#iaPIz

Od jakiegoś czasu spotykam się z bardzo intrygującym facetem. Jest przystojny, szarmancki i cholernie tajemniczy. Mało mówi o sobie, ani o swoich najbliższych. Dlatego byłam zaskoczona, gdy parę dni temu oznajmił mi, że pragnie, abym poznała jego rodziców. Bardzo się tym przejęłam. Na tę okazję kupiłam więc elegancką kieckę, poszłam do fryzjera i poleciałam do najlepszej cukierni w mieście po pudełko najlepszych czekoladek.
Przyjechał po mnie o umówionej godzinie i zabrał mnie do swoich rodziców. Na cmentarz. Oboje zginęli w wypadku 10 lat temu.

#lHaHc

Przez parę lat wynajmowałam mieszkanie z jedną dziewczyną. Nie żebym wierzyła w stereotypy, ale istota, o której mówię, była cycatą blondynką. Głupią jak trampek.

Pewnego dnia wyszłam do pracy i w autobusie zorientowałam się, że zapomniałam wziąć kluczy. Czym prędzej napisałam więc SMS-a do Patrycji (tak się to dziewczę nazywało). Odpisała: „Ja też już wyszłam, ale widziałam, że zapomniałaś kluczy, więc zostawiłam ci moje. Są na stole w kuchni. Buziaczki!”.

W ten sposób obie pary kluczy zostały w domu, a drzwi zostały zatrzaśnięte. Ślusarz za swoją robotę zainkasował 120 złotych...

#Sixrb

Spotykam się od kilku dni z pewną dziewczyną.
Ostatnio byliśmy na kolacji i opowiadaliśmy sobie sporo o swoich zainteresowaniach. Powiedziałem jej więc, że chodzę regularnie na siłownię (interesuję się kulturystyką i trenuję od około 6 lat).
Zapytała, kiedy będzie widać efekty.

#Ddqkk

Mój mąż jest ogarniętym człowiekiem. Prowadzi firmę i świetnie sobie z tym radzi, ale w domu jest coraz gorzej. Wszystko jest na mojej głowie od listy zakupów, po wymianę opon w samochodzie. Nawet nie chodzi o to, że fizycznie wszystko muszę zrobić sama, ale wszystko muszę pokazać palcem.

Jak nie zrobię listy zakupów, to może nie być masła, chleba, czy ziemniaków i tak nie kupi. Jak nie umówię zmiany opon, to będziemy jeździć na jednych do zdarcia. Jak nie ubezpieczę samochodu, to będziemy prywatnym jeździć nieubezpieczonym, o firmowych pamięta. Ostatnio wymiany potrzebują opony w wózku dziecka i tak miesiąc bujałam się bez wózka, aż w końcu napisałam do producenta o parametry, zamówiłam i leżą w kartonie czekając na założenie.

Z drugiej strony oczywiste jest to, że tylko ja robię pranie, obiady i większość porządków (tą pozostałą część muszę pokazać palcem). Kupuję ciuchy i kosmetyki dla całej rodziny, bo facet po sklepach chodzić nie lubi. Ja umawiam wizyty do lekarzy itp.

Nie mam pojęcia kiedy to wszystko na mnie spadło. Nie było tak od początku, w rozmowach wychodzi, że ja się wkurzam, że wszystko jest na mojej głowie, a mój mąż, że ja wiecznie coś planuję. Próbowałam mu "oddać" choć część spraw, ale i tak wszystko wraca na mnie, bo on ma czas. To nie jest tak, że planuję wszystko nie wiadomo jak do przodu, ale jeśli jedziemy na majówkę to wg mnie o opony czy klimatyzację powinniśmy zadbać przed wyjazdem, a nie w lipcu.

#NqRe4

Jako dzieciak dostawałam telefony po tacie. Przeważnie były przywrócone do ustawień fabrycznych. Ale raz tata się zapomniał i znalazłam tam całkiem sporo zdjęć ładnej młodej pani. Przeważnie w pościeli, albo krzątającej się po domu.

Do dziś nie jestem pewna, czy mój ojciec miał kochankę, czy był czyimś stalkerem.

#0RVVx

Pochodzę z raczej biednej rodziny, gdzie wykształcenie miało się co najwyżej podstawowe. A skończyłam studia. Jakoś w połowie zorientowałam się, że nie do końca potrafię porozumieć się z wykształconymi ludźmi z tak zwanych wyższych sfer. I raczej im nie dorównam w takim generalnym obyciu, chciałabym przeczytała wszystkie książki z uniwersyteckiej biblioteki. Z dawnymi znajomymi, którzy zostali na rodzinnym wypizdowiu też jest jakoś dziwnie, bo nie zawsze rozumieją, o czym w ogóle chcę z nimi dyskutować i uznają wtedy, że zadzieram nosa. A czasem jednak chciałoby się porozmawiać o czymś innym niż lokalne ploty.

Egzystuję sobie tak gdzieś pomiędzy i chyba wolałam czasy sprzed studiów, bo wtedy chociaż miałam wrażenie, że dokądś należę.

#wISJq

Przez pół roku wylewałam z siebie siódme poty na aerobiku. Zredukowałam obiady o połowę. Zrezygnowałam z przekąsek, gazowanych napojów i słodyczy. Wzbogaciłam dietę o kiełki, surowe warzywa i sałatę, której nienawidzę. Codziennie biegałam po 5 kilometrów. Zapisałam się na masaże, chodziłam na basen, uprawiałam jogę… Wszystko to, aby zrzucić nadprogramowe 10 kilogramów, specjalnie dla mojego chłopaka. Chciałam mu się podobać. Udało się – osiągnęłam wymarzoną wagę.

Wczoraj odkryłam, że podczas gdy ja cierpiałam katusze, walczyłam z pokusami i zarzynałam swoje ciało, mój ukochany zdradzał mnie z dziewczyną, która ma 30 kilogramów nadwagi.

#mUhqi

Byłam na zakupach w jednej z najbardziej popularnych sieciówek. Przeglądając ciuchy wpadła mi w oko jedna z bluzek, jednak stwierdziłam, że wrócę po nią na koniec moich polowań.

Po przejściu całego sklepu, postanowiłam wybrać się po upatrzoną rzecz, jednak moim oczom ukazałam się widok "madki" siedzącej na stole z wystawionymi koszulkami, która bez skrępowania karmiła swoje dziecko. Ja rozumiem, że dziecko mogło płakać, być głodne, ale sytuacja miała miejsce w galerii handlowej w której jest co najmniej 5 pokoi dla matki z dzieckiem.

Bluzki nie kupiłam, bo to właśnie na niej madka siedziała, a obsługa sklepu zachowywała się, jakby nic się nie stało.

#iWMHd

Gdy miałam niecałe 10 lat, zmarł mój tata. Od tego czasu mama zrobiła się bardzo opiekuńcza w stosunku do mnie i kilka lat starszej siostry. Niestety przez zamartwianie się mamy, przez całe nastoletnie życie nie mogliśmy wychodzić nigdzie z domu, znajomych miałam niewiele, a i tak nie mogłam się spotykać z nimi po szkole. Bo gdy skończyły się lekcje musiałam od razu wracać do domu. Zawsze było coś do zrobienia w domu czy na ogrodzie.

Moje siostra z racji tego że była starsza, miała jak to mówią więcej wolności. O co zawsze byłam zazdrosna, niestety gdy upominałam się o swoje, zawsze mama i siostra potrafiły tak mi wmówić, że czułam się z tym źle. Myślałam, no jak mogę jeszcze czegoś więcej chcieć, skoro w domu i przy nich mi dobrze. Miałam tak prawie przez całe liceum i studia. Bez gadania robiłam wszystko co mi kazały, nawet gdy już byłam zmęczona, z domu wychodziłam tylko na zakupy lub spacery z psem. Nigdy im się nie sprzeciwiałam i robiłam tylko co chciały, choć nigdy nie były z tego zadowolone. Sprzątałam, gotowałam, byłam na każde zawołanie. Nie mogłam podjąć sama decyzji nawet jak się ubrać.

Dopiero rok temu gdy poznałam mojego chłopaka, zaczęłam sobie uświadamiać w jakiej chorej sytuacji się znajduję. Przy nim zrozumiałam, że mam prawo do swojego zdania i nie muszę czekać na zgodę mamy i siostrzyczki gdy chcę gdzieś wyjść i dbanie o dom nie jest tylko moim obowiązkiem. Na początku obie były wściekłe, gdy zaczęłam się sprzeciwiać, jednak po kilku rozmowach z moją mamą, uświadomiła sobie, że mam prawo do własnego decydowania o swoim życiu. Niestety siostra do dziś mi wyrzuca, że przez to że w weekendy jeżdżę do mojego chłopaka i wolę wolny czas spędzać z nim i jego rodziną, nie szanuję własnej rodziny i tylko wyszukuję powodów do kłótni. Przez życie w domowej klatce, jak to teraz nazywam, miałam niską samoocenę i poczucie własnej wartości. Do dziś ciężko mi się przed kimś otworzyć i opowiedzieć co dokładnie działo się w borach domu. Może to wyznanie będzie początkiem.

Nie jest to zbyt emocjonujące wyznanie, ale piszę to z ostrzeżeniem dla innych, którzy mają nadopiekuńczą rodzinę. Nie dajcie się stłamsić i walczcie o swoje. Dziś potrafię się postawić mojej siostrze i mamie, choć nadal nieraz czuję się z tym źle, ale wiem już że nikt poza mną nie może decydować o tym na co mam ochotę od życia.
Dodaj anonimowe wyznanie