#zU4BX

Wysłałam wczoraj mojego chłopaka na większe zakupy. Zazwyczaj w takich sytuacjach marudzi, a że do tego jest trochę skąpy, to zawsze narzeka na to, że dużo kupujemy. Ja się tym nie przejmuję, kupujemy tyle, ile nam potrzeba, nie wywalamy żywności, a że mieszkamy kawałek od miasta, to zakupy robi się raz na jakiś czas, za to duże.
Warto wspomnieć, że po pracy, a przed zakupami chłopak wstąpił do jakiegoś baru, żeby coś szybko przekąsić.

Wracał już ze sklepu na naszą wioskę, gdy nagle zbladł i oblał się potem. Zakręciło mu się w brzuchu i wiedział, że już teraz natychmiast musi się zatrzymać, bo inaczej narobi w gacie. Postanowił załatwić swoje potrzeby szybko w pobliskim polu. Zjechał z drogi, wyskoczył z auta i pojawił się pewien problem - ani chusteczek, ani ręcznika papierowego, żadnej gazety, dosłownie nic do podtarcia. Nie mając żadnego innego wyjścia, podtarł się paragonem.

Po powrocie do domu pierwszy raz się cieszył, że tyle rzeczy kupujemy, bo dzięki temu mu paragonu starczyło :D

#nB8tH

Przychodzi w życiu dziewczyny taka romantyczna chwila, kiedy mówi ona "tak" przed tym jedynym, a on na pamiątkę tego dnia zakłada na jej palec pierścionek. W końcu oficjalne zaręczyny. Oglądam na palcu moje cudo, podziwiam, bo pierścionek taki idealny. 

Po chwili zadaję kluczowe pytanie "A czemu akurat ten? Co cię w nim urzekło?". Odpowiedź była jak najbardziej w stylu mego mężczyzny "Bo kojarzył mi się z tobą... Najpierw jak go zobaczyłem, to pomyślałem "matko, jakie to brzydkie", ale im bardziej się przyglądałem, to tym bardziej mi się podobał". 

Uwielbiam nasz związek i poczucie humoru w nim panujące :)

#fru54

Za nastolatka zawsze się śmiałem się z wariatów. Ale chyba w końcu karma wróciła, bo sam zaczynam wariować. Zaczęło się dość niewinnie, ale w końcu skończyło na tzw. "Słyszenia głosów". Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe ale odczułem na własnym umyśle, że prawda może być bardziej okrutna. Ale od początku.

Zaczynało się niewinnie, pracowałem dużo poza domem, dużo hoteli, wyjazdów zagranicznych itd. W końcu zacząłem słyszeć nieprzychylne informacje na mój temat od osób, z którymi mieszkałem lub pracowałem. No cóż trudno, przykro na duchu, ale przecież nie będę toczył kłótni o coś co de facto nie było skierowane do mnie tylko w tajemnicy o mnie. Tyle, że nie było żadnej tajemnicy. Coś zaczęło mi nie pasować dopiero gdy "osoby" zaczynały mówić o rzeczach, o których nie mogły wiedzieć, czyli sprawy z dzieciństwa albo bardzo odległe dla nich, o których nie mogły mieć pojęcia.

Przeraziłem się gdy zacząłem słyszeć głosy osób, na które bylem pewien na 1000%, że są kilkaset albo kilka tysięcy km ode mnie, a mimo to słyszałem ich głosy gdzieś za rogiem czy 2 pokoju. Mieszkanie oczywiście sprawdzone po kilkakroć. Najgorsze, że jestem pewien, że tych rozmów nie ma jakaś część mojego umysłu, jest przekona, że je słyszy i to dosłownie czuję w fizyczny sposób, ciężko jest spać gdy np. słyszysz jak Twój brat czy kolega mówi o Tobie same podłości, a Ty nie możesz usnąć. A tyle, że ich wcale nie ma w tym samym mieszkaniu.

#Uce9z

Opowiem Wam historię o pięknej damie, jadowitym gadzie, weselu i siarce.

Stosunkowo dawno temu pracowałem na pewnej uczelni. Której to, przemilczę. W naszej katedrze dwóch było doktorów: ja i, nazwijmy go, dr Cham Nobilitowany, w skrócie Ch.N.

Na jeden z jego wykładów zaczął uczęszczać kolejny już rocznik, a wraz z nim pewna, dajmy na to, Ania. Dziewczyna uprzejma, ale z ciętą ripostą w zanadrzu, piękna, ale nie sztampowa ze swą urodą, oryginalna, ale nie prowokacyjna, niesamowicie inteligentna, do tego w wyjątkowo szczęśliwym związku. Nie lubiła bujnego życia towarzyskiego i ceniła sobie prywatność, ale nie introwertyczka - więc informacja, kiedy bierze ślub nie była czymś dziwnym. Miało to być po sesji letniej, więc tym bardziej jej zależało, aby zdać wszystko od razu.

Nie wiem, co w niej tak rozdrażniło Ch.N, ale stał się jeszcze bardziej skończonym dupkiem. Wyraźnie było widać, że to Ania go drażni. Nikt nie powiedziałby o niej złego słowa, nikt też poza mną nie zdawał sobie sprawy z przyczyny, dla której w dziwnym milczeniu z Ch.N kipiała żółć, a jad ciekł mu z pyska. Z tego co wiem, nie miał problemów typu rozwód/nieszczęśliwe małżeństwo, nie narzekał też na stan kawalerski. Według mnie, to było po prostu wrodzone ladacznicosyństwo.

Ania oczywiście jako jedyna egzaminu nie zdała. Ch.N dobrotliwie oznajmił, że w ramach poprawki zapyta ją w sobotę za tydzień. Nie słyszałem dokładnie tej rozmowy, ale nie miała wyboru i albo przyjdzie, albo 5 lat studiów idzie na marne (Ch.N. był niesamowicie kryty przez władze uczelni za sprawą rektora, taki typ co mu wszystko wolno i nikt mu nie podskoczy). Wyznaczył przymusową poprawkę na dokładną datę i godzinę (dowiedział się) jej ślubu. Dziewczyna wyszła z podniesioną głową, ale łzami w oczach. Zapytałem ją potem czy nie dałoby się zmienić godziny ślubu, ale nie, nie dało się.

W poniedziałek znów siedzieliśmy w katedrze i buc oznajmił mi wielce z siebie dumny, że taki ch..., jego wtedy nie będzie, bo sam jest zaproszony na wesele, a ja mam tylko wziąć jej podpis na notatce, którą mi tego dnia zostawi i indeks, by był dowód że przyszła - umowa była taka, że dwóję jeszcze poprawi, a za niestawiennictwo (sprawa nieformalna, zwolnienie nie wchodziło w grę) wylatuje. On trząsł się ze śmiechu, a ja z wściekłości. 

Niedługo później przyszedł rektor, czerwony na twarzy. Stanął przed Ch.N.
- Żadnego ślubu ani wesela, kurna, nie będzie Ch.N.
Ch.N. aż zdjął nogi z biurka.
- Jak to nie? - Miauknął zawiedziony.
Rektor skrzywił się jak wcielenie szatana. Poczułem wtedy swąd siarki.
- Bo jakiś ch...j wyznaczył mojej przyszłej synowej egzamin na sobotę.

Świetnie bawiłem się na weselu Ani i rektorowego dziedzica, a po cichutku świętowałem też wyniesienie mnie na kierownika katedry...

#ZTWok

Trochę obrzydliwe i nie jest to historia, którą opowiedziałbym komukolwiek.

Za dzieciaka, lata temu, wracaliśmy z kuzynem ze sklepu. Idziemy sobie i nagle mój kuzyn się zatrzymał. Podniósł coś z ziemi. Okazało się, że był to zużyty kondom związany w supeł... Wymyśliliśmy genialny plan, mianowicie, że rozwiążemy go, umyjemy i damy go mojej nieogarniętej siostrze, którą uważaliśmy za głupią i z którą ciągle się kłóciliśmy. Mieliśmy jej zamiar powiedzieć, że to balon o takim nietypowym kształcie, i myśleliśmy, że go nadmucha, a my będziemy mieli z niej ubaw. Kuzyn schował gumkę do kieszeni i poszliśmy dalej. Po drodze kłóciliśmy się kto go rozwiąże, a kto go umyje, padło na mnie... Plan wydawał nam się genialny, a wizja mojej poniżonej siostry utrudniła nam racjonalne myślenie.

Minęło ponad 15 lat, a siora do dzisiaj ma ubaw i płacze ze śmiechu na wspomnienie mnie stojącego przy zlewie i usiłującego zębami rozsupłać zużytą gumkę. Ja wspominając to myślę tylko jedno - fuj!

#mgh6s

Lato, gorąca noc. Po ciężkim dniu postanowiłem położyć się w miarę wcześnie. W domu strasznie ciepło, dlatego nie dało się nawet wyobrazić nocy bez otwartego okna. Kiedy pełen nadziei na spokojny, dłuższy niż zwykle sen, powoli odpływałem w ten cudowny stan, usłyszałem jakieś głosy dochodzące z okolic mojej klatki. Tak, prawilna para urządziła sobie randkę pod gołym niebem. Typowa Mariola z (za)dużą dupą, w leginsach w panterkę i Sebek w czapce wpierdolce, inicjator miejskich grand.

Pierwsza myśl: "na bank zaraz pójdą". Ich głośna rozmowa nie dawała zasnąć. Mariola o księżniczkach, Sebek o nienawiści do policji. Po około godzinie i 30 minutach miałem dość. Totalnie nie mogłem przez to zasnąć. Myślałem co by zrobić, aby zniechęcić tych zakochańców do siedzenia akurat tutaj. Po dłuższej chwili wpadłem na świetny pomysł!
Pomyślałem, że puszczę z telefonu przez okno pisk. Dokładnie ten pisk, który drażni ucho i cały czas jego głośność rośnie. Spodziewałem się poszukiwań źródła hałasu czy jakiejś plagi wyzwisk, jednak to co się stało totalnie mnie zaskoczyło. Przestraszony Sebek krzyczy do swojej partnerki "Kur*a! Co to?!", po czym przestraszona Mariola zrywa się i mówi "Spier**lamy, to chyba samolot spada!". Więcej się nie pojawili. :)

#usBgC

Mam 20 lat i w wieku lat 16 urodziłam córeczkę. Możecie tego nie akceptować, nie zgadzać się ze mną, wręcz to potępiać, ale uważam, że to najpiękniejsza rzecz, która mnie w życiu spotkała i odmieniła moje życie i to na lepsze.

Pochodzę z rodziny, w której od lat ojciec pił. Jego uzależnienie zaczęło się, gdy miałam lat 11-12, po tym jak stracił pracę, jego matka i jedyna siostra zginęły w wypadku samochodowym, a jego ojciec po tych wydarzeniach targnął się na własne życie. Nie byliśmy jednak rodziną patologiczną. Ojciec nie był "żulem" tylko normalnym facetem, który wychodząc z domu wyglądał elegancko, a wracając po prostu nie dawał sobie rady z problemami i zapijał je dość sporymi dawkami alkoholu. 

Swojego chłopaka poznałam w gimnazjum. Nie zdecydowaliśmy się na współżycie od razu. Dopiero jakoś po upływie roku zdecydowałam się na ten krok, gdyż mimo tak młodego wieku byłam pewna, że to będzie ten, ten na całe życie. Potem potocznie mówiąc wpadliśmy. Okropnie bałam się powiedzieć rodzicom o ciąży. Wiedziałam o problemach taty i bałam się, że jeszcze bardziej zacznie pić, gdyż dziecko wiąże się z kosztami. Zdawałam sobie także sprawę z tego, że 16- letniego wówczas mojego chłopaka nikt nie przyjmie do pracy. 

Chłopak na ciążę zareagował wręcz cudownie. Stwierdził, że co by się nie działo będzie ze mną i zawsze pomoże. Zdecydowaliśmy się powiedzieć o wszystkim rodzicom. Moja mama na początku była przerażona. Nie tym, że jestem w ciąży w tak młodym wieku, ale tym, że nie będę mogła spędzić młodzieńczych lat jak każdy nastolatek. Jednak zaakceptowała to i obiecała pomóc.

Napisałam wcześniej, że moje życie zmieniło się na lepsze. Jak? Tata przestał pić. Obiecał to zrobić dla swojej wnuczki. Rok temu założył firmę, która nieźle jak na rok istnienia prosperuje. Zatrudnił tam mojego chłopaka, gdy ten skończył 18 lat i do tej pory razem pracują, mają świetny kontakt i nieźle zarabiają. Mój chłopak wspiera mnie jak może, wynajmujemy małe bo małe, ale zadbane mieszkanie, a moja córka dawała mi co dzień takiego pozytywnego kopa energii, że zaczęłam studia, na które wcześniej nigdy w życiu bym się nie zdecydowała.

Czemu to napisałam? Chciałam podzielić się swoją historią i pocieszyć wszystkie młode matki, że dziecko nie oznacza końca życia... wręcz przeciwnie. Życie i los może się do was uśmiechnąć, tylko trzeba uwierzyć we własne możliwości i stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem.

#PTEn4

Moja 17-letnia córka wykrada mi seksowną bieliznę, gdy idzie się spotkać ze swoim chłopakiem. Nie przeszkadza mi to, że współżyje, ale nie czuję się zbyt komfortowo z tym, że paraduje przed nim w moich ulubionych koronkowych stringach. Rozmowy nic nie dawały - zawsze gdy poruszam ten temat, ona zmieszana ucieka do pokoju. Zamontowałam więc zamek na klucz w szufladzie, w której trzymam bieliznę, a córce dałam kieszonkowe, aby kupiła sobie własną. Efekt?
Kieszonkowe wydała na kino i restauracje, a zamek w szufladzie wyłamała...
Chyba pora zacząć się martwić.

#hsfHP

Moja babcia mieszka na wsi i utrzymuje się z renty oraz sprzedaje jajka, mleko i ser, bo ma kury i krowy. Jako dziecko widziałam, że ma ciężko. A ona jako babcia lubiła rozpieszczać swoje wnuki, a ja często u niej nocowałam. Regularnie dawała mi 10 zł na małe co nieco. Kiedy mama mnie już odbierała, wkładałam te pieniądze, które dostałam, pod obrus czy między pościele. Chciałam, żeby babcia miała jak najwięcej pieniędzy, dlatego tak robiłam. Gdy znowu przyjeżdżałam, babcia często mi opowiadała, że ma szczęście, bo często znajduje dychy w domu.

Teraz, patrząc z perspektywy już starszej siebie, jestem dumna ze swojego postępowania.

#8P7Sl

Kilka lat temu, pod koniec drugiej klasy gimnazjum, przeprowadzałam się do innego miasta i postanowiłam stworzyć i wydrukować dyplomy pożegnalne dla moich nauczycieli (dla każdego z osobną dedykacją). Szło mi to w miarę dobrze. Na koniec zostawiłam dyplom dla niezbyt lubianego przeze mnie nauczyciela, dla anglisty. Wpadłam na pomysł, aby całość napisać po angielsku. Jako że zostało mi niewiele czasu, a języka za dobrze nie znałam, szybko weszłam w internet w celu poszukania jakichś życzeń po angielsku. Wybrałam coś w stylu "jestem ogromnie wdzięczna/zobowiązana" (tak mi się wydawało) i wydrukowałam. Przy wręczaniu dyplomu anglista popatrzył się na mnie dość dziwnie, pomyślałam, że zdziwił się, że on też dostał dyplom.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mój "ukochany" i niezwykle utalentowany językowo nauczyciel dostał dyplom z napisem: "jestem w tobie zauroczona"...
Mam nadzieję, że nie spotkam go nigdy więcej w swoim życiu.
Dodaj anonimowe wyznanie