Miałam genialny pomysł jak wyjść z friendzonu. Cały pomysł wyglądał tak: ja, on i dwie koleżanki jedziemy do kina na bardzo popularny film. One specjalnie wsiadają do złego tramwaju i kłócą się ze mną i z nim, że tu będzie szybciej i podają absurdalną trasę. Wchodzą do tramwaju i rzucają wyzwanie: "Tak? To zobaczymy kto będzie pierwszy...". Ja i on myślimy sobie jacy to my mądrzy i spędzamy wspólnie czas rozmawiając.
Plan zrealizowaliśmy wczoraj.
Wsiadł z nimi.
Będzie krótko i na temat.
Podniecają mnie krzywe zęby...
...Jestem dentystą.
Do wieku około 10 lat miałam tak jasne włosy, że za każdym razem, gdy jechałam do sąsiedniego, trochę większego od mojego, miasta, obcy ludzie pytali mnie, czy rodzice pozwalają mi w tak młodym wieku farbować sobie włosy... albo martwili się, że już siwieję.
Mając osiem lat, gdy nie mogłem zasnąć, zamykałem oczy i kierowałem twarz w stronę poduszki. Naglę przenosiłem się do świata fantastyki. Zawsze schemat był ten sam.
Ogromne laboratorium oraz pracownia, gdzie byłem wstanie konstruować przeróżne wynalazki, niczym Dexter z bajki animowanej.
W ostatni weekend odwiedziłem rodziców. W tym samym pokoju czekając aż zasnę zamknąłem oczy i skierowałem twarz do poduszki.
Jedyną rzeczą jaką zobaczyłem, była przenikliwa ciemność. Nic więcej poza nią.
W tej chwili doszło do mnie, że minęło okrągłe 15 lat.
Aż mi się oczy zaszkliły...
Mam to szczęście posiadać dar, jakim jest umiejętność cieszenia się ze wszystkich, nawet tych najdrobniejszych rzeczy :)
Wczoraj wieczorem na ten przykład cieszyłam się jak głupia, gdy przygotowując kolację znalazłam w kuchni obieraczkę i nie musiałam męczyć się obieraniem nożem :D Uśmiech nie schodził mi z twarzy przez pół godziny!
Polecam to każdemu, nawet nie wiecie, ile pięknych chwil przecieka wam przez palce, doceniajcie chwile! :)
Ostatni tydzień szkoły, wracam sobie wesoło do domu z lekką torbą, w której mam już jedynie dokumenty i chusteczki. W pewnym momencie podchodzi do mnie lekko zapuszczony, dosyć młody mężczyzna ze sporym i podartym przy okazji plecakiem na sobie i zapytuje, która godzina. W mojej przewrażliwionej na punkcie ostrożności głowie zapala się lampka "Oho, pewnie chce obczaić, gdzie chowam telefon!". Mówię więc pierwsze co przychodzi mi do głowy:
- Niestety, nie mam przy sobie telefonu...
Ale w tym momencie przypominam sobie, że godzinę sprawdzałam jakieś 2 minuty wcześniej, spoglądam więc na nadgarstek, na którym mógłby być zegarek i spokojnie kończę:
- ...ale jest jakieś 27 po czternastej.
Po czym szeroko się do niego uśmiecham i odchodzę.
Gość miał dosyć ogłupiałą minę, ciekawe dlaczego...
Czy po tym, jak urosły wam pierwsze włosy łonowe, naszła was myśl, by je zgolić? Bo mnie niekoniecznie. Za to mojej mamie owszem...
Pewnego razu, kiedy byłam pod prysznicem, mama weszła na chwilę do łazienki i ukradkiem spojrzała na mój "busz" i stwierdziła, że powinnam dawno się golić. Wzięła maszynkę do golenia i przystąpiła do pracy.
Tak więc pierwsze włosy łonowe zgoliła mi mama.
Kilka lat temu kupiłam samochód powypadkowy za pół darmo. Podczas wypadku uszkodzone były tylne lewe drzwi, zostały wyklepane i naprawione. Auto świetne, jednak z tymi drzwiami był problem, bo nie chciały otwierać się od wewnątrz.
Pewnego dnia wracałam ze znajomymi z imprezy, pierwszego po drodze miałam wyrzucić kumpla, który siedział właśnie przy tych felernych drzwiach. Wjechałam na zatokę autobusową i już miałam wysiąść, żeby otworzyć kumplowi od zewnętrznej strony, kiedy wyprzedził mnie kolega siedzący z tyłu i puścił ziomka bokiem.
W tym momencie od boku mojego wozu odbił się rozpędzony samochód z jakimś debilem za kierownicą, a my zamarliśmy. Gdybym ja wtedy wysiadła z auta i zaraz po mnie mój kumpel, to prawdopodobnie już byśmy nie żyli. Gdyby drzwi się otwierały od wewnątrz, to mój kumpel już by nie żył. I wiecie co? Nie naprawiłam tych drzwi. Znowu je wyklepaliśmy :D, ale nie otwierają się nadal. Tak miało być. A co do frajera, który przygrzmocił w moje auto - dostał zasłużoną karę.
Mam 28 lat i nigdy w życiu nie zamówiłam w barze mojito, bo nadal nie mam pojęcia, jak to się wymawia.
Wczoraj spędziłem cały dzień w łazience. Nie dlatego, że dopadły mnie cyrki jelitowe, a dlatego, że skończył się papier akurat w momencie, gdy przyszedłem robić "dwójkę". W łazience były tylko patyczki do uszu i takie waciane płatki mojej dziewczyny. Nie wiem, jak wytłumaczę jej zniknięcie całej tuby wacików.
Dodaj anonimowe wyznanie