#kfQPg
Eldorado prysło, gdy postanowili zatrudnić nową pracownicę i padł pomysł, by dziewczę oddelegować mi do pomocy. Co więcej, ona miała umiejętności, których mnie brakowało. Posadziłam ją tak, bym ja doskonale widziała co robi, ale nie odwrotnie. Byłam dla niej zwyczajnie miła, często rozmawiałyśmy. Bardzo długo walczyła o tę posadę, bo chciała w końcu uciec od ciężkiej sytuacji w domu rodzinnym, kuła i ćwiczyła po nocach. Była niesamowicie miła, pogodna, łagodna. Uważnie podpatrywałam co i jak robi, żeby samej się nauczyć, ale coraz częściej zastanawiałam się, czy nie odstąpić jej swojego miejsca pod pretekstem zmęczenia. Ba, może nawet przyznać, że ona umie więcej ode mnie. Ale wizja utraty tak komfortowej posady bardzo mi się nie podobała.
Ostatecznie przed dyrekcją powiedziałam, że przykro mi, ale młoda się nie nadaje - po tym, jak sama podłożyłam jej małą świnię. Wystawiłam za to bardzo dobre świadectwo za te trzy miesiące i dobrotliwie nie wspomniałam w nim o "wpadce". Nie dostała umowy na stałe. Wiem, że pracę znalazła dopiero po dwóch latach, ale za to w super firmie. Widywałam ją w międzyczasie, marniała z miesiąca na miesiąc.
Jestem już na emeryturze, jej dobrze się wiedzie, ale dzisiaj jak mnie widzi, smutno na mnie patrzy mimo grzecznego uśmiechu. Czasami mnie to gryzie, ale też miałam w
życiu swoje problemy i przeżyłam. Nie wiem, dlaczego to akurat ja miałabym się poświęcić. Też miałam swoje problemy i jakoś musiałam żyć. Tylko tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.
#gmCGi
Okazało się, że ci ludzie byli z miejscowości Żary. Kelner widząc naszą reakcję po tym incydencie, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Wzięliśmy piwo i poszliśmy.
#dwcuQ
Jak ktoś czytał / oglądał ostatnią część serii, ten wie, że Ron i Hermiona pobrali się. Tak samo po latach ja i kolega "Weasley" zakochaliśmy się w sobie i tak - zostaliśmy parą :)
#uKOdX
- Widziałeś!? - pytam.
- Co miałem widzieć?
- Tańczyłem z Alą wolnego! - odpowiadam z dumą.
Kolega spojrzał na mnie z politowaniem i odparł:
- I z czego się tak cieszysz? To dziw*a. Pół szkoły już z nią tańczyło!
#QYUuu
#XUBt6
Szliśmy leśną ścieżką, gadając o różnych rzeczach i nagle z rozmowy wyrwał nas jeden z kolegów. On jeden zauważył, że na na środku ścieżki, tuż przed nami, znajduje się malutki ptaszek, przypominający pisklę. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że omal go nie zadeptaliśmy i zaczęło nas nurtować pytanie: dlaczego ptaszek, w obliczu zagrożenia życia, stamtąd nie odleciał. Ba, on cały czas stał w tym samym miejscu.
Po chwili zaczęliśmy się niepokoić, bo ptaszek wyglądał na sparaliżowanego - ruch jego ciała był związany tylko z oddychaniem, może dwa razy w ciągu kilku minut ruszył główką. Próbowaliśmy go jakoś delikatnie przesunąć, ale on uparcie stał w tym samym miejscu. W dodatku w jego oczach można było dostrzec cierpienie i wydaliśmy werdykt, że musi to być jakiś rodzaj ptasiego paraliżu. Ponieważ tylko ja znałem ten las, jeden z kolegów spytał się mnie, czy kojarzę w jakim leśnictwie się znajdujemy i czy znam może numer do leśniczego. Lekko zdziwiony odpowiedziałem że nie mam żadnego takiego numeru.
Kolega wydawał się jednak bardzo zdeterminowany, by pomóc zwierzątku. Zadzwonił więc do siostry i poprosił ją, by znalazła w internecie numer do leśniczego, bo znaleźliśmy ptaszka w złym stanie. On kontynuował rozmowę, a ja podszedłem do drugiego kolegi, który cały czas zajmował się biedaczyskiem. Coraz wyraźniej było widać ból zwierzęcia, a nic innego się nie zmieniało - jak stał, tak stał. Wszyscy byliśmy coraz bardziej zmartwieni. Żaden z nas nigdy nie widział "sparaliżowanego" ptaszka, a on wyglądał coraz gorzej. Jednak to, co wydarzyło się chwilę później, zapamiętamy na długo.
Z monotonii oczekiwania na telefon siostry z numerem leśniczego wyrwał nas dziwny dźwięk, pochodzący od ptaszka, jakby burczał mu brzuch. Ledwo zdążyliśmy się zorientować, że coś się dzieje, a ptaszek zrobił kupę i natychmiast odleciał w siną dal. Dopiero po jakimś czasie głuchą ciszę przeszył śmiech naszej trójki, który jeszcze dość długo niósł się w lesie, który od tamtej pory kojarzy mi się z ptaszkiem z zatwardzeniem.
#bJUhe
Odkąd pamiętam był agresywnym alkoholikiem. Zawsze gdy spożył choć odrobinkę alkoholu nie dawał nikomu spokoju. Najczęściej dręczył wszystkich w nocy. Po wytrzeźwieniu przeprasza i składa jakieś gówno warte obietnice. Do tego nie chce się leczyć. Gdy wyobrażam sobie jego śmierć to bardzo wczuwam się w rolę. Jestem jakby zagubiona. Częściowo ciesze się, że wreszcie nie będę musiała bać się spać we własnym domu, ale w przeważającej ilości czuję rozpacz i pustkę. Kocham człowieka, którym jest gdy nie pije, ale nienawidzę tego, którym się staje po wypiciu najmniejszej ilości alkoholu.
Szczerze nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jestem zagubiona i boję się poprosić kogokolwiek o pomoc. Mam wrażenie, że nikomu nie mogę ufać do tego stopnia. Boję się. Dlatego piszę to anonimowo tutaj.
Dziękuje za uwagę.
Pozdrawiam was serdecznie.
#5H2C4
Najgorsze jest to, że prawie mu uległam. Nie jestem samotna i niewykształcona, nie wiem co się ze mną stało, ale uwierzyłam w to co mówi z tak dużą łatwością, mimo pewnej wiedzy o zachowaniach ludzi, że mnie to przeraziło. Do dzisiaj wstydzę się do tego przyznać. Czuję się podle, poniżona i głupia. Nic się niby nie stało, ale jednak - uważajcie z kim rozmawiacie w internecie.
#tV1j2
Jakiś czas już minął, pewnie nawet i miesiąc. Sytuacja ta sama - wychodzę z klatki, na chodniku błyskotka. Ten sam kolczyk, myślę sobie - wypadł pewnie teraz i mi, tylko jakim cudem, skoro szpulnęłam go gdzieś na półkę? No nic, pewnie coś mi się miesza, był pewnie gdzieś zaplątany w kieszeni i wypadł, więc zawinęłam go z powrotem i poszłam w swoją stronę.
Któregoś dnia, bawiąc się w generalne porządki, gdzieś na półce znalazłam wspomniane już świecidełko. Co jest, kur#a? - myślę sobie. Po czym sięgam do kurtki, a tam drugi kolczyk. Szok. Znalazłam kolczyki do pary. W odstępie miesiąca. Mąż mi uwierzył dopiero jak wysłałam zdjęcie dwóch jednocześnie.