#GRCPa

Gimnazjum było dla mnie traumą. Najgorzej wspominam jedną dziewczynę.
Wymyśliła „kawał” – porozwieszała w szkole karteczki z moim numerem telefonu do zerwania. Treść karteczki to: Uprawiam seks za 2 zł.
Na jednej z przerw chłopcy rzucali mi siedzącej pod ścianą monety.

Chcę powiedzieć tej dziewczynie, że zniszczyła moje poczucie własnej wartości na zawsze.

Nastolatki są okrutne.

#seYoj

Zazdroszczę innym posiadanie umiejętności gotowania czegoś z niczego, ja niestety nie potrafię, nie mam takiego zmysłu. Całe życie u mnie w domu rodzinnym gotowała babcia i raz na tydzień moja mama. Jakoś nigdy nie było u nas takiego wspólnego gotowania, tylko ewentualnie coś pokroić w kostkę na sałatkę. Dzisiaj wiem, że gotowanie nie sprawia mi przyjemności, tylko jest to dla mnie przykry obowiązek.
Mąż za każdym razem krytykuje moje dania, że są niedobre, ale ja gotuję w szczególności dla naszego dziecka. Przecież nie zrobię na obiad jakiegoś mega ostrego jedzenia, bo mężowi się przywidziało. Od kiedy pracuję, staram się wywrzeć na nim presję, żeby to on zastanawiał się nad posiłkami i gotował, jeżeli mu nie smakuje.
Tak czy siak, spotkałam już w swoim życiu kilka osób, które mając przysłowiowe tylko światło w lodówce, wyczarowały coś dobrego do jedzenia, ja natomiast widzę tylko światło w lodówce.
Od nowego tygodnia postaram się wprowadzić jadłospisy, tak żeby każdemu pasowało, i oczywiście żeby czyścić lodówkę z jedzenia do samego zera.

#ryTNZ

Od jakiegoś czasu pracuję w jednym z większych sklepów odzieżowych. Nie jest to długi okres, jednak pokazał mi, że niektóre panie myślą o sobie jak o boginiach – oczywiście nie mówię tu o wszystkich. Dlaczego? Oto kilka przykładów:

1. Stojąc na przymierzalni, wydaję numerki, doradzam, a także przyjmuję ubrania, na które klientki się nie zdecydowały. Podchodzi do mnie kobiecina z sukienką i pyta, czy są dłuższe. Odpowiadam, że owszem, są, ale długie, do kostek. Pani tłumaczy, że chodzi jej o sukienkę o jakieś 10-15 cm dłuższą od tej. Po udzieleniu jej odpowiedzi, że takiej niestety nie mamy, musiałam wysłuchać litanii podniesionym tonem, że to głupota, że jak tak może być, że to oszczędność na materiale! Że gdyby sukienki były dłuższe, sprzedawałyby się lepiej (gdzie akurat ta sukienka w przeciągu dwóch dni praktycznie zeszła ze sklepu i magazynu). Grzecznie tłumaczę, że to nie od nas zależy, taka jest moda, a my wystawiamy taki towar, jaki otrzymamy. Kobieta się oburza jeszcze bardziej i wyskakuje na mnie, że jestem niemiła (?) i że zgłosi to kierowniczce.

2. Przychodzi inna kobieta, ze śnieżnobiałą bluzeczką, pyta, czy jest rozmiar większa, spokojnie sprawdzam i informuję, że niestety nie mamy na stanie, ale w innym salonie owszem, jest. Kobieta podziękowała i poszła przymierzyć. Gdy oddaje mi bluzkę, nie jest już śnieżnobiała, a... PUDROWA. Tak. Cała tapeta odbiła się na bluzce, a ona z żalem do mnie, że jak możemy takie rzeczy dawać, że powinnyśmy je prać i dopiero wystawiać. No tak, może jeszcze wyprasować i trzymać w folii ochronnej, by się nie brudziły? Mniej tapety na twarzy, to i ubrania będą czystsze...

3. Wchodzi starsza pani ze stertą rzeczy, miała ich około 13. Informuję, że niestety, ale maksymalnie można wnieść 6, jednak pozostałe rzeczy może tu odwiesić i je wymieniać. Pani ze zniesmaczoną miną odłożyła resztę rzeczy i poszła je przymierzać. Ja musiałam odwiesić inne rzeczy, ponieważ był duży ruch na przymierzalni. Kiedy wróciłam, kobieta wyskoczyła na mnie, że gdzie są jej rzeczy, dlaczego nikt ich nie pilnuje (!). No żeż kurwa. Nie jesteśmy od PILNOWANIA rzeczy. Jeżeli maksymalnie jest SZEŚĆ, to wnosimy SZEŚĆ, a nie PIĘTNAŚCIE. Tak ciężko zrozumieć? My tylko wydajemy numerki, sprawdzamy, czy jest porządek, przyjmujemy rzeczy i odwieszamy je na salon dla pozostałych klientów.

4. Kolejna pani, kolejna sterta rzeczy. Nie było nikogo na przymierzalni, więc z nią weszła. Nagle przychodzi do mnie jej synalek i wręcza, a dokładniej rzuca mi na ręce stertę zawiniątek, bo ubraniami nazwać tego nie można. Obrócone na lewą stronę, wieszaki połamane, sznurki poplątane i pełne supłów...

Drogie panie, następnym razem myjcie twarze, to nie będzie problemu z brudnymi ubraniami. I wyciągnijcie kij z tyłka, bo nie jesteście damami świata. ;)

#UdUI0

Rodzice uważają, że coś biorę.
Dlaczego?
Niedawno po raz pierwszy wypiłam kawę. Dostałam lekkich drgawek, czułam się okropnie pobudzona, nie mogłam usiedzieć w miejscu, a serce biło mi jak oszalałe. Czułam się, jakby wszystko wokół nie było realne.

Tak więc dowiedziałam się, że kofeina źle na mnie wpływa, a jednocześnie zapewniłam tym sobie dożywotnie szlabany i kontrole, bo nikt nie chce wierzyć w moją wersję.

#dTxIi

W liceum miałam bardzo, ale to bardzo irytującego nauczyciela. Nie dość, że złośliwa menda, cham i prostak, to jeszcze uważał się za nie wiadomo jak dobrego w nauczaniu. Za każdym razem, gdy mnie wkurzył, zapisywałam sobie jedną stronę A5 lewą ręką. Tak oto dzięki panu mendzie dziś jestem oburęczna.

Na koniec liceum zaniosłam mu te wszystkie zeszyty i wyjaśniłam, o co z nimi chodzi. Minę miał cudowną, a ja podobno jestem legendą wśród nauczycieli.

#ovcBM

Mam 22 lata, narzeczony 25 lat.
Gdy straciliśmy oboje pracę, to tak sobie żyliśmy biednie z oszczędzonych pieniędzy, aby na jak najdłużej starczyły, bo wtedy nikt się nie odzywał mimo setek złożonych CV. W tamtym czasie spóźniał mi się okres 4 tygodnie, zaczynałam panikować. Nic nie mówiłam dla narzeczonego, nie chciałam go martwić, i tak mieliśmy dużo problemów. Wiecie co zrobiłam? Napiłam się wtedy do nieprzytomności, nie wiem co się ze mną wtedy stało, ale chyba to mnie przerosło. I wiecie co wydarzyło się później? Okres pojawił się dwa dni po tym moim napiciu się, ale był inny, o wiele mocniejszy, myślałam dosłownie, że umrę. 
Możecie mnie zjechać i zwyzywać, ale cieszę się, że tak się stało, nie chciałam dziecka i na pewno nie w tamtym czasie, nie byłam psychicznie na to gotowa. Teraz rok później zastanawiam się, co by było gdyby, nie robiłam testu, miałam tylko podejrzenia, ale potem wszystko wróciło do normy. 
Nigdy się nie przyznam nikomu w oczy, że cieszę się, że tak się stało, mimo że nie miałam nawet pewności...

#GegXt

Jak byłam mała, rodzice mieli dwie kozy. Co z tego wynika – piłam kozie mleko. Mnóstwo świeżego, koziego mleka, bo mojej mamie i starszej siostrze bardzo śmierdziało i by tego nie tknęły, więc wszystko zostawało dla mnie i taty.
Dziś jak tylko trafię na kozie mleko w sklepie, to od razu biorę, ale to nie to samo :<
ONO NIE ŚMIERDZI KOZĄ! Serio, to nie ten smak i nie ten zapach. Jedynie niektóre kozie sery śmierdzą kozą i to przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Od czasu do czasu sprawdzam, czy ktoś nie sprzedaje w okolicy może na bazarach koziego mleka, takiego prosto od kozy, ale niestety jeszcze nie trafiłam. Czekam na ten dzień z niecierpliwością...

#iaDFC

Przykro mi że mimo skończonych osiemnastu lat rodzice nadal traktują mnie jak pięciolatka.

Dostałem zaproszenie na osiemnaste urodziny mojej koleżanki z klasy, które odbędą się na początku maja. Moi rodzice nie za bardzo chcą mnie puścić, bo obawiają się, że zaleję się w drobny mak, wyląduję na izbie wytrzeźwień, wpadnę w złe towarzystwo, oraz ogólnie, że nie skończy się to dobrze. Ale ja przecież sam mam skończone 18 lat, jestem w miarę rozsądny i odpowiedzialny i mam odrobinę oleju w głowie, więc nie rozumiem o co chodzi moim rodzicom. Jestem bardzo młody i też potrzebuję w życiu trochę zaszaleć. Zresztą nie muszę żyć tylko nauką.

#sTUlx

Będzie obrzydliwie.

Wychowywałam się na wsi. Moi rodzice mieli takie małe gospodarstwo – zwierzęta i rośliny były na użytek własny. No i była kura, którą tata nazywał Szalona. Ja miałam wtedy jakieś 6 lat i bałam się obok niej przechodzić, bo często rzucała się na mnie z dziobem. Oczywiście kur mieliśmy więcej i rodzice (czasami ze mną, jeśli pan leń mnie nie dopadł) wieczorem chodzili po stajni i stodole i zbierali jajka, które kury zniosły w takich specjalnie poustawianych dla nich paczkach.
Tego dnia poszłam z nimi i zobaczyłam, że paczka, w której od jakiegoś czasu ciągle siedzi Szalona, jest pusta. Oto okazja do zemsty! Gdy rodzice nie patrzyli, ukradłam jej dwa jajka. Niech ma za swoje, menda. Rodzice z jej paczki nic nie zabierali, więc myślałam, że się boją...
Od razu po powrocie do domu poprosiłam mamę o jajecznicę na kolację – zależało mi, żeby zjeść jajka Szalonej, bo to w końcu zemsta. Mama przy kuchence, ja na krześle i ją obserwuję. Wybija jajka, a na patelni ląduje... taki jeszcze niezbyt ukształtowany kurczak.

Od tego czasu minęło prawie 20 lat, a ja już nigdy więcej nie zjadłam jajka.

#I4o4A

Moja mama zmieniła moje życie w koszmar. Niby kochana, pracująca kobieta, nigdy mnie nie uderzyła, dbała o moje zdrowie, ale wykańcza mnie psychicznie. Mimo że mam 19 lat, to w poniedziałki i wtorki muszę wykąpać się do 20:20, w resztę dni do 21:00. Włosy myję tylko we wtorki i soboty. Co sobotę wstaję o ósmej (sama się budzę, ze strachu, przed awanturą) i sprzątam. Kurze z mebli wycieram kilka razy, zanim ustawię rzeczy, aby mama nie miała się do czego przyczepić, podłogi czasem myję dwa razy dziennie. Po 21:00 nie włączam już komputera. Gdy byłam młodsza i miałam wrócić do domu o 20.00, to ja o 19:40 już byłam w strachu przed awanturą. Moja mama robi awanturę o wszystko, jest straszną pedantką. Kiedyś gdy zapytałam, czy umyć u niej podłogę, zrobiła taką awanturę, że przecież wcześniej mówiła mi, że tak (a wcale nie mówiła, babcia potwierdziła), że prawie zabrało mnie pogotowie, bo po każdej takiej kłótni boli mnie serce, mam problemy z oddychaniem i mam mrowienie rąk i twarzy.
Kąpiąc się, gdy usłyszę jakiś głośniejszy dźwięk, natychmiast kończę kąpiel i idę sprawdzić, czy nie zrobiłam czegoś nie po mamy myśli. Dobrze się uczę, pomagam jak mogę, a i tak słyszę, że jestem najgorsza, że inne dzieci to i tamto, a ja to nic nie robię.
Nigdy nie miałam włączonych dźwięków w telefonie, bo gdyby je usłyszała, zaraz by było przesłuchanie kto to, po co i żebym w końcu odłożyła ten telefon.
Mimo że się jej boję, to czuję potrzebę przytulania, rozmowy, ale gdy idę jej coś opowiedzieć, to mnie nie słucha, bo czyta gazetę, albo za godzinę nie pamięta, że jej to mówiłam.
Krzyczy na mnie, gdy np. skapnie mi jogurt na bluzkę albo że pogniotłam kołdrę i brzydko wygląda. Boję się jej powiedzieć o jakimkolwiek problemie, o złej ocenie, o dziurze w spodniach czy o tym, że coś zgubiłam.

Nie mam nikogo bliskiego, by mu o tym powiedzieć, czekam, aż za rok skończę szkołę i będę mogła iść do pracy i się wyprowadzić.
Mimo że wiem, że to przez nią jestem nerwowa i przeżywam taki psychiczny koszmar, to mam wyrzuty sumienia, że myślę o wyprowadzce i zostawieniu jej samej.
Dodaj anonimowe wyznanie