Mam dosyć ekscentryczny charakter i usposobienie, jestem singlem. Nigdy nie miałem parcia na dziewczyny; uważałem, że nadejdzie dzień, w którym spotkam tę jedyną, taką jak ja. Chyba wreszcie ten dzień nastał! W miarę poznawania okazało się, że jedna z moich znajomych ma dokładnie te same udziwnione poglądy na życie, charakter, plany, ambicje. Tak samo reagujemy w konkretnych sytuacjach, rozumiemy się bez słów, to samo nas bawi, denerwuje, uwielbiamy swoje towarzystwo, wysyłamy sobie porozumiewawcze znaki, gdy spotykamy się w gronie znajomych, i najlepsze: wspieramy się, kiedy inni ludzie nie rozumieją naszych reakcji lub czujemy się osaczeni przez świat. Jakbyśmy byli jedną osobą, rozdartą na dwoje.
Ona też tak czuje – wiele razy podczas naszych rozmów padały słowa: „No my przecież jesteśmy tacy sami”, „Nie muszę ci tłumaczyć, ty wiesz, o co chodzi”, „Nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś takiego jak ja”.
Skąd się znamy? Jest dziewczyną mojego przyjaciela.
Moja koleżanka urodziła wczoraj dziecko. Dowiedziałam się dzięki social mediom – jej mąż wrzucił zdjęcie nowo narodzonego dziecka na Facebooka i Instagrama.
Wszystko pięknie, jeśli ktoś lubi oglądać zdjęcia nowo narodzonego ufoludka, któremu nawet nie widać twarzy, bo cały jest oblepiony czerwono-brunatną mazią i w sumie to ciężko określić, czy na zdjęciu widnieje dziecko, czy może marynowany kurczak. Lecz to nie wszystko. Tuż obok dzieciaka prezentowała się niemal w całości odsłonięta wagina mojej znajomej. Załapał się również fragment zapłakanej i zasmarkanej twarzy z popękanymi naczyniami krwionośnymi.
Serio? Co tacy ludzie mają w głowach? Zabiłabym tego faceta na jej miejscu.
Choruję na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, czy też depresję dwubiegunową, nazwa jest najmniej istotna, co lekarz, to nazywa to inaczej. Dochodzą do tego myśli samobójcze – żyję z tym lata, raz jest lepiej, raz jest gorzej. Wstydzę się tego przed znajomymi, bo boję się, że to zmieni nasze relacje, będę dla nich już kimś innym, dlatego nikomu o tym nie mówię. Nie chcę nikomu o tym powiedzieć, a jednocześnie pragnę, aby ktoś się domyślił, podszedł i powiedział, że to nic nie zmienia.
Ostatnio przyjaciel miał kiepski humor, starałem mu jakoś go poprawić, wyrwać z domu, zjeść coś dobrego na mieście, bo wiem, jak to jest być w dołku. Postanowiłem powiedzieć mu o moim przypadku. Była sobota, byliśmy umówieni na poniedziałek, więc wtedy chciałem to wyznać. W niedzielę mieliśmy się spotkać większą grupą, standardowo po niego podjechałem i wydarzyło się najgorsze. W trakcie rozmowy o kimś powiedział, że on ma pewnie dwubiegunówkę, więc jest przez to pojebany i psychiczny...
Jeżeli ktoś nie wie, jak działa umysł chorej osoby, to wyjaśnię – odebrałem to, jakby mówił o mnie, mnie widział jak kogoś takiego. Ktoś, kto był i jest dla mnie niczym brat uważa mnie za jakiegoś pojeba. Od razu wpadłem w dół głębszy od Rowu Mariańskiego, nie myślałem o niczym tylko o tym, że on mnie nienawidzi. Zacząłem mieć znowu myśli samobójcze, bo po co żyć, skoro ktoś tak bliski ma mnie za potwora? Wiem, że nie powiedział tego o mnie, ale nie potrafię tego przezwyciężyć.
Zrobiłem jedyną rzecz, jaka wydawała mi się słuszna – odszedłem z grupy.
Żałuję tego, ale nie mam tam powrotu, zachowałem się jak dupek i tyle, musiałbym im wyjaśnić, dlaczego to zrobiłem, ale na to nie mam odwagi.
Tak oto z powodu durnego mózgu, który nie działa normalnie, straciłem kontakt z grupą, z którą graliśmy z półtora roku.
Tak oto choroba zatacza koło i robi się coraz większa.
Parę lat temu znalazłam erotyczne zabawki w pokoju moich rodziców i bez skrępowania zaczęłam ich używać na sobie... Po wszystkim je po prostu myłam i odkładałam na miejsce.
Szkoda, że dziś na myśl o tym nie jest mi już tak przyjemnie jak wtedy...
Zdaniem mojej matki byłam nie tylko tłusta, ale i obleśna, zapryszczona, ohydna. Tak obrzydliwa, że ludziom miało chcieć się rzygać na mój widok. Pamiętam, jak raz zawlokła mnie za włosy przed lustro i krzyczała, żebym na siebie popatrzyła, bo tak nie wygląda normalny człowiek. Święcie w to wierzyłam. Przez lata codziennie walczyłam ze sobą, by wyjść z domu, bo wstydziłam się pokazywać ludziom na oczy. Próbowałam dbać o siebie, ćwiczyć, ograniczać jedzenie, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałam sobie, że kiedyś będę chociażby normalna. Chciałam być zwyczajnie brzydka, ale nie ohydna, nie taka, by ludziom robiło się niedobrze.
W końcu mama zrobiła dla mnie jedna dobrą rzecz – zmusiła mnie do pójścia do endokrynologa. Okazało się, że nie dziwota, iż „normalne” diety nie działały, a podstawowe badania nic nie wskazywały. Był szpital, specjaliści, wreszcie wyjaśniło się, co mi jest. Specjalna dieta i leki pomogły. Wreszcie byłam zwyczajnie brzydka.
Skoro jednak dieta i leki pomogły i doprowadziły mnie do prawidłowej wagi, pomyślałam, że mogę bardziej, więcej. Zaczęły się bulimia i lekomania. Do tego odkryłam, że jako zwyczajnie brzydka i cholernie łatwa dziewczyna wzbudzałam zainteresowanie. Cieszyło mnie to i byłam w stanie niewyobrażalnie się upokorzyć, byle tylko zasłużyć na czyjąś uwagę. Gdyby nie ślepy traf i niezwykle szczęście, które postawiło na mojej drodze cudowną osobę, nie wiem, gdzie bym dzisiaj była.
A teraz smaczki.
Smaczek 1.
Niedawno przypadkiem znalazłam swoje zdjęcia z tego ohydnego okresu. Byłam w szoku. Ze zdjęć patrzyła na mnie normalna, sympatyczna, zdrowa dziewczyna. Brzydko ubrana (bo pamiętam, że nie widziałam sensu w dbaniu o strój), z małym brzuszkiem widocznym wtedy, gdy siedziałam i paroma pryszczami na buzi – jak każda nastolatka. Pewnie miałam lekką nadwagę, ale gdzie te obrzydliwe wory tłuszczu i gnijąca skóra, które powinnam chować przed wzrokiem ludzi?
Smaczek 2.
Mama zwierzyła mi się, że miała do swojej matki ogromny żal o to, że zabiła w niej poczucie własnej wartości i szydziła z jej wyglądu.
Czasami w środku nocy, gdy nie mogę spać, szukam okien, gdzie jeszcze palą się światła od komputera albo TV i świecę tam laserem. Jestem ciekaw, co ci ludzie myślą, gdy siódmą noc z rzędu ktoś zmusza ich do wstania i rozejrzenia się po osiedlu.
Ostatnio mam upatrzone okno na drugim piętrze bloku naprzeciwko. Zawsze gdy tam świecę, ktoś staje w oknie, ustawia czerwona tapetę na monitorze i po prostu patrzy, co robię.
Nie wiem kim jesteś, ale pozdrawiam.
Za każdym razem, gdy moi rodzice idą spać, podglądam ich, by mieć pewność, że oddychają.
Po prostu boję się, że kiedyś zasną i już się nie obudzą. Nie chcę zostać sama.
Od pięciu miesięcy codziennie wychodzę z domu „do pracy”. Tak naprawdę zwolnili mnie, ale żona o niczym nie wie. Była załamana ciężką chorobą ojca, nie chciałem jej dobijać moim zwolnieniem. Myślałem, że szybko znajdę coś nowego i nawet się nie zorientuje. Niestety, tak się nie stało, ciągle szukam pracy. Przez te miesiące poważnie naruszyłem swoje oszczędności, jeszcze trochę i się skończą, a ja na myśl o tym zaczynam panikować. Nie wiem jak przyznać się żonie do utraty pracy, zwłaszcza że wyjdzie na jaw, że od miesięcy ją oszukuję. Jestem załamany tą sytuacją i czuję się jak jakiś nieudacznik, bo nie potrafię nawet znaleźć porządnej roboty.
W liceum brałam udział w przesłuchaniu do szkolnej inscenizacji „Romea i Julii”. Byłam bardzo podekscytowana i dałam z siebie wszystko. Po przesłuchaniach wszyscy zebraliśmy się w auli, aby usłyszeć wyniki. Kiedy nauczycielka ogłosiła, że dostałam rolę Julii, byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo szczęśliwa. Jednak moja radość szybko zniknęła. W momencie, gdy ogłoszono, że to ja będę grała Julię, trzej chłopcy, którzy przyszli na przesłuchanie do roli Romea, zaczęli wychodzić z sali. Patrzyłam, jak jeden po drugim opuszczają aulę, czując się upokorzona i zdezorientowana.
Nauczycielka próbowała mnie pocieszyć, mówiąc, że znajdziemy innego Romea, ale ja czułam się zraniona i zawiedziona. To miał być mój wielki moment, a zamiast tego stałam tam, patrząc, jak moje marzenie się rozpada.
Jakiś czas temu dodałem tu wyznanie (trochę w emocjach) o długach żony i konieczności ich spłaty przeze mnie.
Właśnie minęło 4 lata od tamtego momentu i spłaciłem 300 tysięcy. Dom uratowany, synowie się o sytuacji nie dowiedzieli, żona dalej u boku... tylko ja zajechany i siwy się zrobiłem, dwa etaty, lecz duma mnie rozpiera. Tylko boli ten brak zaufania i strach, że sytuacja może się powtórzyć.
Trzymajcie się.
Dodaj anonimowe wyznanie