#L4UzV

Zawsze wstydziłam się tego, że jestem ze wsi i mamy gospodarstwo, wiecznie widziałam że ludziom z miasta jest lepiej, i o ile się dało, ukrywałam fakt, że mamy krowy i świnie. 

Jak poszłam do szkoły średniej, jedna z nowych koleżanek w jakiejś rozmowie wspomniała, że codziennie pije mleko od krowy, uznałam to za mega obciach, że się przyznała do tego, nawet ze wzgardą opowiadałam to innej koleżance. 

Po wielu latach od zakończenia szkoły wciąż przyjaźnię się z tą koleżanka od mleka, jest wspaniała osobą i wiem, że po prostu nie była zakompleksiona jak ja. Wstyd mi że tak głupio o niej pomyślałam, choć wciąż nie wspominam miło czasów pracy w gospodarstwie rodziców. 

Zakompleksienie i wstręt do pracy na roli ze mnie nie wyszły, nic na to nie poradzę.

#iSFfk

Gdy byłam w podstawówce padałam ofiarą prześladowania (później też, aż do końca liceum). Ci, którzy mnie bili niektórzy byli uważani za elitę, a inni za przeciętniaków, ale ja i tak wiedziałam, że dla społeczeństwa ja byłam gorsza nawet od tych przeciętnych. 

Wymyśliłam sobie, że jeśli też będę się nad kimś znęcać, to awansuję do lepszej klasy społecznej. Upatrzyłam sobie dwie ofiary i przez 1 dzień się nad nimi pastwiłam. 

Oczywiście, że nauczyciele mieli to gdzieś, tak samo gdy to ja byłam bita i poniżana, ale moja ofiara miała na szczęście starszą siostrę, która stanęła w jej obronie, drugiej nikt nie bronił.
Było mi wstyd i przykro, że tak się zachowałam, a także było mi przykro, że nie awansuję do elity, bo miałam za dużo empatii, by się nad kimś pastwić. Do końca liceum byłam więc ofiarą.

#zZ3II

Jak ognia staram się unikać ludzi z wadą wzroku, zezem. Nigdy nie wiem jak wtedy się zachować. Nie potrafię patrzeć im w oczy. Zawsze mnie zastanawia, którym okiem mnie widzą, a które im "ucieka". Od zawsze byłam też ciekawa jak oni widzą, czy każde oko żyje swoim życiem i widzą dwa odrębne obrazy, co mnie osobiście przyprawiłoby o zawrót głowy, czy widzą jednym, a drugie jest jakby "odłączone". Nie umiem sobie z tym poradzić.

#Jnyb0

Godzina około 22. Schodzę do kuchni, słyszę w sieni, że ktoś w niej jest. Myślałem, że to mama, wyskakuję zza rogu i mówię "Aha, nakryłem Cię". 

To była babcia, wystraszyła się i przewróciła. Następnego dnia miałem godzinne kazanie i musiałem napisać 100 razy "Nie będę straszył babci".

#tKC8b

Ciemna i zabawna strona macierzyństwa.

Czujesz, że sraczka nadchodzi. Wracasz z parku, musisz jeszcze wstąpić do apteki. Zdążyłaś wejść do klatki. Nikogo nie ma w pobliżu. Poszło w gacie. Dziecko płacze, bo głodne, pies piszczy, bo stoimy za długo w jednym miejscu. Bierzesz leki w jedną rękę, torbę zarzucasz na ramię. Smycz w drugą rękę, ale jak wziąć dziecko? Jednocześnie modlisz się, aby nic ci nie wyleciało nogawką. Pies i dziecko piszczą dalej. Rzucasz leki w kąt, kij z nimi. Leki da się odkupić. Godności nie. Bierzesz dziecko na ręce, kurna, pasy się nie chcą odpiąć, zaplątały się. 

Wyciągasz dziecko, idziesz na górę modląc się, żeby nikt się nie krzątał po klatce, bo śmierdzi, ale stwierdzasz, że masz dziecko na rękach, jak coś, to ono śmierdzi.. Udaje ci się wejść do mieszkania. Dziecko do bujaczka, pies nieodpięty. Trudno, niech se radzą. Idziesz do kibla robisz swoje, szybki prysznic. Robisz dziecku jeść, bo piszczy, odpinasz psa, bo piszczy. Schodzisz po porzucony wózek i leki. A wszystko dlatego, że nie mogła się obudzić i wypiłaś kawę z mlekiem, doprawiłaś sałatką z serem kanapkowym. Zapomniałaś, że masz nietolerancję laktozy.

#UAHHq

Ostatnio na Anonimowych pojawiła się historia małżeństwa, które nie może mieć biologicznych dzieci, ze względu na bezpłodność mężczyzny. Padło tam stwierdzenie, bodaj babci, że nieważne, jaki byk, ważne, żeby był cielaczek (czy coś w ten deseń).
Przypomniało mi to historię, która miała miejsce w mojej rodzinie, lata temu, zanim się urodziłam. Trochę dalsza rodzina, tak że znam to tylko z opowieści. 

Ciotka z wujem także starali się przez kilka lat o dziecko. W końcu po badaniach wyszło, że wuj jest bezpłodny. Jednak chłop był zawzięty i chciał, by jego żona mimo wszystko urodziła mu dziecko.

Co zrobił?
Niewiele (albo może i wiele) myśląc, wysłał żonę samą na wczasy i kazał wrócić do domu z brzuchem. O dziwo, plan się powiódł. I w ten sposób po 9 miesiącach od wyjazdu ciotki doczekali się swojego jedynego dziecka.

Wuj córkę kochał nad życie, na rękach ją niemal nosił, za to ciotka... no cóż, najoględniej mówiąc, przez lata nie mogła patrzeć na swoje dziecko...

#FE2sU

Co wami kieruje, gdy wdajecie się w rozmowę z pracownikami, którzy dzwonią do was, by sprzedać produkt? Pracuję w tym drugi miesiąc i nie potrafię nadziwić się, jak wielu w społeczeństwie ludzi, którzy odczuwają silną potrzebę tłumaczenia się ze swoich życiowych decyzji.

Mój call center działa dla pewnego operatora sieci. Moim zadaniem jest dzwonienie po ludziach (których dla jasności sama sobie nie wybieram) i przekonywanie ich do zakupu sprzętu. Liczę się z tym, że nie wszyscy będą zainteresowani i ani trochę się nie dziwię. Część klientów od samego początku rozmowy oświadcza, że nie chce i po prostu się rozłącza i szczerze powiedziawszy, nie mam żadnych pretensji. Oni wiedzą, że nie potrzebują i tyle. Szkoda, że tacy ludzie należą do mniejszości.

Większość zaczyna opowiadać o trudach swojego życia. "Nie wezmę, bo nie mam pieniędzy. Ostatnio straciłam pracę, a moje życie bardzo się zmieniło", "Nie, bo my już to mamy. Nawet cztery, ale leżą i zbierają kurz", "Ja jestem ze starego rocznika, nie chcę internetu". Przykro mi, że życie innych ludzi jest trudne, aczkolwiek niestety, chociaż bardzo bym chciała, nie mogę się od razu rozłączyć. Muszę mówić dalej, że to tak naprawdę super oszczędnościowe rozwiązanie, którego potrzebują i inne głupoty które każde z was już słyszało.

Potem zazwyczaj następuje irytacja. "Czy pani jest durna?!", "Pani rozumie po polsku? Bo chyba nie". I moje pytanie brzmi: po co ludzie dalej ciągną rozmowę? Konsultant nie za bardzo może się rozłączyć, musi porozmawiać określoną liczbę czasu i naprawdę nie obrazi się, gdy klient oszczędzi sobie nerwów i wciśnie czerwoną słuchawkę.

#Ykt2q

Zawsze mówi się, że kobiety nie lubią, gdy patrzy im się w dekolt. Ja natomiast, pomimo tego, że przy koleżankach tego nie przyznam, to uwielbiam. Mam duże piersi i czasem specjalnie eksponuję je, by mężczyźni na nie patrzyli. Sprawia mi to dużą satysfakcję i sprawia, że czuje się na maksa seksownie.

#2caFy

Jest tu wiele wyznań o samotności i dziwnych zachowaniach z tym związanych. Ja zrezygnowałem z bardzo dobrze płatnej pracy na rzecz kontaktu z ludźmi. 

Teraz pracuję jako barman, za najniższą krajową i dwa, jak nie trzy razy ciężej, ale w końcu nie czuję się tak mocno samotny dopóki jestem w pracy. W domu już jest całkowicie inaczej.

#gVZ8m

Jestem młodą osobą, dopiero co wkraczam w dorosłość. 
Na pozór jestem szczęśliwa, uśmiechnięta i pozytywna. Zapewne było mnóstwo takich wyznań, ale muszę to z siebie wyrzucić.

Kilka tygodni temu odważyłam się iść do psychologa. Nie dawałam sobie rady sama, czułam się opuszczona przez wszystkich (mimo partnera oraz "dobrego domu"), nierozumiana. Przepłakałam całą wizytę, a także następne dni po niej. Usłyszałam wstępną diagnozę - depresja w stadium ciężkim. Prawdopodobnie rozwijała się ona od wielu lat, a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ciągle miałam poczucie winy, czułam się gorsza, nie chciałam zawracać nikomu głowy swoim stanem zdrowia (właściwie dalej się tak czuję). 

Teraz chodzę na terapię. Nie mogę powiedzieć, że jest lepiej, ale staram się rozumieć swoje emocje i uczucia. Lecz najgorsze w tej sytuacji jest podejście osób wokół mnie. Mało kto mi wierzy, kiedy mówię o swojej diagnozie. Nie mam wsparcia w rodzicach, a nawet w osobie, którą kocham i chcę iść przez życie. 

Ciągle słyszę tylko, że "przesadzam", "depresję mają osoby z rozbitych rodzin, bez rodziców", "co ty możesz wiedzieć o depresji, nie wiesz co to prawdziwe problemy". Boję się, że przez brak wsparcia nigdy z tego nie wyjdę. Czuję się bardzo osamotniona w tym wszystkim, jak idiotka, która chce zwrócić na siebie uwagę.

Nie potrafię porozmawiać z najbliższymi o swoich emocjach, mam wrażenie, że ich tym męczę. Bo przecież "twoje problemy to nie są prawdziwe problemy"...
Nie wiem co robić. Dalej udaję przed wszystkimi, że jest okej.
Dodaj anonimowe wyznanie