#kRx6R

Wyznanie dziewczyny, która pamiętała z przedszkola kochanka swojej mamy przypomniało mi o tym, że w moim dzieciństwie było podobnie, tylko że to tata miał kochankę. Mam jeszcze starszego brata, ale tylko mnie tata zabierał na spotkania z kochanką, ponieważ miała ona córkę w moim wieku. W czasie gdy ja bawiłam się z tą dziewczynką, tata siedział np. przy stoliku z kochanką i całował się lub trzymał za ręce.

Zazwyczaj na spotkania jeździliśmy do mało uczęszczanego baru/restauracji na obrzeżach miasta. Pewnego razu, jak to małe dziecko, zapytałam mamy (przy tacie), czemu tata całował się z inną panią niż mama. Tata okropnie się wtedy zdenerwował i zaczął na mnie krzyczeć, że nie wolno tak brzydko kłamać, mama mu wtórowała. Strasznie mną to wstrząsnęło, do tej pory pamiętam, jak te oskarżenia mnie bolały.

Mama po jakimś czasie nakryła tatę z kochanką u nas w domu. Nigdy mnie nie przeprosiła za to, że mi nie uwierzyła.

#3r56r

Poruszyły mnie bardzo wyznania dziewczyn, które były poniżane na porodówce. Dlatego, że sama byłam w podobnej sytuacji.

Jestem po 3 CC i pech chciał, że dreny w drugiej dobie wyjmował mi za każdym razem ten sam lekarz. Po pierwszym tekście w stylu: "Nie syczy. Jak robiła, to nie syczała, a teraz narzeka!" przebeczałam pół dnia. Za drugim razem olałam głupi tekst, przewróciwszy tylko oczyma. Ale za trzecim razem postanowiłam się odegrać.

Kiedy strzelił swoje sztampowe hasło, powiedziałam: "A żebyś ch... wiedział." Popatrzył na mnie z niedowierzaniem i ... poszedł do następnej pacjentki. Położne, które dotychczas tłumaczyły, że doktor ma specyficzne poczucie humoru, tylko tłumiły wybuch śmiechu.


Nigdy nie byłam taka z siebie dumna, jak wtedy. Chociaż na co dzień jestem raczej pokorna i taki tekst nie przeszedłby mi przez gardło.

#Wv4Rb

Zawsze odpisuję na SMS-y. Zawsze odbieram telefon. Jeśli naprawdę nie mogę odebrać - oddzwaniam. Nie kłócę się, a jak już się zdarzy, pierwsza wyciągam rękę. Nie położę się spać zanim nie będę ''na czysto" z tymi, którzy chociaż na chwilę zagrzali miejsce w moim serduszku. Dlaczego?

Kiedy miałam 8/9 lat, zmarł mój dziadek. Niewiele wtedy rozumiałam, ale było mi baardzo przykro. Nigdy jednak nie było mi bardziej przykro, niż kiedy kilka lat później, przy okazji jakiejś wieczornej rozmowy, mama opowiedziała mi coś, co rzuciło cień na całe moje życie.
Dziadek miał raka płuc, leżał w sanatorium. Dzień przed Wszystkich Świętych odwiedzili go moi rodzice. Na łóżku obok nieznajomy starszy pan kroił sobie jabłka. Mój dziadek uwielbiał jabłka. Powiedział wtedy, że owoce sąsiada tak pięknie pachną i ma na nie wielką ochotę. Ze względu na późną godzinę mama powiedziała, że nigdzie nie dostanie już jabłek, ale jutro na pewno mu przywiozą. Nie przywieźli, nie zdążyli... Następnego dnia o tej godzinie jechali do umierającego dziadka, by ostatni raz się z nim pożegnać...

Pierwszy raz miałam wtedy okazję zobaczyć kogoś, kto nie zdążył i posłuchać historii, której nie może sobie wybaczyć... Zobaczyć moją mamę, tak bliską mi osobę, żyjącą z poczuciem winy... i nigdy nie chciałabym sama nie zdążyć. Żyć ze świadomością, że mogłam, że to była taka błahostka, wystarczyło trochę fatygi, chęci, ale nie zdążyłam... Dlatego żyję z myślą, że każda chwila może być tą ostatnią i liczy się tylko to, co tu i teraz.

Odpisuję na SMS-y, by jutro nie zostać z tym nieodpisanym. Odbieram telefon, bo boję się rozmowy, która nigdy nie będzie dokończona. Nie chodzę spać pokłócona, bo nigdy nie mam pewności, że będzie jeszcze czas żeby przeprosić, wyjaśnić, wysłuchać... I być może wychodzę na naiwną i taką, która zawsze pierwsza wyciągnie rękę, nawet gdy wina jest po drugiej stronie, ale śpię spokojnie, że gdy dla kogoś nie nadejdzie jutro, kropka będzie stała tam, gdzie powinna.

#1akwJ

Wczoraj wieczorem moja babcia poprosiła mnie, abym nauczyła ją obsługi Skype’a, bo jej koleżanki ostatnio bardzo to zachwalały. Wpadłam więc do niej do domu z szybką wizytą. Ściągnęłam program na jej komórkę, zalogowałam się na moje konto, powiedziałam co i jak, a na końcu, aby pokazać, jak to działa, zadzwoniłam do mojego narzeczonego, który od dwóch tygodni jest na delegacji w Rzymie.

Biedny, myślał, że skoro jest wieczór, to „będziemy sami”. Nie spodziewał się tego, że przed kamerą siedzi moja starowinka - babcia. Gdyby to wiedział, to pewnie nie odebrałby tego połączenia będąc całkiem nagi, z abażurem na głowie i skarpetką zgrabnie naciągniętą na swój sprzęt. Chciał być po prostu zabawny, a skończyło się moim głębokim zażenowaniem i tym, że moja babulka prawie na serce padła.

#e27FB

Było ok. 18, wracałam do domu komunikacją miejską. O tej godzinie w moim mieście jeździ taki bardziej bus.
Miałam do przejechania ze trzy przystanki, dlatego usiadłam blisko drzwi, naprzeciwko młodego chłopaka. Ów dżentelmen uznał, iż idealnym zajęciem dla zabicia czasu będzie wyciskanie sobie ropnych krost z twarzy. Może przebolałabym to, gdyby nie fakt, że rozgniatał swoje "zdobycze" między paznokciami i zjadał.

Zwymiotowałam gościowi na kolana, po czym uciekłam z autobusu.

Współczuję kierowcy, bo musiał dojechać z moimi wymiocinami do zajezdni. Chłopaka mi nie żal.

#relWz

Spytałam koleżanki, jakich perfum używa. Podała mi nazwę, więc postanowiłam je kupić. Kosztowały jakieś katastroficznie szalone ilości pieniędzy, no ale czego się nie robi, żeby seksownie pachnieć?

Zamówiłam przez internet dużą butelkę, dość mocno nadszarpując swój budżet, tylko po to, by przekonać się po pierwszym psiknięciu, że mam od nich wysypkę.

#aAV45

W piątek wzięłam koc i siedziałam na balkonie tylko po to, żeby posłuchać odgłosów imprezy na innym piętrze i muzyki Dawida Podsiadło, która tam leciała. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem na imprezie, że w ogóle mam znajomych, że wszyscy się cieszą, że tańczę z jakimś chłopakiem do słów "witaj, nieznajomy, pytanie do ciebie mam..." i że przytulamy się do siebie, delikatnie bujając się w rytm muzyki.

Tej nocy zapłakałam dwa razy. Raz nad tym, że jestem takim życiowym przegrywem. Drugi raz nad tym, że jeżdżę na wózku i wiem, że nigdy nie zatańczę.
Dodaj anonimowe wyznanie