Lubię się ubierać na czarno. Połowa mojej garderoby jest w tym kolorze. Ostatnio jechałam na uczelnię autobusem, zatopiona w myślach, trochę śpiąca.
I nagle słyszę "O, kolejna, co morderstwa popiera, już protesty nie wystarczają, to łazi na co dzień jak straszydło jakieś".
Szczerze, to aż się rurki musiałam z wrażenia złapać. Już pomijam fakt, że owszem, na Czarnym Proteście byłam, ale przecież w autobusie nie stałam z żadnym transparentem.
Odwracam się i oczywiście Moher Komando, na pomarszczonej gębie iście katotalibska "miłość" do bliźniego, zmęczone torby z Biedronki na siedzeniu obok.
Mój zmęczony mózg wpadł jednakże na pomysł i odpowiadam MK cichym głosem:
- Szanowna pani, noszę żałobę po bliskiej osobie, więc pani uwaga była mocno nie na miejscu.
Babcia się zrobiła czerwona jak te siaty z Biedry i wypruła na najbliższym przystanku.
Cóż, jedyne po czym mogłabym mieć żałobę to zacofanie i brak kultury niektórych osób.
Dziś po raz pierwszy w moim życiu tłukłem kotlety na schabowe. Po skończonym zadaniu stwierdziłem, że już od dawna się tak nie zmachałem oraz podzieliłem się tą informacją z rodzicami. Mama się tylko uśmiechnęła, a tata powiedział:
- To znaczy, że już dawno nie byłeś sam w domu.
Nieswojo się teraz czuję nawet we własnym domu.
Mój chłopak jest z Rumunii, nie mówi nic a nic po polsku poza tym, czego go nauczyłam. A nauczyłam go rzeczy typu "jestem słodkim kotkiem" lub "kocham cię". Od jakiegoś jednak czasu, widząc ile frajdy jest dla mnie w tym, że słyszę rodzimy język, zaczął uczyć się polskiego. Zaczęło się niewinnie, któregoś ranka powiedział do mnie "jesteś moja kotek księżniczka". Ostatnio jednak jego miłosne wyznanie zwaliło mnie z nóg, bo w przypływie uczuć powiedział "kocham cię sprzedawać jak produkty finansowe". Spojrzałam jak na debila i pytam co miał na myśli, a on na to "projekty architektoniczne domków letniskowych". W tym momencie nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, a on się obruszył, że jak śmiem wyśmiewać jego uczucia. Niestety nie chciał mi powiedzieć skąd uczył się polskiego :)
Zacznę od tego, że kompletnie nie ogarniam niemieckiego, a uczę się go w technikum. Dostaliśmy za zadanie opisać naszą podróż do jakiegoś kraju. U mnie oczywiście w ruch poszedł tłumacz Google, zdawałam sobie sprawę, że to jest baaardzo zły pomysł, bo wszyscy wiemy jak to się zazwyczaj kończy.
Przetłumaczyłam, napisałam i zadanko gotowe.
Następnego dnia na lekcji pan sprawdzał prace i wyszło na to, że współżyłam z ludźmi w samolocie i sprawiło mi to radość...
Tak poprawiło to gościowi humor, że dał mi -5 :D
Moja mama zawsze marzyła o córeczce. Pierwszy na świat przeszedł syn, cztery lata później kolejny. Sześć lat później kolejna ciąża... i kolejny syn.
Jako jedyny z braci jestem ojcem. I marzę o synu. Mam dwie córki. Moja żona jest w trzeciej ciąży. Wczoraj byliśmy na USG.
Będzie Zofia. Jak moja mama :)
Cierpię na częste bóle brzucha i nudności, zwłaszcza wieczorami. Zaczęło się to trzy lata temu i postanowiłyśmy z mamą zapisać mnie na badania do szpitala.
W przerwie pomiędzy pobieraniem krwi a USG brzucha podszedł do mnie lekarz i spytał, czy nie chciałabym uczestniczyć w próbnym badaniu. Ogólnie chodziło o jakieś zobrazowanie odbytu. Ja miałam po prostu testować maszynę. Zgodziłam się i poszliśmy do sali obok, w której była pielęgniarka. Zdjęłam spodnie i majtki, po czym położyłam się na łóżku. Sam przebieg badania nie był zbyt przyjemny, no ale dało się znieść. Krótko mówiąc pan doktor włożył mi jakiś patyk do tyłka. Na jego końcu był balonik, który można było napompować. Balonik miał dawać takie uczucie, jakie się ma gdy chce się iść na dwójeczkę. Musiałam powiedzieć, w którym momencie poszłabym do łazienki, a w którym już bym nie wytrzymywała. Nie wiem dokładnie na jakiej zasadzie to działało, ale z każdym przyciśnięciem guzika balonik napełniał się powietrzem, a na ekranie pojawiały się kolejno wielokrotności liczby 10. Powiedziałam lekarzowi, że poszłabym do toalety, kiedy licznik wskazywał 190, a przy 230 spasowałam. Kiedy wpisywał wyniki okazało się, że system nie przewidział wyższego wyniku niż 200.
Cóż, bywałam w tym szpitalu jeszcze kilka razy i zyskałam tam przydomek "stalowy odbyt"... Pomimo tego i tak czytając wasze historie o kupie strasznie się boję, że przytrafi mi się coś podobnego ;)
Jakiś czas temu pomogłam chłopakowi, który miał atak padaczki. Zrobiłam wszystko tak, jak uczono mnie na kursach oraz zawodach PCK, które niejednokrotnie wygrywałam.
Krótko po tym pojechałam w odwiedziny do rodziców i opisałam im sytuację. Co usłyszałam od mojego taty? "Po co, wiesz, że gdybyś coś źle zrobiła, to byłabyś sądzona?".
I to powiedział mój ojciec, który sam jest lekarzem...
Ostatnio wyznałam chłopakowi, że mi się podoba.
I co? Gówno.
Dosłownie. W tamtym momencie puścił głośnego bąka i po chwili cały czerwony uciekł.
Od dzieciństwa mam uraz do myjni publicznych, jednak dziś przekonałam się i poszłam z chłopakiem na basen.
Trochę zdezorientowana idę za chłopakiem, przebieralnie wspólne, szafki obok siebie, trajkoczę coś w najlepsze i idę dalej za nim. Chłopak chyba się wyłączył, bo gdy zobaczył mnie pod prysznicem obok niego robił wielkie oczy i tylko wyszeptał: „ty, wiesz, że to męskie prysznice?”. Faktycznie. Wokoło sami faceci. Bez niczego na sobie.
Kojarzycie te sceny z filmów, gdy bohater powie coś głupiego i wszyscy wbijają w niego wzrok? Tak właśnie się poczułam.
Najlepsze, że gdyby by mi nie zwrócił uwagi, to nie zauważyłabym tych nagich mężczyzn wokoło :D
Historia na gorąco.
O moherach bądź co bądź. Trochę typowo, ale jednak i nie.
Do rzeczy...
Wracam sobie dzisiaj autobusem z pacy. Stoję w przejściu, na siedzeniach niedaleko mnie, tak zwanych "czwórkach", siedzą sobie dwie leciwe niewiasty. Widać po obu, że najchętniej całe dnie leżałyby krzyżem przed ołtarzem, w palcach jednej z nich był zapleciony różaniec.
Owe kobiety rozprawiały dość głośno o swojej nietolerancji wobec homoseksualistów.
W wypowiedzi usłyszałam zdania typu (przepraszam, ale to cytaty): "to nienaturalne", że tak chłop z chłopem!?", "że powinno to się leczyć, a jak nie to do gazu", "pe*alstwo to choroba" i temu podobne.
Naprzeciw nich siedział jeszcze bardziej sędziwy niż te babcie pan. Przysłuchiwał się im cichaczem, trzymając dłonie na swojej drewnianej lasce. Na słowa jednej z kobiet, że "Jak to tak można, samymi chłopami się otaczać!?", ów staruszek podniósł wzrok i skomentował krótko, ale dobitnie i głośno:
- W takim razie Jezus też pe*ał! Tylko ukryty!
Babcie szybciutko zamknęły swoje jadaczki :)
Dodaj anonimowe wyznanie