#llOCk
Minęło sporo czasu, zanim się wyczaiłam czemu wkleja mi się zupełnie coś innego. :D
Tak, jestem blondynką. ;)
#GNOlx
Wyobrażam sobie, że znajduję się w tundrze i jestem wielkim czarnym smokiem, a kołdra to moje skrzydła. Muszę się nimi otulić, by wygenerować ciepło dla swoich smocząt (pluszaki), które są jeszcze za małe, by przetrwać zimno. Dla efektu, który pozwoliłby mi się wyciszyć wyobrażam sobie, że polują właśnie na mnie ludzie i muszę kamuflować się w lesie leżąc nieruchomo pod spróchniałym drzewem. Ostatecznie wtedy nuży mnie sen.
Efekt jest ciekawszy, gdy śpię z narzeczonym, bo on w dwóch wersjach jest traktowany albo jako smok-partner, albo ciepła skała wulkaniczna, do której można się wtulić dla ogrzania. Jeszcze mu tego nie wyznałam, ale mówi, że czasami warczę przez sen.
Fantastyka nie jest tylko dla dzieci :)
#lKJf1
Jadę tramwajem zmęczona po robocie. Siedzę. Miejsc wolnych powoli brak. Na jednym z przystanków wsiadają dwie babcie. Jedna zdołała usiąść, druga nie miała tyle szczęścia. Normalnie ustępuję starszym miejsca, ale styrana po wielu godzinach stania zwyczajnie bym się obaliła. Co obmyśliły? Przyjdą postękać na młodzież? Nieee... Babcie mnie zaskoczyły, poszły w myśl zasady "i wilk syty, i owca cała". Co przystanek się zmieniały - raz siedziała jedna, raz druga. Gdy już nadeszła pora i mój przystanek - podeszłam do nich z propozycją, by jedna z pań cupnęła sobie na moim miejscu, na co stwierdziły, że nie trzeba, one się wolą nagadać.
Morał? Nie wszystkie babuszki to wredne staruchy :)
#vXlYU
Sąsiad lubi "umilać" życie innym. Ma jakieś 62 lata, udaje schorowanego dziadzia. Problemem dla niego są parkowane auta. Przy naszym bloku są 2 ulice, na których jest naprawdę dużo miejsc. Do tego pod blokiem jest 7 dodatkowych miejsc. Ubzdurał sobie, że jedno jest jego. Samochód tam trzyma cały czas, w zasadzie mało co nim jeździ. I spoko, niech parkuje. Ale po co przypieprza się do innych samochodów? Sąsiedzi nie chcą iść na policje, bo boją się większych zniszczeń.
Na początku zostawiał kartki, że nie mieszkamy tu, więc mamy wypieprzać. Mam tablicę z sąsiedniego powiatu, bo auto jest na tatę, a mieszkanie odziedziczyłam po dziadku. Co jakiś czas krzyczał z okna, żebym zabrała samochód. Jego żona to samo, tyle że ona się boi pofatygować osobiście do mnie. Po kartkach zaczęło się niszczenia auta, zakleił mi zamki. Kupę kasy kosztowało mnie naprawienie ich. Sąsiadka powiedziała, że widziała, jak grzebał przy moim aucie, ale na policję nie pójdzie, bo i jej zniszczy.
Potem zaczęły się groźby. Krzyczał do mnie, że wyśle mnie na cmentarz i osobiście dopilnuje, bym trafiła tam przed nim. Wszystko nagrałam, poszłam na policję. Oni nie mają żadnych podstaw, by coś z tym zrobić.
Zmieniłam auto i był spokój pół roku. Już wie czym jeżdżę i codziennie sypie mi okruchy po całym aucie. Mam porysowany dach i maskę przez ptaki (głównie wrony czy coś podobnego). Na szybę wylał klej, próbował do niej przykleić wycieraczki. Ostatnio przeszedł sam siebie, w czasie parkowania otworzył mi drzwi i próbował mnie wywlec na chodnik. Jeżdżę automatem i mało brakowało, a zatrzymałabym się na samochodzie zaparkowanym obok. Zdążyłam wrzucić neutral. Znowu zaczął się odgrażać, wyzywać.
Porysował mi cały samochód. Dopiero co zrobiłam tył u lakiernika. Teraz załatwił mi oba błotniki przednie i wyrwał kierunkowskaz boczny. Policja dalej nie może nic zrobić.
Chętnie wykupiłabym garaż, ale nie mamy w pobliżu żadnych. Rozmowy też nic nie dały. Miał dobry kontakt z moim dziadkiem. Próbowałam mu tłumaczyć, że jestem wnuczką, to tylko się darł "kłamiesz, dziwko!". Chciałam zamontować kamerę w oknie, ale w nocy nic nie widać z 4 piętra. Prosiłam spółdzielnię o zgodę na kamerę na budynku, tuż nad wejściem do klatki. Nie dostałam jej.
Nie mam pomysłu, co mogę jeszcze zrobić. Przymierzam się do kolejnej zmiany auta, żeby mieć trochę spokoju.
#jRxgd
Był tylko jeden problem - konto premium, a raczej jego brak; konieczne, żeby kupować większość ubrań, mieć więcej pokoi, moc samej projektować coś poza rajstopami i szalikami (autentyk). Miesięczny dostęp można było otrzymać między innymi przez wpisanie kodu otrzymanego po wysłaniu SMS-a, płatnego pewnie kilkanaście złotych.
Więc co robiłam, chcąc zyskać dostęp do konta premium najbardziej na świecie? Podbierałam rodzicom telefon? Chociaż im o tym powiedziałam, z nadzieją, że wydadzą na mnie tę horrendalną kwotę?
Nie, grzeczne dziecko przez dwa lata regularnie ślęczało nad okienkiem do wpisywania kodu, który miał przyjść SMS-em, próbując go zgadnąć.
#MrAWG
A mianowicie, jestem pasywem (dla niewiedzących - tym na dole) i mój partner jest bardzo dobrym kochankiem podczas gry wstępnej - potrafi mnie rozpalić do granic możliwości, ale jest o wiele gorzej podczas akcji właściwiej, ponieważ... penis mojego chłopaka jest bardzo mały - co prawda nigdy nie pytałem o dokładne wymiary, ale podczas erekcji ma co najwyżej 4 cm. Wyczytałem, że przypadłość ta nazywa się mikropenis i można odpowiednimi operacjami powiększyć interes o kilka centymetrów, ale... nie mam pojęcia, jak mogę poinformować o tym chłopaka - nie chcę wpędzić go w jeszcze większe kompleksy (przez długi czas nie chciał współżyć...), ale seks z nim ani trochę mnie nie satysfakcjonuje - praktycznie go w sobie nie czuję i często podczas stosunku muszę jednocześnie się mastrubować, aby dojść do finiszu...
Odpowiadając na pytania - nie, nie mogę być "na górze", bo przyjemność odczuwam tylko wtedy, gdy czuję kogoś w sobie. Wibratory również odpadają - z tego samego powodu, co pogadanka o tym problemie.
Z charakteru jest dla mnie idealny i nie jestem w stanie wyobrazić sobie związku z kimś innym, ale ta sytuacja powoli mnie wykańcza.
#pGK6a
Można to zwalić na słodkie dziecięce wyobrażenie świata, ale jest małe ale. Byłam tego pewna do momentu, w którym w wakacje pomiędzy gimnazjum/liceum przyjechała do nas rodzina z daleka. Kiedy spacerowałam z ciotką i wujkiem po podwórku, to natrafiłam na ten nieszczęsny oset. Stwierdziłam wtedy, że bardzo nie lubię tych kaktusów. O dezorientacji i niezrozumieniu mojego problemu chyba nie muszę mówić. Ciocia z lekkim niedowierzaniem zapytała, czy mówię o roślinie zwanej oset, a ja potwierdziłam nie chcąc wyjść na głupią. Później zapytałam mamy, dlaczego oni na kaktusa powiedzieli oset. Odpowiedź: "bo tak się nazywa" zwaliła mnie z nóg.
Przez jakieś 16 lat ani rodzice, ani nikt z rodziny nie zwrócił mi na to uwagi. A ja... No cóż poczułam się jak idiotka, oszukana idiotka.
PS. Nadal mówię na tę roślinę kaktus.
#9PlkJ
Uprzedzając wszystkich - źle się czułem, by pójść po wodę do kuchni. Ledwo doszedłem do klatki uszaka.
Do dziś mam wyrzuty sumienia, że królik nie miał przez cały dzień wody.