Cztery lata temu wracałem ze szkoły do domu. Trasa ponad 30 km., więc jeździłem autobusem. Nie było zbyt wiele wolnych miejsc, ale zobaczyłem jedno wolne, po chwili zorientowałem się, że to miejsce jest więcej niż wolne, to było miejsce moich marzeń, miejsce przeznaczone dla mnie i na które czekałem całe 19-letnie wtedy życie.
Na miejscu obok siedziała bowiem najpiękniejsza dziewczyna pod słońcem, istny anioł. Dosiadłem się, byłem zmęczony więc po kilku minutach intensywnego rozmyślania nad najlepszym sposobem na zagajenie rozmowy... zasnąłem.
Obudził mnie krzyk. Przez sen wypłaciłem jej takiego gonga łokciem (czasami lubię sobie szaleć przez sen), że mój anioł stracił przedniego zęba. To była skuteczna "bajera", bo umówiła się ze mną. Na 3-minutowe spotkanie, podczas którego nie spojrzałem się jej w oczy, tylko dałem pieniążki na leczenie ubytków w uzębieniu.
A Wy co? Nadal się boicie zrobić pierwszy krok? :)
Krótka historia o uroczej, dziecięcej niewinności.
Stoję sobie dzisiaj w osiedlowym warzywniaku, przede mną jeszcze kilka osób w tym młoda mama z córeczką, na oko 4-6 lat. I wtedy wchodzi ona, wszystkim dobrze znana roszczeniowa pani w wieku lat około 60. Grymas na twarzy, rozpycha się załadowanymi torbami, stęka i wzdycha. I stanęła sobie tak niepozornie tuż obok kolejki, niby po to, żeby obejrzeć tam jakieś pomidorki czy inne jabłuszka. I myk myk myk, babcia bezpardonowo wcina się w kolejkę przed rzeczoną mamę. Wszyscy widzą, zaciskają pięści i wzdychają, ale milczą, no bo starsza pani, a niech jej będzie, a co tam, niech stracę.
A mała bohaterka, staje sobie obok tejże babci i ciągnie ją za rąbek kurtki, mówiąc:
- Przepraszam panią, ale moja mamusia była pierwsza, nieładnie się wpychać.
Ta mina, ten rumieniec i to nerwowe "Nie, nie, nie dziecko, tak, tak, tak, ja wiem, ja tylko sobie tutaj tak..." - po czym szybka ewakuacja babci z warzywniaka.
I choć jej mama też się lekko zawstydziła i chcąc nie chcąc, musiała chociaż lekko zganić córeczkę, to chcę powiedzieć, że kochane są jednak te dzieciaki. Bierzmy z nich przykład i nie bójmy się zwracać ludziom uwagi.
Budzę się o 3.00 bez kołdry. Patrzę pod łóżko - nie ma. Rozglądam się po pokoju - nie ma. Jak można zgubić kołdrę w środku nocy? Trudno, śpię pod prześcieradłem.
6.00 rano, tata puka do mojego pokoju. W ręce trzyma moją kołdrę.
"Zgubiłam" ją w łazience. Otóż chciało mi się siku, ale było mi zimno, więc zabrałam ją ze sobą. Po załatwieniu potrzeby zostawiłam ją obok kibelka i poszłam spać dalej. JUŻ WTEDY NIE BYŁO MI ZIMNO. Mój mózg <3
Miałam kiedyś kota, a właściwie kotkę. Stworzenie kochane, ale tylko dla mnie, dla reszty domowników był to drapiąco-gryzący szatan wcielony. Nie dało się jej niczym przekupić, zwyczajna mała diablica.
Akcja właściwa dzieje się wtedy, kiedy mnie nie było w domu przez jakiś czas, i znam jedynie z opowieści rodzinki. Otóż szanowny tatko postanowił utrzeć kotu nosa i wprowadził dla naszej salonowej diablicy rygor wojskowy. Kot za każde przewinienie był ganiany ze spryskiwaczem i spryskiwany wodą przez tatusia. Tatuś był wniebowzięty skutecznością tej metody, kot przez kilka dni chodził jak zegarek, a jak nie chodził, to się chował i spał.
Ale życie byłoby zbyt piękne, gdyby tak było, kicia obmyśliła plan zemsty, prawie doskonały. Tatko mówił, że kota nie było widać cały dzień i był spokój.
Nastał wieczór, rodzinka idzie spać. W nocy dał się słyszeć straszliwy wrzask tatusia, niejeden szewc mógłby się uczyć. Wiecie co się stało? Kicia nasrała na śpiącego tatę płynną, śmierdzącą sraką. Ta słodka menda nawet trafiła tatkę w twarz tym gówno strumieniem. Po całym zajściu kota nie było praktycznie widać do mojego przyjazdu, tata ignorował kota, a kicia przemykała obok niego cichaczem.
Czasami żałuję, że nie jestem kotem, zemsta byłaby tak prosta, jak posiedzenie na tronie.
Witam anonimowych! Czytam tę stronę od dłuższego czasu, jednak do tej pory myślałem, że nie mam historii, która nadawałaby się na tę stronę. Tak było do ostatniej piątkowej imprezy.
Słowem wstępu: Jestem 20-letnim chłopakiem, który do tej pory myślał, że jest w 100% hetero.
Historia właściwa zaczyna się na ww. imprezie, na której polało się zdecydowanie za dużo alkoholu. Oprócz kilku znajomych bawiła się na niej moja eks ze swoim obecnym chłopakiem (nazwijmy go X). Po kilku głębszych z rozmowy wynikło, że jest on biseksualny, na początku zignorowałem ten fakt, jednak wraz z biegiem imprezy coraz bardziej zjadała mnie ciekawość. Wyszliśmy na papierosa na balkon (ja, on, moja była i jeszcze 2 znajomych). Zaczęła się rozmowa na temat zbliżeń z innymi chłopakami, po jednym z takich żartów X powiedział ze śmiechem "jak jesteś taki odważny, to dawaj". No i całowałem się z chłopakiem swojej eks na jej oczach!
Ta historia zmusza mnie do refleksji nad moją seksualnością, szczególnie że mi się to podobało, a on sam całował lepiej niż większość dziewczyn, z którymi się zbliżyłem.
Nie żałuję tego co zrobiłem, uznaję zasadę, że wszystko jest dla ludzi ;)
PS Dla zobaczenia miny mojej eks było warto!
Dzisiaj otrzymałem już trzeci telefon w tym tygodniu od nauczyciela mojego syna. Za każdym razem chodziło o to, że syn zasnął na lekcji.
Za karę schowałem synowi konsolę Xbox, aby miał nauczkę i więcej spał, zamiast grać. Mój syn postanowił się zemścić i...schował moją insulinę.
Kilka dni temu miałam noc poślubną, na którą czekałam latami. Ba! Jak każda kobieta, czekałam na nią całe życie. W końcu po ślubie i weselu, doczekałam się. Pomimo zmęczenia, byliśmy spragnieni siebie.
Wiedziałam, że to ta noc, noc na którą czekałam i którą zapamiętam na całe życie... Ten moment, którego pragnie każda z nas. "Upojna noc poślubna" minęła szybko, nawet bardzo... Po dwudziestu trzech sekundach... Dzięki mężu!
Tak się niefortunnie złożyło, że trafiłam do szpitala ze złamaną nogą. Spędziłam tam kilka dni. Podczas jednego z obchodów zauważyłam młodego lekarza, który od razu mi się spodobał.
Gdy podszedł do mojego łóżka i spytał o moje samopoczucie, ja byłam myślami zupełnie gdzieś indziej. Normalnie zakochałam się! Odruchowo spojrzałam na jego ręce i zauważyłam obrączkę. Pomyślałam "cholera, on jest żonaty, nic z tego."
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jednak powiedziałam to na głos...
O tym jak pewne wydarzenie z życia spowodowało u mnie największą traumę.
Był to widok mojego ojca, który łapał matkę za włosy i rytmicznie uderzał nią o drzwi. Uderzał do momentu, kiedy drzwi się rozwaliły a ona przeleciała przez nie do przedpokoju. Mój pies trząsł się ze strachu a ja byłem jak sparaliżowany.
Mama leżała cicho na podłodze, w końcu jęknęła głucho. Ojciec podszedł do niej i zaczął ją poklepywać po plecach, tak jakby chciał ją obudzić. Zaśmiał się cicho i zaczął do niej mówić: "Kaśka, nie śpisz? Ej, Kaśka, no kurwa obudź się!"
Śmiał się przez chwilę a potem stał i wzdychał. Trącił ją nogą i poszedł do salonu. Po 10 minutach, mama wstała. Poszła do swojej sypialni i słyszałem jak z trudem łapie oddech. Nagle usłyszałem jak upadła na podłogę
Nie mogłem się ruszyć, nie mogłem wstać. A ojciec traktował ją tak bardzo często, po prostu nie wiedziałem jak zareagować. Może gdybym mógł się cofnąć w czasie to bym do niej podszedł, podniósł z podłogi. Nie siedziałbym nieruchomo na łóżku. Miałem wtedy 12 lat.
To wspomnienie mnie prześladuje. Kto do kurwy nędzy śmieje się zaraz po tym, jak pobił bezbronną osobę? Nigdy nie zapomnę tego przerażającego śmiechu...
Nienawidzę balonów.
Potwornie boję się tych worków wypełnionych powietrzem. Boję się tego, że wybuchną. Nie znoszę samego widoku balonów. Wszelakie imprezy bywają dla mnie koszmarem. Na moim własnym weselu nie było ani jednego małego balona. Nawet tych parówek - gąsienic, zwał jak zwał. Żadnego. Nawet zabaw z balonami nie było.
Komiczne sytuacje z tym związane:
Pracuję jako kierownik sali w restauracji. Gdy widzę pompowanie balonów, uciekam gdzie pieprz rośnie. Wszystko tylko nie to. Zaglądam do sali po skończonej dekoracji i tylko pokazuje kciuka w górę lub każę poprawiać. Przeważnie to pierwsze.
Gdy widzę dzieci z balonami, to mam palpitacje serca. Mam wrażenie, że zaraz te balony zdepczą albo przebiją. Uciekam. Kiedyś z tego powodu zostawiłam moich małych siostrzeńców samopas na imprezie dziecięcej.
A teraz najlepsze: Jestem wielką fanką wszelakich gum balonowych. Kilkakrotnie nawet zakleiłam sobie nimi usta. Mogę je żuć całymi dniami i robić wielkie balony.
Moja fobia jest bardzo nielogiczna. Jak to mówi mój mąż: Przecież jesteś kobietą, nie musisz myśleć logicznie.
Dodaj anonimowe wyznanie