Zawsze uważałem siebie za twardziela. Wysoki, dobrze zbudowany, twarz jak wojskowy po misji w Wietnamie. Fan piłki nożnej i motoryzacji.
Dzisiaj płakałem jak dziecko przez ponad godzinę.
Lekarz powiedział mi, że po operacji zacznę znowu chodzić.
Boję się zasypiać w nocy przez moje sny, który powinny być moim odizolowaniem od rzeczywistości, a tak naprawdę nie są. Sny zapamiętuję bardzo rzadko, a jeśli już, mają one po jakimś czasie odzwierciedlenie w rzeczywistości. Często są koszmarami, które niestety też się spełniają. Oto kilka z przykładów:
2010 r. Śni mi się babcia. Siedzi na wózku inwalidzkim naprzeciwko mnie z zakrwawionym kikutem zamiast nogi. Ze snu zapamiętuję niedokładną datę: sierpień 2012 r.
Babcia umiera 11 sierpnia 2012 r. od zakażenia obciętej nogi. Co ważne dla tego wydarzenia, nie mam z nią wtedy kontaktu od prawie roku przez spory rodzinne.
2015 r. Śnię o śmierci wujka, którego znam od dziecka. We śnie wujek stoi naprzeciwko kostuchy ubranej w czarny płaszcz, trzymającej w prawej dłoni kosę. Oprócz tego zapamiętuję znowu bardzo ogólny wymiar czasu: kwiecień-czerwiec 2016 r. Wujek umiera na początku kwietnia 2016 r. z powodu zawału.
Zeszły tydzień. We śnie widzę kostuchę wyciągającą dłonie w moim kierunku. Podświadomie wiem, że nie chodzi o mnie, tylko o dziadka. Oprócz tego zapamiętuję konkretną datę: 18.09.2024 r.
Co jest ze mną nie tak?
Pracuję w kancelarii komorniczej. Wszystkim znajomym mówię, że zajmuję długi i żeby uważali, bo jak kiedyś dostanę ich papier, to się nie zlituję, tylko zajmę im wynagrodzenie. Każdy dookoła ma mnie za poważną osobę, która od 8 do 16 siedzi w biurze i powolutku wysyła umorzenia i zajęcia spraw.
Żaden nie wie, że tak naprawdę jedyne co robię to uspokajanie Pana Komornika, kiedy rzuca aktami i starym laptopem, bo podpis elektroniczny mu się zaciął. Albo przyjmowaniem dłużników zamiast niego, bo on się chowa w toalecie i mówi, że go nie ma. To co się tam dzieje to naprawdę niezły cyrk i czasem mam ochotę rzucić to w cholerę, ale żal mi szefa, bo chociaż jest nieźle pierdzielnięty i codziennie siada przy mnie po 19 z whisky (bo pracuję sobie od 12 do 20), wypłakując swoje małżeńskie żale, to czasem potrafi być naprawdę kochany.
No a poza tym kolega z pracy jest dilerem i mam jointy za darmo, które palimy codziennie jak wychodzimy razem o 20. Gdyby nie on, nie przeżyłabym w tej pracy ani dnia dłużej.
Miałam wtedy około 10 lat. Pewnie pamiętacie, jak leciała popularna bajka pt. „H2O wystarczy kropla” (jedna z moich wtedy ulubionych bajek, oczywiście nie licząc „Hanny Montany”).
Po obejrzeniu pierwszy raz tej bajki jako dziecko chciałam być jedną z nich, czyli syrenką. Przez jakieś trzy miesiące piłam tylko i wyłącznie z rurki, a gdy ktoś mnie ochlapał, to kładłam się na ziemi i udawałam syrenę, ruszając nogami (ogonem). Ale to nic przy tym, co robiłam przy kąpieli w prysznicu – po zetknięciu się z wodą kładłam się w prysznicu i wyczołgiwałam się z niego po kąpieli, potem siedziałam na podłodze jakieś 15 minut, żeby wytrzeć się do sucha (aby znowu zamienić się w człowieka). I tak co każdą kąpiel, przez trzy miesiące...
Dziwię się, że moi rodzice nie wysłali mnie do psychiatryka :D
Krótko.
Przyjeżdżam do rodziców na obiad.
Mama mówi mi, żebym zrobił coś z ojcem.
Nie wiem, o co chodzi. Mama prowadzi mnie do pokoju. Jesteśmy coraz bliżej i zaczynają dochodzić do moich uszu dziwne dźwięki. Otwieram drzwi. Co widzę?
Mojego ojca. Starszego człowieka grającego w CS-a i przeklinającego raz po rusku, raz po polsku.
Próbuję coś powiedzieć, ale on ucisza mnie mówiąc: „Nie teraz! Gram!”.
A ja nie mogłem grać przed obiadem!
Stoję kiedyś z koleżanką w kolejce w sklepie. Sobota wieczór, sklep niedaleko akademików, więc tłum studentów w środku. Był to co prawda sklep samoobsługowy, ale do alkoholu i do warzyw trzeba było stać w kolejce (tej samej). Kolejka na kilka metrów, bo wszyscy stoją po alkohol na wieczór. W końcu nasza kolej:
Koleżanka: Poproszę ogórka.
Ekspedientka: Zielonego? (w sensie, czy taki typowy, a nie kiszony).
Koleżanka (z całkowitą powagą i zdziwieniem w głosie): A są jakieś inne kolory?
Tym rozwaliła wszystkich stojących za nami w kolejce. Nawet jak wyszłyśmy z tego sklepu, było słychać ich śmiech :D
Akcja rozgrywa się w wakacje roku 2012, miałam wtedy 13 lat, byłam świeżo po podstawówce. Pojechałam z rodzicami nad jedno z większych jezior w okolicy. Plaża strzeżona, ja pływałam już wtedy bardzo dobrze, więc rodzice nie mieli obaw i pływałam sama (oczywiście pod nadzorem mamy patrzącej co jakiś czas z ręcznika).
Oddaliłam się od brzegu już dobre 10-13 metrów. Byłam już jakiś czas w wodzie i zaczęłam odczuwać zmęczenie. Normalna decyzja, wracam. Chcę zawracać, ale poczułam, że coś otarło się o zewnętrzną stronę mojej łydki. Nie przejęłam się specjalnie, stwierdziłam, iż to pewnie ryba albo jakiś glon. Już chcę zacząć płynąć w stronę brzegu i znowu coś dotknęło mojej nogi, tym razem uda. Popatrzyłam w dół i ujrzałam najpierw jasną masę, sekundę później zaczęłam dostrzegać szczegóły, mój mózg przeanalizował to, co zobaczył – to był topielec.
Do tej pory pamiętam, jak bardzo chciałam wtedy krzyczeć, ale nie mogłam, słyszałam łomot własnego serca i pot oblewający moje ciało. Zaczęłam płynąć tak szybko, jak tylko mogłam. Na brzegu od razu pobiegłam do rodziców, byłam wręcz w histerii. Szybko zrobiło się małe zbiorowisko gapiów, a ja starałam się uspokoić i wytłumaczyć ratownikowi, co zobaczyłam.
Nurkowie wyciągnęli ciało po 5 godzinach, żona topielca zgłosiła jego zaginięcie niecałą godzinę przed tym, jak weszłam do wody.
To było lata temu, pamiętam z tego dnia każdy szczegół, ten obraz lekko mętnej wody, przez które prześwituje ludzkie ciało.
Cytując tu pewne wyznanie: „ludzie toną w ciszy”.
Dzisiaj w domu byłam świadkiem najpiękniejszej sceny, jaką mogę sobie wyobrazić. Tytułem wstępu, moi dziadkowie są bardzo starzy, babcia już bardzo schorowana i mieszkają z moimi rodzicami, ja od kilku lat nie mieszkam w domu, ale staram się ich odwiedzać raz na dwa-trzy tygodnie. Moja babcia ma duże problemy z pamięcią i już dawno pogodziłam się z tym, że jak przyjeżdżam, nie ma pojęcia, kim jestem. Czasem zapomina moich rodziców, których widzi codziennie. Dziś jednak po raz pierwszy nie poznała mojego dziadka, z którym jest kilkadziesiąt lat po ślubie, który codziennie pomaga się jej myć, ubierać, jeść.
Dziadek dawał jej dziś lekarstwa, kiedy babcia spojrzała na niego i powiedziała:
– A... kto to panu zlecił tę opiekę nade mną?
Na co mój dziadek ze łzami w oczach odpowiedział:
– Oj... chyba sam Pan Bóg, i to już ponad 60 lat temu!
Na co moja babcia od razu spojrzała na niego z radością i powiedziała:
– No, dziadek!
Zakręciła mi się łza w oku, o takiej miłości marzę na starość. :)
Moja mama jest osobą, która różne sytuacje odczytuje jako znaki, np. jak swędzi lewa ręka, to na pieniądze, prawa – z kimś się przywitam. Pewnego dnia swędziała mnie lewa stopa, z ciekawości poszłam do mamy i spytałam się, co to znaczy, jak swędzi lewa stopa. Podekscytowana liczyłam na odpowiedź w stylu: będziesz gdzieś jechać, podróżować. Ona natomiast mówi do mnie: „Pewnie masz grzybicę”.
Wychowywałem się w czasach, gdzie królowali dresiarze, takie sebki, które nie miały nic innego do roboty, tylko kogoś zaczepić, pobić, okraść. Takie patologie wczesnych lat dwutysięcznych. Lepiej było wieczorami nie spacerować, zwłaszcza samemu. Za dzieciaka byłem prześladowany przez jednego szkolnego łobuza. Ot tak, uparł się, by mi dokuczać. Nie byłem kujonem, skarżypytą. Bił mnie, czasami nawet po szkole. Zmarnował mi część dzieciństwa.
Czas mijał, a ja dorastałem. Nie byłem brzydki, wręcz przeciwnie. Tylko wcześniej słaby, ale nikt przecież przez okresem dojrzewania nie jest kulturystą i mistrzem czarnego pasa karate. Podczas dojrzewania przeszedłem dodatkowo glow up.
Mój dawny prześladowca był w związku, i to z całkiem niezłą partnerką. Co śmieszne, poznałem ją bardziej osobiście w klubie, kiedy on tyrał prawie na dwie zmiany. Spodobałem się jej. Mieliśmy pół roku romansu i zaszła w ciążę. Dziecko jest moje, testy to potwierdziły. Tymczasem ona zerwała z nim, a on płaci jej alimenty.
Wiem, że zrobiłem rzecz bardzo niemoralną, ale biorąc pod uwagę, jaka była przeszłość, odczuwam dziką satysfakcję, mimo że wręcz w 99% przypadków i to o wiele, wiele mniejszych zawsze mnie gryzło sumienie. Po prostu cieszy mnie nieszczęście mojego dawnego prześladowcy.
Dodaj anonimowe wyznanie