#fOVQl

Kilkanaście lat temu spędzałam wakacje u mojego kuzyna, oboje mieliśmy wtedy po 6 lat.
Zmęczeni całodzienną zabawą postanowiliśmy pooglądać telewizję... Pech chciał, że trafiliśmy akurat na program przyrodniczy. Niby nic, ale film opowiadał o życiu koników morskich. Ku naszemu zdziwieniu dowiedzieliśmy się, że to samiec odpowiada za poród i ciążę.
Doszliśmy do wniosku, że skoro koniki mogą, to ludzie tym bardziej.
Mój kuzyn zaoferował, że chętnie przeprowadzi eksperyment na sobie.
Spodnie poszły w dół, a po dokładnym obejrzeniu penisa stwierdziliśmy, że to właśnie przez niego wychodzą małe dzieci.
Z braku laku wybraliśmy plastikową rurkę pochodzącą z jakiejś zabawki dla maluchów.
Tak, mój kuzyn włożył ją sobie do penisa...
Niestety rurka nie chciała "się urodzić", co więcej nie chciała się też wyjąć przy użyciu siły...
Do tej pory pamiętam minę wujka i cioci, gdy ich kochany syn bez spodni i majtek biega po domu z wystającą rurką z penisa, krzycząc, że właśnie rodzi...

#Tl1zU

W drugiej gimnazjum ja i moja paczka stworzyliśmy ''Klub A'' (A od Animals).
Polegał od na wspieraniu zoo, które znajdowało się pół kilometra od naszej szkoły.
Moja paczka składała się z 5 osób: ja, moja przyjaciółka i troje naszych kumpli. W każdy piątek zbieraliśmy od uczniów pieniądze. 3/4 zysku szło na zoo, a 1/4 na klub. Oprócz tego kręciliśmy ''vlogi'', gdzie przedstawialiśmy życie zwierząt, robiliśmy plakaty, układaliśmy wierszyki, piosenki itd.
Średnio na tydzień zbieraliśmy ok. 1400 zł.
Zdarzali się tacy, co dawali 20 zł i tacy, którzy dawali 1 zł.

Oprócz nich w szkole była ekipa "niegrzecznych chłopców'', którzy nigdy nie przekazali nic.


Do czasu... Gdy wyprawiliśmy przyjęcie na boisku szkolnym dla wszystkich uczniów z okazji tego, że nasz klub miał pół roku, chłopcy, o których napisałam wcześniej wpłacili dokładnie 1500 zł.

Wszystkim opadły szczęki :-)

#uCrRL

Jestem studentem na jednym z polskich uniwersytetów, kierunek jest nieistotny, a rok drugi I st.

Jak to w okresie zbliżającej się Systematycznej Eliminacji Studentów (sesji), należy zebrać wszystkie zaliczenia od prowadzących ćwiczenia, ale aby nie było za łatwo, pojawia się chochlik ewoluujący w stronę bazyliszka, o którym tutaj napiszę.

Jest to kujonka (w tym przypadku negatywnie definiowana), która na twarzową książkę wrzuca jedynie zdjęcia z grubymi podręcznikami (wprawdzie nie swojego kierunku, ale jak najgrubszymi znalezionymi na bibliotecznej półce), lub posty ze swoją średnią. Niech sobie wrzuca co chce, lecz myślę, że jest to istotne, aby przedstawić chociaż w minimalnym stopniu jej portret psychologiczny.
Dzisiaj osiągnęła szczyt prostactwa.

Dostała z zaliczenia trójkę i zamiast się z tym pogodzić lub poprosić prowadzącego o możliwość ponownego podejścia do kolokwium, podeszła do niego i... zaczęła wymieniać nazwiska innych osób z grupy, które według niej nie powinny dostać zaliczenia, skoro ona dostała tylko ocenę dostateczną.

#x06aw

Możecie mi wierzyć lub nie, ale ta historia wydarzyła się naprawdę.
Miałam wtedy może 7-8 lat. Tata lubił czasami kupować zdrapki lotto, zawsze je zdrapywałam, a jak była jakaś wygrana, to oddawałam mu ją. Moja mama na większe wygrane typu 50- 100 zł reagowała dość emocjonalnie, cieszyła się i czasami nawet płakała. Nigdy nie byliśmy wielce zamożną rodziną i na daną chwilę taka stówka pomagała.
Pewnego dnia tata znów kupił kilka zdrapek. Już wtedy umiałam rozpoznawać, czy jest wygrana, ale wszystko oczywiście pod nadzorem rodziców. Na jednym z kartoników ujrzałam trzykrotnie napis "40 000 zł", co oznaczało wygraną tejże kwoty. Ja szybko podarłam zdrapkę i wyrzuciłam do kosza. A dlaczego? Dlatego, że bałam się reakcji rodziców na tak dużą wygraną. Wtedy tata ufał mi i zazwyczaj nie sprawdzał po mnie "tych niewygranych" zdrapek.
Tak naprawdę do tej pory nie wiem, czy rzeczywiście była tam wygrana, ale chyba nawet nie chcę wiedzieć...

#gaSX4

W grudniu 2015 roku napisałam na insta do dziewczyny o rok ode mnie młodszej z mojego miasta, bo spodobały mi się jej włosy. Popisałyśmy chwilkę, ale nie wywiązało się z tego nic zobowiązującego.
Tydzień później wsiadłam do busa, spojrzałam w bok i ją zobaczyłam, więc zagadałam. Przysiadła się do mnie i przez pół godziny praktycznie to tylko ona do mnie mówiła, ba! Była bardzo ożywiona, opowiadała mi o tym, że uwielbia chodzić do swojego sportowego liceum, że wstaje rano, ćwiczy, dobrze się uczy, po szkole też ćwiczy, uczy się malować i ma całą masę innych zajęć. Generalnie była bardzo zaabsorbowana życiem, z takim wielkim zapałem opowiadała o sporcie, o malarstwie, o tym, że chce iść na studia. Byłam aż zachwycona tym, że ludzie z takim zapałem do życia jeszcze istnieją.

Wczoraj dowiedziałam się, że przed jednym z egzaminów maturalnych zamiast pójść na autobus, zeszła do piwnicy i się powiesiła... Dzisiaj jej pogrzeb.

Do tej pory nie mogę się jakoś pozbierać.

#KJHzy

Jedni boją się wysokości, ciemności, a ja boję się panicznie kóz. Tak, kóz. Dlaczego? Jak miałam 6 lat, weszłam do wybiegu z kozami w mini zoo (był do tego specjalnie przystosowany). Te krwiożercze potwory otoczyły mnie i zjadły moją ulubioną koszulę w kratę. Rodzice nie mogli dostać się do mnie bo kozy na to nie pozwalały.
I tak stałam zapłakana, dopóki kozy nie skończyły swojej uczty.

#5Frbd

Późne godziny nocne... Jesteśmy w trakcie dopełnienia obowiązku małżeńskiego pospolicie zwanego seksem.
I ten moment, kiedy 6-letni syn zakrada się cichaczem do pokoju i robi użytek z prezentu od dziadka... Zamach i dziecięca ciupaga ląduje na głowie męża!
Młody chciał pomóc, bo myślał, że płaczę. Popłakałam się... Ze śmiechu :)
A mężowi odechciało się kontynuowania brutalnie przerwanej czynności.

#M1hpC

Może zacznę od tego, że pech prześladuje mnie od dziecka...

Lubię seks bez zobowiązań. W celu takowego spotkania zalogowałam się na seks-czat.
Oczywiście nie chciałam wpaść na kogoś znajomego, więc szukałam mężczyzn z innego województwa. Znalazłam kogoś. Ja miałam nick "dajmiklapsa", a on "On36". Wymieniliśmy kilka wiadomości, głównie preferencje seksualne. O życiu prywatnym nie pisaliśmy.
Nadszedł dzień spotkania. Dostałam od niego adres wynajętego domku. Dotarłam na miejsce, drzwi były otwarte, więc wchodzę zacieszona, a tam? Tak. Mój ojciec goły i wesoły.

#EX1iu

Ostatnio dużo tu historii o gwałtach... Pomyślałam, że opowiem wam trochę o najgorszych wakacjach w moim życiu...

To było na biwaku. Miałam 13 lat. Razem z koleżanką postanowiłyśmy zrobić sobie w pokoju herbatę i zobaczyć na laptopie film.. (Mieszkałyśmy w domkach).
Siedzę i wybieram co mogłybyśmy obejrzeć. Marvel? Jakiś thriller? W tym czasie koleżanka szuka torebki z herbatą. Okazało się, że nie ma wody w czajniku i trzeba polecieć do studzienki po wiaderko. Jako, że wszystkie dziewczyny były po kąpieli, postanowiłam pójść. Była wtedy 23. A ja właśnie wracałam z lasu z wiadrem. (Tak wiem.. To było strasznie nieodpowiedzialne..)

Nagle zaczepił mnie facet (na oko 50 lat). Pytał się, która jest godzina. Grzecznie odpowiedziałam i chciałam już iść do przyjaciółek, ale on złapał mnie za rękę i takim obleśnym tonem zapytał się, czy mam ochotę się przejść.
Wyrwałam się z uścisku i stanowczo odmówiłam. Zaczęłam się serio bać.. Miałam zamiar rzucić to przeklęte wiadro i uciec... Ale on mi nie pozwolił. Złapał mnie, zakrył usta i ciągnął do lasu... Krzyczałam i wyrywałam się...

Aż nagle! (Bogu dziękuje!!) Z oddali zauważyłam mojego kolegę, który od dawna ćwiczył boks.. To była moja jedyna szansa. Jako nastolatka nie miałam z nim szans. Ugryzłam faceta w rękę, uderzyłam w nos tak mocno, jak tylko potrafiłam i kiedy zwolnił uścisk, zaczęłam przeraźliwie wzywać pomocy. Kolega to usłyszał... Przybiegł, powalił gościa na ziemię... Ale nie tylko on usłyszał moje wołanie. Za chwilkę przybiegł typowy dresik i przykuł faceta do ziemi. Marek (kolega) zabrał mnie do siebie do domku i całą noc, razem z innymi kumplami i moimi przyjaciółkami, próbowali odciągnąć moją uwagę od tej sytuacji...

Sprawę zgłosili. Ale facet uciekł. Dresik (którego imienia dotąd nie znam) zostawił faceta na chwilę pod okiem pewnego pana. Ten z kolei stracił go z oczu, kiedy zapalał fajkę...
Nie mam słów. Otrząsnęłam się w miarę szybko. Chodzę na kick-boxing i nigdy nie dam się dotknąć bez pozwolenia.
Takie niecodzienne zakończenie, ale ja nie mam zamiaru marnować życia na płakanie i niepotrzebny strach przed płcią przeciwną.
Dodaj anonimowe wyznanie