#RKttN

Trzy lata temu potrącił mnie samochód. W efekcie skończyłam na wózku, w wieku 25 lat. Świat mi się zawalił, dosłownie nie chciało mi się żyć.

Mój chłopak wspierał mnie i codziennie rano wymieniał powody, dla których warto walczyć. Nie zostawił mnie, wręcz przeciwnie, zamieszkaliśmy razem, a rok temu mi się oświadczył. Dzięki niemu na nowo odnalazłam w sobie siłę i poczułam szczęście. Tak po prostu, zaczęłam cieszyć się z prostych rzeczy - z dobrego obiadu, pięknej pogody, uśmiechu przypadkowej osoby na ulicy, z kota leżącego na moich kolanach.

Dzisiaj chodzę o kulach, narodziła się dla mnie nadzieja. Wiem, że to dzięki mojemu chłopakowi, który swoją miłością mnie uratował. Dziękuję. I każdemu z Was życzę takiej miłości.

#VfKTD

Moja dziewczyna jest na diecie – trąbi o tym wszem i wobec od tygodnia. Wczoraj zaprosiła mnie na obiad do McDonald’s. Trochę się zdziwiłem, więc zapytałem, czy zrezygnowała z diety. Odparła oburzona: „Chyba zwariowałeś, do cheeseburgera wezmę tylko colę i sałatkę”.

A potem regularnie słyszę lament po każdym wejściu na wagę.

#cLUL8

Mam na imię Martyna, mam 23 lata i jestem matką 10-miesięcznej córeczki. W sumie to nie wiem jak dobrze zacząć to wyznanie, chciałam napisać po prostu o tym jak bardzo krzywdzące jest teraz myślenie (zwłaszcza młodych ludzi), w moim wieku, trochę starszych jak i młodszych. Panuje moda na atakowanie młodych matek, często są one nazywane MADKAMI i właśnie o to w tym chodzi.

Nawet nie wiecie jak mi jest przykro, kiedy idąc przez miasto słyszę w moim kierunku "o idzie kolejna madka". Nie jestem nią, nie zachowuję się jak patologia, dla której ta nazwa została nadana. Kiedy komentuję coś w internecie, wyrażając własne zdanie, zaraz jest masa komentarzy wyśmiewających to, że jestem durna madka, że mam wracać do garów czy zająć się dzieckiem tylko dlatego, że mam profilowe z dzieckiem.

To nie fair, nie spędzam w internecie całego dnia, jeśli znajdę chwilę dla siebie to korzystam z tego, nie zaniedbując tego co muszę czy mam zrobić. To, że mam dziecko nie znaczy, że jestem tępa. Staram się jak mogę żeby wychowywać Małą na dobre dziecko. Nie krzyczę na nią, pokazuję świat, uczę, nie pozwalam sobie na zmianę pampersa w miejscu do tego nie przeznaczonym, może dwa razy mi się zdarzyło, kiedy naprawdę nigdzie po prostu nie było przewijaka, a i tak wykorzystałam do tego wózek, tak żeby nikt nic nie widział. Na plaży nie rozbieram do naga. Jeśli płacze, staram się uspokoić i jeśli jest bardzo kryzysowo odchodzę gdzieś na bok żeby innym nie przeszkadzać. Czasami nie da się nad tym zapanować, wiadomo, ale robię co mogę.

Nadal karmię piersią i nie raz zdarzyło mi się robić to w parku na ławce czy nawet i restauracji, ZAWSZE się zakrywam, nigdy nikogo nie zmuszam do oglądania moich piersi, a i tak nie raz się zdarzyło, że jakaś dziewczyna czy chłopak skomentowali to w podły sposób, często gęsto nazywając mnie właśnie madką. Za każdym razem to słowo jest po prostu wypluwane jak jad w moją stronę i mocno podkreślane w sposób prześmiewczy I chamski.

Kiedyś zapytałam jednego chłopaka w wieku mniej więcej 16/17 lat dlaczego tak do mnie mówi, skomentował krótko - nie ma teraz normalnych matek. Cóż, nie skomentowałam, stwierdziłam, że nie mam po co. Z internetem teraz nie wygrasz, bo jeśli większość mówi, że jesteś madka tylko dlatego, że masz dziecko, to widocznie tak jest i ludzie zaczynają mieć takie zdanie. Oczywiście muszę zaznaczyć, że nie mówię tu o wszystkich ludziach, bo i normalni chodzą po tym świecie. Chciałam po prostu zwrócić jakoś uwagę, że nie każda młoda mama to chodząca patologia, która żyje z 500+ i żebrania w internecie na "horom curke". Jestem MATKĄ, a takie docinki po prostu mogą zaboleć. Pozdrawiam Was Anonimowi! :)

#8EHDp

Umówiłem się na randkę z nowo poznaną dziewczyną, zaprosiłem ją na kolację do dość drogiej restauracji. Wydałem tego wieczoru dobre cztery stówy. Spytacie dlaczego zmarnowałem tyle hajsu na kolację z przypadkową panną?

Nie, nie po to, żeby się pochwalić na Anonimowych. Po to, żeby zobaczyć ile zdjęć nasra. Laska robiła tyle fot, że ostatecznie wpieprzała zimne żarcie. A ja już wiem, że więcej się z nią nie spotkam.

Taka wiedza jest warta więcej niż cztery stówki. Niektórzy, nim tę wiedzę posiądą, marnują całe miesiące swojego życia na związek z idiotką z Instagrama.

#EKmTo

Mam 30 lat. Moja dziewczyna 34. Jest bardzo ładna i od początku nam się dobrze układało. Jesteśmy ze sobą od 3 lat. Jednak od ponad roku zaczął się mój koszmar. Jest strasznie zazdrosna i robi mi jazdy o wszystko. Podam kilka przykładów.


1. Wyszedłem na chwilę na parking do auta, jakaś kobieta podeszła i zapytała czy mogę jej pomóc ponieważ zepsuło jej się auto, i chce go zepchnąć na pobocze. Powiedziałem ok, w międzyczasie zadzwoniła dziewczyna. Gdy powiedziałem co się stało, była w 2min (mimo że mieszkamy na 3vpietrzę) i zrobiła mi jazdy, że dlaczego pomagam jakiejś ''ku... e'', niech ktoś inny pomoże.


2. Stoimy w kolejce po lody, jakaś para stoi przed nami. Po odejściu na bok moja luba mówi' 'ale miała krótkie spodenki' i zaczyna krzyczeć:
- Dlaczego nie patrzyłeś?! Pewnie jakby mnie nie było, to byś patrzył!


3. Jesteśmy w pizzerii czekamy na zamówienie. W TV leci jakiś teledysk, odruchowo go oglądam. Nagle ona zaczyna krzyczeć dlaczego patrzę na ku...y w telewizji...


4. Znajomi wypytują czy oglądałem ''Kobiety mafii''. Nie oglądałem, ponieważ moja dziewczyna powiedziała, że nie będzie oglądać tej ku..y, cycoliny (Dody). Zresztą o każdy film jaki tylko wybiorę jest awantura, jeżeli będzie jakakolwiek scena rozbierana i dlatego nic nie oglądamy.


5. W firmie, w której pracuję, jest kantyna i kucharka, która robi herbatę. Kiedyś jej o tym wspomniałem, przerwę mam dość krótką, ledwo siądę, zjem i muszę wracać. Jednak ona stwierdziła, że na pewno o rozmawiam sobie z kucharką, dlatego nie piszę z nią całą przerwę na messengerze.

Oprócz tego o wypadzie z kolegami choćby raz na pół roku do baru mogę zapomnieć, ponieważ stwierdziła że tam są na pewno ''ku.. y''.
Oczywiście wiadomości na moim telefonie są codziennie przeglądane i sprawdzane. Dziennik aktywności na Facebooku też. Sprawdzanie co polubiłem. Jeśli polubiłbym zdjęcie jakieś koleżanki jest ostra awantura. Więc tego nie robię. Interesuje mnie Wasza rada. Co zrobić żeby było normalnie? Kocham ją bardzo, jednak to wszystko jest dla mnie chore. Bo to jest tylko kilka przykładów, a takie sytuacje są codziennie :(

#1lvgW

Moja narzeczona spytała mnie, co zrobię, jeśli kiedykolwiek po ślubie się rozejdziemy. Odpowiedziałem jej, że nigdy nie pozwolę jej odejść i nie dopuszczę do rozwodu. Ucieszyła się i pocierając w dłoni nóż do mięsa powiedziała, że „bardzo dobrze, bo nie zamierza być rozwódką - jeśli już, to jedynie wdową”.

Zacząć się bać? Do ucieczki zostało zaledwie kilka dni.

#aLVhQ

Dużo ostatnio czytam o pozostawianiu dzieci samych sobie, podrzucaniu ich rodzinie, nieodpowiedzialnych rodzicach... Za każdym razem mam w głowie pewną historię.

To było ponad 20 lat temu, nikt już nie pamięta dokładnie kiedy, ale nie chodziłam nawet do przedszkola. Tata pracował w delegacjach, a mama na 3 zmiany, tak że gdy była w pracy, opiekowała się mną babcia. Babcia najczęściej przyjeżdżała do nas i tak też było tego dnia.

Mama wyszła na 6 rano do pracy, babci jeszcze nie było, bo jak się później okazało, autobus się popsuł na trasie i było opóźnienie. Ja spałam w domu, więc rodzicielka stwierdziła, że czekać niestety dłużej nie może, a ja nie powinnam się obudzić i poszła. Tylko że ja się obudziłam i ku mojemu przerażeniu nie zastałam nikogo w domu. Przerażona i zapłakana otworzyłam sobie drzwi, widocznie nawet zamknięte na klucz nie były dla mnie problemem i... poszłam szukać mamy. To był koniec listopada, do tej pory pamiętam, jak było zimno. A ja boso, tylko w piżamie, wybiegłam na osiedle i pobiegłam gdzieś przed siebie. Chodziłam między blokami, gdy zaczepił mnie jakiś pan. Nie kojarzyłam go, ale wydawał mi się miły, bo spytał co tu robię sama i gdzie jest moja mama. Zaproponował, że poszuka jej razem ze mną. Wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę takiej opuszczonej fabryki, która znajdowała się z tyłu osiedla, pamiętam, że pytałam go co miałaby robić tam moja mama, ale wcisnął mi jakiś kit, w który uwierzyłam i ufnie szłam razem z nim.

Miałam dużo szczęścia. Sąsiad, dobry znajomy moich rodziców, akurat wracał z nocnej zmiany i nas zauważył. Podbiegł, wyrwał mnie temu facetowi i uderzył go. Nie wiem co z tym gościem stało się dalej. Pan Marek zabrał mnie do swojego domu i tam w oknie czekaliśmy na przyjazd babci. Po tym zdarzeniu rodzice zamykali drzwi tak, żeby nie dało się ich otworzyć od środka, a gdy mama miała na rano do pracy, babcia zostawała u nas na noc.
Dodaj anonimowe wyznanie