Mój znajomy pokazał mi swoją kolekcję długopisów. Przy każdym z nich była karteczka z ceną. Od ok. tysiąca do kilkunastu tysięcy euro. Zapewniał, że są to prawdziwe wartości.
Pod koniec każdego roku odwiedzał klientów i zamykał skumulowane sporne sprawy. Za każdym razem zabierał od klienta długopis i opatrywał karteczką z sumą, co do której się dogadali.
Ja pokazałem mu swoją kolekcję. Z hoteli, w których byłem.
Takie to nasze anonimowe kolekcjonerstwo.
Pewnego dnia kupiłam sobie kota. Miał 5 miesięcy, więc jadł, spał i gryzł, a sen zajmował mu co najmniej 70% całego kociego grafiku. Spał w przeróżnych miejscach, od pralki po szafę, a pierwszego dnia już zdążył zasnąć w kuwecie.
Przyjechała ciotka. Minął rok odkąd widziałam ją po raz ostatni.
Nie mam pojęcia jakim cudem udało jej się wyjść z czinkłeczento, myślałam, że trzeba będzie wzywać straż pożarną. Miłe powitanie:
- Ciociu, dobrze wyglądasz!
Weszła do salonu, na szczęście nie trzeba było rozcinać drzwi, ale było blisko.
Odsunęła krzesło i usiadła przy stole. Krzesło wydało dźwięk, a ciocia mówi, że miękkie mamy te poduszki. Zaraz. Jakie poduszki?!
Z kota został mi naleśnik, a ciocia nie pokazała się przez trzy lata.
Gdy byłem na studiach, a nie miałem kasy na piwko wieczorem, to ubierałem najbardziej obcisłą bluzkę, jeansy, układałem ładnie włosy, goliłem się i szedłem do klubu dla homoseksualistów. Tam w ramach podrywu ktoś stawiał mi piwo.
Jeśli bycie kobietą jest na co dzień tak przyjemne jak bycie "ciachem" w klubie dla gejów, to ja wam zazdroszczę.
PS Jestem hetero :)
Opowiem wam dziś historię o dzieciach z mojego przedszkola i szkoły podstawowej, które myślały, że jestem brudasem, nie myję zębów i mam próchnicę.
Gdy miałem 4-5 lat (muszę nadmienić, bo to ważne dla historii, że w tym wieku ma się wiele mlecznych zębów, jak nie wszystkie), normalnym było, że chodziło się z rodzicami na spacery. Wszystko było fajnie, tylko jednego dnia miałem mały wypadek. Niedaleko mojego ówczesnego domu znajdowała cię górka, u której stóp rozciągał się chodnik, który z obu stron miał krawężnik. Mały ja zbiegałem z owej górki i potknąłem się o jeden krawężnik, a na drugi poleciałem buzią. Większość moich zębów się pokruszyła i miałem też w nich wiele dziur. Oczywiście rodzice zabrali mnie do dentysty, żeby skonsultować mój problem. Dentystka zadecydowała, że trzeba mi na zęby nałożyć specjalną maść, która będzie chroniła moje zęby przed próchnicą. Maść oczywiście była na stałe, czyli jak raz mi nią posmarowała zęby, to ona zasychała i mogłem się jej pozbyć dopiero gdy wypadną mi mleczaki. Problem w tym, że ta maść była czarna.
Wyobraźcie sobie chłopca, który idzie pierwszy raz do przedszkola, a potem szkoły i chce sobie znaleźć przyjaciół, bo nigdy ich nie miał, a dzieci go nie lubią, bo nie chcą się zarazić próchnicą. Dzieciom nie wytłumaczysz, że to dla twojego zdrowia i do OCHRONY przed próchnicą.
Przyjaciół znalazłem, gdy wszystkie mleczaki wypadły. Przez ten głupi wypadek miałem zniszczone dzieciństwo. Morał z tej historii jest taki - nie biegaj, bo przyjaciół znajdziesz dopiero gdy wypadną ci mleczaki :)
Jak byłam mała, to myślałam, że gołąbki są zrobione z prawdziwych gołębi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, co zrobiłam pewnego pięknego dnia.
Moja mama zrobiła po raz pierwszy gołąbki. Teraz wyobraźcie sobie takiego małego bąbla, który porywa wszystkie gołąbki z talerza, biegnie na balkon i wyrzuca je z 4 piętra krzycząc "ja was obronię!" (czy jakoś tak). Taka ze mnie obrończyni zwierząt, że byłam wściekła na rodziców za zjadanie słodkich ptaszków i nie dałam sobie wmówić, że nazwa nie ma nic wspólnego ze składem posiłku.
Postanowiłam się odchudzać, ale żeby tym razem nie skończyło się na gadaniu, kupiłam sobie skarbonkę i codziennie jeśli nie złamię diety wrzucam do niej pewną kwotę. Ma to być nagroda za poświęcenie. Mój mąż wie, że przeszkadza mi moja tusza i nie zmusza mnie do odchudzania, nie robi przytyków.
Wczoraj stwierdził, że podwoi kwotę, którą uzbieram.
Nie wie, że chcę wydać pieniądze na jakiś wypad we dwoje, choćby krótki. Trzymajcie kciuki :-)
Będąc małym dzieckiem byłam święcie przekonana, że miesiąc miodowy to czas, w którym pan i pani po ślubie mogą jeść tylko i wyłącznie miód.
Pewnego dnia, stojąc w kolejce do kasy w sklepie, ujrzałam panią w wieku około 60 lat, która na taśmę wyłożyła kilka słoików miodu. Niezwykle zaskoczona tym widokiem krzyknęłam do stojącej obok mamy: "Patrz, mamo, taka stara kobieta, a dopiero ma miesiąc miodowy!". Moja biedna mama nie wiedziała gdzie podziać oczy, a "panna młoda" od tego czasu, spotykając mnie na ulicy zawsze nazywa mnie swoim małym miodkiem, mimo że od "jej ślubu" minęło już ponad 20 lat. :)
Mając lat 17, byłem zakochany bez pamięci w pewnej dziewczynie.
Lato, zadupie zadupia, więc już tylko końca świata brakuje, bo ptaki zawracają, a diabeł nawet nie wie, że ma tam mówić „dobranoc”. No i my, paczka znajomych, w sumie nie moja, a mojego, jak wtedy myślałem (oj, głupi ja), przyjaciela, który mnie na to ognisko zabrał, bo wiedziałem, że ONA tam będzie i trułem mu cały tydzień...
Siedzimy, pijemy, jej nie ma.
Siedzimy, piję, jej nie ma....
Siedzimy, próbują mnie upić, ale po pierwsze, bez przechwałek, pół litra na mnie nie robiło wrażenia, po drugie nie wiedzą, że wylewam za kołnierz lub wypluwam do butelki z popitą. Udaję nawalonego dużo mocniej, niż faktycznie jestem.
Ona siada obok... Serce wali, mocno bardzo bardzo mocno.
„No napij się ze mną” – mówi i leje mi do kieliszka. Pijemy... A przynajmniej udajemy, bo widzę, że ona wylewa, a ona nie wie, że ja wypluwam do popity. „Wypijamy” w ten sposób prawie połówkę. Zaczyna się ze mnie śmiać... Próbuje mnie ośmieszać. Serce trochę zwalnia, wszyscy na nas patrzą... Ktoś ukradkiem nagrywa na starym Sony Ericssonie filmik w rozdzielczości 2 mpx.
Przyjaciel: „Dolej mu, już prawie po nim...”.
Chwieję się na ławeczce, patrzę w ich mniemaniu nieprzytomnym wzrokiem... Trzeźwym i klarownym jak jeszcze nigdy.
Wstałem, bez zachwiania, bez cienia upojenia, spojrzałem z góry na nią, na niego.
„Na mnie już pora” – powiedziałem. Podszedłem do ogniska, wrzuciłem swój papierowy talerzyk, kilka kroków dalej był stos plecaków, bez najmniejszego problemu wziąłem swój, butelkę z „popitką” przewróciłem tak, by wszystko się wylało, włączyłem lampki przy rowerze. Cisza. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu, równo i bez najmniejszego zachwiania.
Kilometr dalej rzygałem wszystkim co miałem, nie przez alkohol, a przez stres.
W jednej chwili straciłem przyjaciela oraz uczucie, które wydawało mi się wtedy takie czyste i silne...
Myślę, że nigdy nie miałem w nim przyjaciela – i to zabolało najbardziej.
Uwaga, wyznanie nie jest moje, a mojego Dziadka, wielkiego fana Anonimowych, który niezbyt umie obsługiwać komputer (Anonimowe ustawiłem mu w zakładce przeglądarki i po kolei nauczyłem, co ma klikać), więc on mi dyktuje, a ja słowo w słowo piszę. Dziadek w tym miesiącu właśnie skończył sto lat! Sam mnie poprosił, żebym mu pomógł z napisaniem wyznania, bo bardzo chciał się do Was odezwać, tak więc przed Państwem Dziadek Euzebiusz:
Dzień dobry, moi mili. Racja, sam nie potrafię obsługiwać komputera na tyle, by to wszystko pisać, samo pisanie literka po literce zajęłoby mi ogrom czasu. Ale dla chcącego nic trudnego! Jakoś damy sobie radę.
Czytam tę stronę już od bardzo dawna. Wiele wyznań mnie szczerze rozbawiło, wiele zasmuciło. Bardzo lubię czytać Wasze historie z czasów dzieciństwa, gdyż to mi przypomina moje dzieciństwo, tak odległe. Świat był inny, prostszy. Wychowałem się w maleńkiej wsi niedaleko Lublina. Było nas sześcioro gromadki, zostałem już sam. Mój Tato bronił naszej Ojczyzny, moja kochana Mama musiała zająć się domem. Tato nie wrócił do domu. Wojna i brak Ojca w domu sprawił, że trzeba było szybko dorastać. Nie było lekko. Ale daliśmy radę. Pomimo okropnej wojny, późniejszych czasów mojej młodości nie zamieniłbym za żadne skarby. Ach, jakie wtedy były piękne dziewczęta! Urocze, z kwiatami wplecionymi we włosy, jak śpiewał Krzysztof Klenczon. Przeżyłem jako chłopiec wojnę, przeżyłem komunizm. Ktoś może mówić, że dziś to jest łatwo, kiedyś to było ciężko. Bzdura. Zawsze jest ciężko. Zawsze idziesz pod górę, ale kiedyś w końcu dotrzesz na szczyt. Może już nie jestem zbyt bystry, ale widzę, jak Wam, młodym, jest trudno. Przykro mi, kiedy czytam historie ludzi, których skrzywdzili rodzice albo panna zostawiła czy też chłopak się nie sprawdził. Moi drodzy, nie martwcie się. Teraz jest ciężko, ale będzie dobrze. Już trochę żyję i mogę Wam powiedzieć, że najważniejsze to nie tracić pogody ducha. Prawie wszystkie problemy można rozwiązać kubkiem ciepłej herbaty, rozmową i modlitwą. Nie martwcie się.
Dziesięć lat temu pochowałem swoją żonę, najcudowniejszą kobietę, jaką znałem. Smutno mi, bo zaczynam zapominać, jak wyglądała, na szczęście mam jej zdjęcia. To bardzo ważne, by mieć kogoś, z kim można iść przez życie. Jak jeszcze nikogo nie masz, spokojnie, na wszystko przyjdzie czas.
Powoli kończymy. W moim wieku nie mam wiele zajęć, dlatego wiele radości dają mi Wasze historie. To wszystko pokazuje, że człowiek musi się otworzyć przed innym człowiekiem. Rozmawiajcie ze sobą. I nie bójcie się wymagać od samych siebie. Bardzo serdecznie Was wszystkich pozdrawiam, z Bogiem, moi kochani.
Tu się kończy wyznanie. Dziadek jest bardzo szczęśliwy, że może „pogawędzić z naszą gromadą anonimową”. Nie może się doczekać publikacji wyznania.
Pozdrawiam
Nie boję się śmierci. Boję się starości.
Boję się dnia, w którym nie będę w stanie samodzielnie wstać z łóżka.
Boję się, że będę ostania z moich znajomych.
Dodaj anonimowe wyznanie