#s9wrT

Większość dzieci w przedszkolu marzy, aby w przyszłości zostać lekarzem, aktorem, weterynarzem, strażakiem czy policjantem. Ogólnie chcą sprawiać, aby świat był piękniejszy.
A kim ja chciałem zostać? Seryjnym mordercą-psychopatą i rządzić światem siejąc terror.
Byłem dziwnym dzieckiem...

#Ws4gC

Razem z mężem mieszkamy za granicą od 3 lat i prawie zawsze jest ktoś u nas w domu. Jak już ktoś przyjeżdża, to na około 3 tygodnie lub dłużej.

Mamy seks-pokój w domu tuż obok drzwi do łazienki. Drzwi do tego pokoju są zawsze zamknięte, a my zawsze mówimy, że są tam jakieś pierdoły i niepotrzebne rzeczy.

Przyjechał do nas najlepszy przyjaciel mojego męża i jego ówczesna narzeczona. Pewnego dnia postanowili wyjść wieczorem na miasto.
Od 2 miesięcy seks-pokój był nieużywany, tylko raz tam byłam, żeby sprzątnąć trochę.
Wieczór bez nikogo, więc udaliśmy się tam. Po krótkim czasie słyszymy, że wrócili, co nas zaskoczyło, bo mówili, że nie wrócą przez 23. Przyjaciel mojego męża zjadł jakąś meksykańską potrawę, po której źle się czuł. Nie trafił do łazienki... tylko do pokoju obok. Cóż za zaskoczenie było, gdy zobaczył małe pomieszczenie bez okien, w którym jest tylko łóżko i półki z zabawkami erotycznymi.

Nie rozmawialiśmy o tym co zobaczył wtedy, ale jakoś ostatnio wzięło nas z mężem na wspomnienia i wyznał mi wtedy, że jego przyjaciel i teraz żona mają również taki pokój i że zainspirowaliśmy ich.
A myślałam, że to my jesteśmy dziwni, że mamy specjalny pokój do seksu...

#cW0bC

O tym dlaczego, mimo że nigdy nie zajmował On w moim życiu żadnego ważnego miejsca, nie mam odwagi tak po prostu nie wierzyć w Boga.

Mój ojciec zawsze był pracowitym, silnym facetem. To na jego barkach spoczywało utrzymanie rodziny i w moich oczach był przysłowiową skałą, naszym oparciem - twardy, dumny (ale nie pyszny), opanowany, z dużym poczuciem własnej wartości. Dużo i ciężko pracował, praktycznie nie bywał w domu i nie miewał czasu dla siebie, swoje zadanie wykonywał jednak sumiennie i nigdy się nie skarżył, nigdy nie powiedział, że mu trudno.

To był szok, kiedy zachorował na raka. Z dnia na dzień jego ramiona stały się wątłe, do tej pory zawsze opalona skóra przypominała papier, nie mógł przełknąć kęsa jedzenia bez nawracającego odruchu wymiotnego. Całe dnie spędzał w łóżku przed telewizorem, pogrążony w niespokojnym śnie. Cień samego siebie.

Nadszedł taki dzień, że przestał zdążać do toalety. Po paru wstydliwych wypadkach mamie zrobiło się żal, że mimo wyraźnych prób tata nie daje sobie rady. Bardzo chciała oszczędzić mu wysiłku, z jakim wiązało się wstawanie z łóżka, widziała, ile sił go to kosztuje. Wieczorem, robiąc sobie w kuchni herbatę, słyszałam, jak - obmywając go po kolejnym incydencie - proponuje mu założenie na noc pampersa. Tego płaczliwego tonu upokorzonego człowieka, którym rozpaczliwie jej odmawiał, nie zapomnę chyba nigdy.

Tej samej nocy obudził mnie donośny łoskot i wołanie mamy o pomoc. Gdy wybiegłam z pokoju, zobaczyłam, jak próbuje podtrzymać nieprzytomnego, lejącego się przez ręce tatę, który mimo założonej pieluchy i wyraźnego zakazu wstawania wyszedł do toalety. Nie macie pojęcia jak to boli - nieść swojego kiedyś silnego i dumnego ojca, a teraz wychudłego, słabego człowieczka, na rękach do łóżka.

Kiedy położyłam się z powrotem, nie mogłam zasnąć. Jak ogromnym upokorzeniem musi być dla taty to, co się z nim stało? W każdym bolesnym grymasie na jego twarzy widać było tyle wstydu, złości i bezsilności zarazem, że to aż niewyobrażalne. Z żalem rozrywającym serce, ale i pełnią świadomości tego życzenia poprosiłam więc Boga, żeby przestał wreszcie znęcać się nad ojcem i pozwolił mu godnie umrzeć.

I wiecie co? Przyszedł po niego nad ranem, a ja z szacunku i wdzięczności nigdy Mu tego nie zapomnę.

#lAMQr

W lutym zmarł mój tata. Zaznaczam, że nie jestem osobą wierzącą, ponadto wychodzę z założenia, że wszyscy kiedyś umrzemy dlatego – ku świętemu oburzeniu osiedlowych babć moherowych – pogrzeb i cała sytuacja nie odbiły się na mnie jak tego oczekiwano: nie płakałam, nie nosiłam się na czarno, na wakacje wyjechałam ku oburzeniu własnej babci, bo jak to tak, ledwo ojciec umarł i jedzie się bawić. Pewnie myślicie teraz, że jestem wyrodnym dzieckiem albo coś ze mną nie tak? Może... Ale wiecie, że jest coś, co mnie jednak ruszyło? Zachowanie mojej mamy.

Naprawdę wychodzę z założenia, że tata umarł, ale my żyjemy dalej. Sama zachowywałam się bardzo "luźno" i absolutnie nie oczekiwałam, że ktoś inny – w tym przypadku moja mama – ma nadrabiać za nas dwie. Wręcz chciałam, żeby mama żyła jak wcześniej. I nie przeszkadzałoby mi, gdyby znalazła sobie kogoś nowego.

Ale, ku*wa, nie cztery miesiące po pogrzebie.

Żeby jeszcze jakiegoś porządnego mężczyznę, kulturalnego, poukładanego... Nie. Facet jest wulgarny (non stop rzuca zboczonymi żarcikami), obleśny, z nałogami (do tej pory w naszym domu nie palono, teraz śmierdzi od wejścia). Mało? Usiłuje się wkupić w moje łaski przynosząc mi... alkohol (tj. piwo). W życiu nie zdarzyło mi się żywić do kogokolwiek takiej niechęci. Chciałam delikatnie zasugerować mamie, że sytuacja mi się nie podoba, ale skoro już koniecznie chce się z nim spotykać, to niech robią to gdzieś indziej, bo mam dość jego ciągłego przesiadywania w naszym domu, zwłaszcza nocowania. Ale dowiedziałam się tylko, że "nie muszę lubić jej znajomych".

I wtedy wpadł mi do głowy najgorszy, najgłupszy pomysł w życiu.
Mama wierzy w zjawiska paranormalne – więc postanowiłam skonfrontować ją... z duchem taty.

Zaczęłam od rozpylania w mieszkaniu jego perfum, przy czym udawałam, że ich nie czuję. Tata miał gramofon (kolekcjonował także płyty winylowe), więc czasem go nastawiałam, po prostu żeby zaczął się kręcić. Raz gotowałyśmy razem z mamą obiad, a w tym czasie koleżanka weszła do pokoju oknem, żeby ten gramofon nastawić. Pod nieobecność mamy strzaskałam jedyną w domu popielniczkę i wyszłam z domu, żeby nie było na mnie (oficjalnie winny jest kot). Przeszukałam całe mieszkanie, żeby znaleźć jej zgubiony pierścionek i podrzucić w widoczne miejsce, przy czym oczywiście nie przyznałam się, że to ja znalazłam: "ja nic nie wiem, nawet go nie zauważyłam na blacie, niedawno wróciłam, nawet tam nie wchodziłam".

Początkowo nawet podziałało, mama zwierzyła się temu facetowi, a on ją wyśmiał, przez co ona się obraziła i kontakt się urwał. Ale mama zwierzyła się też innym osobom... a w naszym domu pojawił się ksiądz. Po jego wizycie "wszystko się uspokoiło", a mama pogodziła się ze swoim kochasiem.

Mam dwadzieścia lat i odstawiłam kabaret, bo nie lubię nowego faceta matki.

#m1wAR

Kilka ostatnich dni chodziłam jak struta, bo straciłam telefon. Kupa formalności i nerwów. Po kilku dniach mi przeszło, zwłaszcza że odzyskałam numer i mam nowy telefon.

Wstałam dzisiaj w dobrym humorze, który szybko zepsuły panie z call center. Cztery telefony, prawie pod rząd, i ciągle ta sama gadka: "Dzień dobry, wygrała pani jajowar/zegarek/koszulkę, musi pani teraz tylko przyjść na naszą prezentację garnków/mebli kuchennych/ciśnieniomierzy". Kiedy odpowiadałam, że nie jestem zainteresowana (bo ogólnie jestem kulturalną osobą i podziękuję nim się rozłączę), to słyszałam znowu: "A może ktoś z pani rodziny chce pójść? To są naprawdę świetne nagrody, jest pani szczęściarą, że to panią wylosowaliśmy". Zresztą sami wiecie jak to jest, bo też nie raz się z tym spotkaliście.

Kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu mojego telefonu kolejny numer podobny do poprzednich, nieźle się zdenerwowałam. Odebrałam telefon i bez zastanowienia krzyknęłam w słuchawkę: "Mam w dupie, że coś wygrałam, nigdzie nie przyjdę, nie mam rodziny i nie jestem szczęściarą, wkurzacie mnie tymi swoimi ciągłymi telefonami. Ileż można?! Proszę wykreślić mój numer z listy. Jesteście zwykłymi naciągaczami".
Już chciałam odłożyć słuchawkę i teatralnie się rozłączyć, kiedy usłyszałam: "yyyy Dzień dobry, Komenda Policji, dzwonię, bo pani telefon się znalazł".

A teraz siedzę i myślę, czy się po niego zgłosić czy nie...

#m6m4s

Żyję w dosyć bogatej rodzinie. Moja mama ma własną szkołę nauki jazdy, w której również z pasji jest instruktorem - co ważne dla tej historii. Ważne jest też to, że ma dzisiaj urodziny.

Z okazji urodzin i przy okazji wolnego poniedziałku poszła na "spotkanie z koleżankami", które jak się okazało było trochę bardziej zakrapiane niż myślałem. Obudziłem się rano i poszedłem do mamy, mimo jej zapewnień, że jest trzeźwa i może iść do pracy widać było, że ma morderczego kaca i na pewno nie wytrzeźwiała. Była godzina 8:30, jazdy miała od 11.

Mówiłem jej, że jest pijana, że nie może jechać, ale ona to wszystko ignorowała i mówiła, że jest w porządku. Nie wytrzymałem i poszedłem do łazienki, puściłem wodę (żeby nie było słychać) i zadzwoniłem po patrol policji, żeby przyjechali z alkomatem do mojego domu. Przyjechali, mama dmuchnęła, wyszło 0.8 promila. Dużo? Może nie, ale jakby zatrzymali ją podczas jazdy samochodem z kursantem, straciłaby prawo jazdy albo poszła do więzienia za stwarzanie zagrożenia. Bo nie odpowiadała tylko za siebie, odpowiadała za kursanta i wszystkich innych użytkowników dróg i chodników. Instruktor jeździ bez zapiętych pasów i z wyłączonymi poduszkami powietrznymi - wyobraźcie sobie co by się z nią stało gdyby doszło do wypadku. Mama do pracy nie pojechała, bo policjanci ją chyba wystarczająco przekonali.
A nawet jakby nie przekonali, to i tak by nie pojechała. Kluczyki do samochodu ukryłem W drukarce ;)

Możecie mnie nazwać konfidentem, bo zadzwoniłem na policję wydając własną mamę, ale ja jestem z siebie dumny. Nie poniosła żadnych konsekwencji, bo to było tylko badanie, a być może uniknęła dzisiaj śmierci lub straty pracy.
Dobrze zrobiłem.

#7LRds

Ostatnio bardzo popularne są historie dziadków, więc i ja dodam opowieść mojego pradziadka.

Jak to za czasów wojny bywa, mój pradziadek dostał się do wojska. Nie opowiem wam zbyt wiele szczegółów, ale najważniejsze zdarzenie, które uratowało dziadkowi życie.

Dziadek nie miał kciuka. Stracił go na wojnie, ale mogło być znacznie gorzej.
Dziadek opowiadał, że gdy cały jego odział spał gdzieś w lesie, on nagle się obudził. A dokładniej mówiąc coś go obudziło. Dziadek usłyszał głos, który powiedział mu, że ma wykopać dół. Rozejrzał się, wszyscy spali, więc stwierdził, że mu się przesłyszało. Za krótką chwilę znów usłyszał ten sam głos i pomimo ogromnego zmęczenia i niewyspania zaczął ten dół kopać (sam nie do końca wiedział dlaczego). Gdy to zrobił położył się w nim i wyciągnął ręce do góry, by ocenić głębokość dołu. W tym momencie zobaczył jak krew spływa po jego ręce. Jak się już pewnie domyślacie, w tym momencie stracił kciuk. Nie czuł bólu z powodu zimna. Dziadek ledwo się schował w dole i wtedy zaczęły się strzały.
Przeżył jako jedyny. Dostał się do niewoli i obcego wojska, ale po wojnie udało mu się wrócić do rodziny. Zawsze powtarzał, że wtedy uratował go jego anioł stróż, bo gdyby nie wykopał tej dziury, już by go dawno nie było.

#OS1IQ

Moja mama to dość przesądna kobieta, to tak słowem wstępu. Kojarzycie przesąd, że gdy postawimy but na stole, to będzie kłótnia? Ja nie znałam.

Kupiłam sobie nowiutkie białe jak śnieg Supergi. Chciałam odciąć od nich metkę, więc na czas poszukiwań nożyczek położyłam but na stole w kuchni, gdzie moja rodzicielka w najlepsze zmywała naczynia. Wróciłam z nożyczkami, zadowolona, że w końcu założę nowe śmigacze na nóżki i moja mama wyskoczyła z owym przesądem.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że była kłótnia o to, że but jest na stole, a to może spowodować kłótnię...

#7JgzS

Witam Anonimków :)
Historia o podłożu erotycznym, ale postaram się łagodnie.

Kuzyn niedawno się ożenił. Kobieta mniej więcej w jego wieku (powiedzmy 25 lat). Jedynie na co rodzina kręciła nosem, to że owa kobieta miała już paroletnie dziecko.
W zasadzie koniec wstępu.

Po powrocie z pracy i ciepłym prysznicu poczułem chęć na... No chyba wiecie :) Część może się już domyślić co będzie dalej.
Włączyłem odpowiednią stronę, przygotowałem się i coś mnie wzięło na polskie ''kino''. Wreszcie wybrałem film i zaczynamy. Po pewnym czasie coś mi nie pasuje... No kojarzę tę twarz! Po dłuższej analizie jestem wręcz pewien, że to wybranka kuzyna. Co lepsze, sądząc po dacie produkcji filmu jej dziecko pasuje idealnie do ''9 miesięcy po''. W dodatku nasza rodzina jest mocno katolicka...
Chyba lepiej, że podzieliłem się tym tylko z Wami.

#nzEbA

Krótko zwięźle i na temat - jestem młodym woodstockowiczem.

Mówiąc młodym mam na myśli przed 30-stką, ale dawno po 18-stce.

W tym roku po raz kolejny zawitałem na najwspanialszym festiwalu świata, aczkolwiek było pod górkę, ponieważ mój szef powiedział, że nie będzie zatrudniał woodstockowego brudasa, co więcej, zupełnie świadomie odmówił mi już w marcu urlopu w tym okresie (żebym nie pojechał na Woodstock), mówiąc, że jak mi się nie podoba, to mogę odejść.

Byłem niesamowicie wkurzony, bo od kiedy po raz pierwszy zawitałem na najpiękniejszym festiwalu świata, wiedziałem, że tam jest moje miejsce i nie wyobrażam sobie roku, w którym nie pojechałbym tam. Więc tak, na tydzień przed Woodstockiem rzuciłem pracę, i powiedziałem szefowi, że uważam to za bardzo nieprofesjonalne, że wpieprza mi się w życie osobiste mówiąc gdzie mogę a gdzie nie mogę pojechać, i jak jemu nie odpowiada, że jego pracownik jest woodstockowiczem, to tutaj nasze drogi się rozchodzą. Odpowiedział mi pogardliwym tonem, że "miejsce brudasów jest na Woodstocku".

Nie powiem, byłem strasznie zestresowany, bo nie wiedziałem co zrobię po powrocie, gdzie znajdę pracę, nic, kompletna niepewność, ale powiedziałem sobie, że nie ma co się stresować - po festiwalu będę się martwił.

Wiecie co? Nie żałuję, jak zwykle było niezwykle, wspaniale, po prostu zajebiście! No i w trakcie Woodstocku opowiedziałem przy piwie tę historię całkowicie obcemu facetowi, od razu kazał mi dać mu namiary na mnie.

Zadzwonił do mnie dwa dni po festiwalu. Dzisiaj jest moim nowym szefem, który już dał mi urlop na przyszły Woodstock :)

Tak przy okazji: jestem programistą, ale większość ludzi i tak mówi, że na Woodstock jeżdżą głupie brudasy.
Dodaj anonimowe wyznanie