Miałam jakieś 4-5 lat. Pewnego dnia zorientowałam się, że między mną a mym starszym bratem są różnice anatomiczne. Nie miałam "siusiaka"! Niezwłocznie poinformowałam o tym starszego brata. On wówczas powiedział, że wyzna mi super tajemnicę. Tak naprawdę to nie jestem dziewczynką. Urodziłam się jako Maciuś, ale rodzice mając już synka chcieli córeczkę i obcięli mi "ptaszka". Rozbeczałam się.
Nie pamiętam, czy z żalu za utraconym "siusiakiem", czy z powodu np. życia w zakłamaniu ;) Brat w mądrości swej uprzedził mnie również, że absolutnie nie mogę się przyznać rodzicom, że znam prawdę. Proceder obcinania "ptaszków" jest nielegalny (!) i jeśli oni się dowiedzą, że ja wiem, to z obawy, że komuś rozpowiem, będą musieli mnie oddać do domu dziecka (???).
Stłumiłam w sobie żal i tak żyłam sobie sądząc, że jestem Maciusiem do mniej więcej połowy podstawówki.
Od około 2 miesięcy umawiam się z piękną i cudowną kobietą. Tydzień temu wyznała mi, że ma męża. Nie powiem, odrobinkę mnie to załamało, ale uznałem, że skoro jej to nie przeszkadza, to ja również mogę to kontynuować. Nie byliśmy w żadnym poważniejszym związku, jedynie randki w kinie, a później kolacja u mnie w domu...
Wczoraj zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy mam czas wieczorem na małe co nieco. Odpowiedziałem, że przykro mi, ale jestem już umówiony z przyjaciółką na piwo do baru. Zostałem więc przez nią zwyzywany, po czym oskarżyła mnie o zdradę i uznała, że nie zasługuję na szacunek.
Ach te kobiety...
Niech to wyznanie będzie dla Was przestrogą oraz zobrazowaniem mojej bezmyślności.
Przeglądałam oferty pracy na OLX i znalazłam coś interesującego dla mnie. Po wysłaniu CV nikt się nie odezwał, więc znalazłam pracę gdzie indziej. Po upłynięciu około miesiąca odezwał się pracodawca z informacją, że tamta oferta jest nieaktualna i ma dla mnie inną propozycję, chciał abym wzięła udział w płatnym badaniu konsumenckim. Praca polega na testowaniu akcesoriów kuchennych przez okres 30 dni, po czym wysyłam formularz z opinią o danym produkcie i otrzymuję 350 zł, a akcesoria stają się moją własnością.
No i jak z czegoś takiego nie skorzystać? Podpisałam umowę, wysłałam odpowiednie dokumenty, jak również otworzyli mi nowe konto w banku "x", na które wyraziłam zgodę. Tutaj muszę zaznaczyć, że wszystko odbywało się mobilnie, kontaktowaliśmy się przez e-maila i telefoniczne. Za jakiś czas otrzymałam rzekomy produkt. Upłynął termin i wysłałam formularz, otrzymałam odpowiedź, że za dwa tygodnie otrzymamy kod blink, przy pomocy którego wyciągnę wynagrodzenie z banku. Wszystko spoko, ale w międzyczasie otrzymałam kartę płatniczą do banku "y", którego nie otwierałam.
Dopytałam mojego obecnego pracodawcy czy to jego sprawka, ale on zaprzecza, następnie próbuje kontaktować się z pracodawcą od akcesoriów, ale zero kontaktu - przepadł jak kamień w wodę. Pognałam do banku "y", do którego dostałam kartę, kobieta za biurkiem robi wielkie oczy, jak to możliwe?!
Sprawdza, ale nic z tego nie wynikło, ona nie ma żadnych informacji, jedyne co mi pozostało, to złożyć reklamację z wyjaśnieniami o otwarciu rachunku. Reklamację otrzymałam, rachunek w banku "y" otworzył się przez płatność pannypaiment w banku "x" (WTF?!). Pognałam ponownie do banku tym razem do "x". Kolejna kobieta za biurkiem mi nie dowierza, ale sprawdza i widzi, że były drobne płatności. Następnie sprawdza i mówi mi, że mam założone dodatkowo konto w banku "z" gdzie oczywiście konta też nie zakładałam, a rzekomy pracodawca robi drobne przelewy jakby sprawdzał czy ktoś się tym zainteresuje. Kobieta stwierdziła, że sama procedura założenia rachunku jest niezgodna z ich, więc jak to możliwe? Stwierdziła, że to co jej opowiedziałam i z tym co widzi w komputerze podchodzi pod pranie pieniędzmi.
Natychmiastowo zawiesiła mój dowód. Ogólnie mówiąc wyszło na to, że pracodawca otwiera bez mojej wiedzy i zgody konta w bankach na moich danych, ale dane kontaktowe się nie zgadzają z moimi. Policja stwierdziła, że to nie jest przestępstwo, bo nie jestem poszkodowana, jednak przyjęli moje zgłoszenie. Na odchodne usłyszałam, że mają nadzieję, że nie oni będą musieli zajmować się tą sprawą.
A teraz czeka mnie obchód po wszystkich możliwych bankach.
Opowiem wam dzisiaj o moich najgorszych urodzinach.
Rok temu ja, mój brat oraz jego koledzy przeżyliśmy horror. Ale od początku.
Panicznie boję się klaunów, lalek, pacynek i innych tego typu zabawek, plus mam klaustrofobię. Doszło nawet do tego, że zemdlałam podczas "Obecności". Mój brat natomiast z kolegami lubuje się w mrocznych kreacjach, strasznych historiach i najgorszym - prankach. To się dobrze skończyć nie mogło.
Rok temu, gdy to premierę miała "Obecność 2", wszystko wypadło tak, że film został wypuszczony w tym samym dniu, w którym miałam urodziny. Po milionach próśb, gróźb i obiecanek zgodziłam się iść z tym debilem. Pominę fakt, że większość filmu siedziałam z zasłoniętymi oczami. Ważniejsze co stało się później.
Gdy wyszliśmy z kina, a raczej on wyszedł, a ja podpełzłam, oświadczył, że ma dla mnie niespodziankę. Zakrył mi oczy chustą, wsadził w samochód, po czym zawiózł do jak się okazało swojego kolegi. Nadal z zawiązanymi oczami wrzucili mnie do jakiejś kanciapy 2x3 m. Najgorsze jednak stało się gdy zdjęłam opaskę.
Wszędzie te przebrzydłe okropne lalki, które zobaczyć można w filmach, maska klauna, lalki-dzieci, które były w rozsypce i ona - półmetrowa lala patrząca tymi szklanymi ślepiami.
Wszystko co dalej opiszę, znam tylko z opowieści.
Jak się nie wydarłam po zobaczeniu tego pomieszczenia. Zaczęłam walić w drzwi, płakać i prosić, ale dla nich to było arcyzabawne. Ba! Te pół mózgi to jeszcze nagrały, bo przecież będzie "fejm".
Po godzinie, od kiedy przestałam się odzywać (czyli w tym schowku siedziałam około dwóch godzin) wreszcie postanowili mnie wypuścić. Oj, to się zdziwili.
Siedziałam w kącie, cała we krwi (musiałam uderzyć się gdzieś w głowę), z rozerwanymi ubraniami, przy okazji nucąc "Był sobie król..." na uspokojenie. Pokój był rozwalony, wszędzie leżały lalki, a ta największa siedziała u moich stóp z rozwaloną czachą. Po chwili, gdy wreszcie na nich spojrzałam znów zaczęłam krzyczeć, tylko tym razem rzuciłam się na jednego z nich, myśląc, że nadal jestem zamknięta.
Jak się okazało miałam napad paniki lvl hard, be nie dość, że nie było ze mną kontaktu, to na dodatek mój mózg odgrywał scenariusz z "Obecności".
Jak się skończyło?
Przesiedziałam dobre dwa tygodnie na oddziale psychiatrycznym zamkniętym, ponieważ podejrzewano u mnie schizofrenię. No i atakowałam dzieci z lalkami. Teraz jedynie biorę naprawdę mocne tabletki na uspokojenie, czasami śpię z mamą, ale ogólnie da się przeżyć.
A mój brat? Górniak dostał taki opiernicz, że przez miesiąc nie mógł normalnie na dupie siedzieć, bo go tak bolała. Na dodatek sam dyrektor (chodzimy do tej samej szkoły) obniżył mu i reszcie debili zachowanie o dwa. To i tak dobrze, biorąc pod uwagę niektóre wasze historie.
A ja? Nadal nienawidzę lalek! :)
Dokładnie rok temu oblałam się wrzącą herbatą. Nie dość, że święto, to na dodatek urodziny mojej mamy. Skończyło się na wizycie w szpitalu i ogólnie rozwalonym dniu.
Po powrocie do domu leżałam załamana w swoim pokoju i zastanawiałam się jak wielka blizna mi po tym zostanie. Oczywiście cała rodzina, jak o tym usłyszała, natychmiast przybyła ze standardowymi tekstami: "Nie martw się", "Za rok nie będzie tego widać" itd.
Humor poprawiła mi dopiero moja dziesięcioletnia kuzynka tekstem: "Nie przejmuj się, ja cię będę na wózku inwalidzkim wozić".
Do dziś nie wiem czy naprawdę chciała mi pomóc, czy po prostu uważała wożenie kogoś wózkiem za powód do "szpanu".
Kilka lat temu, gdy byłem w 3 klasie gimnazjum, moje wypracowanie z języka polskiego zjadł pies nauczycielki.
Gdy byłam mała, zawsze przed snem odmawiałam "paciorek". Na jego zakończenie modliłam Się do Anioła Stróża: "Aniele Boże Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój, rano wieczór, we dnie w nocy, bądź mi zawsze KUPO mocy".
Strasznie nie podobało mi się, że anioł ma być KUPĄ. Wieczór w wieczór kładłam się spać sfrustrowana z obrazem dzielnego anioła przemieniającego się w guano.
Przeglądałam ostatnio zdjęcia z wesela, na którym byłam i nie mogłam znaleźć żadnego zdjęcia, na którym bym dobrze wyszła. Trochę "przypał", że byłam na tym weselu panną młodą.
W te wakacje rodzice zapisali mnie na miesięczny "obóz" - tak naprawdę to była wakacyjna szkoła z powtarzaniem materiału. Dopiero teraz, na początku września, jak ciotka przyszła pogadać to mama pokazywała jej zdjęcia i dowiedziałem się, że wszyscy poza mną byli... na Hawajach.
Tym razem męska logika. Dziś byłam świadkiem rozmowy, która zaczęła się od ochrony środowiska, a skończyła na "czy i jak można bezpiecznie uprawiać seks z rurą wydechową od diesla". Tak, że ten...
Dodaj anonimowe wyznanie