#8P7Sl

Kilka lat temu, pod koniec drugiej klasy gimnazjum, przeprowadzałam się do innego miasta i postanowiłam stworzyć i wydrukować dyplomy pożegnalne dla moich nauczycieli (dla każdego z osobną dedykacją). Szło mi to w miarę dobrze. Na koniec zostawiłam dyplom dla niezbyt lubianego przeze mnie nauczyciela, dla anglisty. Wpadłam na pomysł, aby całość napisać po angielsku. Jako że zostało mi niewiele czasu, a języka za dobrze nie znałam, szybko weszłam w internet w celu poszukania jakichś życzeń po angielsku. Wybrałam coś w stylu "jestem ogromnie wdzięczna/zobowiązana" (tak mi się wydawało) i wydrukowałam. Przy wręczaniu dyplomu anglista popatrzył się na mnie dość dziwnie, pomyślałam, że zdziwił się, że on też dostał dyplom.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mój "ukochany" i niezwykle utalentowany językowo nauczyciel dostał dyplom z napisem: "jestem w tobie zauroczona"...
Mam nadzieję, że nie spotkam go nigdy więcej w swoim życiu.

#80geB

Sytuacja miała miejsce w wakacje bieżącego roku. Mój chłopak oświadczył, że zostaliśmy zaproszeni na urodziny do jego kuzyna. Ucieszyłam się, bo fajny z niego kumpel, zawsze z nami imprezował, a i będzie okazja do napicia się. Dzień przed wyjazdem pojechaliśmy do dziadków mojego chłopaka i zostaliśmy na noc, gdyż owe urodziny miały się odbyć niedaleko miejsca ich zamieszkania. 

Rano mój mężczyzna zostawił mnie ze swoją babcią, by pojechać po swojego kuzyna i załatwić wszystkie formalności związane z wynajęciem domku na imprezę. Nie miałam nic przeciwko, jednak z biegiem czasu zaczynałam być coraz bardziej wściekła, czekanie przekładało się na godziny. Byłam zła, że nie zabrał mnie ze sobą. W końcu po mnie przyjechał. 

Zajeżdżamy na miejsce - piękny teren, urocze jeziorko, drewniane domki, cudo. Kuzyn mego lubego, powiedział, że idzie po swoich znajomych, ponieważ zaraz mieli się zjawić na miejscu. Mężczyzna mojego życia zapowiedział, że ma dla mnie niespodziankę i... zawiązał mi oczy. Prowadził mnie za rękę długi czas, zaczęłam się już intensywnie zastanawiać nad jego pomysłem. Na ślepo wprowadził mnie po schodkach do domku. Poczułam wspaniałą woń świeczek. Ze stresu żołądek podszedł mi do gardła, gdy mój luby ściągnął mi chustkę z oczu. Zobaczyłam go klęczącego przede mną pośród płonących świeczek i płatków róż. "Wyjdziesz za mnie?" - "Oczywiście". Po tym krótkim dialogu z pokoju obok radośnie krzycząc wybiegli nasi przyjaciele.

Okazało się, że wcale nie przyjechaliśmy na urodziny Pawła. To był najwspanialszy dzień w życiu! Biba była przednia.

#L0akU

Ostrzegam, będzie lekko obrzydliwie.

Kiedy jestem na imprezie śmiało mogę dużo wypić i czuję się dobrze. Znajomi myślą, że mam mocną głowę. Problemem za to jest dzień następny - kac morderca z wymiotami na pusty żołądek przez pół dnia i małe ilości jedzenia przez dwa dni. Moim sposobem na to jest zmuszanie się do wymiotowania. Jak już wracam do domu po imprezie idę zwymiotować do toalety, żeby nie strawić ostatnich dawek alkoholu. Dzięki temu na drugi dzień czuje się o wiele lepiej.

#rAsHM

Jak zgłosić bliską osobę, która straciła prawo jazdy za jazdę po pijaku, a mimo to dalej jeździ? Jeśli ta osoba ma znajomości w policji, nie da się.

Próbowałem coś z tym zrobić. Prosiłem, żeby nie jeździła, tłumaczyłem (co nic nie dało), potem już tylko kpiłem, że jest skończoną idiotką, że to dalej robi. Przestałem, jak mnie pobiła.

Kilka dni temu byłem świadkiem wypadku na drodze. Zginęła cała rodzina, w tym dwójka małych dzieci. Sprawcą okazał się być pijany kierowca, który wyprzedzał pojazd i jechał na czołówkę auta z naprzeciwka. Wstrząsnęło mnie to do głębi, widziałem na drodze dużo krwi, szkła i martwe ciała. Po tym zdarzeniu postanowiłem, że jeszcze raz wyjedzie pijana z domu, a ja zadzwonię na policję. Długo nie musiałem czekać. Zadzwoniłem pod 112, ale powiedzieli mi, że nie mogą przyjąć zgłoszenia, dopóki nie podam dokładnej lokalizacji sprawcy. A jak niby miałem ją podać nie wiedząc, gdzie przebywa? Polecono zadzwonić mi na 997. Zadzwoniłem. Zgłoszenie przyjęto, ale niechętnie, poza tym musiałem podać imię i nazwisko. Nic nie zrobili, a przynajmniej nie przyniosło to efektu, mimo że opisałem auto i numer rejestracyjny.

Jak się później okazało, osoba, na którą doniosłem dowiedziała się o tym i stałem się czarną owcą w rodzinie, bo z jakiegoś powodu donoszenie na członka rodziny jest nie do przyjęcia. Szkoda tylko, że nikt nie widzi problemu z jazdą po alkoholu!

Zaczynam się poddawać. Mam tylko nadzieję, że osoby, które robią coś tak złego dopadnie kiedyś karma.

#UNS7w

Mając lat pięć, jechałem z tatą i wujkiem samochodem. Droga poza miastem, korek jak podczas pielgrzymki do Częstochowy. Tak stoimy sobie w korku, gdy nagle moje oczęta ujrzały dwie kobiety. Był chyba październik, więc piździło jak w kieleckim, a one ubrane w krótkie spódniczki i w bluzki z dekoltem. Spytałem taty, czy możemy je podwieźć. Tata zmieszany, aczkolwiek spokojnie odpowiedział "Synuś, gdybyśmy je podwieźli, musielibyśmy im zapłacić". Uchyliłem okno i krzyknąłem do nich "Pojedziecie z nami za darmo?!".

Długi czas nie rozumiałem, czemu wujek tak bardzo się śmiał, a tata prawie spalił się ze wstydu. A chciałem tylko żeby "Panie" nie zmarzły...

#pUAFc

Przeczytałam przed chwilą wyznanie o tym, że chłopak nigdy nie wypowiedział imienia swojej dziewczyny, bo jak się okazało, miał problemy z wypowiadaniem słowa z "r". Ja też nigdy nie wypowiedziałam imienia swojego męża. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu wstydzę się! Jesteśmy razem od 15 lat, a ja nie umiem umiem zwrócić się do niego po imieniu. Jeszcze w towarzystwie potrafię powiedzieć "Marek wczoraj kupił nowy telefon". Chociaż i to zajęło mi sporo lat. Zawsze zwracam się do niego bezosobowo albo wołam "kochanie", "żabko"... Mimo iż nie mam przed nim żadnych oporów w łóżku, nie mam problemu puścić przy nim bąka, to wstydzę się zawołać go po imieniu.

Może mało anonimowe wyznanie, ale tak mi się przypomniało i postanowiłam się podzielić.

#WLPXH

Miałam pierwszy wykład ze statystyki. Byłam ubrana w dość charakterystyczną różową marynarkę. Siedzę sobie spokojnie z koleżanką i nie ogarniam tego tematu totalnie. Zdenerwowana tym faktem, że czegoś nie rozumiem już na pierwszym wykładzie nawiązałam dialog z koleżanką:
- Nie ogarniam tego, to jest czarna magia. Ja nie wiem co ja tu w ogóle robię.
- Ja też, chyba większość tego nie ogarnia.
Podczas tej naszej rozmowy doktorek zadał jakieś pytanie (do tej pory nie wiem jakie), ja oczywiście zagadana, nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się dość cicho i akurat w tym momencie wypaliłam swoim niewyparzonym jęzorem:
- Pierdole...
Na co doktorek mówi:
- Bardzo dobra odpowiedź, a może pani ją powtórzyć trochę głośniej?
Wszyscy rozglądają się po sali, więc i ja się do nich przyłączam, lecz wykładowca wbija wzrok we mnie i zachęcająco mówi:
- Pani w różowej marynarce - przy czym miło się uśmiecha.
Ja już przerażenie w oczach, czuję jak robię się czerwona i mam ochotę zapaść się pod stół, a w sumie to pod krzesło. Jednak mój mózg stwierdził, że trzeba wyjść z tego w jakiś sposób, więc prostuję się na tym krześle i dumnie odpowiadam:
- Pier... wiastek?
Wszystkie twarze skierowane raz na mnie, raz na doktorka. W tym oto momencie on milutkim głosikiem odpowiada:
- Prawidłowa odpowiedź jak mówiłem wcześniej, ale proszę się następnym razem się nie bać i mówić głośniej, ja nie gryzę, a za dobrą odpowiedź dostaje pani plusa.

Wszyscy co słyszeli pierwotną wersję mojego "pierwiastka" kładli się na stolikach ze śmiechu, ja natomiast dumna z siebie, nie odpowiedziałam już na żadne inne pytanie doktorka.

#ZIGuT

W liceum miałam kolegę, z którym łączyło mnie głównie zamiłowanie do używek. Wiele osób myślało, że jesteśmy parą lub jakimś rodzajem FWB, ale tak naprawdę po prostu trzymaliśmy się razem z powodu wspólnych zainteresowań oscylujących wokół konsumpcji alkoholu i innych substancji rekreacyjnych.

Pod koniec drugiej klasy, podczas wycieczki, poszliśmy gdzieś do toalety na obowiązkowe piwo i skręta. Nagle do drzwi zaczął pukać nasz wychowawca - okazało się, że widział, jak wchodzimy tam razem. Obydwoje wiedzieliśmy, że alkohol jest na wycieczkach surowo zabroniony, a o innych substancjach lepiej w ogóle nie wspominać. Nasze liceum należało do tych bardziej elitarnych, afera byłaby na całą szkołę. Okno było za wysoko, by wyrzucić przez nie dowody zbrodni, a my musieliśmy działać szybko...

Tak, zgadliście. Przez jakieś 5 minut wydawaliśmy bardzo sugestywne odgłosy, po czym wyszliśmy, ostentacyjnie zapinając spodnie i kurtki. Wytłumaczyliśmy wychowawcy, że seks przecież nie został zabroniony w regulaminie, więc nie może wydalić nas z wycieczki, a chłopinę tak nasze wyczyny zatkały, że nawet nie sprawdził, czy w łazienkowym koszu nie ma dwóch pustych puszek po Warce Strong.

#p3X1o

Dziesięć lat temu w ramach zakładu miałem wykonać test ciążowy. Wynik okazał się pozytywny. Śmialiśmy się, że to może przez wypity alkohol, a może jednak jestem pierwszym w historii przypadkiem mężczyzny w ciąży.

Okazało się, że miałem guza na jądrze, co wpłynęło na wynik testu. Dzięki temu odpowiednio wcześnie rozpocząłem leczenie i nie zostałem bezpłodny. Każdego ranka, gdy widzę swojego syna, dziękuję Bogu, że wpadliśmy wtedy na ten "idiotyczny" pomysł.

#nml4L

Wkurza mnie wszechobecne porównywanie dzieci. U moich znajomych i rodziny to standard. Mój facet ostatnio mi mówi, że syn jego brata potrafi jeść już sam łyżką. Nasz jeszcze nie potrafi, jest miesiąc od niego młodszy. Zdenerwował mnie tym. Każde dziecko jest inne, uczy się różnych rzeczy w innym tempie. Tak samo moja genialna teściowa, marudziła, ze nasz synek ma ponad rok, a jeszcze nie potrafi sam chodzić, a ten drugi już tak. Widziałam go niedługo później to okazało się to nieprawdą, a nasz zaskoczył i nauczył się w ciągu jednego dnia.

Siostra mojego faceta od początku była zachwycona naszym dzieckiem, bo miał dużo ciemnych włosów na głowie i to dodawało mu uroku. Wiecznie powtarzała jaki to on śliczny, a od jej drugiego brata miał tylko parę włosów na krzyż, to mówiła, że "to" jest łyse i że się jej nie podoba. Ten jest taki niegrzeczny, a wasz to aniołek. Niedobrze mi się robi jak słyszę takie rzeczy. Później w szkole jest to samo. Porównywanie kto ma lepsze rzeczy, lepiej się uczy, ma bogatszych rodziców. To jest żałosne. A najlepsze są nauczycielki, które te lepsze dzieci wychwalają pod niebiosa, a te gorsze to gorszy sort.

Ciekawe jakby to wyglądało gdyby dorośli porównywali siebie tak jak swoje dzieci. Ja znam hiszpański, a ty nie. Ja byłam na wakacjach w Turcji, a Ty jak zwykle w Polsce. Mam lepsze auto od Ciebie. Moja mama robi lepsze ciasta. Przecież to śmieszne. Takim porównywaniem krzywdzą swoje dzieci i zawsze będą myśleć, że czegoś im brakuje.
Dodaj anonimowe wyznanie