#rs3Lu
Ksiądz: Jeżeli seks uznawałoby się za miłość, to kto kochałby najmocniej?
Ja: Prostytutki?
Prawidłowa odpowiedź: Zwierzęta.
#vUHmE
Pierwszy miesiąc był naprawdę ciężki, docinki ze strony rodziny typu „po co studiowałaś tyle czasu, żeby teraz zostać kurą domową?!”. Co mądrzejsze kuzynki zaczęły wykorzystywać fakt, że mam więcej czasu i prosić mnie o różne rzeczy. „Odbierz Olafka ze szkoły baletowej, bo nie zdążę” albo „Weź się zajmij moimi dziećmi, bo ja pracuję”. Takich sytuacji było aż nadto, zezłościłam się, bo w ciągu tygodnia potrafiłam mieć po trzy telefony z takimi rozkazami. Nic nie mam do pomocy im, ale zaczął mi się nie podobać fakt, że mnie nagminnie wykorzystują.
Z czasem nie było łatwiej, na każdym rodzinnym spotkaniu moja kochana siostra opowiadała, jak to ona ciężko pracuje i zajmuje się swoim dzieckiem, a ja się opierdalam.
Dłuższy czas starałam się to puszczać mimo uszu, dla świętego spokoju.
Horror.
#VUOBx
Niestety nie można usunąć operacyjnie. A nie, jednak można, a jednak nie – i tak w kółko.
Leżę nadal na tej samej sali, w tym samym szpitalu, mając obok siebie swojego chłopaka, który wierzy, że wszystko będzie dobrze, mając wspierającego ojca, rodzeństwo, czekając, aż przygotują mnie na tę operację, która jednak się odbędzie. Teraz dopiero doceniam to, co mam.
#wiRuP
Zimowa paskudna sobota, wracałam akurat z siłowni, po drodze wstąpiłam do galerii, a później do koleżanki. Miało być na chwilę, ale z tej chwili zrobiły się prawie dwie godziny i było już po jedenastej wieczór. Pierwotnie miałam iść do domu na piechotę, ale na zewnątrz pogoda paskudna, pada deszcz ze śniegiem, wieje, jadę więc do domu autobusem. Autobus pusty, oprócz mnie jest tam tylko jakieś rozbawione towarzystwo (dwie dziewczyny i chłopak), na pierwszy rzut oka i sądząc po zachowaniu typowa „patola”. Jedna z dziewczyn pyta mnie o papierosy, odpowiadam grzecznie, że nie palę, ona na to: „Co za tępa pi…da”, reszta tej blok ekipy w śmiech. Dziewczyna, która pytała mnie o papierosy, jest agresywna, próbuje mnie zaczepić, nie odzywam się ani słowem, bo nie chcę żadnej bójki i nie ukrywam – boję się.
Jest już przystanek, na którym wysiadam. Na nieszczęście całe to towarzystwo wysiada razem ze mną, nadal się do nich nie odzywam, ta najbardziej agresywna dziewczyna po chwili wykrzykuje: „Co, ku…o, mówić nie umiesz?”, reszta znowu w śmiech. Idą tuż za mną, śmieją się, obrażają mnie. W końcu słyszę, jak ta prowodyrka mówi: „Zaraz jej pierd…nę” i wiem, że to nie są żarty. Dziewczyna podbiega do mnie i wszczyna bójkę. Umiem się bronić, lata treningów nie poszły na marne, po kilku sekundach wulgarna Karyna dostaje solidny strzał i zaczyna wrzeszczeć wniebogłosy, do boju szykuje się już ten chłopak, ale w tym momencie na całe to zajście najechał patrol policji, poczułam ogromną ulgę. Przychodzi do tłumaczenia i cała ta trójka jednogłośnie mówi, że to ja ich napadłam, no po prostu żelazna logika, samotnie wracająca nocą 18-latka nie ma co robić, tylko wszczynać burdę z trójką pijanych Sebixów i Karyn. Na początku jest jednak słowo przeciwko słowu i zostałam zabrana na przesłuchanie. Mogę tylko powiedzieć, że cała ta sytuacja skończyła się dla mnie pozytywnie, było nagranie z kamer w autobusie i nagranie z monitoringu miejskiego, tam dokładnie było widać, kto był agresorem, a kto ofiarą, ale stres, nerwy i przepłakane noce były.
Nie życzę nikomu takiej sytuacji.
#gPFnm
To było lato 1987 roku. Miałam sześć lat i byłam najmłodszym dzieckiem w rodzinie, które chciało robić wszystko to, co starsze rodzeństwo, wyprosiłam więc udział w moich pierwszych koloniach. Wyjazd pamiętam dosyć dobrze i wspominam pozytywnie... Oprócz jednego momentu. Podczas ciszy poobiedniej wymknęłam się samotnie na plac zabaw, a tam w krzakach nieopodal siedziało trzech meneli i właśnie dobierali się do butelki wódki. Zobaczyli mnie i przywołali do siebie. Ja grzecznie do nich podeszłam, chociaż sparaliżował mnie strach. Do dzisiaj nie rozumiem tej logiki, jaką kieruje się dziecięcy umysł.
– Dziecko, przynieś nam trzy szklanki – wychrypiał jeden.
I wiecie, co ja zrobiłam? Zamiast uciec, pobiegłam do kuchni, przerażona, ale posłuszna! Poprosiłam kucharkę o szklanki.
– Po co ci one? – zapytała.
Pamiętam moją odpowiedź:
– Dla panów w krzakach.
– Dla takich to nie dam ci szklanek. Dam ci słoiki.
Wyobrażacie sobie? Dorosła kobieta widzi dziecko, które opowiada o jakichś mężczyznach w krzakach i wysyła je do nich z powrotem!
Wróciłam do meneli i posłusznie dałam im słoiki.
– A teraz uciekaj.
Uciekłam. Rzuciłam się na swoje łóżko i zaczęłam płakać z przerażenia. Po chwili przyszła opiekunka i na jej pytanie, co się stało, opowiedziałam całą historię.
– Nie martw się. Spełniłaś dobry uczynek – powiedziała ona.
Do dzisiaj nie pojmuję swojego posłuszeństwa pomimo strachu i reakcji tych dorosłych, odpowiedzialnych za moje zdrowie i życie. Mogłoby się skończyć to o wiele, wiele gorzej dla mnie...
Takie wspomnienie z końcówki lat osiemdziesiątych.
#kktrD
Dziś jestem doktorem Wydziału Fizyki prestiżowej uczelni, maturę zdałam na niemal 100%, a mojego nauczyciela często widuję na różnych konferencjach naukowych, kiedy to zwraca się do mnie „pani doktor”, a ja za każdym razem mam w głowie jego słowa.
Żartuję. Miałam 32% i od czasu skończenia liceum pracuję w Anglii. Miał rację.
#ICnOt
Z tego tez powodu zawsze wożę w bagażniku kilka par rękawiczek, tak zwanych wampirków, które służą mi do sprzątania z drogi tych biednych zwierzaków. Ograniczam się do umieszczenia ich w przydrożnym rowie. Często ludzie patrzą na mnie jak na idiotę, ale mam to w głębokim poważaniu. Nie rozumiem, jak można zostawić na pastwę losu zwierzę na ulicy, aby skończyło wprasowane w asfalt. Zastanawia mnie, gdzie są właściciele swoich pupili, jeśli taki zostanie potrącony gdzieś w wiosce, czyżby za każdym razem był to bezpański pies czy kot?
Jeśli zdarzy nam się potrącić zwierzę, zwróćmy uwagę, czy przeżyło, a jeśli nie, zapewnijmy mu odrobinę godności w postaci zdjęcia go z drogi. Czy to aż tak trudne?
#6D7L1
Babcia z dziadkiem pojechali akurat na parę dni wakacji i poprosili mnie, abym wpadł do ich mieszkania i podlał paprotki. Zrobiłem, jak prosili. Tego dnia byłem bardzo zalatany, więc nie udało mi się znaleźć chwili na zjedzenie śniadania. W drodze kupiłem więc kawałek bułki i trochę żółtego sera. Uznałem, że wizyta u dziadków będzie dobrym momentem na spałaszowanie zaległego posiłku. Kanapeczka przygotowana, ale czegoś mi brakowało. Pomidora czy chociaż musztardy jakiejś... Otworzyłem lodówkę! Jest keczup! I to nie byle jaki, bo mój ulubiony, łagodny, w słoiczku. Otworzyłem, nabrałem łyżką potężną ilość i PLASK! walnąłem na serek.
Wgryzłem się w bułkę z taką pazernością, jakbym nie jadł nic od tygodnia. Nie minęła sekunda, kiedy poczułem lawę na języku. Wtedy dotarło do mnie: to dziadkowy sos z habanero czy innego cholerstwa! Zacząłem się krztusić, bo próbując złapać oddech, wciągnąłem spore kawałki buły z płynnym ogniem wprost do tchawicy. Łzy napłynęły mi do oczu, a moja cała głowa pulsowała trawiona piekącym sosiwem. Resztkami sił rzuciłem się do lodówki. Przez załzawione oczy zobaczyłem mojego Święty Graal – szklaną butelkę wody. Gazowanej. O radości! Przyssałem się do niej i łapczywie ściągnąłem trzy przepotężne łyki. Dopiero po ostatnim upadłem na kafelki, aby w konwulsjach wydać z siebie cichy wrzask: Krrrrrk!!! Właśnie wlałem w siebie potężną ilość babcinego spirytusu na nalewki...
Przez dwadzieścia minut leżałem na ziemi zwinięty w kuleczkę, raz po raz zwracając resztki bułki z sosem śmierci i spirytusem, którym to świństwo popiłem.
Moje gardło było tak zmasakrowane, że przez dwa dni nie byłem w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa. Najlepsze jest jednak to, że potwornie się upiłem...!
– Cienias! – mruknął po powrocie dziadek.
– Idź, młody! Żeby mi tyle spirytusu zmarnować... – dodała babcia.
#ItVAX
Smaż się w piekle, K****.