Kojarzycie może lifehack, gdzie aby schłodzić się w upalne dni wystarczy poszewka i wiatrak? Jako człowiek-odkrywca chciałam użyć tego jakże interesującego sposobu.
Nic prostszego, poszewka w dłoń, wiatrak do gniazdka i jedziem z koksem... Otóż nie... Aby to wyszło, wiatrak musi mieć odpowiednie obroty, a poszewka musi być z materiału, który nie przepuszcza powietrza.
Kończąc moje bazgroły i niekończącą się opowieść...
Wiatrak zaczepił się o poszewkę i rozleciał na części (dosłownie, skrzydła rozleciały się na niemalże drobny pył).
Był to jedyny wiatrak w moim domu, na tyle spanikowałam, że winę zrzuciłam na psa. Drugi rok w upalne dni żyjemy bez wiatraka.
Ech, głupota nie zna granic...
Gdy byłem mały, bardzo chciałem być duży – czyli dorosły. Teraz jestem duży i znów chciałbym być mały – czyli dzieckiem.
Dorosłe życie jest do kitu, o wszystko trzeba samemu zadbać. Za dziecka robili to za mnie moi rodzice i dziadkowie.
Szkoda, że podróże w czasie są możliwe tylko w filmach.
Dzisiaj do szkoły zawoził mnie dziadek. Nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby nie fakt, że zawiózł mnie do podstawówki.
Jestem w 2 klasie liceum...
Mam 20 lat i studiuję od jakiegoś czasu. U nas w domu nigdy się nie przelewało, więc na dalszą (dość kosztowną) edukację muszę sobie zarabiać. Pochłania to dokładnie 3/4 moich zarobków, doliczając do tego koszt dojazdów, na własne "potrzeby", zostaje mi max 200zł. Dla wielu jest to bez sensu, ale ja zawsze chciałam się uczyć i sprawia mi to przyjemność.
Pracuję w sklepie, jest to praca fizyczna, nierzadko bardzo ciężka. Ostatnio spotkała mnie bardzo nieprzyjemna sytuacja.
Kiedy tak sobie wciągałam zgrzewkę coli (8 butelek 2,25 litra) na najwyższą półkę, przechodziła obok pani z córką ok. 10/12 lat. Widać było wyższa sfera. Wtedy owa kobieta, zupełnie nie zważając na to, że mogę ją usłyszeć, wypaliła do swojej dziewczynki:
- Widzisz kochanie, jak się nie będziesz uczyć, to skończysz jak ta pani.
Nogi mi zmiękły, a na twarzy rysował mi się bliżej nieokreślony grymas między złością, a smutkiem.
- Widzi pani, pracuję, żeby mieć na studia. - wtedy tylko to powiedziałam.
Kobieta zamarła, tak samo jak ja wcześniej, ale nic nie powiedziała i odeszła. Dopiero później w mojej głowie pojawiło się 10000 innych rzeczy jakie mogłam powiedzieć tej pindzie z zadartym nosem...
Chciałabym tylko prosić, nie oceniajcie wszystkich pracowników fizycznych jedną miarą. Skoro są takie zawody, znaczy że są potrzebne. A dzieci słysząc takie słowa z ust rodziców, niczego dobrego się nie uczą....
Niesamowicie lubię czarny kolor, co można zauważyć po moim ubiorze. Ogólnie ubieram się coś pod styl rockowo-metalowy, ale raczej z umiarem, tak żeby nikogo nie raziło w oczy.
W dzień Wszystkich Świętych poszedłem sobie na cmentarz. Reszta rodziny poszła bliżej, na ławki (była msza), ja stwierdziłem, że postoję przy grobie. Stoję sobie tak, nikomu nie wadząc, aż tu nagle słyszę jakąś starszą panią, której wzrok prześwietlał mnie dokładniej niż roentgen w powiatowym. Pani miała małego, grubego pieska, którego trzymała na smyczy. Jak to ze starszymi paniami bywa, „szeptała”, ale tak, żeby ją słyszano. Wyłapałem mniej więcej takie rzeczy jak „satanista”, „grzesznik”, „wstyd, Boga się nie boi” itp. Wykorzystując jej przekonania, wkurzony na maksa ciągiem epitetów rzucanych w moim kierunku, po mszy podszedłem do niej, szepcząc jej do ucha: „Niech pani uważa na tego swojego pieska. My lubimy właśnie takie tłuściutkie”.
Po czym uśmiechnąłem się promiennie i wyszedłem.
Tak przestraszonej miny starszej pani chyba nigdy nie zapomnę :)
Całe życie marzyłam o posiadaniu magicznej rzeczy zwanej prawem jazdy. Długo prosiłam rodziców, aby pozwolili mi udać się na kurs, i miesiąc po 18. urodzinach zapisali mnie na „szkolenie”. Jako że na jazdach przejmowałam się każdym błędem, nie byłam pozytywnie nastawiona na egzamin teoretyczny, jak i praktyczny.
Nadszedł dzień teorii, kiedy tata podwiózł mnie pod WORD, miałam nogi z waty, no i cóż, trzeba się z tym zmierzyć. Siadamy przy komputerach, test zrobiony, wynik 72/74. Szczęśliwa zapisałam się na praktykę, idę do samochodu, gdzie mówię tacie, że zdane i że termin na praktykę mam w takim razie miesiąc później.
Dwa tygodnie przed egzaminem wykupiłam 4h jazd z moim instruktorem, szło mi dobrze i oznajmił, że gdybym zdawała teraz, to miałabym zaliczone.
Tak wiec nadchodzi wymarzony dzień, jednak jak ma się całe życie pod górkę, to teraz też nie może być łatwo. Pojawił się pierwszy prawdziwy mróz i śniegu prawie do kolan. Tak moje poczucie tego, że zdam, spadło prawie do zera...
Rodzice zawieźli mnie pod WORD i powiedzieli, że pojadą na zakupy i mam im zadzwonić, kiedy mają mnie odebrać. Wchodzę już do magicznej L-ki o jakże miłym numerze 69 i jadę. Wszystko poszło gładko, ani jednego błędu. Dzwonię już, że mogą mnie odbierać. Przyjechali, wchodzę na tył, a tam prawie nie było gdzie usiąść, ponieważ poukładane były torby z McDonalda. Pytam się ich, czy mieli jakieś super kupony, że tyle tego mają ... Powiedzieli mi: „Myśleliśmy, że nie zdasz za pierwszym razem i kupiliśmy ci już coś na pocieszenie”.
DZIĘKUJĘ, RODZICE, ŻE WE MNIE WIERZYCIE!! :D
Zawsze, kiedy na anonimowych wyznanie ma, np. 99, 44 lub 104 głosy daję im głos, żeby miały okrągłą liczbę. Czy tylko ja tak robię?
PS jak wyznanie ma 100 lub inną okrągła liczbę głosów, to i tak na nie nie głosuję (nawet jak mi się podobają), żeby tego nie niszczyć
Najlepszy komplement jaki w życiu usłyszałam od faceta.
Pierwsza randka. Jezioro, zachód słońca, lekki jesienny wietrzyk, romantycznie na 100%. Mój ukochany zbliża się do mnie, przytula i mówi: "Wiesz co kochanie? Ja to nie lubię chudych dziewczyn... Ja wolę takie jak Ty."
Nie, nie jestem gruba :)
Ostatnio miałam zapalenie pęcherza, a choć już mam 18 lat, to boję się chodzić sama do lekarza. Tak więc poprosiłam mamę by poszła razem ze mną. Muszę zaznaczyć, że moja mama jest bardzo pozytywną osobą, przed którą nie ma tematu tabu.
Wchodzimy do gabinetu, siedzi przystojny, wysoki lekarz, na oko koło 30. Patrzę na niego, serce bije coraz mocniej, tłumaczę mu co się dzieje, a on się delikatnie uśmiecha. Wpisuje coś w komputer, siedzimy tak w ciszy przez jakąś chwilę, po czym zaczął tłumaczyć mi, co powinnam, a czego nie. Wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Jak już raz przytrafiło się zapalenie, to już niestety może to nawracać... Bla bla bla
- Dobrze, rozumiem.
- Proszę po każdej toalecie starać się podmyć oraz proszę ograniczyć współżycia (w tej chwili lekarz spojrzał na moją mamę i się zaczerwienił). Mama patrzy na mnie, zaczyna śmieszkować i mówi:
- Panie doktorze to będzie trudne, wydaje mi się, że sobie dziewczyna nie poradzi. Jej chłopak taki przystojny.
Na to doktor:
- Będzie musiała pani siedzieć między córką i jej chłopakiem każdego wieczora i to dla jej zdrowia.
W sumie już nic nie musiałam mówić, a po lekarzu moja mama zadzwoniła do mojego chłopaka z gadką, że przez następne dni tylko ona mu zostanie i żeby się nic nie obawiał, bo przekaże mu parę wskazówek. Moja mama ma 50 lat i wydaje mi się, że żyje po to, by ze mnie śmieszkować.
Opowiem Wam o pewnym zdarzeniu, które odmieniło moje życie na zawsze.
Otóż pewnego razu byłem świadkiem, jak prześliczna dziewczyna puściła w mojej obecności bąka. I to nie byle jakiego! Co prawda nie był głośny, a panna nawet nie dała po sobie tego poznać, wręcz udała, że nic nie miało miejsca. Jednak aromat, który uderzył z impetem moje nozdrza był tak intensywny, że bez trudu przebiłby wszystkie pierdy, jakie w życiu czułem wyprodukowane przez chyba każdego faceta! :o
Pomyślicie sobie pewnie teraz, co niby takiego odkrywczego w tym wyznaniu? Przecież kobiety pierdzą i to żadna tajemnica, że kwiatkami toto nie pachnie. Otóż problem w tym, że mnie cała ta sytuacja niezmiernie podnieciła! Nie potrafię opisać nawet jakie emocje to we mnie wzbudziło. Z jednej strony szok i niedowierzanie, że tak drobna, urokliwa i niewinnie wyglądająca osóbka może wyprodukować taki fetor! Z drugiej fascynacja jej kobiecością i urodą. No i jeszcze większe niedowierzanie, że połączenie jednego i drugiego z jakiegoś powodu mi się spodobało!
Oczywiście sprawczyni tego zdarzenia nie ma o tym pojęcia i raczej nigdy nie dowie się o tym, jak jej niewinny (no może nie do końca) bączek na mnie podziałał i jak bardzo namieszał mi w głowie! Do tego stopnia, że teraz sam pragnę, aby moja przyszła wybranka była równie... uzdolniona ;)
Dodaj anonimowe wyznanie