#rNIiX
5 października dowiedziałam się o moim nowotworze. Powiedziałam mu o tym dopiero po paru dniach i zaczęłam nalegać na rozstanie.
Może to i nierozsądne, ale doskonale wiedziałam, czego chcę. Nie byłam w stanie patrzeć jak rak wyniszczałby nas oboje. Mnie fizycznie, jego psychicznie. Spierał się, stawiał i zapewniał, że mnie nie opuści. I tego nie zrobił, bo to ja opuściłam jego.
Mój rak gościł w jego życiu przez rok. Odcięłam się od niego. Kazałam mu znaleźć kogoś innego, kogoś zdrowego, kogo nie straci przez durną chorobę. Obiecał mi, że się postara pod warunkiem, że ja zwalczę to cholerstwo. Po wielu próbach udało mi się wyrwać z sideł nowotworu.
Tydzień temu na niego wpadłam. Dosłownie zderzyłam się z nim, wybierając pomidory w sklepie. Mnie wypadły warzywa, a jemu portfel i siatka z zakupami. Pamiętam jak kątem oka patrzyłam jak wszystkie nasze zakupy krążą po sklepowej posadzce.
W ostateczności doszło do tego, że pozbieraliśmy wzajemne zakupy i musieliśmy się nimi wymienić. Nie wiem, ile staliśmy w tym sklepie, ale nie miało to najmniejszego znaczenia.
Chciałam wiedzieć co u niego. Jak ułożyło mu się życie. Czy ma do mnie uraz po mojej rezygnacji ze związku.
Okazało się, że ostatnio miał dziewczynę, ale im nie wypaliło. Radził sobie nieźle i w tamtej chwili był zbyt szczęśliwy, by rozmyślać nad naszym rozstaniem.
I wiecie co się okazało?
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że tym razem nowotwór zaatakował jego.
Da radę to zwalczyć. Ja dałam, więc on też.
I tym razem żadne z nas nie ma zamiaru się wycofać.
Trzymam za niego kciuki!
I tym razem ty się nie wycofasz, bo on na pewno tego nie zrobi
Wkurza mnie takie coś. W stylu "znajdź kogoś innego bo mnie stracisz.". Nie powinnaś się od niego odcinać. Wiem, że chciałaś to zrobić dla jego dobra, ale nie powinnaś.
Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie zasługuje na mnie. Ale to tylko ja tak naprawdę wiem, czego chcę i czego potrzebuję. Nikt inny tego nie wie.
Tak jak Ty nie powinnaś decydować wtedy za niego. To boli.
W każdym razie tym razem życzę powodzenia :)
Jak przeczytałem pierwsze linijki, zdębiałem - "7 lat temu urwałam kontakt z najlepszym przyjacielem. Nawet więcej niż tylko przyjacielem. Wyznał mi miłość i przetrwaliśmy w związku 2 lata. 5 października dowiedziałam się o moim nowotworze." - nie zgadza się tylko staż związku (u mnie było krócej) i nie pamiętam, czy to był 5 października - w każdym razie jesień. Dopiero dalsza część wyznania rozwinęła się inaczej. A już myślałem, że w końcu będę mógł się skontaktować po latach z moją ex :/
Trzymajcie się tam, oboje, będzie dobrze! :)
Może macie na siebie alergię?
Nie miał czasu myśleć o waszym rozstaniu? Mi by się przykro zrobiło, tym bardziej ze miałaś straszna sytuację.
Wyznanie zostało napisane chaotycznie. Co wkoncu zaszlo w tym sklepie? Zaczeli sie przyjaznic czy wrócili do siebie?
To że ty dałaśradę nie znaczy że on da. Wkużają mnie te zdania przepełnione amerykańskoscią, dumą, jak w filmie.
powiadasz, że cię WKUŻAJĄ?
A mnie "wkuża" twoja ortografia
NIE MA TO JAK ORTOGRAFIA I OPTYMISTYCZNE NASTAWIENIE DO ŻYCIA!
Otóż śmiem twierdzić, iż w nie każdym amerykańskim filmie są szczęśliwe zakończenia, a słowem"amerykańskością" obrażasz Amerykanów oraz świetne filmy z Ameryki.
Nie ma to jak pocieszać... Rozumiem że teraz w internetach fajne jest to nastawienie niczym u schopenhauera ale bez przesady...
Co do upadku warzyw, taka sama scena była w pewnej telenoweli.
Tyle, że głowna bohaterka wjechała rowerem na innego bohatera i rozsypała mu zakupy
Życzę zdrowia!
Ech, to powieściopisarstwo na anonimkach ;p