#XND95

Po osiemnastu latach razem rozszedłem się z żoną. Po jakimś czasie zacząłem spotykać się z kobietami i nie poznaję świata, jaki mnie otacza. Mam odczucie, że nie liczy się człowiek jako osoba, ale co facet może dać. Ale do rzeczy. 
Kobieta mnie pożegnała, bo nie chciałem kupić jej samochodu. Powiedziała, że się na mnie zawiodła i nie będzie się wiązać ze skąpcem, skoro wiem, że ona auta potrzebuje i wiem, że ona nie ma pieniędzy, a ja nie umiem zachować się jak prawdziwy facet. Stałem i słuchałem tego pierdzielenia i nie dowierzałem, czego słucham. Mój umysł niemal do końca nie chciał zrozumieć, że ona mówi całkowicie poważnie, tylko brał to za żart. Albo 20 lat temu tego nie było, albo mnie to nie spotykało. Wcześniej dwa miesiące spotykałem się z kobietą, która ani razu nawet nie wyjęła portfela tam, gdzie byliśmy, aż w końcu zaczęło mi to przeszkadzać i zwróciłem jej delikatnie uwagę, no bo przepraszam bardzo, dlaczego tylko ja mam płacić? Oczywiście nigdzie mnie nie zaprosiła i samo się rozpadło, po prostu przestaliśmy do siebie pisać, dzwonić. Jeszcze wcześniej poznałem 38-latkę, która po kilku tygodniach chciała się do mnie wprowadzić z nastoletnią córką, żeby nie płacić za wynajem. Rozumiem, że kobiety zwracają uwagę na to, żeby facet prezentował pewien poziom finansowy, ale niesamowicie irytuje mnie próba wykorzystywania i jeszcze obrażanie się i robienie ze mnie najgorszego, bo nie chcę dać się wykorzystać. Jestem tym wszystkim przerażony.

#N1Es6

Od jakichś 6 lat nie obcinam paznokci u rąk, tylko je obgryzam... Próbowałam wielu rzeczy – gorzkie lakiery, urządzenia antystresowe, ciągle się motywowałam, oglądałam zdjęcia obgryzionych do krwi paznokci, starałam się je pielęgnować, ale wszystko to nie zadziałało. Nie wiem, czy to przez stres, czy z nudy, a może po prostu wyrobiłam sobie taki tik. Chciałabym mieć długie i zadbane paznokcie, ale po prostu nie umiem.

#rGqJS

Jestem spłukany. Buduję dom, ale budżet, który na niego zakładaliśmy, już się dawno skończył. Razem z żoną nie mamy środków na dokończenie budowy i staramy się robić wszystko z bieżących zarobków, przez co bez przerwy jestem spłukany do zera i zaczynamy tonąć w długach. Mamy ogromną motywację, aby się wynieść, bo żyjemy w bardzo toksycznych warunkach (nie chcę pisać szczegółów, aby ktoś tego nie wystalkował – musicie uwierzyć mi na słowo). Z jednej strony staramy się szybko zakończyć minimum budowy niezbędne do wprowadzenia się, z drugiej boimy się, że utoniemy w zobowiązaniach. Totalnie nie wiem, co mam robić, aby się wyrwać z tego poczucia beznadziei i błędnego kola. Staram się wysprzedawać cały zbędny majątek, aby szybko zdobyć środki na dokończenie budowy. Nie mamy do kogo zwrócić się o pomoc i możemy liczyć tylko na siebie. Staję się przez to smutnym, zgorzkniałym człowiekiem.

#yIamy

Bliżej mi do czterdziestki niż do trzydziestki i dzieci nie mam i mieć nie będę. Takie czasy, że nawet jak się chce, to zdrowie nie zawsze pozwala. Dodatkowo nie mam męża. Miałam, ale dość szybko się rozwiodłam i od kilku lat żyję szczęśliwie w konkubinacie ;) Niestety zauważyłam, że ostatnio jestem za to trochę „karana”.

Spotkanie paczki z czasów gimnazjum. Dziewczyny mnie nie zaprosiły. Powód? Będzie się nudzić, bo nie ma dzieci, więc co miałaby do powiedzenia? Od kiedy jak się jest matką, to jedynym tematem do rozmów są dzieci?

Kuzynka pasie swoje dziecko. 5-latka wygląda jak klucha. Fast foody, słodycze i praktycznie zero ruchu, tylko bajki na telefonie. Wyraziłam swoje zdanie nie ten temat, że robi dziecku krzywdę i jako dorosła powinna bardziej dbać o dietę i rozwój swojego dziecka. Usłyszałam, że mam się nie wtrącać, bo nie mam dzieci. Nie mam, ale jestem wyedukowana, a ona jawnie robi dziecku krzywdę i nie będę milczeć.

Wśród osób dzieciatych nie mam prawa powiedzieć, że jestem zmęczona. Bo co ja wiem o zmęczeniu. Przecież nie mam dzieci, to czym ja mogę być zmęczona.

W pracy dzieciate koleżanki regularnie obrażają się, że nie chcę za nie robić w weekendy albo że biorę urlop w sezonie letnim. Generalnie bardzo często spotykam się z rozszerzeniowym myśleniem typu „mam dziecko i mi się należy”.

Twierdzenie, że mój partner mnie nie kocha, bo się ze mną nie chce ożenić. Bo papier to wyznacznik szczęścia. Pewnie dlatego tyle rozwodów jest :)

Usłyszałam, że nie mam dzieci z wygody. Nawet nie skomentowałam. Nie opowiadam wszystkim wokół, że po prostu nie mogę mieć dzieci. Ale myślałam, że jest już większa świadomość w społeczeństwie na temat bezpłodności i że to bardzo delikatny temat.

I powiem Wam, że jak nigdy nie miałam z tym problemu, to zaczynam odczuwać niesamowitą niechęć do matek i dzieci. Sytuację ratuje moja siostra i moje najbliższe dzieciate koleżanki, które są normalnym kobietami i nie traktują mnie jak wyrzutka.

#9zRxH

Jestem osobą poczętą w wyniku gwałtu. Moja biologiczna mama urodziła mnie i przekazała do adopcji. Właściwie już od razu miałem nową rodzinę, ludzi, którzy od 7 lat starali się o adopcję niemowlęcia, niestety lista osób oczekujących była bardzo długa. Oni pragnęli mieć dziecko, a ja potrzebowałem kogoś, kto mnie pokocha. Tak się też stało, lepszych rodziców, a tym samym dzieciństwa, nie mogłem sobie wymarzyć.

Moi rodzice nigdy nie ukrywali, że jestem ich adoptowanym synem, ale dopiero w wieku 17 lat, kiedy zacząłem bardziej dociekać, wyjawili mi, kto był moim ojcem – mężczyzna, który zaatakował moją matkę i bardzo ją skrzywdził. Sprawcy nigdy nie zidentyfikowano.

Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale byłem szczęśliwy ze swoim życiem, wiedziałem, że moim ojcem jest ten, który mnie wychował.

Na studiach poznałem dziewczynę, która jest obecnie moją żoną. Na spotkaniach ze znajomymi ludzie czasem dyskutowali o aborcji i m.in. o tym, że osoby z gwałtu nie powinny się urodzić, że mają geny gwałciciela. Moja dziewczyna powiedziała wtedy, że nigdy nie urodziłaby takiego dziecka. Kiedy wyznałem, że zostałem poczęty właśnie w ten sposób, znajomych zatkało i przepraszali mnie, że niby ja jestem przecież ich przyjacielem, więc mnie to nie dotyczy (?!).

Obecnie mamy z żoną dwoje dzieci. Pewnego dnia, kiedy położyliśmy dzieciaki spać, żona powiedziała, że jest taka osoba, której będzie dozgonnie wdzięczna, a tą osobą jest moja biologiczna mama, bo gdyby dokonała aborcji, ona nie miałaby swojej drugiej połówki jabłka i naszych dzieci. To natchnęło mnie, żeby spotkać się z biologiczną mamą i podziękować jej. Udało się to zrealizować, powiedziała, że nigdy nie żałowała ani nie miała traumy z tego powodu, że mnie urodziła. Założyła własną rodzinę. A ja jestem pełen miłości i szacunku do tej kobiety, która ofiarowała mi życie.

#13EJF

Kilka lat temu, środek imprezy, ja wychodzę zapalić na dwór, a dziewczyna została z resztą. Gdy ich opuszczałem, zaczynali rozmawiać o VII epizodzie Gwiezdnych wojen, a że go jeszcze nie miałem czasu przez pracę obejrzeć, to po prostu wyszedłem.

Na moje szczęście, a raczej nieszczęście, rozmawiali też o poprzednich częściach. Mój kochany przyjaciel jeszcze z czasów szkolnych postanowił zwierzyć się wszystkim o mojej młodzieńczej fascynacji księżniczką Leią, a szczególnie w złotym bikini. Reakcja zgromadzonych to śmiech i docinki, czy spełniły się moje marzenia. Najadłem się trochę wstydu, ale mi przeszło i o tym zapomniałem.

Trzy tygodnie później dziewczyna mnie zaprasza i gdy już się robi coraz przyjemniej pyta, czy naprawdę miałem fantazję z Leią. Ja trochę zawstydzony mówię, że tak, ale to przeszłość, a wtedy dziewczyna rozpięła kawałek koszuli, a tam....!!!

Nie, fantazja nie minęła. Mam najcudowniejszą dziewczynę, która napracowała się z pianką eva, by zrekonstruować bikini. Wygrałem życie :)

#J81yq

W drugiej klasie podstawówki często spędzałam czas u koleżanki. Nocowałam tam chyba co drugi weekend. Ona była jedynaczką, a jej rodzice mieli naprawdę spory dom, z przerażającą piwnicą, strychem i angielskim ogrodem.
Spałyśmy w jej pokoju na nadmuchiwanym materacu, sypialnia rodziców była piętro wyżej na strychu. Nigdy nie kładłyśmy się grzecznie spać. Czekałyśmy, aż jej rodzice pójdą spać i buszowałyśmy po domu. Często naprawdę późno w nocy. No cóż, łatwo się domyślić, że kiedy usłyszałyśmy podejrzane dźwięki z sypialni na strychu, musiałyśmy je sprawdzić. Drzwi zamknięte, ale łazienka i sypialnia miały wspólne wyjście na balkon. Często więc w zimnie i w wietrze stałyśmy na balkonie i bardziej lub mniej (przez rolety i firanki) podglądałyśmy, jak rodzice koleżanki się dobrze bawią...
Oczywiście byłyśmy tym zarówno zafascynowane, jak i lekko przestraszone, więc w niedługim czasie zaczęłyśmy szperać, tym razem u mnie w domu, na pececie wiadome hasła, a z czasem samodzielnie badać własne ciała, bawić się w doktora etc.
Zabawa się skończyła, gdy moja matka chciała przypomnieć sobie adres jakiejś strony, weszła w historię i... łatwo się domyślić, co było później. Szybko doszła, kto w tych godzinach siedział przy komputerze, odbyła ze mną rozmowę, a kontakty z koleżanką skutecznie uśmierciła.
Chciałam tylko dodać, że dzięki tej koleżance przeżyłam naprawdę niezłe, chociaż pewnie zbyt wczesne „chwile uniesienia”.

#uF5w6

Jako 16-latek zacząłem pracować na pływalni jako ratownik. Niedaleko basenu znajduje się stadion piłkarski, kort tenisowy, orlik, itp. Opisywane zdarzenie miało miejsce w kwietniu, tuż przed Wielkanocą. Dni były jeszcze chłodne i bez kurtki ani rusz. 
Była godzina 19 z minutami, w zastępstwie prowadziłem zajęcia doskonalenia pływania dla młodzieży, gdy nagle dostrzegłem, że na holu pływalni coś się dzieje. Kilkoro mężczyzn i panie z szatni zaczynają biegać jak poparzone. Pomyślałem, że coś się stało, więc podbiegłem tam. Z informacji, jakie udało mi się uzyskać, wynikało mniej więcej to: „Młody! Leć na stadion, coś się stało!”. Więc lecę w krótkich spodenkach i koszulce (nawet bez klapek). Przebiegłem dobre 300 m, prawie przeskakując nad ludźmi i lawirując przez różne przeszkody. Z daleka dało się dostrzec leżącą na boisku piłkarskim osobę, która podryguje. Pierwsza myśl: atak padaczki, bo facet wygląda młodo, więc raczej to nie zawał czy inny czort. Sprawdziłem oddech: brak oddechu. W głowie zapaliła mi się tylko lampka z napisem „Ożeż KU*WA”. Dobra, znany schemat: 30 uciśnięć i 2 wdechy. O ile z uciśnięciami nie było problemu, to z wdechami trochę tak. Usta były wypełnione płynami z krwią. Myślę sobie – trudno. Zdjąłem własną koszulkę, zakrywam nią usta mężczyźnie i dmucham. I tak przez parę minut, aż zobaczyłem moich zbawców z niebieskimi światłami (pogotowie zostało wezwane już wcześniej). Jeden z ratowników medycznych wykonał bieg w naszą stronę i niczym profesjonalny bejsbolista wykonał ślizg, w czasie którego otworzył torbę R1 i wyjął ambu. Mężczyzna dostał kilka jednostek adrenaliny, kilka strzałów defibrylatorem, aż w końcu wsadzili go do karetki i pojechali. 

A ja wracam w ten ziąb bez koszulki i szukam klapek, które zrzuciłem, by szybciej biec. Dopiero kiedy się przebrałem, dotarło do mnie, co się stało. Byłem świeżo po kursie ratownika WOPR, więc takie sytuacje to nie codzienność. Byłem przestraszony i podekscytowany, ale podczas akcji – w pełni zimna krew. 
Następnego dnia dostałem telefon od kierownika basenu, że 26-letni mężczyzna przeżył. Miał zawał.

PS Wrzućcie czasami na luz, bo nawet w tak młodym wieku o zawał wcale nietrudno.

#dTWVI

Od zawsze byłam dość oryginalna. Lubiłam mieć wszystko kolorowe – zeszyty, książki, cały pokój. Byłam dość przyzwyczajona do kolorowania, rysowania i ogólnie ozdabiania zeszytów. Tak mi się lepiej uczyło i nauczyciele zawsze mówili, że taki zeszyt się lepiej sprawdza. 

Na początku tego roku szkolnego dostaliśmy nowego nauczyciela od historii. Po pierwszym miesiącu nauki zaczął zbierać zeszyty. Oczywiście, a jakże mogło być inaczej, jako pierwszy wziął mój zeszyt. Ja dumna oddałam mój pięknie ozdobiony zeszyt. Tydzień później na następnej historii dostałam go z powrotem. Siadam do ławki i czytam, co nauczyciel mi tam napisał. Znalazłam tam notkę: „To nie plastyka, zeszyt jest do notatek, a nie do gryzmolenia”. Napisał również, że zeszyt mam doprowadzić do porządku i zacząć go estetycznie prowadzić, bo za miesiąc go sprawdzi ponownie. 

Minął miesiąc, odebrałam ponownie sprawdzony zeszyt. Jako że nigdy się do końca nie słuchałam, to zaczęłam go estetycznie prowadzić, ale estetycznie na mój sposób. Z rysunków nie zrezygnowałam, wręcz przeciwnie, pojawiło się ich więcej, ale ja rysowałam je staranniej. Do każdej lekcji obowiązkowo musiał być jakiś rysunek (żeby nie było – każdy obrazek był na temat). Ku mojemu zdziwieniu w zeszycie zamiast czegoś w stylu „Nie posłuchałaś, jedynka”, znalazłam notkę: „O wiele lepiej się sprawdza, gdy nauczyłaś się rysować”.

Morał z tej historii jest taki – to, że ktoś uczy historii, nie znaczy, że nie może być krytykiem sztuki :)
Dodaj anonimowe wyznanie