#G5ZPz

Jakoś w 3-4 klasie podstawówki bardzo chciałam być chirurgiem plastycznym. Wszystko przez program „Sekrety chirurgii”, który namiętnie oglądałam codziennie po szkole. Ale do sedna...
Nie chodziło o to, że miałam jakąś zajawkę na pomoc ludziom, czy po prostu chciałam być lekarzem. Co to, to nie. Po prostu chirurg plastyczny robił operacje piersi, a ja byłam nimi dziwnie zafascynowana.
Finalnie wyszło szydło z worka, a raczej lesbijka z szafy.
Chirurgiem plastycznym nie będę, ale wciąż dziwię się moim rodzicom, że nie domyślili się wcześniej, że może moja fascynacja operacjami piersi ma drugie dno.

#QuqFn

Jako że w Polsce trzeba kombinować na każdym kroku, to sam musiałem ostatnio posunąć się do pewnego fortelu... Mój tato jest pełnym werwy 62-latkiem. Ma mnóstwo pomysłów na minutę i często to skutkuje różnymi urazami. Niestety.
Pech chciał, że w pewne święto uznał, że nie będzie leżał bezczynnie na kanapie i posprząta kantorek z narzędziami ogrodowymi. Wcale mnie to nie zdziwiło.
Jak później się okazało, tatko się wypierniczył, potykając o jakieś grabie czy też inną łopatę. Upadł, nadgarstek spuchł, no złamany albo wybity. Lecimy na SOR, bo staruszek już blady jak ściana i z bólu ledwo stoi. Na SOR przyjęcie i czekamy. Godzina. Druga... Staruszek ledwo zipie. Idę do pielęgniarki — nie ma lekarza, trzeba czekać. Myślę sobie — oj nie. Biorę staruszka. Jedziemy do miasta obok (25 min autem), wysiadamy na rynku. Przechodzimy kawałek i sadzam tatę na ławce, dzwonię na 112. „Starszy pan zasłabł, upadł, skarży się na bóle w klatce piersiowej, jest blady, boli go też głowa i ręka”. Przyjechała karetka, zabrali. Zrobili EKG, tomografię, RTG ręki, badania krwi, położyli na oddziale, a to wszystko w około godzinę.

Czy to etyczne? Nie. Czy mam to w dupie? Tak. Tata uczciwie pracował całe życie, wszystko legalnie, żadnej lewizny. Ja mam swoją firmę, składki zdrowotnej płacę niemało, a nigdy z tego nie korzystam, bo chodzę prywatnie. Jeśli system ma nas w dupie, to reguły systemu też mam w dupie.

Tata ma się dobrze, wyszedł po kilku godzinach. Nadgarstek złamany, nastawiony i zagipsowany, więc na jakiś czas koniec dziwnych zajęć w ramach „ja na dupie siedział nie będę”.

#yHIuS

Mój dziadek, delikatnie mówiąc, nie przepadał za naszymi sąsiadami zza naszej zachodniej granicy. Z jednej strony nie jestem fanem takiej stereotypowej niechęci, ale z drugiej w pełni go rozumiem. Te odczucia wzięły się z doświadczeń związanych z wojną. Dziadek trafił do obozu pracy, ale dzięki szczęściu zdołał przetrwać wojnę. Zwykł powtarzać, że „dobry Niemiec to martwy Niemiec” i szczerze ich nienawidził. Jednak najgorsze stało się po wojnie, gdy mogło się wydawać, że najgorsze już za nim i Niemcy go już nie dopadną. 

W odwiedziny do dziadków przyjechała kuzynka babci, która mieszkała w ówczesnych Niemczech Zachodnich. W pewnym momencie rozmowy zaczęła wychwalać Niemców, mówiąc, jacy to oni są porządni, jak wysoki poziom życia mają. Jak potem mojej mamie opowiadała babcia, rozpętała się dyskusja, dziadek zrobił się cały czerwony, aż w końcu kazał wszystkim wypier***** z pokoju. 
Gdy po jakimś czasie babcia zajrzała do pokoju zobaczyć, czy dziadkowi trochę przeszło, znalazła go martwego. „Wylew krwi do mózgu spowodowany gniewem” – orzekli potem lekarze. Babcia do dziś powtarza, że to Niemcy wykończyli dziadka.

#aLAG7

Dawno temu moja była wysłała mnie na terapię, bo — o zgrozo — byłem zbyt wrażliwy, zbyt emocjonalny, zbyt mało męski. Poszedłem na terapię, bo chciałem ratować związek. Terapia mi pomogła podjąć decyzję o tym, że trzeba się rozstać, a ponadto rozwiązałem kilka zupełnie innych problemów, które mi ciążyły na psychice, przez które podjąłem w ogóle decyzję o tym, żeby wejść kiedykolwiek w tę dziwną relację. Ogólnie polecam, ale nie dla kogoś. Dla siebie. Pomaga przejrzeć na oczy.

#WOjzp

Piątek, godziny lekcyjne. Idę miastem z moją przyjaciółką, mamy spotkanie za kilka minut, na którym razem będziemy robić projekt zwiększający trochę średnią z niektórych przedmiotów na koniec roku. Słońce przygrzewa, ale nie jest za ciepło, bo wieje chłodny wiaterek. Rozmawiamy o projekcie i jak chcemy, by wyglądał, gdy nagle zatrzymuje nas jakiś mężczyzna. Myślę, że pewnie zapyta o drogę, ale chłop stoi i się jąka, widać ma jakieś problemy. Cierpliwie czekamy, aż udało mu się wyartykułować prośbę: czy pomogłybyśmy mu zejść ze schodów. Stopni tylko cztery, opiekuna w okolicy brak, dopytać się go o szczegóły za bardzo nie da, bo chłop ledwo co jedno zdanie wypowiedział. Moja przyjaciółka nie zastanawia się zbyt długo i od razu proponuje pomoc. Ustawiamy się po dwóch jego stronach, podajemy ręce, żeby mógł się przytrzymać, ale on kręci głową na nie. Wskazuje na swoje kolana i prosi, by przytrzymać jego — nawiasem mówiąc mocno spadające z tyłka — dresy i ciągnąć, a on sobie powoli da radę. No nic, nie podoba mi się to, ale pomoc zaoferowałyśmy, no to jedziemy.

Pierwszy schodek poszedł w miarę szybko, ale nasz chory musi odpocząć. W międzyczasie prosi, by poruszać nogawkami jego spodni, dlaczego to już nie dał rady powiedzieć. Dyskretnie sprawdzam, czy może nie chce nas wykorzystać do czegoś nieprzyzwoitego. Zbiera się w sobie i drugi schodek za nami. I tam utknęliśmy. Może ma lęk przed upadkiem z powodu swojej choroby? Nijak mu nie wychodzi, ale prosi, by nie puszczać jego nogawek. Nachodzą mnie coraz większe wątpliwości. Spodnie spadły mu tak, że ukazały jego majtki prawie w całości, więc podciągam je z powrotem na swoje miejsce. Przy okazji zauważam, że dostał erekcji. Normalna reakcja przy tak dziwnej czynności wykonywanej przed dwie młode dziewczyny, ale mega mi się to nie podoba. Już jesteśmy spóźnione na nasze spotkanie, więc uprzejmie proszę o zebranie się w sobie jeszcze trochę, bo się śpieszymy. Jakoś tam dał radę trzeci stopień, został jeszcze jeden. Niby stopę ma przesuniętą wystarczająco, ale środek ciężkości pozostaje taki sam, więc prędzej tam umrzemy, niż dotrzemy na nasze spotkanie. Stanowczo już ponaglam i mówię, żeby zrobił to jak najszybciej potrafi. Trzy, dwa, jeden i hop, nadal z problemem, ale jakoś poszło. Dziękuje nam za pomoc, a my szybkim krokiem oddalamy się w swoją stronę.

Zastanawiam się teraz tylko, czy pomogłyśmy dojść biednemu człowiekowi do domu, czy może psychicznemu creepowi do spełnienia seksualnego.

#Xfyyl

Rok temu zostawiła mnie dziewczyna, z którą byłem 2 lata, z czego większość czasu mieszkała u mnie. Po 1,5 roku zaprosiła mnie na rozmowę do kuchni i powiedziała, że mi wybacza. Zdziwiłem się. Powiedziała, że wie o wszystkim i dostała niezbite dowody, ale mi wybacza, że ją zdradziłem. Wybuchłem śmiechem, bo jej nie zdradziłem i nawet by mi to przez myśl nie przeszło. Parę dni tłumaczyłem jej, że nie ma takiej opcji, a jakiekolwiek dowody, które ktoś jej dostarczył, są na pewno sfałszowane. Nie pokazała mi ich jednak, więc domyślam się, że pochodziły od jej najlepszej przyjaciółki. Zapytałem jej, ale w ogóle nie chciała się do mnie odzywać. Powiedziałem o tym swojej dziewczynie, na co ona zasępiła się, że „rzeczywiście, trochę to chyba było grubymi nićmi szyte”. Sprawa rozeszła się po kościach, aż 5 miesięcy później zastałem pusty dom i list na stole, w którym mnie przepraszała, ale jednak nie umie mi tego wybaczyć. Zniknęła tak, że nie byłem w stanie jej odnaleźć. Dopiero parę miesięcy temu pozbierałem się z tego, bo kochałem tę cholerę jak nikogo wcześniej...

#yyr0r

Jestem chłopakiem i w sumie nawet na anonimowych głupio mi o tym mówić. Otóż podnieca mnie gejowskie porno, przy filmach heteroseksualnych nie czuję tak silnego podniecenia. Gdy sobie jednak wyobrażę siebie biorącego w tak czymś udział (chodzi o filmy homo), odrzuca mnie na samą myśl. Dodatkowo podoba mi się dziewczyna z mojej szkoły, więc raczej wykluczam ewentualne zapędy homoseksualne w realnym życiu.

Nie wiem już co mam o tym myśleć.

#kznFV

Od 12 roku życia (mam już 16 lat) zmagam się z depresją oraz izoluję się od społeczeństwa (leczę się u psychiatry i psychologa). Boję się, że nie jestem wystarczająca, żeby należeć do społeczeństwa, że nie zasługuję na przyjaciół, że jestem brzydka w środku i na zewnątrz, że jestem za słaba, żeby ogarnąć szkołę. Dlatego też od jakiegoś czasu do niej nie chodzę. Mogę nie zdać roku przez frekwencję i mam zagrożenia, więc nawet nie wiem, czy uda mi się naprawić ten rok. Panicznie boję się wejść do szkoły. Teraz jak tam wejdę, to nic już nie ogarnę, bo za długo mnie nie było. Boję się, że niedługo moje przyjaciółki o mnie zapomną przez to, że nigdzie nie wychodzę. Nie wiem, jak to wszystko ogarnąć i mam ochotę się zabić, nie robię tego tylko ze względu na mamę. Jestem mega samotna, sama do tego doprowadziłam i nie wiem, co ze sobą zrobić. Ma ktoś jakąś radę, jak sobie poradzić? Nawet nie wiem, czego szukam na tej stronie, ale już nie wiem, co robić...
Dodaj anonimowe wyznanie