Jestem "pielęgniarką domową", odwiedzam pacjentów w ich domach.
Ostatnio tak jednego rozśmieszyłam, że dostał zawału serca.
Siedzę sobie z mamą i babcią w kuchni, jemy ciasto, wszystko git. Nagle babcia prosi mnie, żebym znalazła jakiś fajny wierszyk urodzinowy dla koleżanki. No to biorę telefon, parę sekund i mam. Babcia podaje mi telefon i mówi, żebym wpisała. No to zaczynam wpisywać i niechcący coś kliknęłam. I zamiast wrócić, to weszłam w inną otwartą stronę. Wyskoczyła mi strona PornHub. Ja spanikowana, że to ja w coś wlazłam, chciałam szybko z tego wyjść, ale nagle podeszła babcia i jak to zobaczyła, szybko wyrwała mi telefon.
- Ten pieprzony telefon! Ciągle mi się coś włącza. Jakieś reklamy i gówna - powiedziała.
Tak, tak, babciu :) Samo się włączyło :D
Oglądając "Dzień Świra" ani razu się nie zaśmiałem. To jest zbyt prawdziwe.
Moja podstawówka i gimnazjum miały wspólną pielęgniarkę.
Za każdym razem, gdy się do niej przyszło, nieważne z jakim problemem, to zawsze padało jedno i to samo pytanie: "a stolec był?". I nie liczyło się to, czy kogoś faktycznie bolał brzuch, czy przyszedł z rozciętym palcem - zawsze padało tylko to jedno pytanie. Oczywiście po przeprowadzonym wywiadzie na temat stolca i upewnieniu się, że jednak był, za każdym razem dostawaliśmy pół tabletki apapu i na tym kończyła się pomoc pani higienistki.
Zatem pamiętajcie - zamiast zajmować kolejki do lekarza, upewnijcie się, że stolec był i połknijcie pół apapu :D
Mieszkałam w liceum w internacie, miał on dwa piętra, na jednym chłopaki, na drugim dziewczyny. Każde piętro miało swoją łazienkę: kible + pomieszczenie z prysznicami. No i, jak to bywa w internatach, były tam zatrudnione takie osoby jak wychowawcy - mieli nas pilnować i takie tam.
Dnia pewnego wychowawca powiedział nam, że za 3 dni prysznice chłopaków będą w remoncie, więc przez tydzień (czy dwa) będą przychodzić na mycie się do nas. No OK, pozostało zaakceptować. Dni mijały, aż nastał czas spodziewanej wzmożonej okupacji damskich pryszniców, jednak jakimś cudem problemów z tym związanych nie zauważyłyśmy. Jak zawsze prysznice były przeważnie wolne. Jakieś trzy - cztery dni po rozpoczęciu tych całych remontów wpadł do naszego pokoju jeden z chłopaków, pogadał, po czym przeciągnął się i powiedział, że idzie się prysznicować.
Ja: O, to musisz iść do nas.
Kolega, szczerze zdziwiony: Czemu do was?
(Wyobraźcie sobie miny moje i współlokatorki)
Ja: No bo od trzech dni macie remont i macie zamknięte prysznice!
Kolega: Tak? O, to idę o tym powiedzieć chłopakom.
I wyszedł. A my miałyśmy jeszcze gorsze miny. Żeby było na poparcie: w godzinach wieczornych panowie zebrali się w grupkę, poszli do pokoju z prysznicami i zamknęli się od środka. Spędzili tam chyba z godzinę, jak nie lepiej.
Cholera jasna, dziesięciu chłopa i żaden się nie zorientował, że od czterech dni mają zamknięte prysznice.:D
Ludzie nadają imiona dzieciom, zwierzętom, kwiatkom. Ja kiedy byłam mała nazwałam swój pierwszy włos łonowy - Włosiczką.
Mało tego. Z dumą chwaliłam się nim po kąpieli w łazience rodzicom…
Kurtyna.
Czasami, gdy jest mi smutno, to piszę list pożegnalny. Zazwyczaj pomaga.
Od zawsze byłam mało rozgarnięta, ale niedawno pobiłam wszelkie swoje rekordy.
Po szkole razem z koleżanką szłyśmy do mojego domu (miałyśmy do zrobienia jakiś projekt, nieistotne).
Już pod drzwiami zorientowałam się, że nie mam kluczy. Ja spanikowana, koleżanka spanikowana i myślimy, co się z nimi stało.
Po chwili wpadłam na pomysł, że mogły zostać w domu. Sięgam do kieszeni, wyciągam klucze od domu, otwieram drzwi i zaczynam szukać zguby po przedpokoju. Mija 10 minut i dopiero śmiech koleżanki uświadamia mi, co właśnie robię.
Ja się pytam, co jest ze mną nie tak?
Na samym początku warto wspomnieć, że miałam wtedy dwa latka, więc za dobrze nie miałam wyćwiczonej umiejętności trzymania kupy.
Byłam w ogródku, żeby wrócić do domu, to muszę przejść mały kawałek, ale kawałek.
Bawiłam się grzecznie w tym ogródku, kiedy nagle naszła mnie wielka ochota na zrobienie kupy. Był to bardzo ważny moment, więc nie mogłam wrócić do domu i pomyślałam sobie „kupa poczeka”, ale nie poczekała... Najpierw silny ból brzucha, potem nie mogłam się powstrzymać i poszło... Z pełnymi majtkami wracałam do domu, kupa się odznaczała bardzo, do tego ufarbowała na swój charakterystyczny kolor moje krocze. Wszyscy się na mnie patrzyli niczym na kosmitę. Mama się śmiała, a ja płakałam. Teraz też się śmieję, a moja niespodzianka zaniesiona do domu w majtkach jest wypominana do dziś na spotkaniach rodzinnych :)
Za każdym razem, kiedy okres spóźni mi się chociaż o dzień, zaraz panikuję, że jestem w ciąży.
Co w tym dziwnego?
Mam 16 lat i jestem dziewicą.
Dodaj anonimowe wyznanie