#9m6I3

Gdy byłam małą dziewczynką, to czasem zabierałam mamie stanik i zakładałam na siebie, wypychając go zwiniętymi kulkami papieru toaletowego. Dzięki temu zabiegowi wyglądałam jakbym miała biust. Moja rodzicielka śmiejąc się serdecznie głaskała mnie po głowie mówiąc:

- Najdroższa. Jeszcze kiedyś będziesz miała serdecznie dosyć swoich piersi. Zaufaj mi.


Minęło piętnaście lat, a ja w dalszym ciągu zakładam stanik i wypycham go papierem toaletowym...

#cVaPb

Będzie obrzydliwie i anonimowo. Jako dziewczynka uczęszczająca do podstawówki, nie podcierałam się po zrobieniu tzw. Dwójki. Nie wiem co miałam w głowie, ani dlaczego to robiłam. Co więcej - czasami w szkole tak bardzo nie chciałam iść do toalety, że parę razy po prostu się zes... w majtki.



Trwało to może miesiąc, może dłużej. Kompletnie nie mam pojęcia dlaczego zaprzestałam tego procederu. Dlaczego to rozpoczęłam również. Pewnie miałam coś z głową... No cóż. Na szczęście mi tak nie zostało.

#TvIZe

Dawno dawno temu, pod jakimś wyznaniem, jedna z użytkowniczek rzuciła swój autorski pro tip dla facetów. Stwierdziła, że jeśli mężczyźni będą robić krótkie notatki podczas ważnych okazji spędzanych ze swoimi drugimi połówkami, to później zrobią na nich wrażenie, że tak wszystko pamiętają.

Jakiś czas później miałem okazję to wypróbować. Skoro dziewczyny podobno uważają to za romantyczne, to czemu nie? Zapisywałem sobie jaka była pogoda, co jedliśmy, gdzie, co miała na sobie... Robiłem tak po naszej pierwszej randce, pierwszych walentynkach, pierwszych wspólnych urodzinach, sylwestrze, pierwszym razie itp.
Nawet nie wiecie ile radości miała moja dziewczyna, gdy na ostatnią rocznicę wyrecytowałem "poemat" o naszych pamiętnych uroczystościach. Była zachwycona, choć doskonale wiem, że to nie była twórczość najwyższych lotów.
Wielkie dzięki, anonimowa koleżanko.

#3B2ZE

Niedługo ma odbyć się nasz ślub. Po rozdaniu zaproszeń oczekiwaliśmy na potwierdzenie przybycia przez gości. Jedni odpowiedzieli w terminie, inni spóźnili się z odpowiedzią, a jeszcze inni w ogóle nie potwierdzili.

W związku z tym, że w restauracji miałam obowiązek podać dokładną liczbę gości, to zaczęłam dzwonić do tych, którzy nie odpowiedzieli. Jak się okazało wywołałam swoim zachowaniem ogromny skandal. Ponieważ pytając "dobrego kolegę'' mojego narzeczonego czy w ogóle przyjdzie, czy będzie sam czy z osobą towarzyszącą (nie dał odpowiedzi wcześniej), stwierdził, że możemy go wykreślić z listy gości skoro ja wydzielam mu miejsca przy stole... Na ślub i wesele nie przyjdzie. Nie pomogły tłumaczenia i przeprosiny (chociaż nie wiem tak naprawdę za co).

Za chwilę przeprowadzę się do przyszłego męża, a w jego okolicy już uchodzę za "damę ze spalonego teatru'' i materialistkę. Z takim prostactwem i chamstwem nie spotkałam się nigdy w życiu. Na koniec mogę dodać, że "kolega'' zna się z moim narzeczonym od dziecka, a potraktował nas w taki sposób..

Rada dla przyszłych małżonków: Dobrze przemyślcie swoją listę gości jeżeli organizujecie wesele.

#w8Ucj

Przeziębienie - leczone trwa tydzień, nieleczone 7 dni. Problem zaczął się wtedy, gdy piąty tydzień nie ustępował mi kaszel. Lekarz robi osłuch; nic tu nie ma. Prześwietlenie, morfologia - czysto. Alergia, brak. Tydzień L4, ustępuje i nawraca. Leki, inhalacje, nebulizacje, syropy, nic.

Przeziębienie zawsze trwa u mnie tak samo: dzień rozbicia, dzień bólu gardła, dzień kataru i 3 dni kaszlu. Ten schemat jest identyczny od wielu lat, jednak tym razem zawiesiłem się w fazie kaszlu, "program" nie odpowiada.

Co zrobiłem - wykorzystałem nieśmiertelną radę ludzi z IT - wyłącz i włącz. Celowo się przeziębiłem ponownie i przeszedłem całą drogę od bólu gardła po kaszel.

Przeszło...

#3EHPH

Od marca nie mieszkam z mężem. Wyprowadziłam go po tym jak kolejny raz nie wrócił do domu na noc. Zaryczana, że moje życie pachnie jakąś patologią, spakowałam jego rzeczy, spakowałam też jego puste butelki po ruskiej wódce. Sobie zostawiłam tylko pieniądze, których nam ciągle brakowało (uzbierałam w sumie 2300). Porozmawiałam z rodziną, która dała mi ogromne wsparcie i dopiero teraz uświadomiłam sobie jak źle mi było z nim. Przestałam płakać.

Z kasa stoję o niebo lepiej.



Mam spokój, którego nikt nie burzy złością, że ręcznik spadł na podłogę lub buty dziewczynek nie są jeszcze wyczyszczone. Tak, mój jeszcze mąż miał obsesję. Wszystko na już podane na tacy, łącznie z du*ą przed spaniem. Nauczyłam się bzykać i nic już nie czuć. Po prostu robił swoje i kładł się spać. Jeden raz nauczył mnie tego.

Jak zgwałcił mnie ten jeden raz? Obudził mnie z rękami zaciśniętymi na mojej szyi i kazał go sobie wsadzić. Broniłam się, ale nie miałam szans. W trakcie pluł na mnie i dusił i ciągle powtarzał, że jestem głupia świnia, a gdy już zaczynałam tracić świadomość, przestawał i od nowa musiałam go wkładać. Później użył butelki po wódce. I dociskał ją nogą. Gdy skończył postawił mnie na podłodze i wymazał całą krwią, mówiąc "czemu płaczesz misiu?? Może na policje zadzwoń?".


Parę dni po tym znowu się upił i powiedział, że dziś powtórka. Zamknęłam się u dzieci w pokoju. Ciągle myślałam, że nikt mi nie uwierzy, a tylko wstydu dzieciom narobię, bo to się szybko rozniesie.
Teraz mieszka u siostry i blaga o to żebyśmy nie niszczyli rodziny.
Długie, wiem. Wyrzuciłam to z siebie w końcu.

#HMpJ3

Odkąd moja siostra urodziła, stała się madką, moja mama zastała bapcią(?), a moje życie koszmarem. Siostra jest ode mnie sporo starsza, ma już 2 dzieci (7 i 3 lat, jeden ojciec nieznany, a drugi tylko płaci alimenty) i niestety wynajmuje mieszkanie na tym samym osiedlu. Szlag mnie trafia od tego, co się dzieje.



Moja siostra co chwile coś odwala, a moja mama zawsze ją popiera. Żali się, że wyprosili ją z restauracji bo karmiła piersią? "Jak oni mogli, co za skur...". Tylko, że ja nie raz widziałam jak siostra karmi. Dwa cycki na wierzch, bo inaczej ją bluzka uwiera i pod żadnym pozorem się nie zakryje, bo to naturalna sprawa. Ostatnio się oburzała, że jej biedna córeczka została pobita w szkole przez inne dziecko, a jego durna matka śmie twierdzić, że to jej biedactwo zaczęło bójkę i prześladuje tego okropnego bachora i wyzywa od grubasów. Przecież jej dziecinka taka nie jest, a nawet jeśli tak mówi, to ma prawo, bo ten dzieciak jest ohydnym, spasionym tłuściochem, a swoimi słowami zmotywuje go do odchudzania.


Na moim życiu też to się odbija. Buty mi się rozwaliły? Mam poczekać, bo córeczka Agusi ma urodziny i trzeba jej kupić coś wyjątkowego. Mam sprawdzian, od którego zależy moja ocena? Agusia jedzie do spa i muszę pilnować jej bachorów, a przy nich nie dam rady się uczyć. Koleżanki planują wspólną naukę do testów gimnazjalnych? Nie ma mowy, Agusia i mama planują babski wieczór, a ja mam się zająć bachorami. Minimum 3 razy w tygodniu pilnuje tych bachorów, bo dziećmi tego nazwać się nie da. Każde rodzinne wakacje to katorga, biorą mnie tylko po to, bym była opiekunką, a odmówić nie mam prawa.


We wakacje koleżanka wyjechała z rodzicami na 2 tygodnie, a mnie zostawiła pod opieką swoją kotkę z małymi (moja mama się zgodziła)... Nie dopilnowałam. Siostra przyszła z bachorami na pogaduchy, pralka w kuchni chodziła, a ja akurat myłam naczynia. W pewnym momencie usłyszałam koci wrzask i krzyki siostry. Podczas mojej nieuwagi, te bachory poszły do mojego pokoju, kotki nauczone miłości musiały się do nich łasić. Gdy weszłam do pokoju, starszy bachor ryczał podrapany, jedno z kociąt leżało martwe na ziemi, a siostra kopała ich matkę, bo rzuciła się na jej bachory.


Natychmiast zapakowałam wszystkie koty do pudełka, musiałam się z nimi tłuc pół godziny zatłoczonym autobusem (dobrze, że miejsca mi ustąpiono) i sama zapłacić za leczenie. Według weterynarza kociak miał skręcony kark. Jego matka wymagała poważnej operacji.


Straciłam oszczędności, najlepszą przyjaciółkę i połowę wakacji, bo dostałam absolutnie wszystkie kary jakie tylko się dało. Nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności. Według siostry takie małe urocze zwierzęta są po to, żeby dzieci mogły się nimi bawić, a ja nie miałam prawa sprowadzać agresywnej kotki do domu, w którym tak często przebywają dzieci.

#00IEU

Mieszkam za granicą, a w mojej szkole używamy laptopów zamiast podręczników. W tym roku dostaliśmy nowe modele, takie z ekranem dotykowym i wszystkimi bajerami. Fajna sprawa, jednak wiadomo, że owych laptopów możemy używać tylko do spraw edukacyjnych, tak że Facebooka na matmie nie mogę sprawdzić. Co innego z Anonimowymi... Nie jest to typowa strona, jak np. Instagram czy Twitter, więc szkoła od razu blokować nie może. Dalej, jest to polska strona. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale ludzie, którzy nadzorują naszą działalność, jakimś cudem nie zablokowali żadnych stron zagranicznych. Tak że czasem podczas lekcji, gdy skończyliśmy cały materiał i mieliśmy 5-10 minut na odrobienie zadania czy coś, to ja wchodziłam na Anonimowe. Wszystko pięknie, ładnie, nikt nigdy mnie nie zablokował. Do czasu.

Tego feralnego dnia mieliśmy zacząć pisać wypracowanie. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy, a wiedząc, że mam czas (jak codziennie) do 23:59, to po prostu weszłam na Anonimowe. Czytam, czytam, a tu nagle wyskakuje całej klasie (włącznie ze mną oczywiście) komunikat od administratora, że wchodzimy na nieodpowiednie strony. Wszyscy zaczynają się rozglądać wokół siebie, szukając winnego. Mnie oblał zimny pot, już widzę siebie u dyrektora, ale nic potem się nie stało. Ja wyszłam z Anonimowych, zapomniałam o sprawie i koniec.

Na następny dzień zostałam wezwana do pokoju technicznego. Ze mną była jeszcze pani w rodzaju wicedyrektorki. Oczywiście wezwanie w sprawie moich Anonimowych. Najpierw dostaję naganę i wykład o tym, jak nie szanuję własności szkoły. Potem mam jeszcze raz pokazać stronkę. Wicedyrektorka patrzy, czyta, ale widzi, że to obcy język. Nie ma żadnych zdjęć, ale wystrój strony jest "mroczny", więc nadal patrzy podejrzanie. W końcu pyta co to za strona i w jakim języku. Wiedząc, że mamy w szkole tłumacza polskiego, palnęłam, że to... białoruski. Kobieta patrzy dziwnie i mówi, że to przecież nie wygląda na "russian". Ja natomiast ucieszona mówię, że oczywiście, że nie, bo to "belarusian". Kobieta patrzy jeszcze bardziej podejrzanie, chyba wątpi w istnienie tego języka. W końcu wiedziałam, że nic innego mi nie zostaje jak pogrążyć się kompletnie w kłamstwie. Zaczęłam płakać. Technik w szoku, wicedyrektorka też. Więc ja mówię, że tęsknię za Polską, moim krajem ojczystym, moimi przyjaciółmi, a "Anonimowe" to polsko-białoruski odpowiednik Facebooka, coś w rodzaju VK (którego szkoła zablokowała po tym, jak wielu Ukraińców z niego korzystało). Potem jeszcze wspomniałam o tym, jak w Polsce prawie wszyscy znają białoruski, tak jak na Ukrainie rosyjski.

W skrócie :zostałam wysłana do psychologa, żeby się uspokoić, ostatecznie pozwolono mi z mojego "Facebooka" korzystać, ale tylko podczas lunchu. Nie mam pojęcia jakim cudem to przeszło, ale na całe szczęście nauczyło mnie to nie wchodzić już na Anonimowe podczas lekcji. Dziękuję i dobranoc.

#762eK

Poznałam dziś siostrę mojego chłopaka. Byliśmy umówieni we trójkę w kawiarni... nie tego się spodziewałam. Podczas rozmowy poruszała tematy polityki, tolerancji, uchodźców itp. Gołym okiem było widać, że jest jak najbardziej za pomocą wszystkim i przeciw mowie nienawiści. Mimo, że to nie jest dobry temat na rozmowę zapoznawczą, pomyślałam sobie, że fajnie, że jest tolerancyjna. Niestety ta tolerancja się jej na mózg rzuciła.


Zostałam zwyzywana od katoli, nietolerancyjnych suk i innych takich. Zrobiła mi taką awanturę, że wszyscy się na nas gapili. Nie dała mi nawet się wytłumaczyć czy nawet słowa powiedzieć. Na koniec rzuciła we mnie garścią torebek cukru i stwierdziła, że nie zgadza się aby jej brat umawiał się z takim gównem jak ja. Chciała go wyciągnąć z kawiarni, ale on się nie dał, dlatego wrzasnęła, że ona tak tego nie zostawi i wybiegła. Chłopak zapłacił za wszystko i też wyszliśmy, było nam tak wstyd, że nie mieliśmy ochoty dopijać kawy.


Co takiego zrobiłam, że okazałam tak okrutnie wielki przejaw nietolerancji? Podczas dyskusji powiedziałam "sekty buddyjskie". No cóż, studiuję japonistykę i wydaje mi się, że mój wykładowca jednak lepiej wie jak nazywa się odłamy buddyzmu.

A od chłopaka przed chwilą dowiedziałam się, że jego siostra nagadała mamusi i dostał absolutny zakaz zadawania się ze mną, bo: "nacjonalistka, która uznaje swoją religię jako jedyną słuszną, jest niebezpieczna dla otoczenia i może sprowadzić go na złą drogę, nie daj boże kryminalną" (cytat mniej więcej dosłowny).



Chłopak ma to oczywiście gdzieś, jego matka jest podobno rozsądna, więc ma zamiar z nią jutro pogadać i przedstawić prawdziwą wersję wydarzeń, bo z rozmowy jasno wynikało, że sprawa została mooooocno podkoloryzowana. A jeśli się nie uda, to przecież dorosły jest i nie musi się słuchać mamusi.


Tak na koniec: Ludzie, co się z wami ostatnio dzieje? Ćpacie coś na tych spotkaniach w sprawie tolerancji? To naprawdę nie jest jedyna tego typu sytuacja z jaką się ostatnio spotkałam. Czasem nawet wstyd mi się przyznać, że mam identyczne poglądy, bo jeszcze mnie zaliczą do "typowych lewaków". Zniszczyliście feminizm, a teraz niszczycie tolerancję...
Dodaj anonimowe wyznanie