#oE7TS

Wczoraj zasnęłam na sofie przed telewizorem. Dziś rano obudziłam się przykryta kocykiem. Telewizor był wyłączony, a na stoliku stała gorąca herbata, jakby czekając, aż rozpocznie się mój dzień. Zaspana ucieszyłam się, że ktoś o mnie pomyślał i o mnie zadbał. Po chwili jednak dotarło do mnie, że mieszkam sama i cała radość nagle ustąpiła najprawdziwszemu przerażeniu. W dalszym ciągu nie wiem co właściwie się stało, ale na wszelki wypadek parę najbliższych nocy zamierzam spędzić w domu rodziców...

#hnaRr

W podstawówce i gimnazjum regularnie dopisywałam sobie oceny do dziennika. Nigdy nikomu to nie podpadło. Dlaczego? Ano dlatego, że byłam prymuską. Moje oceny (te uczciwe) zwykle oscylowały pomiędzy 4+ i 6. Jak spodziewałam się z jakiegoś przedmiotu na semestr takiego 4/5 albo 5/6, zawsze wykorzystałam okazję (podstawówka, czasy łażenia z dziennikiem do i z pokoju nauczycielskiego), żeby sobie dopisać chociaż ze 2-3 oceny, które w moim odczuciu przechylały szalę na korzyść tej wyższej opcji.

#B5fh2

Od września przychodzę do starszej o kilka lat znajomej, podać leki jej kotu, kiedy ona jest w pracy (ja mogę od razu po szkole przyjechać). Mam klucze do jej mieszkania i dostaję za pomoc jakąś drobną kwotę.

Do rzeczy. Jak do niej przychodzę, korzystam z jej prysznica, używam swojego ręcznika schowanego w plecaku i swojego żelu, nie zostawiam po sobie śladów.
Nie mam możliwości umyć się normalnie u siebie, kanalizacja jest bardzo stara i wszystko przecieka, trzeba wynosić po sobie wodę, która nie zawsze jest ciepła. W domu nie ma pieniędzy na podstawowe naprawy, a w zimie często jest zimno w całym budynku.

Zostały jeszcze 2 lata do pójścia do pracy i upragnionej wyprowadzki.
Nikt niczego nie podejrzewa, a ja się cieszę, że mogę korzystać z czegoś, co dla większości ludzi jest pod ręką.

#LoivE

Powiedziałam mojemu chłopakowi, że chce mi się wymiotować, gdy poczuję zapach dymu papierosowego. Nie uwierzył mi i wydmuchał mi zawartość płuc w twarz. Zwymiotowałam, a on nie pali już dwa miesiące.
Nigdy mu nie powiem, że potrafię wymiotować niemal na zawołanie. Wystarczy lekko drażniący zapach, mogą to być nawet ładne perfumy nielubianej osoby.

#dzCZh

Właśnie się dowiedziałam, że moja siostra okazuje się być moją matką. Dziewczynki, które uważałam za siostrzenice, są moimi przyrodnimi siostrami.

O sprawie dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, podsłuchując rozmowę mamy/babci z tatą/dziadkiem. Bo Ewa musiała iść na studia, bo Ewa nie mogła zmarnować sobie życia. Miała 17 lat, kiedy mnie urodziła, a mój ojciec, też 17-latek, powiesił się w trakcie ciąży Ewy. Przez całe moje studia to Ewa trzymała moje finanse w ryzach, tłumacząc się, że chce odciążyć rodziców. To Ewa zabierała mnie na zakupy i kupowała mi ubrania, mówiąc, że mama sypnęła kasą. Uczyła mnie, jak zachowywać się wobec mężczyzn, pomagała mi szukać wymarzonej pracy. Była obecna w moim życiu tak bardzo, że często przyćmiewała rodziców. A ja jak taki dzban wierzyłam, że tak po prostu jest w każdej rodzinie, że starsze rodzeństwo wyraźnie ingeruje w wychowanie młodziaka.

Tak, oni nie wiedzą, że ja wiem... Czuję w powietrzu wybuch emocji, ja już dłużej tak nie wytrzymam.

Byłam pewna, że takie rzeczy to tylko w Trudnych Sprawach...

#kaVXo

Od kilku lat zmagam się z ciężką depresją. Psycholog, psychiatra, terapie - nic mi nie pomagało. W pewnym momencie dotarłem do dna i, nie mogąc już wytrzymać, a nie chcąc posuwać się do samobójstwa, rzuciłem wszystko. Przerzuciłem się na pracę zdalną, uciąłem wszelkie kontakty i relacje z ludźmi, ograniczyłem wychodzenie z domu do minimum, higienę również - ogółem odciąłem się od całego życia w społeczeństwie i norm społecznych.

Dzisiaj mijają dwa lata. Przez cały ten czas jedyną osobą, do której się odzywałem, była kasjerka w większym sklepie spożywczym. "Dzień dobry. Kartą. Do widzenia." - i tak raz na dwa/trzy tygodnie, gdy robiłem zakupy. Śmieci wynoszę raz na kilka miesięcy. Prysznic biorę raz na tydzień. I w końcu jestem szczęśliwy.

Nie sądzę, by depresja mi przeszła. To raczej niemożliwe lub przynajmniej bardzo mało prawdopodobne. Gdzieś tam w tyle głowy cały czas jest. Ale w końcu się uśmiecham. Potrafię się zaśmiać z tego, co zobaczę. Nie tęsknię za kontaktem z innymi ludźmi. Nie nudzę się. Wysypiam się jak nigdy wcześniej. Wagę utrzymuję w normie. Jestem zdrów jak ryba - nawet o przeziębienie mi ciężko. A na koncie urosły mi spore oszczędności. W końcu niczym się nie przejmuję, nic mnie nie stresuje, depresja nie ma nic, czym mogłaby mnie męczyć.

Wycofaniem społecznym odrodziłem się jako człowiek. I prawdopodobnie uratowałem sobie życie.

#r6m7f

Śledzę ludzi. Nie dlatego, że jestem jakimś detektywem, ale z zamiłowania. Jadę na miasto, znajduję swoją "ofiarę" i chodzę za nią. Jak wchodzi do jakiegoś sklepu lub pojazdu to zabawa się kończy i odpuszczam albo wybieram kolejną. Ot, chodzę w wolnym czasie za ludźmi patrząc gdzie idą. Nigdy nie próbowałem się dowiedzieć ich imion/nazwisk ani ich życia prywatnego.

Ustaliłem sobie, że tygodniowo muszę śledzić 10 osób. No i to robię. Sama myśl o tym, że mógłbym tego nie zrobić napełnia mnie strachem i niepewnością (przed czym? nie wiem).

Pragnę też uspokoić "zaniepokojone osoby" - nie jestem osobą agresywną, jedynie śledzę przypadkowe osoby i to bez względu na wiek i płeć - aczkolwiek młodszych łatwiej śledzić, bo poruszają się normalnie, a starcy powoli. Potrzeby seksualne załatwiam ze swoją dziewczyną.

#mR6WJ

Od około pół roku jestem w związku ze wspaniałą dziewczyną. Zakochałem się w niej po uszy i cieszę się z każdego dnia spędzonego razem. Są jednak pewne kwestie, które nie dają mi spokoju i przeszkadzają w osiągnięciu pełni szczęścia. Ja wiem, że na początku (a my wciąż na tym etapie jesteśmy) ludzie się poznają i starają się wypracować kompromisy, dlatego też jestem wciąż wyrozumiały dla niektórych akcji, które moja Monika potrafi odwalić. Jednak czasami naprawdę ręce mi odpadają.

Powiedzcie mi, czy to jest normalne, że moja dziewczyna mi rozkazuje? Dosłownie, mówi mi co mam robić, czyli: co jeść, jak się ubierać, jakiej słuchać muzyki, jakiego rodzaju książki kupować albo jak spędzać wolny czas. To nie są sugestie, tylko rozkazy - podkreślam.

Przykład numer jeden.
W niedzielę miałem ochotę zjeść na śniadanie jajecznicę. Monika weszła do kuchni i powiedziała: „Daj spokój, nie będziemy jeść jajecznicy, przygotuję nam frankfurterki”. Po czym zabrała z mojej dłoni jajka i wzięła się za robienie śniadania. Nie było żadnego pytania, od razu przeszła do czynu i podała mi na śniadanie to, na co ona miała ochotę.
Przykład numer dwa.
Mówiłem Monice, że chcę zacząć oglądać pewien serial – pisaliśmy o tym SMS-y ciągu dnia. Wróciłem do domu, wieczorem siadamy na kanapie, jestem pewien, że oglądamy to o czym jej wspominałem, a ona… włącza kompletnie coś innego. I zero słowa wyjaśnienia.
Przykład numer trzy.
Kupuje mi ubrania, takie jakie jej się podobają. Nie konsultuje tego ze mną, tylko przynosi do domu i wkłada do szafy. Co więcej, WYRZUCA moje koszulki, na zasadzie: jedna nowa, to jedna stara do kosza. Ostatnio wywaliła moją ulubioną koszulkę ze Spider-Manem i nastąpiła po tym prawdziwa awantura.

Kocham Monikę, ale przeszkadza mi fakt, że narzuca mi swoje zdanie. Nie myślcie, że rozpisuję się tutaj, a jej nic nie powiedziałem! Oczywiście, rozmawialiśmy o tym, ale ona się kompletnie nie zmienia. Mówi tylko, że to wszystko z miłości, bo chce o mnie dbać itp. Jednak ja wyczuwam tutaj coś więcej. I coś mi mówi, że to kobieca próba zgarnięcia mnie pod pantofel, bo na piwo z kolegami również nigdy nie mogę wyjść (nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem moich kumpli!).
Jestem sfrustrowany, bo Monika chce mną dyrygować, a ja – przez to że zadurzyłem się w niej po uszy – nie umiem się jej postawić. Obawiam się jednak, że jeśli tego nie zrobię, to nasz związek zamieni się w piekło…

#TAPQf

Szczerze nie znoszę swojego szwagra (męża mojej siostry). Buc i prostak. Za przykład niech posłuży sytuacja z ostatniej imprezy rodzinnej, kiedy to przyjechali do nas na jakieś dwie godziny przed moim bratem, który też był zaproszony z żoną. Karol zeżarł, bo innym słowem tego określić nie można, cały wyłożony placek i dokładkę (poważnie, wziął kilkanaście kawałków) i, biorąc ostatni kawałek, rzucił radośnie „mam nadzieję, że masz więcej, bo przecież zaraz Franek z Kaśką przyjadą”. Nie wiem, co moja siostra w nim widzi.
A 1 listopada znów będę musiała go znosić przez całe popołudnie. Bo przecież siostry bez męża nie zaproszę.

P. S. Tak, miałam więcej (ale niewiele więcej).
Dodaj anonimowe wyznanie