#uYxyL

Niedziela, popołudniowa zmiana w pracy - oczywiście wychodzimy dużo później, niż powinniśmy, ale cóż... Sklep na rano musi lśnić.

Oczywiście piękna letnia pogoda zamieniła się w ulewę, a ponieważ było grubo po 22:00, autobusy jeździły już co godzinę lub wcale. Więc idziemy. Najgorsza ulewa była za nami, więc od jednego przystanku do drugiego doszliśmy na taki, gdzie złapaliśmy ostatni autobus. Więc jedziemy gdzie możemy najdalej - wysiada koleżanka, potem ja z kolegą 2 przystanki dalej. On mieszkał niedaleko, ja niestety musiałam przejść jeszcze jakieś 3 km, bo jedyną moją nadzieją były autobusy nocne, jeżdżące parę minut po północy... Więc postanowiłam iść przez park, bo deszczyk wciąż padał, a pod drzewem zawsze można się schować w razie czego. Idę sobie zadowolona, myślę "gorzej i tak już nie zmoknę..." - oczywiście nie minęło 5 sekund i lunął taki deszcz, że nawet pod drzewem nie zdążyłam się schować, a byłam przemoczona do suchej nitki. Zresztą z drzewa po chwili też zaczęły padać grube krople, więc ruszyłam biegiem na najbliższy przystanek. Ja oczywiście w podkoszulku, krótkich spodenkach i w sandałkach (jak wychodziłam do pracy była upalna pogoda), ociekająca wodą, razem ze mną stoi trzech gostków, również wielce niezadowolonych i przemokniętych... Ale oni przynajmniej mieli kurtki. Mija 20 minut, do autobusu nocnego nadal pozostaje kolejnych 20, a ja zaczynałam już powoli marznąć, więc ruszam dalej w deszcz (już trochę mniejszy). Ponieważ moje sandałki zamokły i zaczęłam się w nich ślizgać, zdjęłam je i ruszyłam żołnierskim krokiem do domu.

Nie wiem, czego spodziewaliście się po tej historii, bo udało mi się dotrzeć całej i zdrowej - nikt mnie nie napadł, nie spotkałam "rycerza na białym koniu", który zaoferowałby mi kurtkę/podwiezienie do domu, potem zostałby moim mężem i mielibyśmy dziesięcioro dzieci...

Po prostu kiedy wyjmowałam rzeczy z plecaka, bo chciałam go wysuszyć, znalazłam w środku pieprzoną parasolkę...
poczekajdowieczora Odpowiedz

Na początku myślałam, że będzie to historia o wrednej szefowej. Potem, że o moherach. Kiedy pisałaś o parku to myślałam, że będzie o duchach. Pod koniec, że o sebkach, którzy Cię albo uratowali, albo zgwałcili. Na końcu, że jakus miły pan Cię podwiózł. A tu o parasolce?! Powiem Ci oryginalnie.

sexylablador

Czytając to wyznanie też układałam różne scenariusze.

Kindziak

Ja też. Chyba mamy syndrom anonimoholików😁

Wiiix

Książkę napisz 😂

Lelel

nieźle nas autorka zaskoczyła 😂

BlackRainboow

Akcja cały czas w toku, a tu parasol-znikający bohater

helenix

W jednym komentarzu ująłeś/aś całe anonimowe ;)

CzarnaPanda

XD

rokiowca Odpowiedz

Przynajmniej wiatr Ci jej nie zepsuł. 😂 Ja ostatnio wracałam o 22 do domu z pracy 2h drogi. Też bez żadnych przygód. Jedynie zaba na środku drogi juz prawie pod moim domem mnie wystraszyła i uciekałam. 😂

Katzenklo Odpowiedz

Nie widziałam na własne oczy tego deszczu, jednak po twoim opisie myślę, że parasolka niewiele by ci pomogła. Ale zawsze coś! ;)

Becik Odpowiedz

Uśmiałam się, fajnie to opisałaś :)

efektmotyla Odpowiedz

Jej, świetne! Jak w genialny sposób rozprawić się ze stereotypami anonimowych <3 Niby nic, a jednak morda się cieszy. Masz nasze zaskoczenie, jeszcze nie czytałam historii która byłaby tak bardzo poza schematem. Ogromny plus! c;

grzejniczek Odpowiedz

Nice job 👍

aura16 Odpowiedz

Takiego wyznania jeszcze nie było. Zaskoczyłaś nas 😉

madzia08 Odpowiedz

.

Slodyczoholiczka Odpowiedz

.

Otaku24 Odpowiedz

.

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie