#wBldu

Piszę w związku z wyznaniem #PH0P4 i bardzo chcę podziękować całej społeczności, że tak wstawiliście się za żoną autora wyznania. Miesiąc temu mąż zostawił mnie z naszym 5-miesięcznym synkiem, obwiniając mnie o brak czułości i seksu, przy czym przy dziecku nie robił nic. Myślałam, że może rzeczywiście moja wina, zaniedbałam męża, ale z komentarzy pod wyznaniem wyczytałam, że miałam prawo skupić się na sobie i dziecku, mieć czas na dojście do siebie po porodzie i że to coś zupełnie normalnego. Dziękuję, dało mi to dużo siły i wsparcia, pozdrawiam Was, anonimowi.

#kfQPg

25 lat temu pracowałam w pewnym zakładzie na pewnym stanowisku - samodzielnym, jako jedyna, za przełożonych miałam jedynie dyrekcję i całkowicie polegali oni na mnie. Dzięki temu, że pracowałam tam od początku utworzenia tego stanowiska, moje zdanie było najważniejsze i tylko ja się na nim "znałam". Piszę "znałam", bo tak naprawdę musiałam nieźle kombinować, żeby mój brak kompetencji nie wyszedł na jaw. Ogarniałam, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że można to robić dużo, dużo lepiej. Oczywiście było przez to wiele problemów, ale umiałam się zręcznie wybronić, a głównym argumentem było to, że mam tylko dwie ręce i pracuję cały czas, nie pijam kawek ani nie chadzam na obiadki, co w połowie było prawdą - nie chadzałam, bo zwyczajnie wolałam siedzieć w swoim biurze, tam jeść, pić i najczęściej się opierdzielać. Często chodziłam zaaferowana, markotna, zmęczona. Moja gra była tak dobra, że dostawałam nawet premię. Cała ta instytucja składała się w większej mierze z osobników takich jak ja, którzy swojego czasu dosłownie fartem wskoczyli na swoje stołki, a sama dyrekcja i kierownicy mieli jeszcze mniejsze pojęcie od nas o tym, jak to powinno wyglądać. Ich zadaniem było tylko podpisywać (sami nawet nie wiedzieli co), chadzać na spotkania z innymi dyrekcjami i udzielać wywiadów.

Eldorado prysło, gdy postanowili zatrudnić nową pracownicę i padł pomysł, by dziewczę oddelegować mi do pomocy. Co więcej, ona miała umiejętności, których mnie brakowało. Posadziłam ją tak, bym ja doskonale widziała co robi, ale nie odwrotnie. Byłam dla niej zwyczajnie miła, często rozmawiałyśmy. Bardzo długo walczyła o tę posadę, bo chciała w końcu uciec od ciężkiej sytuacji w domu rodzinnym, kuła i ćwiczyła po nocach. Była niesamowicie miła, pogodna, łagodna. Uważnie podpatrywałam co i jak robi, żeby samej się nauczyć, ale coraz częściej zastanawiałam się, czy nie odstąpić jej swojego miejsca pod pretekstem zmęczenia. Ba, może nawet przyznać, że ona umie więcej ode mnie. Ale wizja utraty tak komfortowej posady bardzo mi się nie podobała.

Ostatecznie przed dyrekcją powiedziałam, że przykro mi, ale młoda się nie nadaje - po tym, jak sama podłożyłam jej małą świnię. Wystawiłam za to bardzo dobre świadectwo za te trzy miesiące i dobrotliwie nie wspomniałam w nim o "wpadce". Nie dostała umowy na stałe. Wiem, że pracę znalazła dopiero po dwóch latach, ale za to w super firmie. Widywałam ją w międzyczasie, marniała z miesiąca na miesiąc.

Jestem już na emeryturze, jej dobrze się wiedzie, ale dzisiaj jak mnie widzi, smutno na mnie patrzy mimo grzecznego uśmiechu. Czasami mnie to gryzie, ale też miałam w
życiu swoje problemy i przeżyłam. Nie wiem, dlaczego to akurat ja miałabym się poświęcić. Też miałam swoje problemy i jakoś musiałam żyć. Tylko tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

#gmCGi

Wypad z kumplami nad morze. Idziemy do bistro coś zjeść. Tłumy ogromne, jak to bywa w w czasie wakacji. Zamówiliśmy obiad, zjedliśmy. Odpoczywamy, pełny relaksik, pijemy zimne piwko. Nagle wpada gość o dużej masie ciała, silnie zbudowany i krzyczy "Kto zżar, za mną!". My z lekkim zawahaniem pomału wstajemy od stołu, bo przecież zżarliśmy. Ludzie wstają i wychodzą. 

Okazało się, że ci ludzie byli z miejscowości Żary. Kelner widząc naszą reakcję po tym incydencie, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Wzięliśmy piwo i poszliśmy.

#dwcuQ

Będąc w podstawówce uwielbiałam filmy o Harrym Potterze. Z dwoma kolegami zawsze bawiliśmy się w udawanie czarodziejów z Hogwartu. Ja byłam Hermioną, kolega, w którym się podkochiwałam jako gówniara wcielał się w Harry'ego (zawsze nam się wydawało, że Harry i Hermiona będą parą). Drugi kolega udawał Rona, czyli taką przyzwoitkę przy moich i tego "Pottera" amorach. 

Jak ktoś czytał / oglądał ostatnią część serii, ten wie, że Ron i Hermiona pobrali się. Tak samo po latach ja i kolega "Weasley" zakochaliśmy się w sobie i tak - zostaliśmy parą :)

#uKOdX

W 4 klasie podstawówki, jakieś 13 lat temu, na dyskotece szkolnej zatańczyłem swój pierwszy wolny taniec. Dziewczyną, z którą przeżyłem ten "pierwszy raz" była niejaka Ala z mojej klasy. Po tańcu szczęśliwy i zauroczony usiadłem przy ścianie obok kolegów i bez słowa rozmyślałem o tym co się stało, zapatrzony w sufit. Nagle podszedł do mnie jeden z moich kolegów.
- Widziałeś!? - pytam.
- Co miałem widzieć?
- Tańczyłem z Alą wolnego! - odpowiadam z dumą.
Kolega spojrzał na mnie z politowaniem i odparł:
- I z czego się tak cieszysz? To dziw*a. Pół szkoły już z nią tańczyło!

#QYUuu

Powiedzcie mi proszę, czy tylko ja tak mam, że nienawidzę być ignorowany? Nie mam najmniejszego problemu z negatywną odpowiedzią czy odmówieniem mi tego, o co proszę. Mam jednak alergię na fakt, gdy ktoś słyszał/czytał moje pytanie, ale - śmiejąc się - w ogóle na nie nie odpowie. Za każdym razem mam ochotę pobić się z taka osobą, byle by tylko uzyskać jakąkolwiek reakcję. I mam w poważaniu, że ten ktoś mnie wtedy znienawidzi. I za każdym razem słyszę argument w stylu "no jak nie odpowiadam to znaczy że nie". Nie, jak nie odpowiadasz tzn, że nie szanujesz mojej osoby. Czy naprawdę niektórym tak ciężko zrozumieć, że skoro "oni mogą mieć kogokolwiek w dupie", to ten ktoś może w tej dupie nie chcieć być? Brak odpowiedzi to nie brak zgody, a zwykłą burakowatość jak dla mnie.

#XUBt6

W zeszłe wakacje ja wraz z dwoma kolegami kręciliśmy film. Wszystko ładnie pięknie, udało się nam wszystko sprawnie nakręcić i zadowoleni wracaliśmy do domu.

Szliśmy leśną ścieżką, gadając o różnych rzeczach i nagle z rozmowy wyrwał nas jeden z kolegów. On jeden zauważył, że na na środku ścieżki, tuż przed nami, znajduje się malutki ptaszek, przypominający pisklę. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że omal go nie zadeptaliśmy i zaczęło nas nurtować pytanie: dlaczego ptaszek, w obliczu zagrożenia życia, stamtąd nie odleciał. Ba, on cały czas stał w tym samym miejscu.

Po chwili zaczęliśmy się niepokoić, bo ptaszek wyglądał na sparaliżowanego - ruch jego ciała był związany tylko z oddychaniem, może dwa razy w ciągu kilku minut ruszył główką. Próbowaliśmy go jakoś delikatnie przesunąć, ale on uparcie stał w tym samym miejscu. W dodatku w jego oczach można było dostrzec cierpienie i wydaliśmy werdykt, że musi to być jakiś rodzaj ptasiego paraliżu. Ponieważ tylko ja znałem ten las, jeden z kolegów spytał się mnie, czy kojarzę w jakim leśnictwie się znajdujemy i czy znam może numer do leśniczego. Lekko zdziwiony odpowiedziałem że nie mam żadnego takiego numeru.

Kolega wydawał się jednak bardzo zdeterminowany, by pomóc zwierzątku. Zadzwonił więc do siostry i poprosił ją, by znalazła w internecie numer do leśniczego, bo znaleźliśmy ptaszka w złym stanie. On kontynuował rozmowę, a ja podszedłem do drugiego kolegi, który cały czas zajmował się biedaczyskiem. Coraz wyraźniej było widać ból zwierzęcia, a nic innego się nie zmieniało - jak stał, tak stał. Wszyscy byliśmy coraz bardziej zmartwieni. Żaden z nas nigdy nie widział "sparaliżowanego" ptaszka, a on wyglądał coraz gorzej. Jednak to, co wydarzyło się chwilę później, zapamiętamy na długo.

Z monotonii oczekiwania na telefon siostry z numerem leśniczego wyrwał nas dziwny dźwięk, pochodzący od ptaszka, jakby burczał mu brzuch. Ledwo zdążyliśmy się zorientować, że coś się dzieje, a ptaszek zrobił kupę i natychmiast odleciał w siną dal. Dopiero po jakimś czasie głuchą ciszę przeszył śmiech naszej trójki, który jeszcze dość długo niósł się w lesie, który od tamtej pory kojarzy mi się z ptaszkiem z zatwardzeniem.

#bJUhe

Czy to źle że wyobrażamy sobie śmierć swojego taty?

Odkąd pamiętam był agresywnym alkoholikiem. Zawsze gdy spożył choć odrobinkę alkoholu nie dawał nikomu spokoju. Najczęściej dręczył wszystkich w nocy. Po wytrzeźwieniu przeprasza i składa jakieś gówno warte obietnice. Do tego nie chce się leczyć. Gdy wyobrażam sobie jego śmierć to bardzo wczuwam się w rolę. Jestem jakby zagubiona. Częściowo ciesze się, że wreszcie nie będę musiała bać się spać we własnym domu, ale w przeważającej ilości czuję rozpacz i pustkę. Kocham człowieka, którym jest gdy nie pije, ale nienawidzę tego, którym się staje po wypiciu najmniejszej ilości alkoholu.


Szczerze nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jestem zagubiona i boję się poprosić kogokolwiek o pomoc. Mam wrażenie, że nikomu nie mogę ufać do tego stopnia. Boję się. Dlatego piszę to anonimowo tutaj.
Dziękuje za uwagę.
Pozdrawiam was serdecznie.

#5H2C4

Kiedyś uwierzyłam w prawdziwość rozmówcy na jednej z aplikacji do nauki języka. Okazał się afrykańskim oszustem próbującym wyłudzać pieniądze w agresywny, manipulacyjny sposób.
Najgorsze jest to, że prawie mu uległam. Nie jestem samotna i niewykształcona, nie wiem co się ze mną stało, ale uwierzyłam w to co mówi z tak dużą łatwością, mimo pewnej wiedzy o zachowaniach ludzi, że mnie to przeraziło. Do dzisiaj wstydzę się do tego przyznać. Czuję się podle, poniżona i głupia. Nic się niby nie stało, ale jednak - uważajcie z kim rozmawiacie w internecie.

#tV1j2

Któregoś dnia zobaczyłam na chodniku przed klatką jakąś błyskotkę. Podniosłam I okazało się, że jest to pozłacany kolczyk, wiec niewiele myśląc zawinęłam go do kieszeni.
Jakiś czas już minął, pewnie nawet i miesiąc. Sytuacja ta sama - wychodzę z klatki, na chodniku błyskotka. Ten sam kolczyk, myślę sobie - wypadł pewnie teraz i mi, tylko jakim cudem, skoro szpulnęłam go gdzieś na półkę? No nic, pewnie coś mi się miesza, był pewnie gdzieś zaplątany w kieszeni i wypadł, więc zawinęłam go z powrotem i poszłam w swoją stronę.
Któregoś dnia, bawiąc się w generalne porządki, gdzieś na półce znalazłam wspomniane już świecidełko. Co jest, kur#a? - myślę sobie. Po czym sięgam do kurtki, a tam drugi kolczyk. Szok. Znalazłam kolczyki do pary. W odstępie miesiąca. Mąż mi uwierzył dopiero jak wysłałam zdjęcie dwóch jednocześnie.
Dodaj anonimowe wyznanie