#csEKy

Gdy dziś rano zadzwonił budzik, moja dziewczyna stwierdziła, że "nie da rady, musi dalej spać". Wiecie co zrobiła? Wzięła do autobusu poduszkę oraz maskę na oczy do spania. Poszła spać i ustawiła sobie budzik, by zadzwonił przed przystankiem, na którym wysiada. Uznała, że nie będzie się przejmować spojrzeniami ludzi, „w końcu i tak będzie spać”.

Przyznam, że trochę zazdroszczę jej tej beztroski.

#uAAUJ

Kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze chodziłem do podstawówki, miałem w klasie przyjaciela. Obaj byliśmy z biednych rodzin i obaj dużej postury. Naszymi przeciwieństwami byli dwaj szczypiorki z naszej klasy. Byli również z "lepszych" rodzin, więc szybko chcieli obrać sobie mnie i przyjaciela za swoje ofiary. Tyle tylko, że nie zawsze im to wychodziło.

Któregoś razu dostałem swoje pierwsze pieniążki do szkoły (od starszej siostry). Przyjaciel od razu o tym wiedział, bo już w drodze do szkoły wymyślaliśmy co upolować w szkolnym sklepiku. Zanim jednak do tego doszło, nasze plany stały się zagrożone! Pomiędzy naszą dwójką a dwójką cwaniaczków kolejny raz doszło do szarpaniny, w której to moje pieniążki rozsypały się na pół korytarza... Oni od razu zaczęli wszystko chwytać, a raczej próbowali, dopóki mój przyjaciel tego nie zauważył. Z pełnym bojowego nastawienia wrzaskiem rozdał się słowami "zostawcie to, to pieniądze A.!!!" i tak zaczął nimi rzucać, że sam byłem w szoku. Fizycznie nikt nie ucierpiał (chyba), więc zaczęliśmy zbierać moje pieniądze.

Wkładając je skąd wyleciały, poczułem, że... moja kasa ciągle była w mojej kieszeni! Od razu stwierdziłem, że musieliśmy zebrać pieniądze któregoś cwaniaczka, ale zachowałem to dla siebie. I te wszystkie słodkości, na które na co dzień nie mogłem sobie pozwolić, smakowały jeszcze lepiej z wiedzą, że to nasi nieudolni oprawcy stawiali.

#XdbR4

Z moją obecną żoną jesteśmy ze sobą od gimnazjum (czyli jakieś 14 lat). Małżeństwem jesteśmy od lat 6.

Dogadujemy się świetnie, jest nam ze sobą dobrze, często gdzieś razem wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi, mamy wiele wspólnych zainteresowań, często też będąc w domu dostajemy głupawki i robimy przeróżne dziwne rzeczy, które bardziej pasują do rozwścieczonych 5-latków, a nie dorosłych ludzi. Po prostu się kochamy i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Naprawdę nam ze sobą dobrze.

Jest jednak jeden problem. Nie mamy dzieci. I tu pojawiają się lamenty matek, babć i wszystkich ciotek. "Ile można czekać", "Ja to chyba nigdy babcią nie zostanę", "Tacy młodzi, dobrze zarabiają, spokojnie by troje utrzymali", "Ja w waszym wieku to już miałam dwoje". Jakoś to spokojnie znosimy, coś tam na odczepkę odpowiemy i ucinamy temat.

Trochę głupio im wszystkim powiedzieć, że nigdy nie uprawialiśmy seksu...

#jhxmF

Jestem dwudziestoparoletnim chłopakiem, raczej przeciętnym, sylwetka normalna, morda zwyczajna — profilowego na fb dodać się nie wstydzę, ale też nie zalewam znajomych falą zdjęć, coby im oczu nie wypaliło od nadmiaru.

Od dzieciństwa mam przyjaciółkę Magdę. Nigdy między nami nie iskrzyło, ale łączy nas naprawdę fajna relacja, no i jest kobietą, więc czasem proszę ją, by pomogła mi zrozumieć babskie spojrzenie na świat ;) Jakoś na początku studiów Magda znalazła sobie chłopaka, trochę z nim pisała, trochę się spotykała, aż w końcu stali się parą. Pogratulowałem, obiecałem obić chłopu mordę, jeśli mi koleżankę skrzywdzi (tylko w żartach i tylko jej, do niego z takimi głupimi tekstami nie wylatywałem), no generalnie wszystko super. Jakiś czas później i ja kogoś poznałem — Kasię. Kasia była naprawdę niesamowita, bardzo ładna, zabawna, mądra, fajnie tańczyła, dogadywała się z moimi znajomymi, miała sporo własnych przyjaciół. Polubiły się z Magdą, więc czasem wychodziliśmy gdzieś we czwórkę, fajnie było. Kasia była jak spełnienie marzeń.

Wiem, że kobiety wcale nie są z innej planety i myślą normalnie, to z tym „rozumieniem babskiego spojrzenia na świat” to był tylko żart, ale czasem faktycznie proszę Magdę, by pomogła mi zrozumieć, co ma na myśli jakaś dziewczyna, z którą piszę. Nic złego, przytaczam tylko kawałeczek rozmowy albo opowiadam fragment sytuacji i tyle. A Kasia była... mocno specyficzna, jak się okazało. Nie będę zdradzał szczegółów, ale wplątałem się w poniżającą relację. W tajemnicy poprosiłem Magdę, żeby mi doradziła, co robić (z początku nie wiedziałem, czy problem nie leży we mnie), ale kilka dni później nagle wszyscy moi znajomi już wiedzieli o dziwnej relacji łączącej mnie z Kasią. Byłem wściekły na Magdę i chciałem zerwać wieloletnią znajomość, ale na szczęście poszedłem po rozum do głowy i najpierw z nią porozmawiałem — zaprzeczyła wszystkiemu, więc wspólnie przeprowadziliśmy miniśledztwo.

Okazało się, że to jej chłopak cichcem regularnie sprawdzał jej telefon i postanowił rozesłać znajomym skriny moich wyznań, bo go rozbawiły moje problemy. Nigdy nie byłem taki wkurzony na nikogo, Magda też się nieźle zeźliła. Zerwała z nim od razu, ja chciałem mu obić w końcu tę mordę, ale stwierdziłem, że nie warto, no i się skończyło. Z Kasią też zerwałem (była toksyczna i... no), więc sytuacja się unormowała. Z Magdą dalej się mocno przyjaźnimy, ale co się wstydu najadłem i co do dziś się na mnie odbija, to moje :/ Dlatego dziwię się ludziom, że mają podejście „ja mojemu pozwalam przeglądać telefon, bo nie mam tajemnic”. No ty może nie masz, ale twoi znajomi i owszem!

Może mało anonimowe, bo wszyscy znajomi o tym wiedzą, ale jak poznaję kogoś nowego, to mu rzecz jasna nic nie mówię. Imiona i kilka szczegółów zmienione.

#GR39n

Zamówiłam na Aledrogo tunel do ucha. Wybrałam rodzaj przesyłki, a że w ostatnim czasie wylegiwałam się na wolnym, to podałam adres do domu, nie do pracy. No i się zaczęło.
Zawsze opowieści o strasznych listonoszach wywoływały u mnie śmiech. Przecież to niemożliwe, by taka instytucja działała w takim chaosie i traktowała ludzi jak idiotów. Oczywiście, zamiast przesyłki (nota bene małej koperciny), przytuliłam awizo. Dzwonek do drzwi nie zadzwonił, pies nie zaszczekał. Magiczny papierek po prostu pojawił się w skrzynce na listy. Westchnęłam, co innego zrobić? Zadzieram kiecę i pędzę na drugi koniec wsi na pocztę.
Pani w okienku zmęczona dwugodzinną pracą wyrywania sobie rąk (wieś liczy może z dwustu mieszkańców, z czego jak się rodzi nowy, to starszego ubijają, takie to zadupie. Zaś okoliczne wsie mają własny oddział, do którego spływają przesyłki) wzięła ode mnie niechętnie to awizo. Spojrzała na mnie.
– Dzisiaj jest trzynasty – zauważyła błyskotliwie, co już wzbudziło mój podziw. – Jeszcze nie ma ich tutaj. Trzeba przyjść jutro.
Myślę sobie, trudno.
– Czynne od 14:00 – dodała po chwili, a mój wzrok przebijał ją na wylot. Jej ton jednak pozostawał miły do samego końca. – Wytrzyma pani do jutra?
Żegnam się z nią, cóż, schudnę trochę od spaceru. Wracam. Cóż począć..

O 14:00 dnia następnego ruszam na przygodę. Docieram koło 14:30. Wchodzę. Witam się. W niedługiej kolejce czekam na swoją kolej.
– Dzień dobry, ja w sprawie awizo – próbuję wymazać z pamięci wczorajszą konfrontację, ale mina Cerbera strzegącego 500+ w kopertach mi to utrudnia. Wręczam papierek.
– Ale jeszcze ich nie ma.
Co kur.. ?
– O 14:00 listy są zwożone, musi pani poczekać.
Patrzę dla pewności na zegarek. Ale czasu jakiego..? Może sąsiednia wiocha leży w innej strefie czasowej, a ja taki debil tego nie przewidziałam?
– Ile? – pytam tracąc cierpliwość. Tyle krzyku o jeden drobny tunel.
– Nie wiem, jak będą, to będą.
Dobra. Idę załatwiać inne sprawy, ale wolałabym mieć pewność, że nie będę musiała zachodzić tyle razy na pocztę. Wracam. Staram się być uprzejma, ale cierpliwość mi się kończy. Witam się znowu i uprzejmie, z wymuszonym uśmiechem na ustach pytam, czy już są do odebrania przesyłki. Pani nawet na mnie nie spojrzała. Nie uraczyła słowem, żadnego "spier..dzielaj", ni pocałuj w dupę. Coś klikała, w pewnym momencie miałam wrażenie, że coś jej się w pasjansie nie zgadza. Cisza trwała niemal w nieskończoność, we mnie się zaczęło gotować, a w głowie dudniło mi "Ave Maria". Ale wyciągnęła zwitek karteczek, przykleiła coś i wtedy wybąkała.
– Podpisać.
Flashback z '42 roku, normalnie. Ale podpisuję zmęczona trzema wycieczkami po kolczyk, który miał znaleźć się w moich rękach dzień wcześniej, z rąk listonosza.


Odwołuję. Poczta Polska to chaos mający ludzi za idiotów.

#nCBIv

Dzisiaj w miejskim autobusie byłam świadkiem dziwnej sceny.

Dwójka małych dzieci w wieku przedszkolnym siedziała sobie obok siebie i co chwilę się przepychali i kłócili o coś. Ich mama, obładowana zakupami młoda kobieta, stała trzymając się rurki i nie zwracała na nich uwagi. Do czasu. Dzieciaki pokłóciły się tak mocno, że młodsza dziewczynka przywaliła starszemu bratu z całej siły w nos, a ten wrzasnął na cały autobus, tak żeby każdy wiedział jaka tragedia mu się stała.

Mamie nerwy puściły. Położyła torby z zakupami na podłodze, złapała córkę i zaczęła szarpać się z nią. Krzyczała coś niewyraźnie, kazała stać obok siebie, a mała głośno ryczała. Mało tego, podczas szarpaniny, która zbyt długo trwała, zakupy posypały się na cały autobus, a pomidory zostały rozdeptane przez buciki dziewczynki.

Najdziwniejsze jednak było to, co nastąpiło potem. Kobieta powiedziała, że zaraz wysiadają, więc dziewczynka ma posprzątać bałagan sama i to natychmiast. Mała ani myślała to zrobić, z głośnym płaczem poszła usiąść na swoje poprzednie miejsce, a synek dołączył do mamy, która stanęła przy drzwiach i głośno komentowała, że wysiada, a córka zostanie i pojedzie dalej. Chciała ją tym sprowokować i przestraszyć. Dziewczynka wpadła w histerię i krzyczała ciągle, żeby mama wzięła ją za rękę.

Autobus się zatrzymał. Wszyscy pasażerowie przyglądali się tej scenie... a matka najzwyczajniej w świecie wysiadła i nie oglądając się za siebie, poszła sobie z synem, zostawiając w autobusie córkę i część zakupów.

Kiedy autobus ruszył ponownie, pasażerowie zaczęli krzyczeć do kierowcy, żeby się zatrzymał, ale ten zdawał się nie wiedzieć o co chodzi. Zatrzymał się na kolejnym przystanku, ktoś zdecydował się odprowadzić dziewczynkę do jej matki.

Tak szczerze, to nie wiem co mam myśleć o tym. Nie lubię rozwydrzonych bachorów i z całego serca życzyłam źle tej drącej bez powodu mordę dziewczynce. A z drugiej strony uważam, że matka postąpiła bardzo głupio. Pewnie powinnam poczekać aż będę miała swoje dzieci, żeby przekonać się jak to jest, jednak jakoś nie wierzę, że moje dziecko byłoby tak złośliwe i głupie. I nie wierzę, że tamto nie było po prostu źle wychowane. Mnie nikt nie musiał uciszać jak byłam dzieckiem, nie robiłam scen. Nie rozumiem czemu ludzie wychowują dzieci na potwory.

#jWQ4y

Podeszłam dziś do obcej dziewczyny i powiedziałam jej, że ma piękne włosy. Była tak zszokowana, że ostatecznie nie zdążyła mi nic odpowiedzieć, zanim odeszłam.

Robię to regularnie - raz dziennie komplementuję napotkaną na ulicy obcą osobę. Niektórzy są zawstydzeni, ale u każdego, bez wyjątku, wywołuje to uśmiech na twarzy.

Polecam wszystkim, to taka drobnostka, a świat od razu staje się piękniejszy!
Dodaj anonimowe wyznanie