#zia2S

Mój przyjaciel Jasiek jest bardzo dobrym człowiekiem, kulturalnym, dobrze wychowanym, a do tego mega przystojnym. Znalazł on sobie dziewczynę, która twierdziła, że jest pełnoletnia itp. Pochodziła ona z nieciekawego (ujmijmy to w ten sposób) domu: matka skakała z kwiatka na kwiatek itd. Nic to, Janek się zakochał...

Po niedługim czasie jego dziewczyna Anka zaszła w ciążę i wtedy okazało się, że nie ma ona 18 lat, a 15 (dodam tu tylko, że Janek chodził do niej i zostawał na noce za przyzwoleniem jej matki)! Chłopak był ciągany po posterunkach (z paragrafu o pedofilię), ale nic to, kochał ją nadal. Aha, nie wspomniałem jeszcze, że Anka była totalną idiotką, po prostu ptasim móżdżkiem (nie ma w tych słowach ani krzty przesady).

No więc do rzeczy - Janek ożenił się z Anką wybaczając jej wszystkie kłamstwa, bo jak się okazało było ich znacznie więcej (był on niestety nie pierwszym jej chłopakiem, a resztę sami sobie dopowiedzcie;) ). Kupił mieszkanie, zaciągnął kredyt na 30 lat, utrzymywał ją i dziecko, gdyż był jedynym żywicielem rodziny - Anka nie nadawała się do niczego, jedynie co umiała to rozwalać jego pieniądze i robić mu karczemne sceny zazdrości. Nic to, on nadal spełnia jej wszystkie zachcianki.

Anka robiła się coraz bardziej zuchwała, wymagała coraz więcej, nie dając nic w zamian. Doszło do tego, że zaczęła wyciągać do niego łapy: drapała, biła, straszyła policją - totalna histeryczka. Janek nie mógł na żadną dziewczynę spojrzeć, a tym bardziej zagadać, bo potem żona wpierała mu, że to jego kochanka.... Odcięła go od rodziny, kolegów, zamknęła w klatce... Robiła mu sceny zazdrości w publicznych miejscach, normalnie jednym słowem paranoja.

Jak się to skończy, nie wiem. Na ten moment Anka jeździ z koleżankami (równie mądrymi jak ona) po dyskotekach, a Janek siedzi w domu i nawet na szkolenie firmowe nie może pojechać, bo "na pewno ją zdradzi"...

I tak w tym wszystkim zastanawia mnie jedno, kto jest bardziej głupi - Anka, która urodziła się bez ani jednej komórki myślącej, czy Janek, który się tak dał wziąć pod nogi takiemu, za przeproszeniem, głupiemu wytłukowi...

#QA26e

Głupio mi do dzisiaj, mimo że minęło już kilka lat.

Umarł kuzyn mojej babci. Babcia jest osobą bardzo mało nowoczesną - taką z tych miłych babuszek, które ciasta pieką w kuchni węglowej i wolą wygódkę na podwórku zamiast spłukiwanej toalety. Babcia uparła się, żeby powiadomić dalszą rodzinę o śmierci kuzyna telegramem - jak w starych, dobrych czasach. Proponowałam, że zadzwonię, wyślę maila albo zwykły list, ale staruszka się uparła. Nie i nie, "co to sobie ludzie pomyślo", musi być telegram, bo tak jest "aligancko". Musiałam jej przysięgnąć, że wyślę telegram i tylko telegram. W XXI wieku telegram, no ludzie... ostatni słup telegraficzny pewnie przerobiono na wykałaczki 20 lat temu.

Mimo to znalazłam wyjście z sytuacji i nie złamałam danego babci słowa. Zastanawiam się tylko co czuje ktoś, kto odbiera przesyłkę z czekoladowym telegramem, na którym napisano: "Kuzyn Janek nie żyje".

#jwVRX

Od pewnego czasu dorabiam sobie w niewielkiej księgarni. Ogółem jestem wielką fanką fantastyki, choć nie pogardzę też innymi gatunkami - od kryminałów, przez literaturę faktu, do poezji. Jedyne, do czego nie jestem w stanie się przekonać, to romanse i obyczajówki.

Pewnego dnia do księgarni weszła dwójka panów - krępi, choć głównie nalani tłuszczem, o grubo ciosanych twarzach i ubiorze tak stereotypowym, że brakowało mi tylko sandałków z skarpetami (bo reklamówkę z Biedronki już mieli). Od razu spytałam, czy mogę jakoś pomóc, na co parsknęli pogardliwym śmiechem i zaczęli coś mamrotać o "Zmierzchu", Chwili dla Ciebie i o tym, że kobiety nie znają się na poważnej, męskiej literaturze.

Kilka minut później, nieporadnie kręcąc się wokoło, poprosili mojego szefa o pomoc w znalezieniu jakiejś "porządnej, krwawej fantastyki". Ten od razu wytłumaczył, że to nie do końca jego broszka i skierował ich do eksperta - czyli mnie.

Panowie oczywiście nie byli do końca zachwyceni, ale postanowiłam dać z siebie wszystko. Wybierałam najbardziej cenione, ciężkie powieści fantasty, jak ognia unikając jakichkolwiek książek zawierających wątki miłosne, chociażby trzecioplanowe. Panowie patrzyli na okładki, w porywach na opisy, kręcili głowami i odrzucali kolejne pozycje, od czasu do czasu rzucając jakimiś kąśliwymi uwagami w moją stronę. Klasyki, nowości, fantasty i futurystyczne historie - nic nie było w stanie ich zadowolić.

W końcu, poważnie już zirytowana ich zachowaniem, ze słodkim uśmiechem poleciłam im książkę, która "schodzi masowo, panowie tak masowo ją wykupują, że zostały ostatnie sztuki". W rzeczywistości była to bardzo nieudana kalka "Zmierzchu", młodzieżowe romansidło ze śladowymi ilościami fantastyki, istny koszmarek literacki.

Kiedy ich wysublimowane spojrzenie padło na okładkę przedstawiającą kiczowato wklejone zdjęcia wypacykowanych, wtulonych w siebie nastolatków, oczy im zabłyszczały. Panowie kupili dwie sztuki i wyszli zadowoleni z księgarni ze swoją "męską, poważną i krwawą literaturą".

W międzyczasie zdążyły dopaść mnie wyrzuty sumienia, ale nie na długo. Panowie wrócili po kilku dniach i już byłam gotowa ich przeprosić, kiedy z wypiekami na twarzy zażądali, żebym dała im wszystkie kolejne części tego "genialnego fantasty".

#0MuG1

Oto historia, która przydarzyła się mojemu kuzynowi, około 2-3 lata temu (powiedzmy, że ma on na imię Marcin).

Marcin chodził wtedy do gimnazjum w pewnym mieście. Był w 2 klasie i zbliżał się koniec roku. Świadectwo miał o tyle dobre, że pomyślał, aby złożyć podanie do urzędu miasta o przyznanie mu stypendium. Powiedział o tym swojemu najlepszemu kumplowi Łukaszowi i jemu ten pomysł spodobał się na tyle, że postanowił zrobić to samo (pragnę tu zaznaczyć, że chłopaki uczyli się często razem i mieli praktycznie identyczne oceny, z wyjątkiem informatyki, Marcin miał 6, a Łukasz 5).

Marcin mówił, że na całe miasto jest przygotowane ok. 10 stypendiów. Twierdził, że najbardziej stresujące było czekać na rozpatrzenie podania. Nastał wreszcie 1 września, czyli ogłoszenie na forum szkoły kto dostał stypendium. Udało się kilku osobom,  w końcu dyrektorka ogłasza:
- Ostatnie, 10 stypendium od urzędu dostaje... Łukasz.

Marcin nic nie rozumiał, przecież miał delikatnie wyższą średnią od Łukasza. Zadzwonił do urzędu i zapytał się o co chodzi. Kazali przyjść mu następnego dnia i pani sekretarka umówiła go na spotkanie z panią zajmującą się gospodarowaniem pieniędzy urzędu.

Przyszedł do budynku, poproszono go, aby chwilę poczekał.
Być może ktoś z was się domyślił, kto przyszedł? Przyszła mama Łukasza i zaskoczona widokiem najlepszego przyjaciela jej syna zaczęła palić głupa. Mówiła, że nie rozumie o co chodzi, że to pomyłka i ją osobiście poprawi.

Na poprawienie tej "pomyłki" Marcin czekał cały rok, a przez ten czas Łukasz dostawał stypendium. Od tamtej pory już ze sobą nie rozmawiają, a mój kuzyn ma nowy plan na życie - chce zostać radnym miasta (a kto wie co będzie potem? Może sam będzie decydować o finansach urzędu?) i uporządkować, jak to mówi "Burdel urzędowy".

#sqo7M

Kiedy chodziłam do drugiej klasy podstawówki miałam wypadek. Mieliśmy łączone liceum, gimnazjum i podstawówkę. Ubikacje w liceum były zajęte, więc na przerwie jakiś dryblas postanowił skorzystać z tej w podstawówce. Kiedy stałam przy drzwiach na poziomie klamka-skroń, jegomość wychodząc otworzył drzwi z kopa. Najpierw dostałam klamką, a później odbiłam się głową o betonową posadzkę.

Straciłam przytomność, obudziłam się leżąc na wznak na ławce z tyłu klasy (mojej rodzicielce powiedziano później, że sama wstałam i się tam położyłam). Wymiotowałam, prosiłam wychowawczynię, żeby zadzwoniła do mojej mamuśki. Odmówiła, mówiąc "Twoja matka jest panikarą, zaczekaj do końca lekcji". Katechetka poszła ze mną do pielęgniarki, która posmarowała mi czoło Amolem, ze słowami "do wesela się zagoi". Zaprowadzono mnie do klasy, gdzie walczyłam z okropną sennością i słabością.

Po zakończonych lekcjach przyszła po mnie rodzicielka i natychmiast pojechałyśmy do szpitala. W szpitalu dowiedziałam się, że mam tak silny wstrząs mózgu, że gdybym zasnęła w szkole, prawdopodobnie już bym się nie obudziła. W szpitalu spędziłam wiele dni. Od dnia tego wypadku doświadczałam lęków, zmienionych stanów świadomości, tików nerwowych. Dziś mam w głowie guza - z dużym prawdopodobieństwem jest powiązany z tym właśnie wypadkiem.

Bardzo żałuję, że moi rodzice nie są mściwymi ludźmi i cieszyli się z faktu, że wróciłam żywa do domu. Gdybym teraz jeszcze mogła, walczyłabym sądownie o odszkodowanie ze strony szkoły. Czasem myślę, że życie jest zabawne. Z powodu tego, że jakiemuś chłopakowi chciało się sikać, moje życie wygląda zupełnie inaczej, niż gdyby wyglądało bez tego wypadku.

#eyB5X

Staje mi. Fajnie, no nie? Nie...

Jakikolwiek kontakt z kobietą (dotknięcie palcem, nawet wystarczy, że blisko siedzi), sprawia, że żołnierz staje na baczność. Jadę samochodem, jedna dziura, ziuuu do góry.
Słabo? To powiem Wam, że jest jeszcze gorzej. Gdy tak dłużej stoi, następuje uwolnienie potomków. Niekontrolowane. Kiedyś (dwa lata temu) ze swoją dziewczyną siedzę, nagle psiuuu, biała ciecz zalewa spodnie.
Zacząłem palić papierosy, żeby jakoś obniżyć sprawność seksualną. Tylko po to, nie żeby zaszpanować czy coś. Po prostu żeby nie stać się pośmiewiskiem. Nie pomogło. Rzuciłem, dalej bez zmian.
Przyszła partnerka może będzie zadowolona, ale póki co trzeba się do jakiejkolwiek zbliżyć. A to średnio wychodzi. Nie mogę, bo partyzant postanawia wyjść na wartę. Wiem, że nie chcę, myślę, że nie chcę, a mimo to dalej stoi. I jak żyć?

#rJ4m4

Zdarzyło mi się (no, nadal czasami mi się zdarza) przesiadywać na internetowym czacie. Obecnie pojawiam się sporadycznie w nadziei na poznanie kogoś ciekawego, ale po chwili uciekam z wrzaskiem i chowam się ze swoją traumą pod kocykiem. Jak miałam lat 12 czy coś koło tego, widziałam w tym większą zabawę i lubiłam sobie ze zboczeńców zażartować na różne sposoby.

Wieczór jak wieczór, siedzę sobie na czacie, odpycham kolejnych amantów jak Szarapowa piłeczki, ale przy jednym zatrzymałam się na dłużej, bowiem... była to kobieta.
Już jako dziecko byłam spaczona, więc temat pociągnęłam tak głęboko, że wkrótce ze skrzynki mailowej odbierałam jej zdjęcia. W ubraniu, ale w pozach bardzo prowokujących. Same jej wiadomości były wręcz wulgarnie zboczone.
Postanowiłam zrobić rzecz, którą w takich przypadkach robić bardzo lubiłam, a mianowicie wklepać w wyszukiwarce na naszej-klasie adres mailowy, z którego dostałam zdjęcia (kiedyś była taka opcja wyszukiwania profilu po mailu). Gdzieś w moim domu rodzinnym jest jeszcze na podłodze ślad po opadniętej koparze, jak wyszukiwarka wskazała mi... Faceta.
Dzieciak na oko 15-letni postanowił zabawić się na czacie jako lesbijka.
Przekopałam jego profil jak kret tunele i przypadkowo w znajomych zobaczyłam dziewczynę, która bardzo mi kogoś przypominała... Tak, to była ta dziewczyna ze zdjęć.
Kojarzycie na pewno taki typ dziewczyn, które na profile na NK wrzucały swoje foty z tyłkiem na wierzchu, ale niezależnie od swoich uprzedzeń postanowiłam być miła.

Co zrobiłam? Podkablowałam śmieszka :) Wysłałam dziewczynie wszystkie nasze wiadomości i screena z maila, na którym widniał adres nadawcy, jej zdjęcia i jeszcze kilka pikantnych słów.
Tak się złożyło, że kolega czatownik mieszka w tej samej miejscowości co ona i jej chłopak, którego barki rozrosły się jak dzikie i porażały muskulaturą.
Dalszych losów "Ani" z czata nie znam, ale domyślam się, że musiał mieć nieciekawie.

Uważajcie, chłopcy. Kobieca solidarność nie dba o stereotypy.

#VPRlw

Wyznanie smutne z cyklu "oszukać przeznaczenie".

Pół roku temu jechałem samochodem, dojeżdżałem do skrzyżowania i miałem na nim skręcać w lewo, do tego skrętu był wyznaczony pas jezdni, no to kierunkowskaz i zjeżdżam, ale zobaczyłem, że ktoś z pasa obok chce się dostać na mój, więc wpuściłem go przed siebie. Dojechaliśmy do skrzyżowania, auto przede mną stało jako pierwsze, stoimy i czekamy. Nagle zauważam, że betoniarka próbując skręcić wpada w poślizg i zaczyna się przewracać. W czasie poślizgu gruszka doszczętnie zgniotła samochód stojący przede mną, mi udało się wrzucić wsteczny i trochę cofnąć. Pamiętam potem jak dzwoniłem do siostry, żeby przyjechała, bo nie dam rady jechać dalej. Policja spisała moje zeznania i puściła, potem odbyła się sprawa w sądzie, na szczęście wystarczyły moje zeznania i nie musiałem być na rozprawie. Z tego co wiem to kierowcy betoniarki nic się poważnego nie stało, ale na miejscu zginęły dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Jak o tym myślę, to do dziś przechodzi mnie dreszcz, że gdybym ich nie wpuścił, to byłbym to ja.
Dodaj anonimowe wyznanie