#GmrGF
W domu okazało się, że podczas gdy babina przepowiadała moja przyszłość, jakiś jej wspólnik w biznesie ukradł mi komórkę z plecaka.
#g1XIJ
Elizka się z tego śmieje i nazywa mnie zazdrośnikiem, a ja faktycznie po raz pierwszy czuję się o nią mocno zazdrosny. Nie mogę znieść myśli, że ona flirtuje z jakimś facetem na czacie. Prosiłem ją, żeby przestała, ale Eliza nie chce dać za wygraną i postawiła sobie za cel, by zwyciężyć w tym głupim zakładzie.
Niby do wygrania ma 500 zł, które przeznaczymy na wspólną kolację, ale nie wiem, czy to wszystko jest tego warte. Może to ja wariuję, w końcu to tylko żarty, ale mimo to czuję się beznadziejnie w tej sytuacji...
#G8iMR
W przychodni było wiele dzieci, ale naprzeciwko nas siedziała kobieta z dwójką chłopczyków. Cały czas krzyczeli, płakali lub śmiali się z innych dzieci, chyba że grali w gry na swoich telefonach, to chwilę był spokój. Jeden z nich podszedł do mojego syna (który siedział obok mnie) i zaczął wyrywać mojemu dziecku zabawkę. Oczywiście zaczęłam upominać dziecko, że tak nie wolno, oraz zwróciłam uwagę jego mamie. Ona jedynie zaczęła się śmiać oraz komentować, że wielka pani się znalazła itp. Chwilę był spokój, lecz po chwili znów jej dziecko zaczęło szarpać zabawkę Antka. Urwało jej głowę. Byłam w takim szoku, że dopiero płacz mojego dziecka mnie obudził. Nakrzyczałam na tę babę, żeby ogarnęła dziecko i zaczęłam pocieszać swoje.
Teraz anonimowa część. Babsztyl był z synem w toalecie (damskiej). Sama też chciałam ogarnąć mojego, więc weszłam po niej. Jej dziecko zostawiło telefon, dość nowy i drogi. Wylądował w toalecie. Nie muszę chyba opisywać jej ryku na to, że nie może znaleźć telefonu :)
#VrcSo
Pojawiła się dziewczyna, która chce się spotkać ze mną w wiadomym celu, ale bez zobowiązań, mają być to ukryte spotkania z racji tego, że ma chłopaka.
Nie była zbyt urodziwa, była z innego miasta, a z racji tego, że ostatnio przewinął mi się program „Zdrady” w TV, postanowiłem zabawić się w detektywa.
Chciała przyjechać do mnie nazajutrz, zaraz po pracy, w godzinach popołudniowych. Myślała, że mieszkam w jej mieście. Chciała przejść na inny popularny komunikator, gdzie wysyłała mi zdjęcia, każdy chyba się domyśla jakie. Podkreślała, że woli być ostrożna i kiedy da znak, mam nie odpisywać. Opowiadała, że niejednokrotnie zdradza swojego faceta i spotyka się na numerki. Zachowywała się jak dziewczyna z ulicy. Podkreślę nawet, że chciała, żeby to było spotkanie na zasadzie bdsm.
Finalnie wieczorem, kiedy wróciłem z pracy, umówiliśmy godzinę i miejsce spotkania.
Do spotkania nie doszło, kiedy była na miejscu o umówionej godzinie, czekał na nią jej facet.
Nie wiem jak wam poszła rozmowa, ale pozdrawiam serdecznie.
#REdqv
Za czasów studenckich mój kumpel miał dziewczynę, która mieszkała ze swoim przyjacielem gejem.
Ona i ten jej przyjaciel pożyczali sobie kulki analne.
#R8ezc
Dość niedawno przyszła do mnie babka z sąsiedniego bloku. Prosiła o pomoc, bo jak mówiła "Coś jej korki wywala jak mikser podłącza" i że nie może swojej córeczce jakiegoś jedzonka zrobić. Ugadaliśmy się na niewysoką kwotę (niechętnie z jej strony) i zaraz poszliśmy do niej.
W mieszkaniu bałagan, ojca nie ma, a telewizor z jakąś bajką na maksymalnej głośności. Westchnąłem i wszystko po kolei zacząłem sprawdzać, starając się nie zwracać uwagi na panią, która co jakiś czas przechodziła obok i pytała jak mi idzie. Okazało się, że za lodówką było rozwalone gniazdko i goły przewód zasilający, który tonął w jakichś śmieciach, w tym aluminiowych. Wziąłem się więc za naprawę, przy okazji puszczając sobie muzykę z mojego głośnika, aby było mi raźniej i aby zagłuszyć radosne darcie dzieciaka. Robota się przedłużyła, bo jak tylko kawałek przewodu wyciągnąłem, to okazywało się, że jest goły w innym miejscu. Ostatecznie zdecydowałem się na wymianę całego przewodu aż do najbliższej puszki (przepraszam, jeśli ktoś nie rozumie wyrażeń), wszystkie trzy przewody były wepchnięte na siłę i z ogromnymi dziurami w izolacji. Zabrałem się za wymianę. W tym czasie pani czepiła się, że moja muzyka przeszkadza jej dziecku w bajce i ogólnie jest zła. Zignorowałem ją raz, drugi, trzeci... aż w końcu po prostu zabrała mi głośnik i zanim zdążyłem go odebrać, zamknęła się z nim w łazience i powiedziała, że nie odda, póki nie skończę pracy i jeszcze żebym mniej policzył za to, że krzywdzę uszy jej dziecka i że ono zaraz się rozpłacze, co dzieciak faktycznie zrobił.
Uznałem, że nie będę się z głupią baba szarpać. Wyszedłem, przy okazji odłączając im prąd, pewien, że nie będą w stanie go włączyć, i postanowiłem wrócić do domu, nie zgłaszając jeszcze sprawy na policję (głośnik nówka za 500 zł).
Dzwoniła do mnie parę razy, ale ja odrzucałem połączenia.
Na następny dzień przyszła do mnie. Grzecznie i potulnie przeprosiła razem ze swoim dzieciakiem. Oddała mi głośnik, więc wróciłem do niej i jej rozmrożonej lodówki. Skończyłem robotę i wziąłem zapłatę, oczywiście z nawiązką.
Na koniec ostrzegałem ją i powiedziałem, że za żadne skarby nie przyjdę do niej ponownie, co z pewnością by się przydało, gdyż pewnie resztą instalacji wyglądała identycznie.
Pozdrowienia dla Madki.
#DXNK7
Zacznę od jedzenia. Nie raz słyszałam o tym, że ktoś narzekał, że nie ma wegetariańskiej/wegańskiej opcji i z jednej strony spoko, bo ludzie powinni mieć wybór. Z drugiej strony były sytuacje takie, gdzie ktoś wchodził do restauracji ze stekami i domagał się opcji wege. Mylące też są restauracje z rysunkiem szczęśliwej krówki i nazwą typu "prawdziwy burger", a wszystkie opcje są bezmięsne.
W jednej restauracji jako napoje były dostępne tylko te dietetyczne wersje bez cukru i nie było wyboru opcji klasycznej. Dodam, że restauracja nie reklamowała się jako fit, tylko ktoś uznał, że cukier jest zły i już.
Absurdem było to, jak nie można było zamówić "czarnej kawy", bo to rasistowskie, ale "białą kawę" już tak.
Innym razem robię awatara w grze i wyborów odcieni skóry było naprawdę dużo. Chyba każdy możliwy odcień brązowego, po czym trzy odcienie jasnej skóry.
To są przykłady, takich sytuacji z miesiąca na miesiąc jest więcej. I denerwuje mnie, że nagle jak restauracja nie ma opcji wegańskiej czy wegetariańskiej, to jest zła i najlepiej napisać skargę, ale jak jest restauracja tylko wegańska, to jest super. Jak ktoś wspiera mniejszości, to jest bohaterem, ale niech ktoś napisze, że wspiera białych, heteroseksualnych mężczyzn, to jest rasistą i homofobem.
Ja naprawdę rozumiem walkę o swoje prawa i popieram to, żeby każdy mógł wybrać, ale właśnie wybrać. Spoko, nie zamierzam wchodzić do baru sałatkowego i żądać steka, ale jeżeli restauracja nie promuje się jako fit/wege, to niech będzie wybór dla obu stron.
#MAUqZ
Koleżanka dała mi niedawno niezły patent na to, jak spowodować, żeby Sebki (te nieprawilne, niemiłe i nieanonimowe - wiadomo, te nasze są spoko) nie dość, że zostawiły człowieka w spokoju, to jeszcze załamały ręce nad jego biednym losem.
Mieszkam w spokojnej dzielnicy, ale jeśli wracam nocnym autobusem, to muszę iść przez średnio fajne osiedle, bo na moje nie dojeżdża komunikacja o takiej porze. A jest to niestety jedyna droga, bo jest ono umiejscowione w zakolu rzeki, po drugiej stronie są tylko działki, a dalej park. Zawsze wracaliśmy większą grupą, ale musiałam raz wrócić wcześniej. Odpowiednio przygotowana, wyszłam w trasę.
Nie uszłam daleko, gdy z bramy wyłoniło się trzech karków, w niewybrednych słowach żądając kasy albo telefonu. Nie powiem, byłam blisko zawału, ale starałam nie dać tego po sobie poznać. Rzuciłam głośno "Ku... kolejni, panowie, miejcie litość. Przed chwilą oddałam komórkę, jeszcze wcześniej portfel. Zostały mi tylko słuchawki, ale one niezbyt działają. No i rękawiczki" [pokazałam zawartość kieszeni zarówno w kurtce, jak i w spodniach - pusto, no poza zasmarkaną chusteczką i wyżej wymienionymi]. Chłopakom zrobiło się chyba głupio, kazali dać słuchawki i sp... szybko się oddalić. Nie musieli mnie dwa razy namawiać.
Nigdy w życiu tak bardzo się nie bałam. Szwindel się udał - słuchawki nie działały od roku, telefon i dokumenty bezpiecznie były przy mnie, zawieszone w płaskiej torebce tuż przy ciele (kojarzycie, jak starzy turyści noszą takie kwadratowe, zawieszone na szyi? taką wygrzebałam z szafy). Nie do wyczucia przy ewentualnym sprawdzeniu przez "oklepanie", zwłaszcza pod grubą kurtką i bluzą. Moje modlitwy o to, żeby nie chcieli mnie pobić, zostały wysłuchane, chyba głupio by im było sprać dziewczynę.
Dopiero dzień później zdałam sobie sprawę, że przecież mogłam wziąć taksówkę...
#blV8H
Czas wkraczania w dorosłość, studia w Warszawie.
Przetrwałam jeden rok na uczelni. Nie zliczę, ile razy zostałam wykorzystana w kwestii pomocy w nauce ("Dej notatki", "Pomóż przed kolosem"), bez żadnego rewanżu, a potem i tak zjechana, że pomagam tylko "wybrańcom". Ile razy obgadana i oszkalowana ("Zdała na 5? Zrobiła dobrze prowadzącemu, wygląda na taką"). Ile razy nie informowano mnie o zmianie sali czy przesuwaniu terminu kolosa/projektu (dziewczyny z grupy zmieniały widoczność postów na FB "specjalnie" dla mnie).
Jak się z własnej woli zgłaszałam do rozwiązania zadania z matematyki czy fizyki, które naprawdę lubiłam (a warto wiedzieć, że były na dość prymitywnym poziomie, bo kierunek nie był typową inżynierką), to spojrzenia spode łba, że wyrywam się przed szereg i zawyżam poziom grupy.
Ja się nawet nie łapałam na stypendium czy jakąś wybitną średnią, ale jako jedyna się rzetelnie uczyłam i miałam te 4.0.
I wiecie co?
Ludzie byli naprawdę zdziwieni, jak mówiłam, że to jest w takiej książce albo w notatkach z dnia X. Wiele osób miało wrażenie, że ja w domu to nic nie robię, a zdaję, bo mam farta, na ładne oczka albo "robię dobrze prowadzącym". Nie siedziałam na wykładach z nosem w Fejsie czy Insta, tylko pisałam i uważnie słuchałam, więc po prostu wiedziałam, co było do nauczenia.
Ówczesny chłopak szydził ze mnie, bo jak opowiadał mi jakąś bzdurę, to spytałam "naprawdę tak się stało?". Jego odpowiedzią było "Nie, ha, ha, jesteś taka naiwna". Przyznaję, przy chłopaku byłam mniej wyczulona na kłamstwa i próby oszukiwania, bo zawsze sądziłam, że ludzie w związku sobie ufają i nie robią takich chamskich przytyków i prób.
Wiem, że powinnam była zareagować wcześniej, ale chodziłam też w międzyczasie na siłownię, dbałam o mieszkanie, dorabiałam, jeździłam do domu rodzinnego do chorej mamy i nie miałam czasu na analizę ludzi.
W końcu uciekłam stamtąd, od ludzi się odcięłam, założyłam nowy profil na FB i poszłam do innego miasta na studia. Nie jestem psychiczną ruiną, ale czuję się w pewien sposób zatruta tym wszystkim, co się tam działo.
Na nowej uczelni nie mam żadnych znajomych, nie pomagam, nie pokazuję, że umiem jakiś materiał. Po prostu sobie po cichu istnieję obok innych studentów. Nie chcę powtórki z rozrywki.
Jeśli idziecie na studia, nie pomagajcie za darmo! Inaczej inni nie będą mieć respektu i Was rozszarpią.
Tyle ode mnie.