temu osiągnęłam troszkę w swoim życiu, dostałam się do jednego z wielu najlepszych techników w Polsce, mam zamiar wydać komiks dla młodzieży, uczę się języków egzotycznych. Mimo to, że mam niecałe 17 lat. Jednak tego nie można powiedzieć o mojej młodszej siostrze... To jest dosłownie rozwydrzony 13-letni bachor, który ma wszystko na pstryknięcie palcem.
  Madzia chce pieska? Madzia dostaje. Nie żartuję, ona naprawdę dostała go tego samego dnia, w którym powiedziała matce, że chce psa. Mało tego... To dziecko jest dopiero w 6 klasie podstawówki, a orientuje się w aplikacjach lepiej niż w historii czy matematyce. Maluje sobie brwi, jak te instagramowe laski, usta matową szminką, a pierwsze farbowanie włosów miała w 3 klasie podstawówki. Tylko psycholog zwrócił uwagę mojej matce, ale ona twierdzi, że to nic złego, bo takie mamy czasy i nic się z tym nie zrobi. Magda ponadto ubiera się w przykrótkie bluzki, bomberki i spodenki, które mogłyby robić za majtki. Klnie jak stara maleńka, a ponadto niejednokrotnie ktoś mi mówił, że wygląda na starszą ode mnie.
  Ode mnie oczekuje się super średniej, zero makijażu, znalezienia sobie pracy, ciągłe robienie w domu, a od niej? Niczego. Nie mogę chodzić do nikogo na urodziny, bo albo nie mam pieniędzy (które dostaje Magda), albo jestem zarobiona w domu. Nie mam praktycznie przyjaciół, bo nawet nie mam kiedy tych przyjaźni zawierać. Wszystkie obowiązki Magdy spadają na mnie, a ja nie mam nic do powiedzenia, bo wiadomo... sprzeciw z mojej strony = opie**ol, i to solidny. Dostaje mi się za każde odpyskowanie, a do tego zabrania mi się jechania na wycieczki. Ale nie to co Madzia... za tydzień wycieczki do Paryża z chęcią zapłacą kilka tysięcy.
  To naprawdę chore, jak wielka jest między nami różnica, mimo posiadania tych samych rodziców. Ja na pewno nie wychowam swojego dziecka w ten sposób, a moja matka nie powinna być matką.
Czy tylko dla mnie jest to chora sytuacja?

#fdi6v

Dlaczego ludzie na siłę chcą poukładać mi życie? Chciałabym Wam opowiedzieć historię o głupocie ludzkiej.

Jestem zwyczajną, młodą kobietą. Mam 21 lat, cudownego męża i najcudowniejszego (dla mnie rzecz jasna) syna. Syn urodził się (co ważne) 5 miesięcy po ślubie. Był planowany, starania zaczęliśmy jeszcze przed ślubem ze względu na małe szanse na potomka z mojej strony, jednak mieliśmy już ustaloną datę w urzędzie. Nie chcieliśmy hucznego wesela, jedynie malutkie przyjęcie dla najbliższych (max. 15 osób), co dla niektórych jest równoznaczne z tym, że była wpadka, a my zginiemy marnie. Zdecydowana większość ludzi wie, że zmarnowałam sobie życie, bo na 100% będę chciała jeszcze poszaleć na dyskotekach (wtf?! nie znoszę dyskotek), a mąż mi zabroni. Dom? Jaki dom, on nie może mieć dobrej pracy i was nie stać! Ma dobrą pracę? Pewnie ktoś mu załatwił! Nowe auto?? Po co wam to! Widzieliśmy za 1000 zł, Niemiec płakał, jak sprzedawał, rocznik 1990, no nówka sztuka! Ty do pracy, jak mały będzie miał 2 lata? W domu siedzieć, rodzeństwo małemu zafundować, zająć się domem! Te karierowiczki...
Hitem było to, jak pół rodziny obraziło się na mnie, że do naszego mieszkania (jeszcze wynajmujemy, chcemy spokojnie uzbierać na część domu i resztę na kredyt) nie zaprosimy połowy rodziny na wakacje, przecież mamy gdzie przenocować i nas stać (dwa pokoje, pracuje tylko mąż, a cenimy sobie nasz spokój), bo mieszkamy za granicą!

Do tego opowiadania skłoniły mnie wczorajsze wydarzenia. Zadzwonił jeden ze znajomych i poprosił o pożyczkę na samochód, blisko 6000 zł, bo my na 100% mamy taką kwotę na teraz, a on byle czym nie będzie jeździł, bo wstyd. Ten sam, który wtórował złotym myślom opisanym wyżej...

Pomagamy znajomym, rodzinie tyle, ile możemy. Chcemy wziąć kredyt, kupić dom, wziąć auto na raty, jak tylko wrócę do pracy; jednak większości się w głowie poprzewracało i myślą, że mamy kokosy i mamy dawać im kasę bo tak, bo skoro my mamy na normalne życie, a nie biedowanie, to im się należy. Nie mamy 6000 zł do pożyczenia ot tak, tym bardziej komuś, kto jest taki wobec nas.
Btw. narzekającym na ciężkie życie w Polsce oferowaliśmy pomoc w znalezieniu tu pracy, nawet zamieszkanie u nas na jakiś czas za symboliczne pieniądze. Nie chcieli, bo to za daleko od rodziny, bo wiecznie coś im nie pasuje. Spośród około 10 takich propozycji zero osób wyraziło jakąkolwiek chęć ich przemyślenia.
Narzekać jest komu, robić – niekoniecznie.

#MXJcG

Mam 28 lat, jestem z dziewczyną już ponad 4 lata. Jak w każdym związku, rozmawiamy o dzieciach w przyszłości, ale ja nie umiem się do dzieci przekonać. Jak słyszę płacz dziecka, to jestem strasznie poirytowany. Moja dziewczyna mówi, że mi przejdzie, ale ja tego nie czuję. Boję się być za kogoś odpowiedzialny, boję się, że będę złym ojcem lub nie dam rady i nie do końca dam radę kochać to dziecko. Kolejnym bardzo ważnym powodem jest to, że dziecko to pewne ograniczenia do końca życia, a ja nie jestem na to gotowy. Ona naciska, a ja boję się, że jak jej to wyznam, to się rozstaniemy.

#M8TqR

Mam o 14 lat młodszą siostrę. Gdy była mała, często wychodziłam z nią na spacery z psem i wózkiem, czy też z moim chłopakiem, a wyglądałam na tak ok. 16-17 lat. Nigdy nie zapomnę tych spojrzeń i komentarzy, ludzie potrafią być tak niemili... W końcu zrobiłam sobie kilka koszulek z napisem „To jest moja siostra”. Reakcja ludzi się bardzo zmieniła. Na początku, gdy widzieli mnie z daleka, mieli nieciekawe miny i patrzeli spod byka, jednak gdy tylko podchodzili bliżej, to od razu albo palili buraka, albo śmiali się do rozpuku.

Niby fajnie, ale trochę jednak przykro, że musiałam uciec się do takiego sposobu na uniknięcie niechcianych i niemiłych uwag w moją stronę.

#r1iWP

Jak byłam dzieckiem (ok. 8 lat i wzwyż), mój dziadek dotykał mnie w miejscach intymnych... Nie chciałam tego, ale on zawsze mnie trzymał mocno. Jako małe dziecko w sumie sama nie wiedziałam, czy to normalne i nawet przywykłam do tego. Później zaczęło mi to przeszkadzać i odwiedzałam go coraz rzadziej. Raz nawet zagroził mi, żebym nikomu tego nie zdradzała i powiedział, że to będzie nasza tajemnica. Wystraszyłam się go wtedy, bałam się, że faktycznie jeśli ktoś się dowie, to może być zły na mnie albo może to zaważyć na relacjach rodzinnych, a nie chciałam żeby „przeze mnie” rodzina się pokłóciła. Tym bardziej że dziadkowie są nam najbliżsi. 
Najgorsze jest to, że go kocham tak jak wnuczka może kochać dziadka, tylko nie wiem co mogę z tym zrobić. Do teraz trzymam to wszystko w tajemnicy i boję się komukolwiek o tym powiedzieć. Nie wiem nawet gdzie szukać pomocy. Jakbym powiedziała to braciom, to powiedzieliby, że nie umiem radzić sobie ze swoimi problemami, a rodzicom nie chcę psuć wizerunku „cudownego dziadka”.

#Z9Zdv

Piszę to, bo może chcę się wyżalić, a może uświadomić co niektórych, że pieniądze to nie wszystko, a miłość może przetrwać trudne chwile. Historia o tym, jak cierpią dzieci, a później żal rośnie razem z wiekiem.

Poznałam chłopaka, od początku była między nami chemia i starał pokazać się z jak najlepszej strony, co jest ważne w tym wyznaniu. Kiedy już byliśmy parą, przyszedł moment poznania rodziców (bardzo długo z tym zwlekał). Rodzice zaskoczeni, że taka ładna, taka miła i pytanie na dzień dobry: „Czemu ty chcesz z nim być?”. Szczerze myślałam, że to taki żart i droczenie się z nim, ale z czasem było gorzej. Na święta hasło: „Ty dalej z nim jesteś? Co ty w nim widzisz? Przecież on ci wstyd przyniesie”.
Jest to po prostu przykre, ale zawsze odpowiadam, że widocznie go nie znają.
Powiem szczerze, mój luby jest czasami nerwowy, ale tylko po kłótni z ojcem, bo razem pracują. Próbujemy razem panować nad jego gniewem i żalem, co jest ciężkie dla mnie, bo nie raz płakałam, ale powiedziałam, że nie zrezygnuję, bo o to właśnie chodzi w związku – pchać w górę drugą osobę, by zobaczyła, co jest na szczycie.
Rodzice mają go dosłownie tylko za robola. Później zauważyłam, że wszyscy go wykorzystują, nawet część znajomych. Najlepiej gdyby pracował od 7 do 23 i często tak bywało, dopóki się nie pojawiłam ja (teraz pracuje do 16, a znajomi się ulotnili, jak nie robił, co chcieli) – przyznał, że w końcu ma własne życie.
Ma rodzeństwo: siostra materialistka, która boi się, żeby przypadkiem za mało nie dostała majątku i braciszek pieprzony obibok, który zrzuca wszystko na mojego i narzeka, że dostał tylko dom i samochód.
Oczywiście ja już nie jestem taka fajna, bo synek nie ma czasu na pracę od rana do nocy i są pretensje w moją stronę, bo to ja go zmieniłam... Niech sobie myślą, co chcą, mamy to oboje daleko gdzieś.

Kiedy luby poznał moich rodziców, od początku się polubili, rodzice traktują go jak syna, on zobaczył, że tak rodzina powinna wyglądać. W jego rodzinie nie ma miłości, tylko pieniądze i pogardzanie innymi.

Do przyszłych teściów – wsadźcie sobie te pieniądze w du** razem z pogardą, bo z mojego faceta jestem dumna, że wychował się w gnieździe żmij i nie stał się taki sam!

PS Wczoraj wieczorem mój luby wyznał, że w końcu zdecydował się zmienić pracę. Życzcie nam powodzenia – bo nie mogę doczekać się miny tatusia, jak się dowie, co stracił! :)
Dodaj anonimowe wyznanie