#hnaRr
#B5fh2
Do rzeczy. Jak do niej przychodzę, korzystam z jej prysznica, używam swojego ręcznika schowanego w plecaku i swojego żelu, nie zostawiam po sobie śladów.
Nie mam możliwości umyć się normalnie u siebie, kanalizacja jest bardzo stara i wszystko przecieka, trzeba wynosić po sobie wodę, która nie zawsze jest ciepła. W domu nie ma pieniędzy na podstawowe naprawy, a w zimie często jest zimno w całym budynku.
Zostały jeszcze 2 lata do pójścia do pracy i upragnionej wyprowadzki.
Nikt niczego nie podejrzewa, a ja się cieszę, że mogę korzystać z czegoś, co dla większości ludzi jest pod ręką.
#LoivE
Nigdy mu nie powiem, że potrafię wymiotować niemal na zawołanie. Wystarczy lekko drażniący zapach, mogą to być nawet ładne perfumy nielubianej osoby.
#dzCZh
O sprawie dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, podsłuchując rozmowę mamy/babci z tatą/dziadkiem. Bo Ewa musiała iść na studia, bo Ewa nie mogła zmarnować sobie życia. Miała 17 lat, kiedy mnie urodziła, a mój ojciec, też 17-latek, powiesił się w trakcie ciąży Ewy. Przez całe moje studia to Ewa trzymała moje finanse w ryzach, tłumacząc się, że chce odciążyć rodziców. To Ewa zabierała mnie na zakupy i kupowała mi ubrania, mówiąc, że mama sypnęła kasą. Uczyła mnie, jak zachowywać się wobec mężczyzn, pomagała mi szukać wymarzonej pracy. Była obecna w moim życiu tak bardzo, że często przyćmiewała rodziców. A ja jak taki dzban wierzyłam, że tak po prostu jest w każdej rodzinie, że starsze rodzeństwo wyraźnie ingeruje w wychowanie młodziaka.
Tak, oni nie wiedzą, że ja wiem... Czuję w powietrzu wybuch emocji, ja już dłużej tak nie wytrzymam.
Byłam pewna, że takie rzeczy to tylko w Trudnych Sprawach...
#kaVXo
Dzisiaj mijają dwa lata. Przez cały ten czas jedyną osobą, do której się odzywałem, była kasjerka w większym sklepie spożywczym. "Dzień dobry. Kartą. Do widzenia." - i tak raz na dwa/trzy tygodnie, gdy robiłem zakupy. Śmieci wynoszę raz na kilka miesięcy. Prysznic biorę raz na tydzień. I w końcu jestem szczęśliwy.
Nie sądzę, by depresja mi przeszła. To raczej niemożliwe lub przynajmniej bardzo mało prawdopodobne. Gdzieś tam w tyle głowy cały czas jest. Ale w końcu się uśmiecham. Potrafię się zaśmiać z tego, co zobaczę. Nie tęsknię za kontaktem z innymi ludźmi. Nie nudzę się. Wysypiam się jak nigdy wcześniej. Wagę utrzymuję w normie. Jestem zdrów jak ryba - nawet o przeziębienie mi ciężko. A na koncie urosły mi spore oszczędności. W końcu niczym się nie przejmuję, nic mnie nie stresuje, depresja nie ma nic, czym mogłaby mnie męczyć.
Wycofaniem społecznym odrodziłem się jako człowiek. I prawdopodobnie uratowałem sobie życie.
#gvwy2
Jestem młodą dziewczyną i uwielbiam swoimi długimi paznokciami zeskrobywać swój śluz z majtek i go zjadać. Nie wiem dlaczego, ale tak jak inni lubią obgryzać i zjadać paznokcie, tak ja lubię po prostu to jeść.
#r6m7f
Ustaliłem sobie, że tygodniowo muszę śledzić 10 osób. No i to robię. Sama myśl o tym, że mógłbym tego nie zrobić napełnia mnie strachem i niepewnością (przed czym? nie wiem).
Pragnę też uspokoić "zaniepokojone osoby" - nie jestem osobą agresywną, jedynie śledzę przypadkowe osoby i to bez względu na wiek i płeć - aczkolwiek młodszych łatwiej śledzić, bo poruszają się normalnie, a starcy powoli. Potrzeby seksualne załatwiam ze swoją dziewczyną.
#mR6WJ
Powiedzcie mi, czy to jest normalne, że moja dziewczyna mi rozkazuje? Dosłownie, mówi mi co mam robić, czyli: co jeść, jak się ubierać, jakiej słuchać muzyki, jakiego rodzaju książki kupować albo jak spędzać wolny czas. To nie są sugestie, tylko rozkazy - podkreślam.
Przykład numer jeden.
W niedzielę miałem ochotę zjeść na śniadanie jajecznicę. Monika weszła do kuchni i powiedziała: „Daj spokój, nie będziemy jeść jajecznicy, przygotuję nam frankfurterki”. Po czym zabrała z mojej dłoni jajka i wzięła się za robienie śniadania. Nie było żadnego pytania, od razu przeszła do czynu i podała mi na śniadanie to, na co ona miała ochotę.
Przykład numer dwa.
Mówiłem Monice, że chcę zacząć oglądać pewien serial – pisaliśmy o tym SMS-y ciągu dnia. Wróciłem do domu, wieczorem siadamy na kanapie, jestem pewien, że oglądamy to o czym jej wspominałem, a ona… włącza kompletnie coś innego. I zero słowa wyjaśnienia.
Przykład numer trzy.
Kupuje mi ubrania, takie jakie jej się podobają. Nie konsultuje tego ze mną, tylko przynosi do domu i wkłada do szafy. Co więcej, WYRZUCA moje koszulki, na zasadzie: jedna nowa, to jedna stara do kosza. Ostatnio wywaliła moją ulubioną koszulkę ze Spider-Manem i nastąpiła po tym prawdziwa awantura.
Kocham Monikę, ale przeszkadza mi fakt, że narzuca mi swoje zdanie. Nie myślcie, że rozpisuję się tutaj, a jej nic nie powiedziałem! Oczywiście, rozmawialiśmy o tym, ale ona się kompletnie nie zmienia. Mówi tylko, że to wszystko z miłości, bo chce o mnie dbać itp. Jednak ja wyczuwam tutaj coś więcej. I coś mi mówi, że to kobieca próba zgarnięcia mnie pod pantofel, bo na piwo z kolegami również nigdy nie mogę wyjść (nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem moich kumpli!).
Jestem sfrustrowany, bo Monika chce mną dyrygować, a ja – przez to że zadurzyłem się w niej po uszy – nie umiem się jej postawić. Obawiam się jednak, że jeśli tego nie zrobię, to nasz związek zamieni się w piekło…
#TAPQf
A 1 listopada znów będę musiała go znosić przez całe popołudnie. Bo przecież siostry bez męża nie zaproszę.
P. S. Tak, miałam więcej (ale niewiele więcej).