#q9JH1

Jak byłam w przedszkolu, nienawidziłam pić ciepłego mleka na śniadanie, dlatego zawsze w takich sytuacjach kłamałam przedszkolanki, że mam uczulenie na mleko i dostawałam herbatę. No, chyba że było kakałko, to wtedy nic mi nie było. W swój proceder wciągnęłam moją mamę i tatę, który jest alergologiem, i jak panie do nich dzwoniły, to też mówili, że mam uczulenie na mleko. Chyba że akurat było kakałko. Po kilku miesiącach panie były tak skołowane, że bez pytania dawały mi herbatę, jak było mleko i kakałko, jak było kakałko.

5-latek vs przedszkolanki 1:0.

#B1Gpa

Gimbaza. Szaleństwo. 10 km od domu (wiecie, tyle wolności dla hot 13). Ogólnie dojazd możliwy tylko szkolnym autobusem.

Zima. Piąteczek, ostatnia godzina lekcyjna. Ja i mój kumpel zostaliśmy na dodatkowym angielskim. Mieliśmy problem ze znalezieniem wolnej klasy. Los chciał, że wolny był jedynie strych. Dodam, że po drugiej stronie była biblioteka (wejście było wspólne, zawsze zamknięte na klucz). Strych jak to strych. Wiadomo, raczej nikt tam nie zagląda. Byliśmy tylko w trójkę, więc jedna ławka i trzy krzesła wystarczyły.

Prowadziliśmy sobie te luźne zajęcia. Gadka szmatka, potem gramatyka... Jako że był piątek i za chwilkę odjeżdżał ostatni kurs autobusu, nauczyciel pozwolił nam wyjść wcześniej. Idę więc do wyjścia. Pociągam za klamkę i... nic. Stwierdziłam w pierwszej chwili, że do Pudziana siłą mi daleko i napakowana klamka mnie pokonała, więc dzielnie bez paniki zaczekałam na męskie wsparcie. Jednak jak się okazało, ktoś był po drugiej stronie w bibliotece i zwyczajnie nas uwięził. Chcieliśmy zadzwonić do kogokolwiek, ale zasięgu brak. No więc cóż nam pozostało? Wspinamy się do jedynego okna i zrzucamy kartki z wołaniem o pomoc. Krzyczymy, machamy itp. Oczywiście wszyscy pod wpływem emocji weekendu biegną sobie na autobus. Nikt nie zwraca uwagi, bo po co... Trwa to już ładną chwilę i zaczyna mnie przerażać opcja spędzenia weekendu na szkolnym strychu, nawet (albo szczególnie) w towarzystwie dwóch facetów... Zaczyna mnie dopadać panika. I w końcu ktoś nas dostrzegł! Odwraca się w naszą stronę... My już tacy szczęśliwi... A laska... Uśmiecha się do nas promiennie, odmachuje i... wsiada do autobusu.

Teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam przerażona. Na szczęście po godzinie bibliotekarka usłyszała nasze krzyki i nas uwolniła. :)

#qXQUB

Był pożar... Ogromny pożar... Moi sąsiedzi stracili dorobek życia. Cały dom spłonął.
Wyciągnęliśmy pomocną rękę. Jako jedyni zaproponowaliśmy nocleg, jedzenie, ubrania dla rodziny, zabawki dla dzieciaków, kącik dla psa...
I co usłyszeliśmy?
Że jesteśmy zbyt biedni, by ich gościć... Bo mieszkamy w starym drewniaku, mamy tylko dwa pokoje, a mieszkanie ogrzewamy "kozą". I że owszem, herbatę mogą u nas wypić, bo zimno, ale że oni poczekają, aż rodzina ze Śląska przyjedzie i ich do siebie zabierze, bo mają piętrowy dom i nie będą się musieli gnieździć jak w przytułku...

Płakałam przez całą noc.

#Oyrxl

Nie potrafię pisać ręcznie. Zwyczajnie najwyraźniej wymaga to jakiegoś rodzaju koordynacji ruchowej, od którego klepki mam nie na właściwym miejscu. Wychodzi mi tylko bezkształtny szlaczek, którego nikt (włącznie ze mną) nie potrafi rozszyfrować. Na co dzień, w dobie komputerów, mało kto o tym w ogóle wie. W szkole tak się tego wstydziłem, że zwyczajnie „zapominałem zeszytu”, za co na okrągło łapałem pały. Gdybym nie miał zaliczeń w formie testów, pewnie nie przechodziłbym w ogóle z klasy do klasy.

#eKbCV

Życzę każdemu kierowcy, który zapierdala 200 km/h, żeby rozwalił się na pierwszym lepszym drzewie i nie pozwolił zginąć niewinnym ludziom, tak jak o mały włos nie zginęłam dziś jadąc z rodzicami. Prowadził mój ojciec, który zawsze jeździ przepisowo (jak 50, to 50), a auto, które wyjechało z zakrętu jechało (zapieprzało) prosto na nas i do teraz zastanawiam się jak to się stało, że żyjemy. Co trzeba mieć w głowie? Kto daje wam prawo jazdy! Nienawidzę Was, tępe ch**e za to, że nie liczycie się z życiem innych. Oby znalazło się dla was specjalne miejsce w piekle.

#uoSH2

Cześć. Chciałabym od razu powiedzieć, że to co tu napiszę to sprawa tego, że nie potrafię już sobie poradzić.

Jestem młodą kobietą. Wychowałam się w domu z twardymi zasadami. Chciałabym otworzyć się tak zupełnie, bo zwyczajnie nie mam przed kim, ale boję się, że zbyt szczegółowy opis naprowadzi osoby na mnie. Czego bym nie chciała. Boję się skonfrontować z rzeczywistością.

Bardzo krótko mówiąc i ograniczając się do słów, które nie przejdą mi nigdy przez gardło - zostałam zgwałcona. Miałam wtedy 9 lat, a przynajmniej tak podejrzewam, bo mało pamiętam z tego okresu, wokół którego to się stało. Jakby moja pamięć się starła, przez co z dzieciństwa pamiętam tylko to. Pamiętam chłodne ręce, zapach potu, ból. Pamiętam kto to był, jego twarz, zachowanie. Wiem kim jest, jest z mojej rodziny.

To wszystko przekłada się na moje funkcjonowanie w życiu codziennym. Nie potrafię wstać do pracy, bo budzę się w strachu, mimo że obok śpi moja miłość. No właśnie. To na nim wszystko się odbija, wszystkie moje problemy. On wie, co się stało, ale rozmawialiśmy o tym raz. Nigdy nie wróciliśmy. Mam wrażenie, że on to wyparł.

Jestem przybita, ostatnio częściej. Byłam u psychologa. Odważyłam się na ten krok. Wiecie, co usłyszałam? Że każda ofiara pedofilii będzie w przyszłości pedofilem i to na to powinno się mnie leczyć, bo stwarzam zagrożenie dla każdego dziecka. Nigdy w życiu nie odczułam żadnej przyjemności myśląc o tym, że mogłabym wyrządzić krzywdę dziecku. Sama myśl wprowadza mnie w atak paniki. Do psychologa odważyłam się pójść jak skończyłam 18 lat, moja rodzina do tej pory nic nie wie. Jestem już 4 lata starsza, jestem już kobietą, a czuję się wewnętrznie dzieckiem. Co mam robić? Czy ja naprawdę mogę kogoś skrzywdzić? To wszystko jest bez sensu.

#SJShU

Jestem uzależniony od... lewatywy. Od kiedy zacząłem mieć problem z zaparciami i stosować lewatywę, to raz - sporo schudłem, a dwa - się uzależniłem. Miałem okres, że praktycznie codziennie wlewałem w siebie wodę z kranu podczas porannego prysznica. Bylem wtedy jeszcze nastolatkiem. Doszedłem do momentu, aż zaczęło sprawiać mi to niemałą przyjemność - coś w stylu pieszczot. To jest naprawdę wspaniałe uczucie oczyszczenia. Teraz staram się ograniczać do robienia lewatywy raz w tygodniu, ale moja żona, z którą jestem od 6 lat, nadal o tym nic nie wie.

#LE2vS

Wczoraj spotkało mnie coś bardzo dziwnego, do tej pory nie jestem w stanie tego ogarnąć.

Byłam w pewnym supermarkecie po bułki/ciastka, jak zwał, tak zwał. Stałam w kolejce, gdy nadeszła moja kolej: "zapraszamy do kasy numer osiem". Podeszłam do kasjera, położyłam bułki na taśmie, powiedziałam "dzień dobry" i usłyszałam:
- Jak ja to lubię!
Nie wnikałam, o co mu chodzi. Okazało się, że facet nie znał kodów na moje bułki, szukał w spisie i szukał, cierpliwie czekałam. W końcu rzekł ze śmiechem:
- Dobrze wiedziałaś, co bierzesz, nie?

Trochę mnie zszokował jego tekst, szczególnie to, że zaczął zwracać się do mnie na "ty". W pierwszej chwili pomyślałam, miałam nadzieję, że to jednak nie było do mnie, a może do mnie, ale z kimś mnie pomylił. Rozejrzałam się, ale w pobliżu byłam tylko ja, to musiało być do mnie. Trochę mnie to skołowało, więc nie odpowiedziałam, nadal czekałam. Facet nadal szukał tych nieszczęsnych kodów, powiedziałam więc, że jak ich nie zna, to ja już sobie te bułki odpuszczę, nawiązał się wtedy taki dialog:

- Nie, ja je znajdę, ale ty naprawdę wiedziałaś, co bierzesz, pewnie specjalnie, co? He, he, he...
- Słucham?
- No przyznaj się, chciałaś ze mną dłużej postać, pewnie chciałaś mnie wyrwać, he, he, było tak, no przyznaj się!

Kasjer, na oko trzydziestoparoletni. Mówił do mnie, i to w bardzo obleśny sposób. Wiem, że facet przegiął, że powinnam była coś mu odpowiedzieć, żeby sobie nie pozwalał, ale... Stałam jak debilka i patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji, mój szok był tak ogromny, że nie docierało do mnie, co się właściwie wydarzyło. Ten oblech powtórzył tekst o wyrwaniu go jeszcze dwa razy, a ja nadal stałam jak słup soli.
Wstyd mi. Wstyd mi, że na to pozwoliłam. On był w pracy, obowiązuje go kultura, odpowiednie zachowanie, a ja tylko stałam i się gapiłam, jak pożera mnie obleśnym wzrokiem. Wiem, powinnam była złożyć skargę, ale wyszłam ze sklepu jak w transie. Do tej pory się zastanawiam, to miał być jakiś żart?

#IPv6n

Moja dziewczyna po raz pierwszy ugotowała dla mnie obiad i zaprosiła mnie wczoraj do siebie na ucztę. Przygotowała penne na ostro i było całkiem smacznie, z jednym małym ale… dzisiaj od rana nie wychodzę z toalety. Do tego stopnia, że wziąłem wolne w robocie, bo chyba musiałbym pojechać tam i zapieprzać z pieluchą na tyłku.

Przed chwilą napisała mi, że cieszy się, że smakowało mi danie i z tej okazji ma dla mnie niespodziankę… jutro też gotuje!

Zamawiam pampersy kurierem. Dla niej wszystko.
Dodaj anonimowe wyznanie