Nie powiem tego głośno. Raz to zrobiłam i praktycznie mnie za to zlinczowali, bo jak to tak?! Łolaboga!
Nie lubię, nie szanuję i nie współczuję ludziom, którzy narobili sobie kupę dzieci, a nie mają pieniędzy ani możliwości, żeby je wychować! Właściwie to nawet nimi gardzę. Rozmnażają się jak króliki, nie potrafią się zabezpieczyć przed ciążą, bo są na to albo za głupi, albo mają to gdzieś. Rodzą potem te dzieci, które są najczęściej tak samo głupie i ograniczone jak rodzice. Czasem zdarzają się jakieś wyjątki ale to rzadkość, bo jak to mówiła moja babcia - nie urodzi sowa sokoła. Potem żyje toto w skrajnym ubóstwie i oczekuje, że ktoś się zlituje i pomoże, coś da, bo to dla dzieci, to przecież trzeba pomóc. No i ludzie najczęściej dają, a to i tak nikomu nie pomaga. Rodzice wszystko przechlają albo nakupują pierdół na jeden raz. Nie wspomnę już nawet o tych matkach co latają na paznokcie co dwa tygodnie, a dzieciak jak siedział w syfie, tak siedzi. I tak rośnie kolejne pokolenie nierobów i pasożytów, bo jak nie mają odpowiednich wzorców, to co ma z nich wyrosnąć? Ci znowu narobią dzieciarów i jakoś to się będzie kręcić.
Dlatego nie jestem za tym, żeby takim ludziom pomagać. Brzmi to okropnie, ale tak uważam. Jakby zobaczyli, że za darmo nic nie ma i nikt im nic nie da, to może by się wreszcie opamiętali, wzięli do roboty i przestali taśmowo produkować latorośle.
Jako dzieciak zadawałam się z lokalną patologią. Kradliśmy lizaki ze sklepów, rzucaliśmy kamieniami w bogate dzieci w ładnych ubrankach i łamaliśmy wycieraczki w samochodach.
Potem moi koledzy wracali do swoich pato-domów i rodziców alkoholików, a ja do całkiem normalnej mamy i uczyłam się na sprawdzian z przyrody. Mama nic nie podejrzewała, bo zasuwała na dwa etaty, próbując jakoś związać koniec z końcem. Ja za to chodziłam też do innej podstawówki niż ekipa z bloków, a tam nikt nie znał mojej alternatywnej tożsamości podwórkowego mafiozo.
Z czasem wyszłam jakoś na ludzi i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to jednak nie było całkiem normalne dzieciństwo.
Mam 17 lat, chłopaka od dwóch lat, od ponad roku własny pokój i problem z dwa lata młodszą siostrą.
W czym mam problem - siostra nie szanuje kompletnie mojej własności i prywatności. Często wyjeżdżam, a ona pod moją nieobecność wchodzi do mojego pokoju i zabiera moje ubrania, laptop (który doprowadziła do stanu prawie bezużyteczności) i kosmetyki, za które płacę z własnych pieniędzy.
Robi bajzel w moim pokoju nanosząc błota, piachu i śmieci.
Prosiłam mamę o reakcję, ale ona twierdzi, że przecież ja też podbieram jej i siostry rzeczy - co nie jest prawdą, ponieważ ja szanuję własność innych, a jeżeli chcę coś pożyczyć, to pytam. Ale mama jest na to ślepa.
Mama i jej partner szanują moją prywatność odkąd mam chłopaka. Zawsze pukają i czekają na reakcję zanim wejdą. Siostrze jest to obce. Raz wlazła, kiedy byłam w intymnej sytuacji z chłopakiem, na szczęście nic nie zobaczyła. Ale naprawdę trafia mnie szlag. Jeżeli coś kupię, to muszę chować we wszytej pod łóżko skrytce. Ręcznik trzymam w pokoju, bo ona i jej śmierdzący chłopak wycierają się nim, a ja jestem podatna na infekcje i choroby grzybiczne. Siostra podkrada też pieniądze, które SAMA zarabiam, wypruwając się w pracy po szkole. Ponadto siostra ma psa, berneńczyka, o którego nie dba. Nie sprząta, nie wyprowadza, nie karmi, nie uczy.
Pies leży w małym korytarzu i się męczy.
Jestem niesprawiedliwie traktowana w rodzinie - siostra dostała kota i psa. Kot poszedł do oddania, bo traktowała go jak teraz psa. Pies miał choroby kości przez zaniedbanie. Ja nigdy nie dostałam nawet rybki, mimo że prosiłam jako dziecko. A ona dostała wymagające DROGIE rasowe zwierzęta, które się męczą pod jej "opieką". Podkradanie pieniędzy mamie i jej partnerowi nie zostało nawet skomentowane. Palenie przez nią trawki, zachlewanie się, ucieczki, wracanie po północy - nic z tym nie robią. A ja jestem opieprzana z góry do dołu za to, że trzasnęłam drzwiami albo jem zupki chińskie. Naprawdę nie sprawiam problemów - zawsze byłam grzeczna. Teraz nie ma mnie praktycznie w domu przez pracę. A kiedy jestem, spada na mnie opieka nad dwuletnią siostrą. Bo druga siostra nie potrafi i nie pilnuje.
Nie wiem co mam robić. Mam dość siostry, gdybym mogła, udusiłabym ją we śnie. A kiedy czegoś nie chcę jej dać, matka się na mnie drze i i tak każe się "dzielić". Rozmowy z matką nie przynoszą rezultatu, a siostra ignoruje moje prośby i groźby.
Uwaga! Będzie obrzydliwie!
Mając 18 lat postanowiliśmy zacząć z chłopakiem naszą przygodę z seksem. Każde z nas było już gotowe i stwierdziliśmy, że już jesteśmy przecież pełnoletni. Każde mieszkało jeszcze ze swoimi rodzicami, więc okazje do zbliżenia były na wagę złota. Kiedy przyjechałam do niego okazało się, że będziemy mieć wolną chatę. Pech chciał, że miałam akurat okres. Niestety to nas nie zniechęciło. Dlaczego piszę niestety?
Otóż stwierdziłam, że okres mi się kończy i nie powinno być zbyt dużo wydzieliny menstruacyjnej. Chłopak przystał na to, wskoczyliśmy do łóżka, nałożyliśmy zabezpieczenie i wio!
Wszystko fajnie i przyjemnie do czasu kiedy chłopak po wszystkim wyszedł ze mnie i w tym samym czasie wylały się z mojego organizmu niekontrolowanie hektolitry krwi!
Co robić, żeby taka ilość nie przeciekła na kołdrę, której wypranie może zdziwić rodziców, którzy niedługo wrócą? Talerz! Przynieś talerz! Ale jaki? No taki duży! Ten z mikrofali się nada? TAK!!!
On leci z tym talerzem, ja go podtykam między powłoczkę od kołdry i samą kołdrę. Uff, dobrze, że wydzielina była gęsta, a nasza reakcja mega szybka. Nic nie przesiąknęło. Teraz należy to sprać. Wrzucenie samej powłoczki do pralki byłoby ok, ale znów nasuwa się pytanie, co powiedzieć jego rodzicom jak wrócą? Robiliście pranie?? Yyy.. tak!
Tak być nie mogło. Udało nam się to zebrać i wyczyścić szczotką na tym talerzu. Mokrą plamę wysuszyliśmy suszarką. Oczywiście talerz również został porządnie umyty :)
Takim sposobem udało nam się uratować sytuację :)
Dla osób lubiących pełne zakończenia - nadal jesteśmy razem, już prawię dekadę :P
Wielkanoc 2019. Wracamy z mężem od rodziny. Około godziny 21 byliśmy pod naszym blokiem. Niedaleko wejścia do klatki stoi facet z kartką w dłoni. Nic sobie z tego nie robimy, może na kogoś czeka, ale coś mi mówi, że nas zaczepi.
Kiedy jesteśmy coraz bliżej wejścia do bloku, on podchodzi do męża i pyta czy może go prosić o autograf (warto wiedzieć, że mój mąż nie jest osobą sławną, nie wiem skąd to pytanie). Zapytany po co mu ten autograf odpowiada, że to jego marzenie...
Mąż odmówił i na tym się skończyło, ale samo to, że ten człowiek zapytał o coś takiego i czekał pod naszym blokiem, trochę napawa mnie strachem. A co jeśli od jakiegoś czasu już nas obserwuje i to wcale nie był przypadek i czekał akurat na nas? Pewnie myślicie, że za bardzo się nakręcam, a ja boję się wyjść sama z własnego domu.
Chcę zaznaczyć, że to nie jest opinia o strajku nauczycieli.
Podczas swojej 12-letniej edukacji miałem górki i dołki. Czasem były lepsze oceny, a czasem gorsze. Kiedy poszedłem do najlepszego liceum w mieście, zaczęła się moja mała gehenna. Upokarzanie przy każdym najmniejszym błędzie, kąśliwe komentarze, odpowiadanie na pytania z łaską, a nawet nieprzyjemne słowa po lekcjach bez świadków, podkopywanie samooceny uczniów i wnioskowanie, że nic się nie uczą, chociaż każdy się starał jak mógł. Straciłem zapał do nauki, moje oceny się znacznie pogorszyły, czułem się jak śmieć, który nigdzie nie zajdzie. Popadłem w uzależnienia od papierosów i telefonu.
Od miesiąca jednak wszystko się zmieniło. Miałem dosyć telefonu, czułem, że marnuję na nim życie. Sięgnąłem po książki i zacząłem się uczyć, bo w końcu w tym roku zdaję maturę. Pokochałem to. Zdobywanie wiedzy stało się dla mnie niezwykłe, wręcz odnalazłem w tym pasję. Teraz pragnę tylko więcej i więcej. Od kiedy nie chodzę do szkoły, nauka sprawia mi przyjemność, a odkrywanie coraz to nowych informacji jest dla mnie niesamowite. Żałuję, że przez 3 ostatnie lata nie potrafiłem odnaleźć w sobie zamiłowania do wiedzy, a nauka strasznie mnie zniechęcała. Teraz mam nadzieję, że maturę napiszę na tyle dobrze, żeby dostać się na wymarzone studia, a jak nie, to najwyżej poprawię ją za rok. Wiem, że mam wszystkie niezbędne umiejętności, żeby odnieść sukces. Szkoda, że zamiast tego tyle razy słyszałem, jaki jestem głupi i beznadziejny.
Sytuacja miała miejsce kiedy miałam około 5-6 lat.
Razem ze starszym rodzeństwem i rodzicami mieszkaliśmy w bloku. Na parterze budynku poza mieszkaniami znajdował się ogromny hol i klub anonimowych alkoholików. Nie wiem dlaczego, ale składzik z krzesłami i innymi gratami oraz toaleta tego klubu nie znajdowały się w pomieszczeniu klubu tylko w wąskim korytarzyku na tym holu. Wiedziałam o tym, bo dzieci sąsiadki korzystały z tych toalet kiedy grały w ping-ponga na sali klubu (uczęszczały tam razem ze swoją mamą, która była kiedyś żoną alkoholika).
Tak czy siak wychodziłam akurat z mieszkania na zewnątrz, żeby pobawić się z dzieciakami i rodzeństwem. Na schodach na półpiętrze (1 piętro, tuż obok były drzwi do mojego mieszkania) zaczepił mnie obcy mężczyzna. Nie był naszym sąsiadem, wszyscy się tam znaliśmy. Zapytał mnie, gdzie może skorzystać z toalety. Ja jako rezolutna dziewczynka od razu powiedziałam, że na parterze, o tam (pokazałam palcem - drzwi do toalet było widać przez takie ozdobne kraty na półpiętrze) może skorzystać z toalety klubu AA.
Mężczyzna bardzo nalegał, żebym poszła z nim i mu pokazała, gdzie są te toalety. Powiedziałam, że jak nie wie, to niech pójdzie do klubu (wielkie drewniane podwójne drzwi na parterze z czerwoną tabliczką, które musiał minąć, żeby wejść na pierwsze piętro!) i tam mu powiedzą i beztrosko zbiegłam po schodach żeby wyjść się pobawić.
Po latach jak sobie o tym przypomnę to przechodzą mnie ciarki. Być może właśnie wtedy spotkałam się z pedofilem, któremu nie udało się mnie złapać.
Drodzy rodzice! Miejcie na oku swoje dzieci, nigdy nie wiadomo kiedy coś złego może im się stać. Niemal pod waszym okiem, pod drzwiami waszego domu.
Swoją drogą ciekawi mnie dlaczego ten człowiek wszedł do naszego bloku. Znajduje się daleko od ulicy, a wcześniej minął sklepy, szkołę dla dorosłych - mógł wejść tam i skorzystać z toalety. A on wszedł do bloku i postanowił szukać okazji na piętrach.
To była końcówka lat 90. Nie było wtedy domofonu (przynajmniej nasz blok), drzwi zawsze były otwarte, każdy mógł wejść. Bramy ani furki od ulicy też nie było jeszcze przez wiele lat.
Od pół roku opiekuję się chorą babcią. Myję ją, karmię, podcieram...
Życzę jej, żeby umarła. Strasznie mi z tym źle i czuję się jak niewdzięczny potwór.
Babcia mnie wychowała. A raczej sama się wychowałam, ale w jej domu. To był ten typ kobiety, która patrzyła tylko na to, co "somsiedzi" powiedzą, była obrażalska, egoistyczna i zgorzkniała. Nie wierzyła w miłość ani żadne pozytywne wartości, była bardzo pazerna i niemiła.
Gdy byłam dzieckiem, wymuszali posłuszeństwo na mnie, mówiąc, że przeze mnie umrze. Nie mogłam robić wielu rzeczy, które robiły inne dzieci. Gdy byłam nastolatką, nienawidziłam tej kobiety. Czasem chciałam po prostu przywalić jej w twarz, miałam sny, w których ją zabijałam. Potem się wyprowadziłam, zerwałam kontakt, ale babcia zachorowała. Wróciłam, żeby się nią zająć (a jest warzywem). Słyszę od matki i reszty rodziny, że jestem zła, niewdzięczna, bo babcia poświęciła mi całe życie, a ja zerwałam kontakt i że gdyby nie ona, to trafiłabym do bidula.
A ja z każdym dniem bardziej się brzydzę, widząc jej twarz przypominają mi się wszystkie złe historie, chcę zemścić się za dzieciństwo. Mimo to zaciskam zęby i opiekuję się nią najlepiej jak umiem, pamiętam ile dla mnie zrobiła i że inaczej wylądowałabym w domu dziecka. Czuję się straszną egoistką.
Nie zależy mi na spadku, bo właściwie go nie ma, ani na opinii innych. Nie mogę dostać pielęgniarki środowiskowej, bo nie spełniam warunków.
Znalazłam super tanie mieszkanie w przybudówce do domu jednorodzinnego. Minus jest taki, że za ścianą mam właścicielkę - super religijną babuszkę, która jeszcze niedawno biegała na miesięcznice. Babuszka oświadczyła, że nie toleruje bezbożnego sprowadzania mężczyzn przez kobiety niezamężne.
Jestem lesbijką i regularnie "sprowadzam" dziewczyny poznane w klubach. Babuszka sądzi, że mam dużo koleżanek.
Metoda na wnuczka.
Jakimś sposobem, podczas jednej ze studenckich domówek, znalazłem się w grupie osób, które żerują na osobach starszych. Towarzystwo było już mocno rozchwiane przez alkohol, co sprawiło, że niezbyt kryli się z opowieściami na temat tego, jak to im się udaje wyłudzić pieniądze od staruszków. Postanowiłem się im przysłuchiwać udając pijanego i nagrałem ich rozmowy, aby później mieć dowody.
Byłem trzeźwy (kierowca) i od razu po zawiezieniu swojego chłopaka i kilku znajomych, pojechałem na policję zgłosić tych typków. Miałem ich imiona i nazwiska od mojego dobrego przyjaciela, sam jednak nie wiedział do czego mi są potrzebne. Jakiś czas później ta sama grupka miała już postawiony zarzut oszustwa i wyłudzania. Ja, tak jak prosiłem funkcjonariuszy, pozostałem anonimowy.
Możecie uważać, że jestem zwykłym kapusiem, ale mam to gdzieś. Mój ojciec został tak oszukany, a straty wynosiły 5000 zł. Ostrzegajcie swoich rodziców i dziadków, najlepiej wszystkich, których chcecie uchronić przed stratą niemałej sumy.
Dodaj anonimowe wyznanie