Ostatnio miałam zapalenie pęcherza, a choć już mam 18 lat, to boję się chodzić sama do lekarza. Tak więc poprosiłam mamę by poszła razem ze mną. Muszę zaznaczyć, że moja mama jest bardzo pozytywną osobą, przed którą nie ma tematu tabu.
Wchodzimy do gabinetu, siedzi przystojny, wysoki lekarz, na oko koło 30. Patrzę na niego, serce bije coraz mocniej, tłumaczę mu co się dzieje, a on się delikatnie uśmiecha. Wpisuje coś w komputer, siedzimy tak w ciszy przez jakąś chwilę, po czym zaczął tłumaczyć mi, co powinnam, a czego nie. Wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Jak już raz przytrafiło się zapalenie, to już niestety może to nawracać... Bla bla bla
- Dobrze, rozumiem.
- Proszę po każdej toalecie starać się podmyć oraz proszę ograniczyć współżycia (w tej chwili lekarz spojrzał na moją mamę i się zaczerwienił). Mama patrzy na mnie, zaczyna śmieszkować i mówi:
- Panie doktorze to będzie trudne, wydaje mi się, że sobie dziewczyna nie poradzi. Jej chłopak taki przystojny.
Na to doktor:
- Będzie musiała pani siedzieć między córką i jej chłopakiem każdego wieczora i to dla jej zdrowia.
W sumie już nic nie musiałam mówić, a po lekarzu moja mama zadzwoniła do mojego chłopaka z gadką, że przez następne dni tylko ona mu zostanie i żeby się nic nie obawiał, bo przekaże mu parę wskazówek. Moja mama ma 50 lat i wydaje mi się, że żyje po to, by ze mnie śmieszkować.
Opowiem Wam o pewnym zdarzeniu, które odmieniło moje życie na zawsze.
Otóż pewnego razu byłem świadkiem, jak prześliczna dziewczyna puściła w mojej obecności bąka. I to nie byle jakiego! Co prawda nie był głośny, a panna nawet nie dała po sobie tego poznać, wręcz udała, że nic nie miało miejsca. Jednak aromat, który uderzył z impetem moje nozdrza był tak intensywny, że bez trudu przebiłby wszystkie pierdy, jakie w życiu czułem wyprodukowane przez chyba każdego faceta! :o
Pomyślicie sobie pewnie teraz, co niby takiego odkrywczego w tym wyznaniu? Przecież kobiety pierdzą i to żadna tajemnica, że kwiatkami toto nie pachnie. Otóż problem w tym, że mnie cała ta sytuacja niezmiernie podnieciła! Nie potrafię opisać nawet jakie emocje to we mnie wzbudziło. Z jednej strony szok i niedowierzanie, że tak drobna, urokliwa i niewinnie wyglądająca osóbka może wyprodukować taki fetor! Z drugiej fascynacja jej kobiecością i urodą. No i jeszcze większe niedowierzanie, że połączenie jednego i drugiego z jakiegoś powodu mi się spodobało!
Oczywiście sprawczyni tego zdarzenia nie ma o tym pojęcia i raczej nigdy nie dowie się o tym, jak jej niewinny (no może nie do końca) bączek na mnie podziałał i jak bardzo namieszał mi w głowie! Do tego stopnia, że teraz sam pragnę, aby moja przyszła wybranka była równie... uzdolniona ;)
Odkąd pamiętam co 4 lata w mojej rodzinie dzieje się tragedia. Zawsze w lata parzyste. Zaczęło się w 1996 roku, czyli w rok moich narodzin.
1996 - dziadkowie z kuzynem mieli wypadek samochodowy. Kuzyn nie przeżył.
2000 - kuzynka zaginęła, znaleźli ją 3 miesiące później w jeziorze. Martwą.
2004 - drugi dziadek miał wypadek w pracy. Spadł z rusztowania. Nadział się na pręt. Śmierć na miejscu.
2008 - Dziadek zmarł na zawał. Babcia widząc jego zwłoki dostała udaru. Zmarła kilka dni później w szpitalu.
2012 - potrąciło mnie auto. Miałam złamane obydwie nogi, trzy żebra, obojczyk i pęknięcie czaszki. Cudem uszłam z życiem.
2016 - Wujkowi pękł wyrostek. Nie udało się go uratować.
2020 - rodzice mieli wypadek na motorze. Mama miała połamane kilka kości, a tata niemal połowę z nich. Do teraz się kurują, ale widać już światło w tunelu.
Gdybym wierzyła w zabobony, to powiedziałabym, że ktoś nas przeklął, a tak uważam, że Bóg ma chore poczucie humoru. Boję się 2024, tym bardziej że w tym roku chcę brać ślub. Może los się odwróci. Liczę na to.
Czasami gdy jadę autem specjalnie świecę długimi, żeby ktoś zwolnił, mimo że nie stoi nigdzie policja.
Pracuję w szkole jako sprzątaczka
Pewnego dnia dostałam nakaz wysprzątania szatni gimbusów. Więc biorę rękawiczki, miotłę i inne akcesoria. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam dyrektorkę robiącą dobrze panu od historii. Wyszłam tak samo szybko jak weszłam.
O tym, jak zatajana jest niewygodna prawda. Postaram się opisać to krótko, żeby nikogo nie zanudzić.
Mieszkam w Irlandii, ale pracuję dla angielskiej firmy. Z racji tego, że jestem tam jedynym obcokrajowcem, na prośbę menadżera miałam przygotować jakiś materiał o Polsce i przedstawić go na spotkaniu mojej niewielkiej grupy.
Postanowiłam pokazać ostatnio dość popularny na YouTube animowany filmik "Niezwyciężeni". Zdecydowałam się właśnie na ten film, bo pięknie, ale zarazem przejrzyście pokazuje trudną historię naszego kraju.
Niestety ten materiał nie spotkał się z aprobatą mojego menadżera (Anglik), ponieważ "film jest za ciężki i nikt by go nie zrozumiał". Nie, nie pracuję w przedszkolu. Pracuję w firmie zajmującej się świadczeniami dla osób niepełnosprawnych, więc nie jest nam obce słuchanie czy czytanie o ludzkich dramatach.
Po dość gorącej dyskusji z szefem oznajmiłam, że w takim razie nie opowiem nic o Polsce.
Mimo wszystko facet nie odpuścił i postanowił osobiście wyedukować moich współpracowników na temat Polski.
Pokazał jakiś przypadkowy filmik, na którym widać Warszawę podczas odwilży i ludzi jeżdżących samochodem. Film o niczym. Zamiast dumy i wzruszenia czułam zażenowanie. Zamiast odważnego, dumnego narodu ludzie zobaczyli szarość i smutek. Zabolało i szczerze mówiąc poczułam się upokorzona jako Polka.
Na pocieszenie dodam tylko, że zespołowi nie spodobał się film menadżera (kilka osób było w Polsce) i udało mi się pokazać "Niezwyciężonych" kilku osobom. Spotkał się z bardzo pozytywną reakcją.
Tłumaczenie szefa? "Bo to taka lekcja historii...".
Ostatecznie przeprosił, ale niesmak pozostał.
Pracuję w popularnym sklepie, gdzie od jakiegoś czasu rządzą świeżaki.
Ostatnio nie wydałam panu naklejek, bo kwota za zakupy nie przekroczyła 30 zł. Wpadł w taki szał, że rozwalił półkę ze skrzynkami na narzędzia, która stała koło kasy.
Myślę - OK, psychol. Do końca zmiany zdążyłam zapomnieć o tym incydencie.
Po pracy ów pan czekał na mnie przy drzwiach, grożąc mi śmiercią. Na szczęście ochroniarze wyszli zaraz za mną i więcej pana nie widziałam.
Kolejna sytuacja. Wydałam typowej "Karynie" należne 2 punkty. Transakcja zakończona, następni klienci i znowu ona przy kasie z jedną pietruszką. Kasuje, wzięłam za nią te grosze, a pani prosi o punkt, bo przecież za warzywo jest dodatkowy Świeżak. Owszem, ale przy pełnych zakupach. Karyna się zdenerwowała, bo przecież córka marzy o maskotce, że ją krzywdzę itp. Córka obok mówi, że ona wcale nie chce swieżaka, bo jej się nie podobają. Karyna dalej swoje.
Kolejna pani wyzywała mnie od najgorszych, bo stwierdziła, że zabrałam należne jej naklejki (zakupy zrobiła za 15 zł).
Wolę się zwolnić, niż doczekać trzeciej tury.
Miałam wtedy jakieś pięć, może sześć lat i pilnowała mnie babcia, a babcia jak to babcia kawę pić lubi. Wtedy jeszcze w szklaneczce bez ucha na spodeczku.
Ja chcąc być dorosłą, także chciałam kawę, a jak! Na nic się zdały tłumaczenia i prośby, że jeszcze nie czas, że niedobra, no i babcia kawę zrobiła.
Oczywiście babcia rację miała, ale ja żeby ratować honor uparcie piłam, aż tu nagle babcia wychodzi z kuchni... jedyna i niepowtarzalna okazja na pozbycie się wymarzonego trunku! Skok do okna, patrzę nie ma nikogo i chlust kawę z fusami za okno!
Szklankę opłukałam i gotowe! Wraca babcia i pyta o kawę. Na co ja zadowolona mówię, że kawę wypiłam i szklankę umyłam. Babcia słuchała z niedowierzaniem i zapytała czy aby przypadkiem nie wylałam jej za okno. Nie zdążyłam zaprzeczyć nim zadzwonił dzwonek do drzwi, a tam sąsiadka z córką, a córka z fusami na głowie.
Nikt mi nie uwierzył, że jak patrzyłam przez okno to nikogo tam nie było.
Gdy mam okres, lubię po całym dniu wskoczyć do wody, co nie jest niczym dziwnym.
Dziwne jest to, że wtedy bawię się w kałamarnicę. To znaczy rozkładam nogi i wciągam do środka mojego tunelu wodę, a następnie ją "wystrzeliwuję", a krew wylatuje razem z wodą i tworzy taką "chmurę".
Uwielbiam to.
Z moim partnerem mamy synka, którego karmię piersią.
Ostatnio mój chłopak mnie zdenerwował, więc wyjęłam biust na wierzch i ganiając go po mieszkaniu, próbowałam trafić w niego mlekiem.
Tak, udało się :D
Dodaj anonimowe wyznanie