#m6QFT

Gdy miałam 6 lat, zmarła moja niespełna roczna siostra.
Mało z tego okresu pamiętam, ale jest coś, co nie daje mi spać po nocach. Zawsze lubiła, żeby ją sadzać na parapecie w kuchni i jak to dziecko, cieszyła się obserwując co się dzieje na dworze. Mama zawsze narzekała, że okno brudne, wymazane paluszkami, a dopiero co myła. Po jej śmierci mama strasznie rozpaczała, więc ja chciałam jej poprawić humor i umyłam tę cholerną szybę.
Do dziś słyszę ten rozpaczliwy krzyk mamy "Boże, co ona narobiła? Tam były rączki, ja już nic nie mam, nic mi po niej nie zostało, ona zostawiła je dla mnie".
Mimo że wiem, że wtedy byłam tylko dzieckiem, to teraz jako matka rozumiem, że kilka dni po pogrzebie to była dla mojej mamy tortura.

#pO7NM

Uwaga, będzie obrzydliwie.

Działo się to kilka lat temu na studiach. Razem z kumplem i dziewczyną zrobiliśmy sobie pijacki wieczorek w środku tygodnia. Mieliśmy wypić tylko kilka browarków, bo na drugi dzień trzeba było wstać na wykłady. Jednak rozmowa się kleiła, całodobowy był całkiem blisko, no i tradycyjnie uchlaliśmy się jak świnie. Następnego dnia jakimś cudem obudziliśmy się przed 8 i z wielkim wysiłkiem pomaszerowaliśmy na przystanek. Muszę dodać, że mieszkanie mojej dziewczyny było położone w dzielnicy blisko centrum dużego miasta. O tej godzinie było mnóstwo ludzi spieszących się do szkoły/ na uczelnię czy do pracy. Gdy czekaliśmy na autobus, poczułem ogromny ból brzucha i przyspieszoną perystaltykę jelit. Wiedziałem, że zbliża się ogromna kac kupa. Ściemniłem dziewczynie, że zostawiłem coś w jej mieszkaniu i poprosiłem o klucze, obiecując, że dojadę na uczelnię następnym autobusem.

Przez kilkadziesiąt metrów szedłem z zaciśniętymi pośladkami, jednak zwieracze nie wytrzymały i... zesrałem się i zeszczałem w jednym momencie. Konsystencja kac kupy była niemal płynna, więc kał z moczem spływały mi po nogawkach. Momentalnie zrobiło mi się słabo, usiadłem na chodniku, bo bałem się, że cały zasrany jeszcze zemdleję. Jakaś kobieta zatrzymała się i zapytała, czy mi pomóc, powiedziałem jej, że czasami tak mam (?!) i nic mi nie będzie. Po chwili doszedłem do siebie i poszedłem w kierunku mieszkania dziewczyny. Człapałem ze spuszczoną głową, paląc się ze wstydu i modliłem się, żeby nie spotkać współlokatorek mojej dziewczyny (mieszkała z 4 koleżankami). Na szczęście chyba jeszcze spały, więc pobiegłem do łazienki. Zdejmując spodnie, zafajdałem całą łazienkę, każdy mój ruch zostawiał ślad kac kupy. Minęło sporo czasu, zanim ogarnąłem siebie i łazienkę. Na dodatek nie miałem u dziewczyny żadnych swoich rzeczy, więc na gołą dupę wcisnąłem jej najszersze dresy, które na moim ciele wyglądały jak obcisłe legginsy i w takim outficie pojechałem do swojego mieszkania, na drugi koniec miasta.

#ai9LX

Mój pies ogląda czasami telewizję. Wydaje się robić to ze zrozumieniem. Kiedy ostatnio leciał Beethoven (pewnie kojarzycie, film familijny o przygodach bernardyna), wpatrywał się w ekran z ogromnym zainteresowaniem. Jako że go nie podzielałam, przełączyłam... Pies spojrzał na mnie z takim wyrzutem, że wróciłam. Dooglądaliśmy do końca. W moim domu to pies rządzi pilotem...

#DhBBS

Bardzo mało pamiętam z podstawówki (to już paręnaście lat!). Ale jedna sytuacja do dziś utkwiła mi w pamięci - gdy byłem mały nie zwróciłem na to uwagi, ale teraz - jest przerażająca.
Na wf-ie ćwiczyło kilka klas z tego samego rocznika jednocześnie - w szatni było nas pewnie z 20-30 "chłopa". Chłopcy jak to chłopcy - już w wieku poprzedzającym dojrzewanie rozmawiają na różne rzeczy. Oczywistym było zatem, że w trakcie przebierania się (zazwyczaj po wf-ie, bo przed zajęciami każdy się spieszył na salę) poruszane były tematy przyrodzenia, masturbacji, seksu. Ot, zwykłe niewinne pogaduszki, okazja do wymiany informacji itd.
Kiedyś rozmowa grupy zeszła na ściąganie skórki z penisa. Pewien Maciek z równoległej klasy wypalił coś w tym stylu:
"Ej, a wam też mama pomaga ściągać skórę?".
My zdziwieni, że nie. Maciek na to:
"A mi mama codziennie wieczorem ustami pomaga. Wasze mamy tak nie robią?" Pytał, przekonany że to, co robi mu mama jest normalne. Nikt nie skomentował i chyba nie uwierzył, ale pamiętam do dziś jego twarz w momencie zadawania pytania - zupełnie uczciwą i zdziwioną.

#XZnor

Miałam poważny wypadek, po którym obudziłam się w szpitalu z częściowymi brakami w pamięci. Lekarz przekonywał, że czasami tak się dzieje, ale odsetek ludzi, którzy nigdy nie odzyskali wspomnień jest niewielki i najprawdopodobniej wszystko sobie przypomnę. No i rzeczywiście po pewnym czasie sobie przypomniałam.

Co w tym anonimowego?

Nie przyznałam się, że wszystko sobie przypomniałam, bo rzekomy brak wspomnień jest dla mnie zwyczajnie wygodniejszy. Nie muszę udawać, że kogoś znam i prowadzić z nim kurtuazyjnych pogawędek. Jeśli osoba, z którą się nie lubiłam próbuje zbudować ze mną nową relację, to nawet nie staram się być miła, bo doskonale pamiętam jak ta znajomość wyglądała. Wszystko zwalam na wypadek, mówię, że niestety danej osoby nie pamiętam, a potem ta "nowa-stara znajomość" i tak - "niestety" - nie wychodzi. Mam święty spokój.

Całkiem niedawno do mojej bliskiej rodziny weszła nowa osoba. Początkowo nie wypadało mi być niemiłą, wiadomo, każdemu trzeba dać szansę itd. Nie polubiłam tej osoby, ale po czasie udawania sympatii głupio byłoby zupełnie nagle zmienić front. Teraz mogę udawać, że tego kogoś nie pamiętam, nie polubiłam przy budowaniu nowej relacji i nie muszę już dłużej udawać, że jest mile widziany w moim domu.

Żeby nie było - mogę też naprawiać rzeczy, które kiedyś spieprzyłam. I staram się to robić.

Tabula rasa. Nigdy się nie przyznam do pełnego odzyskania pamięci. Czasem tylko mówię o jakiś rzeczach z dzieciństwa czy wczesnej młodości, albo z życia rodzinnego, o których "dopiero sobie przypomniałam", bo widzę jak bardzo cieszy to moich bliskich.

#UUMJu

Odkąd pamiętam byłam niemal bezproblemowym dzieckiem, no ale zawsze znajdzie się jedno ale - miałam problem z zapamiętaniem, że gdy rodzice wychodzą i zostaję sama w domu, powinnam zamknąć drzwi od środka. Zawsze, po prostu zawsze miałam z tym problem, od dziecka po nastolatka. Nie wynikało to z niechęci do wstania i zamknięcia tych cholernych drzwi, a gdyby ktoś mnie zapytał co trzeba zrobić, gdy wychodzą rodzice, bez wahania odpowiedziałabym, że zamknąć się od środka, no ale ile bym razy nie dostała opieprzu nigdy, NIGDY nie mogłam się przyzwyczaić, żeby to było u mnie automatyczne, słyszę, że wychodzą - idę się zamknąć.

Do czasu.
Tata myśli, że to jego ciągłe skargi i narzekanie wszystko zmieniły, ale ja nigdy mu się nie przyznam, co tak na prawdę wszystko zmieniło.

Otóż któregoś wieczora mi się przysnęło, byłam zajęta nauką do testu i jakoś tak samo wyszło. Przyśniło mi się, że oglądałam telewizję w salonie i nagle jakiś mężczyzna wszedł do domu, zobaczył mnie niemal nagą, w samej dolnej części bielizny (rodzice wracają zazwyczaj około 21, a pod ich nieobecność lubię chodzić w samej bieliźnie, lub nawet bez jej górnej części) i... zrobił mi zdjęcie telefonem komórkowym, a następnie uciekł.

Obudziłam się autentycznie zszokowana, przez chwilę nawet nie wiedziałam, czy to był sen czy jawa, bo siedziałam przy stole w salonie, telewizor grał po cichu, i... jak zwykle zapomniałam zamknąć drzwi. Jeszcze nigdy nie zerwałam się tak gwałtownie, zamknęłam drzwi jakby mnie coś przynajmniej miało zaatakować. Cóż, być może się nie pomyliłam... Chwilę później, za dosłownie (w przybliżeniu) 20 sekund usłyszałam szarpnięcie za klamkę. Przestraszyłam się i podeszłam do drzwi, zerknęłam przez judasza. Po drugiej stronie stał jakiś typek w kapturze, który słysząc ruch z wnętrza domu uciekł jak oparzony.

Cóż, można więc powiedzieć, że sen prawdopodobnie uratował mi życie. Ach, i oczywiście od tej pory zawsze zamykam się od środka, nawet jeśli spodziewam się kogoś za dosłownie kilka minut ;)

#YkslN

Dziewczyna, z którą kiedyś mieszkałem, potrafiła zachlapać całą łazienkę krwią miesiączkową i wyjść, jakby nigdy nic. To nie była jakaś jednostkowa sytuacja (nawet facet rozumie, że może się zdarzyć). Mógłbym z ogromną precyzją określać, kiedy akurat ma okres - co miesiąc. Niezmiennie tłumaczyła, że „ojej, nie zauważyła”.

#ZBKDS

Parę lat temu byłam na osiemnastce koleżanki. Nie lubię takich imprez. Poszłam z koleżankami, bo tak wypadało.

Gdy one poszły tańczyć, zobowiązałam się do pilnowania ich torebek. Długo nie wracały. Obok mnie siedziało dwóch kolesi. Mimo że muzyka grała dosyć głośno, to słyszałam ich rozmowę:

Koleś A: Jak poprosisz tamtą laskę do tańca, to stawiam ci browara!
Koleś B: Ale ona jest brzydka... Idę.

Po czym wstał, podszedł do mnie i zapytał, czy zatańczę. Było mi cholernie przykro. Odpowiedziałam: "Nie, spadaj." Koleś chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi, bo nerwowo krzyknął do drugiego "I tak wisisz mi browara!".

W życiu nie czułam się bardziej upokorzona. Wzięłam rzeczy koleżanek, znalazłam je na parkiecie i im je oddałam, powiedziałam, że muszę iść do domu i wyszłam.

Nikt nie wie o tej historii, a choć minęło tyle lat, wciąż nie potrafię o niej zapomnieć.
Dodaj anonimowe wyznanie