#cRqY9
Pewnego dnia sędzia przyniósł mi kilka tomów akt jakiejś długo już toczącej się sprawy. Powiedział, że jest dość ciekawa i żebym się z nią zapoznał. Stan faktyczny był mniej więcej taki: Jakaś dziewczyna, chcąc się zemścić na koleżance za to, że ta jej zniszczyła jej nową kurtkę (jakiś drogi i modny ciuch), postanowiła uwieść jej chłopaka. A że chłopak był wierny i uwieść się nie dał, postanowiła załatwić to inaczej. Na jakiejś imprezie siostra tej dziewczyny podała chłopakowi pigułkę gwałtu do drinka, a gdy chłopak zaczynał tracić przytomność, zaprowadziła go do pokoju rodziców gospodarza (akurat stał pusty). Tam go związała, rozebrała i poczekała, aż się ocknie, a kiedy odzyskał przytomność, przyszła zleceniodawczyni całego przedsięwzięcia (dziewczyna od kurtki) i wykorzystując fakt, że był skrępowany, zmusiła go do seksu. W trakcie jej siostra zrobiła zdjęcia, aby można je było potem pokazać nielubianej koleżance.
Akurat tak się złożyło, że rodzice gospodarza podejrzewali swojego syna o to, że pod ich nieobecność okrada ich z pieniędzy, toteż zamontowali w swoim pokoju ukrytą kamerę, która wszystko nagrała. W ten sposób chłopak miał dowód i poszedł z nim na policję. Dziewczyny oskarżono o „doprowadzenie wspólnie podstępem do obcowania płciowego” i skazano pod zarzutem zgwałcenia zbiorowego na 3 lata więzienia. Ich adwokat złożył apelację i ponoć do tej pory różnymi sztuczkami celowo przewleka postępowanie, dlatego sprawa ciągle jest w toku.
Co w tym anonimowego? Przeglądając te akta, miałem dostęp do danych osobowych obu sióstr i okazuje się, że jedna z nich (ta, która współżyła z tym chłopakiem) jest dziewczyną mojego dobrego kolegi z liceum. Nie wiem, czy on zna jej przeszłość (przypuszczam, że raczej nie, zawsze trzymał się z daleka od ludzi, którzy mieli problemy z prawem). A ja mam teraz poważny dylemat. Z jednej strony uważam, że powinien mieć świadomość tego, co jego dziewczyna i jego „szwagierka” zrobiły temu chłopakowi. Z drugiej jednak nie mogę mu o tym powiedzieć, bo jeśli ujawnię komuś postronnemu okoliczności sprawy, z którą się zapoznałem, przeglądając akta sądowe, mogę mieć poważne problemy. Naprawdę nie wiem, co z tym zrobić.
Jak masz wątpliwości co z tym zrobić, to znaczy, że nie nadajesz się do tej roboty. Bo z takimi informacjami nie robi się NIC. To, co jest w aktach sądowych zostaje w aktach sądowych. Jak będzie prawomocny wyrok - będziesz mógł nim pomachać koledze przed nosem. Wcześniej wynoszenie jakichkolwiek informacji na zewnątrz jest wykluczone.
A dziewczyna jeśli faktycznie ma zadatki na taką psychopatkę, to prędzej czy później się sama zdemaskuje.
Już samo to, że piszesz o tym publicznie zdradzając sporo szczegółów jest karalne. A co rzekomego gwałtu - no już nie przesadzajmy, facet sobie zasłużył
Chciałbyś być na jego miejscu, piwniczaku?
Byłem szczerze przekonany, że niżej niż radzenie 14-letniej lesbijce, żeby założyła z dziewczyną OFa nie upadniesz, ale popatrz jak żyćko potrafi zaskakiwać.
To jeszcze jakbyś mogła, żeby inni też widzieli jak gównianym człowiekiem jesteś, wklej fragment z którego wynika, że facet sobie zasłużył.
@Maniack37 tamten komentarz napisał dragomir. Podszywa się pode mnie jako "wyzwolonaa z maja". A co do tego faceta, chciałam tylko udowodnić, że victim blaming ma płeć. Gdyby ktoś napisał tak o kobiecie pierwszy byś się zgodził
Jak to nie ty, to gratuluję, ten komentarz został twoim najobrzydliwszym. Możesz sobie racjonalizować jak chcesz, oskarżyłaś niewinnego faceta, że został słusznie zgwałcony. Jesteś na równi ze śmieciami którzy piszą "mogła się nie ubierać wyzywająco". Załóżcie klub.
No właśnie udowodniłeś moją tezę. W internecie są tysiące komentarzy analizujących wygląd zgwałconej kobiety i faceci mają z tego bekę, a ludzie którzy się sprzeciwiają są wyzywani od "feminazistek i białorycerzyków". A w drugą stronę jest wielkie oburzenie, że jak można obwiniać ofiarę!
Czyli można traktować męską ofiarę jak śmiecia, bo jacyś idioci źle traktują kobiece ofiary. W dyskusji z tobą naprawdę nie trzeba używać argumentów, bo i tak człowiek ma przewagę liczebną.
Kilka lat temu napisałam list do jednej z gazet feministycznych (oczywiście pod zmienionym imieniem). Opisałam historię gwałtu ze strony szkolnego narodowca. Odważyłam się to zgłosić po dłuższym czasie, ale policja umorzyła śledztwo, formalnie z powodu braku dowodów. Link był dostępny na facebooku. Zgadnij która płeć pisała komentarze w stylu "hehe trzeba było założyć dłuższą spódnicę"
Wklej tu zaświadczenie od tej swojej wróżki-zębuszki, że zgwałcony koleś był jednym z tych którzy pisali komentarze. Jak nie masz, to przeproś, bo on albo ktoś z jego bliskich może to bagno twoje czytać.
Ja w każdym razie kończę odpowiadanie ci na serio, obrzydzasz mnie.
Idąc "logiką" karolinypoludniowej skąd w ogóle wiemy, że to wyznanie jest prawdziwe?
Wynajmij detektywa, żeby ją prześwietlił. Koledze możesz powiedzieć, że miałeś przeczucie.