#M2Gee

Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy dlaczego ludzie tak nie lubią świadków Jehowy. Dlaczego? Ano jak się okazało moja kochana babcia (rasowy moher z pierwszej ławki) przywitała religijnych domokrążców zapraszając na herbatę. Zrobiła im taki wykład, uparcie stawiając wiarę katolicką na miejscu pierwszym, że prawie ich "nawróciła". Więcej się u nas nie pokazywali i omijali mój dom szerokim łukiem.

Po wielu latach jednak przyszli nowi. Dwóch młodych chłopaczków w sprawie dokładnie tej samej misji. Babcia tym razem była łagodniejsza w porównaniu do poprzedników, bo tych wrobiła w trzepanie dywanów (a było ich dość dużo).
Aktualnie wyprowadziłam się stamtąd i żyję dość daleko, a jednak mam wrażenie, że Jehowi dalej omijają moje mieszkanie po tym jak razu pewnego obudzili mnie i ledwo przytomna otworzyłam im dosłownie w samym szlafroku narzuconym na szybko, bo pomyliłam ich z kurierem. Z dorodnym rumieńcem i zmieszaniem na twarzach stwierdzili, że chyba jednak to nie jest odpowiednia chwila na takie rozmowy. Gdyby nie oni, to zaspałabym do pracy.

Cóż, babcia miała wytrzepane dywany, a ja miałam budzik.

#YSwqL

Jestem masochistką...

Ale nie w takim sensie jak myślicie. Jakoś tak się składa w moim życiu, że przeważnie jak się z kimś kłócę, to przez messengera lub skype'a. Od lat mam taką taktykę, że układam sobie mowę, piszę ją (poprawiając uprzednio 300 razy, aż brzmi tak jak chcę), wysyłam, a następnie wyłączam internet i nie czytam odpowiedzi. Przez następną dobę lub dwie nie zaglądam tam, bojąc się co tam zastanę. W międzyczasie ciągle o tym myślę, jestem podenerwowana, nie mogę jeść, ani spać, ale nie mogę tam też zajrzeć - to silniejsze ode mnie.

Właśnie od doby nie otworzyłam wiadomości od chłopaka, z którym się pokłóciłam i postanowiłam rozładować trochę stres pisząc to wyznanie.
Czy ktokolwiek też tak robi, czy tylko ze mnie jest taki chory człowiek?

#CGQuy

W jeden z cieplejszych z ostatnich dni poszłam z psem na długi spacer w długiej jasnej sukience. Pech chciał, że spadł w trakcie tego spaceru deszcz, więc nie dość że wyglądałam jak siedem nieszczęść, to jeszcze zrobiło się wszechobecne błocko. Zadarłam sukienkę, tak że ledwo mi gacie przykrywała (no żeby nie upaprać) i tak sobie wracamy. Pies gdzieś odbiegł, więc nie było do kogo gadać (mieszkamy na wiejskim terenie i wszyscy z okolicy psa znają, więc puszczam go bez stresu samopas, żeby się wybiegał), toteż, jako człowiek, który z ozora pożytek zawsze musi zrobić, zaczęłam sobie śpiewać. Akurat wkręciło mi się ostatnio „Komu bije dzwon” Kultu.

Żeby Wam lepiej zarysować obraz: idzie kobieta z mokrymi strąkami ciemnych włosów, z długą niemal do ziemi jasną sukienką (w półmroku, który się zrobił po deszczu, dającą po oczach niczym śnieżna biel) trzymaną częściowo w rękach i zaczyna wyć (akurat od tego zaczęłam) „wsyp mnie do ziemi, skąd przyjechałem, bim-bom, bam-bim-bom, skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon”.
No i usłyszałam wrzask. No i zobaczyłam przerażonego człowieka, który wyszedł spomiędzy drzew. No i zobaczyłam, jak ucieka.
Następnego dnia dowiedziałam się, że u nas straszy.

#NWgtO

Nie wiem czy anonimowe, ale mam pewien problem z kolorami. Niebieski i zielony. To one w głównej mierze są tymi problemowymi. Wiem doskonale, który kolor jest którym, lecz gdy ktoś zapyta się mnie z zaskoczenia, czy wyrywkowo, jaki to kolor, to pierwsze co powiem to ten drugi.

Dla przykładu, pytanie z zaskoczenia, jaki kolor ma trawa... Moja odpowiedź? Niebieski! Chociaż wiem, że zielony... Nie wiem czy w dzieciństwie ktoś chciał zrobić mi pranie mózgu, (jak widać nie udało się to do końca), ale chociaż doskonale wiem jaki to kolor, to pomimo tego, zawsze ale to zawsze powiem odwrotnie. :D Śmieszna sprawa wśród znajomych, ale oby nigdy takie pytanie odnośnie kolorów nie padło w żadnej poważniejszej rozmowie, bo ciężko się z czegoś takiego wytłumaczyć, gdyż nikt nie wierzy ;p. Pozdrawiam każdego, który za pierwszym wrażeniem widzi zielone niebo :D

#SweRC

Lubię z moim narzeczonym odgrywać roleplay w łóżku, kostiumy i przebieg "historyjki" zawsze sobie planujemy.

Było tak też pewnego wieczora, umówiliśmy się, że jak on wróci z pracy mam mu otworzyć w kusym stroju pokojówki. Jacek miał założyć garnitur, lakierki i wziąć ze sobą teczkę, w której przyniesie ze swojego mieszkania różne zabawki erotyczne. Potem miałam otworzyć mu w opasce na oczy i zaprowadzić do sypialni....

Plan prawie się powiódł, ale coś totalnie zmieniło przebieg sytuacji. Mieszkam z mamą, która wtedy była na wyjeździe służbowym, więc byłam pewna, że przez najbliższe dwa dni jej nie będzie.

Naszykowana czekałam na SMS od mojego narzeczonego, gdy napisał, że już wychodzi z samochodu poszłam założyć maskę i usłyszałam pukanie, nie zastanawiając się otworzyłam i zaczęłam tańczyć ocierając się o penisa mojej miłości, zaprowadziłam go do sypialni i ściągnęłam marynarkę... Nagle z korytarza słyszę jak MÓJ NARZECZONY krzyczy i przeprasza mnie, że tak długo, ale zapomniał czegoś z auta i musiał się wracać.

W swojej sypialni miałam faceta mojej matki, który przyszedł do nas, bo zapomniał, że mama jeszcze nie wróciła. Zaczęłam się miotać, nie wiedziałam co się dzieje. Fagas zaczął się tłumaczyć, że on nie widział, że to ja, że ja i mama jesteśmy bardzo podobne i myślał, że to ona chce mu zrobić niespodziankę.

Mój facet wywalił go z mieszkania i przez 15 minut siedziałam w takim szoku, że ledwo co się ogarnęłam. Już nigdy nie otwierałam drzwi w masce i nigdy nie spojrzałam w oczy przy mojej mamie i jej kochankowi. Do dziś mi wstyd, mam nadzieję, że on również nikomu o tym nie powiedział i zostanie to naszą tajemnicą.

A z narzeczonym dokończyliśmy swoje plany. ;)

#mCnZp

Wszystkich Świętych - święto, w które moi rodzice lubią ze śmiechem wspominać "żenującą" sytuację z mojego dzieciństwa.

Gdy miałam jakieś 4 lata, przez cały dzień jazdy po grobach miałam w buzi kęs śniadania, którego z jakiegoś powodu nie połknęłam, rodzice odkryli to dopiero wieczorem - że cały czas mam coś w buzi. Powiedziałam im wtedy, że był to eksperyment. Strasznie ich to śmieszy do dziś. Mnie mniej, bo po prostu regularnie biłam bita za niedojadanie. Przełknięcie tego spowodowałoby u mnie wymioty, a wypluć się bałam, bo mogliby to zauważyć.

Wiem, że to głupie, ale ponieważ ciągle o tym przypominają, sama nie potrafię o tym zapomnieć i za każdym razem trochę boli.

#OL5hN

Historia jak milion innych.
7 lat temu zakochałam się. Jak zawsze na początku miłość, motylki w brzuchu, cały czas razem. On-ideał, koleżanki mi zazdrościły, rodzice go uwielbiali.

Mieszkamy razem za granicą od 5 lat. Mamy 4-letnią córkę, a mój ukochany od 3 lat pije. Jednego dnia mniej, drugiego więcej. Czasem mnie uderzy, czasem poszarpie, czasem zwyzywa, opluje, rozwali rzeczy, wyrzuci na dwór w nocy na godzinę lub dwie. Nie przeszkadza mu to, że dziecko patrzy, nieważne czy ktoś widzi, czy jesteśmy sami... Potrafi mnie obrażać przy swoich kolegach, którzy oczywiście nie reagują na to, bo to nie ich sprawa.

Rok temu córka poszła do przedszkola, a ja do pracy. 9 miesięcy temu znalazłam całkiem fajną pracę, przydało mi się do tego doświadczenie z rodzimego kraju oraz wykształcenie. Jednak nie mówię w obowiązującym tu języku i warunkiem otrzymania pracy było automatyczne zapisanie się na kurs językowy, który łącznie trwa 3 lata, przez co pracuję tylko na pół etatu. Nie mam szansy z wypłaty odłożenia nawet grosza, ukochany potrafi w 3 dni pozbyć się swojej pensji, a dziecko przecież musi jeść.

Próbowałam wziąć kredyt by się wyprowadzić, zacząć nowe życie z córką, we wszystkich bankach i parabankach jakie tutaj znam i niestety nikt mi go nie udzielił, zarabiam za mało i mam na utrzymaniu dziecko (nie mamy ślubu). Jedyne wyjście to albo w tym tkwić i udawać, że wszystko jest dobrze, niszcząc przy tym dzieciństwo córki lub zmienić pracę i zrezygnować z kursów. Jednak możliwości nie mam dużo, bez języka jedyna praca to "sprzątanie domków" lub pani do towarzystwa.

Mam 26 lat. Wiem, że jeśli teraz nie zdobędę potrzebnych kwalifikacji potem będzie za późno. I tak sobie w tym tkwię z dnia na dzień, płacząc dzień w dzień. Od rodziców usłyszałam, że mogłam nie brać za faceta "zapijaczonej łajzy", więc o powrocie do kraju nie ma mowy. Ukochany wie, że ma problem, próbował się leczyć, ale po tygodniu się zniechęcił i jest co raz gorzej. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Nie mam przyjaciół, nie mam nikogo kogo mogłabym poprosić o pomoc, nie mam gdzie uciec choćby na noc. Próbowałam w domu samotnej matki, ale czas oczekiwania to około roku, oprócz wyjątkowych sytuacji (sprawy w sądzie itp), nie mogę iść z tym na policję, bo w tym kraju mogą mi przez to odebrać prawa rodzicielskie (godzenie się na przemoc w domu). Nie mam gdzie uciec.

Kocham swoją córkę najbardziej na świecie, jej nigdy w życiu nie zrobił krzywdy. W głowie pojawia się milion chorych myśli jak wydostać się z tej sytuacji. Przegrałam swoje życie.

#9hLxU

Zaczął się sezon na grypę, a ja jak co roku zachorowałam. Nagle pojawiły się problemy, bo pani w przychodni powiedziała, że nie jestem ubezpieczona. Byłam ubezpieczona przy rodzicach (nie mam 26 lat i studiuję, a pracę mam na umowę zlecenie), ale nie utrzymuję z nimi kontaktu, więc nie wiedziałam, że straciłam ubezpieczenie.

Próby dodzwonienia się do matki i ojca były nieudane, ciężko się dziwić, skoro według nich nie mają już córki (dokonałam apostazji, więc się mnie wyrzekli).

Poszłam na uczelnię, żeby spróbować zgłosić się u nich do ubezpieczenia, ale panie z dziekanatu wydarły się na mnie, że to nie ich sprawa i rodzice powinni mnie ubezpieczyć. Próby wyjaśnienia sytuacji spełzły na niczym, nie obchodziło je to.

Zrezygnowana, chciałam chociaż pójść do lekarza, żeby wypisał mi zwolnienie. Postanowiłam, że zapłacę co trzeba. Niestety, przy rejestracji pani powiedziała, że nie można tak.

Reasumując, każdy potraktował mnie w tej sytuacji jak robala, nie miałam do kogo się zwrócić. Szukałam w internecie informacji, ale nie znalazłam nic, co dotyczyłoby mojego problemu. Poszłam do pracy z grypą, bo inaczej musiałabym płacić za niestawienie się na zmianie. Pracuję w gastronomii. Współczuję wszystkim tym, którzy zamówili w tym tygodniu pizzę, którą robiłam ja. Naprawdę nie chciałam przychodzić z cieknącym nosem i pokasłująca do pracy.

#5GBOk

Codziennie przed snem wyobrażam sobie o tym jak maltretuję swojego byłego. On jest związany, a ja znęcam się nad nim. Najczęściej w tych fantazjach jest też jego nowa ukochana i rodzina, nad którą pastwię na jego oczach.

Zostawił mnie po ponad 9 latach bycia razem. Nie jesteśmy razem od 1.5 roku. Nie ułożyłam sobie życia, chociaż bardzo się starałam. Miałam ogromne problemy z zaśnięciem, na dodatek często się budziłam i codziennie śniło mi się, że mnie zostawia lub że widzę go z nową dziewczyną. Od kilku miesięcy zaczęłam mieć te makabryczne fantazje i to daje mi ukojenie. Zasypiam dużo prędzej i w końcu się wysypiam... Chociaż on śni mi się nadal.
Dodaj anonimowe wyznanie