Kiedy miałam jakieś 6 lat, chodziłam z babcią co niedzielę do kościoła. Ogólnie nie za bardzo lubiłam te wypady, co tu dużo gadać – po prostu się tam nudziłam. Podczas jednej mszy ksiądz mył kielichy po komunii świętej, a wszyscy w kościele w zadumie się temu przypatrywali. Panowała doskonała cisza. Ja czekając, wiercąc się z nudów, wypaliłam do babci donośnym głosem: „BABCIA, JAK ON UMYJE TE GARNKI, TO JUŻ IDZIEMY DO DOMU, NIE?!”.
Wszystkie starsze panie popatrzyły na mnie i babcię z niemal pogardą, jednak ksiądz się nieźle uśmiał.
Mój chłopak jakiś czas temu miał ochotę na miłą, relaksacyjną kąpiel. Nalał całą wannę gorącej wody, dolał płynu, zamieszał i zastanawiał się, czemu się nie chce pienić. Dopiero po chwili zrozumiał, że wlał do wody domestos, a nie płyn do kąpieli.
Nie wiem jak pomylił butelki, ale przynajmniej zauważył to, zanim wszedł do wody.
Gdy miałem 8 lat stwierdziłem, że moja mama gotuje niedobre obiady. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i ugotować rosół. Jak? Wrzuciłem osiem kostek rosołowych do czajnika, wlałem wodę i uruchomiłem urządzenie. Później rozlałem wszystko do talerzy, uprzednio wrzucając do nich makaron z zupek chińskich.
Zostałem wyśmiany przez pół rodziny, a przez kilka kolejnych dni za karę jadłem sam chleb z masłem. Taka to historia.
Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, zeszłyśmy na tematy okresu. Ot tak, po prostu, luźny temat. Powiedziałam jej, że używam kubeczka menstruacyjnego.
Jej mina nagle wyraziła przerażenie i zdziwienie, że jak ja w tym oddaję mocz...
W tym momencie i moja twarz wyraziła zdziwienie... I wręcz przerażenie, że to ja muszę uświadomić dorosłą kobietę, że moczu nie oddaje się pochwą. Bywa i tak.
Na początku mi nie uwierzyła. Dopiero kiedy sprawdziła to w internecie, to do niej to dotarło.
Idziemy z mężem i trzyletnią córką. Pod sklepem stoi typowa blachara – solara, kilo tapety, tipsy, zniszczone farbowaniem włosy, ledwo ubrana, jeden plastik. Nasza córka tak na nią patrzy i mówi do mojego męża: „Szkoda, że mama nie jest taka piękna...”.
Myślałam, że chłop mi się udusi ze śmiechu :)
Zacznijmy od tego, że byłam pierwszy raz na moich dorosłych, samodzielnych wakacjach w innym mieście, do którego wybrałam się z moim chłopakiem i koleżanką. Mieszkanie było ok. 2 km od centrum i 5 km od miejsca, które pierwsze zwiedzaliśmy po przyjeździe. Najpierw rzuciliśmy się na jakiegoś maka przy zwiedzaniu, i tak zbliża się wieczór i postanawiamy wracać do domu na piechotę – OK, czemu nie! I tu się zaczyna... Nagły rozruch jelit, kupa żarcia w nich i no czuje, że wypada iść do toalety ale Jezu, co mi tam! Niedługo będę w domu, lepiej tam niż na mieście.
Przeszliśmy już 3 km, nadal 2 km do mieszkania, a ja walczę już ze sobą, pot spływa z czoła i szybka decyzja – ok. 800 m przed mieszkaniem biorę klucze i biegnę po swoje. Dobiegam na miejsce, wbiegam na czwarte piętro i co się okazuje? Że pomyliłam bloki. Zbiegam, moje zwieracze już u kresu wytrzymałości, czas na pierda, pierd zatrzyma sranie na chwilę i zdołam znaleźć dobry blok, oto plan! Niestety... Pierdząc, po prostu się zesrałam. Stoję w szoku, z ciepłym stolcem miedzy pośladkami, w chmurze oczywistego zapachu, gdy wychodzi grupka młodych ludzi zza rogu, bordowa jak cegła szukam krzaków, żeby wywalić gówno z majtek, krzaków nie ma... Udało mi sie znaleźć w końcu mój blok, wejść na górę i ogarnąć się na tyle, żeby koleżanka i chłopak nic nie zobaczyli. Na szczęście zapachu nie komentowali, myśleli, że zdążyłam. W życiu im się nie przyznam, że było inaczej.
Drogo wam w restauracji?
Pracuję w gastro, restauracja w dużym mieście.
Wprowadzamy śniadania, jednym z moich zadań jest ustalenie z kucharzami tego, ile powinno kosztować danie. Jest na to bardzo prosty sposób – liczymy koszt składników na powiedzmy 10 śniadań, do tego czas, media, no i dodajemy zysk dla restauracji.
Wyszło, że jedno śniadanie to koszt+zysk 16 zł. Trochę mało, za bardzo odstaje od cen w reszcie menu, więc delikatnie zwiększamy porcję i dobijamy cenę 23 zł.
Naszykowany na wizytę szefowej zrobiłem jej zestawienie w Excelu, piękna tabelka pokazująca: co, ile, dlaczego, cena, sugerowana cena, zysk na jednej sztuce, szacowany zysk tygodniowy i miesięczny. Szefowa patrzy i patrzy... „Ojej, to zróbmy tak...” – i kasuje 23 zł, a wpisuje 32 zł. – „No i już ładniej tak”. To samo zrobiła z kilkoma innymi pozycjami. Tam gdzie było 27, to dała 34, tam gdzie 21, to dała 28. Ot tak, po prostu, bo ludzie i tak zapłacą...
Ręce mi opadają, nie mogę zmienić teraz pracy, ale moim marzeniem jest ucieczka z gastro...
Było to jakoś w piątej klasie podstawówki. Godzina wychowawcza lub jakieś inne zajęcia, na których rozmawialiśmy dość poważnie o rodzinie.
Pamiętam dokładnie, jak moja koleżanka opowiadała wtedy historię o swojej mamie. O tym, że niewiele już o niej pamięta, że we wspomnieniach twarz jej się zamazuje, że czuje się z tego powodu winna. Zwierzyła się też, że nie podeszła do trumny przed pogrzebem, żeby się pożegnać z mamą, co wujek nadal ma jej za złe, a jej babcia cały czas porównuje ją do mamy i czuje się przez to bardzo nieswojo.
A ja przerwałam jej historię słowami: „Nie kłam, tydzień temu widziałam twoją mamę przed szkołą!”. I to była prawda. Widziałam jej mamę tydzień wcześniej przed szkołą. Chodziłam do koleżanki co jakiś czas i jej mama częstowała mnie ciasteczkami i czekoladą. Mama, a właściwie macocha, o czym dowiedziałam się na tej lekcji.
Mira, jeśli to czytasz, to wiedz, że po jakichś 15 latach nadal czuję się zażenowana, kiedy o tym myślę. Wspomnienie to prześladuje mnie do dziś przed spaniem, w trakcie dłuższej kąpieli, było obecne na maturze... Jeszcze raz przepraszam!
Rozmowa między mną, ojcem i mamą.
Ja i ojciec: Z czego składa się karkówka? Z jakiej części świni?
Mama: A skąd mam wiedzieć? Rozbierałam kiedyś świnię?
Ojciec: No, mnie po wypiciu :)
Kojarzycie bajkę „Kraina lodu”? Zapewne tak.
Gdy wyszła, moja młodsza siostra dostała takiego szału, że bajka codziennie była puszczana, nawet osiem razy. Nieważne, czy oglądałam z nią czy bez. Pamiętałam dosłownie każdy dialog. Teraz nieważne w jakim języku oglądam, niemiecki, angielski czy nawet chiński, pamiętam każdą część z taką dokładnością, że mogę spokojnie powiedzieć komuś wszystkie dialogi.
Szkoda, że nie mam takiej głowy do matematyki.
Dodaj anonimowe wyznanie