#2BEzV

Mam "znajomego", de facto to po prostu kolega "moich przyjaciół". Oni się z nim zadają, a ja tylko jak nie mam wyboru, czyli raz na kilka miesięcy. Ogółem typ w stylu modna fryzura, przystojny, bogaty jak krezus, a głupi jak but. Rodzice mu wszystko fundują, więc dla niego pieniądze są tyle warte co papier. Przy czym to bydle szczególnie uwzięło się na mnie np. tulenie się i tańczenie z dziewczyną, która mi się podoba, o czym on oczywiście wie i jak sam mówił robi to mi na złość, nastawianie bliskich mi przyjaciół przeciw mnie. Wszystkim palma odbija przy nim, a on wyśmiewa się ze mnie, bo jest bogatszy. Dla niego jestem patolą, bo na studiach nie stać mnie na wyjazd do Dubaju na weekend kosztujący 40 tys. zł. No nie stać mnie, starcza mi na studenckie życie, do tego mam stypendium naukowe, ale 40 tys. na zbyciu nie mam. No i do tego muszę się solidnie uczyć, co dla niego jest przejawem bycia przegrywem. Bo on jest na prywatnej uczelni i jego tatuś solidnie sypie plikami banknotów na stypendia i inne rzeczy na uniwersytecie, by to jemu profesorowie mówili dzień dobry, a nie na odwrót.

A jaki jest morał? Nie jest to użalanie się nade mną. Dwa tygodnie temu ten cham i prostak, pijany spadł ze schodów na imprezie i złamał kręgosłup. Nigdy nie będzie chodził. Jak to usłyszałem, to aż podskoczyłem z radości. Możecie mówić o karmie, czy naiwnie uważać, że nie można śmiać się z cierpienia innych. Mam to gdzieś. Pół życia musiałem się z nim użerać, za każdym razem jak widziałem jego twarz dostawałem nerwicy, nawet Hitlera tak nie nienawidzę jak tego typa. Sprawiedliwość nastąpiła i to ja śmieję się ostatni. Aż kupiłem z tej okazji (jestem niemal abstynentem) najdroższego szampana i wypiłem ze smakiem. Pierwszy raz bogactwo i popularność mu nie pomogą. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych momentów w moim życiu. Uwielbiam jak złym ludziom źle się dzieje.
Livarot Odpowiedz

Opowiadanie bez sensu. Od takiej osoby chyba nie jest szczególnie trudno się uwolnić , wystarczy zrezygnować ze swoich niewiele wartych znajomych. A piszesz tak jakby to był twój szef. No i jeszcze taki szczegół - żaden syn miliardera ostatnio się nie połamał. Jeden zabił 3 osobową rodzinę i rzeczywiście uciekł do Dubaju ale to inna historia.

Kuba199205

To nawet nie syn milionera. Tylko tata ma mocne plecy

Livarot

Jeśli chodzi o tego Bałdygę od JBB to jest w internecie. Bardzo nieprzyjemna historia. Trumpa chyba nic takiego nie spotkało więc skąd to porównanie?

radiant

Tak, było by anonimowe, gdyby to autor zepchnął tamtego ze schodów i upozorował wszystko na wypadek.

Ultraviolett Odpowiedz

Nie miales 40k na wyjazd do Dubaju a miales na najdrozszego szampana?
Tego z Biedronki znaczy czy jak?
Pomine zupelnie fakt tego, ze mozna tam pojechac na tydzien za 2 do 2,5k.
Tylko po co?

radiant Odpowiedz

To dlaczego przez pół życia się z nim zadawałeś? Trzeba było zmienić znajomych, którzy swoją drogą nie są zbyt wiele warci, skoro dla nich liczy się to ile kto ma kasy, a nie jakim jest człowiekiem.

Anonek90 Odpowiedz

Dubaj nie jest drogi.

Dodaj anonimowe wyznanie