#usBgC
Pochodzę z rodziny, w której od lat ojciec pił. Jego uzależnienie zaczęło się, gdy miałam lat 11-12, po tym jak stracił pracę, jego matka i jedyna siostra zginęły w wypadku samochodowym, a jego ojciec po tych wydarzeniach targnął się na własne życie. Nie byliśmy jednak rodziną patologiczną. Ojciec nie był "żulem" tylko normalnym facetem, który wychodząc z domu wyglądał elegancko, a wracając po prostu nie dawał sobie rady z problemami i zapijał je dość sporymi dawkami alkoholu.
Swojego chłopaka poznałam w gimnazjum. Nie zdecydowaliśmy się na współżycie od razu. Dopiero jakoś po upływie roku zdecydowałam się na ten krok, gdyż mimo tak młodego wieku byłam pewna, że to będzie ten, ten na całe życie. Potem potocznie mówiąc wpadliśmy. Okropnie bałam się powiedzieć rodzicom o ciąży. Wiedziałam o problemach taty i bałam się, że jeszcze bardziej zacznie pić, gdyż dziecko wiąże się z kosztami. Zdawałam sobie także sprawę z tego, że 16- letniego wówczas mojego chłopaka nikt nie przyjmie do pracy.
Chłopak na ciążę zareagował wręcz cudownie. Stwierdził, że co by się nie działo będzie ze mną i zawsze pomoże. Zdecydowaliśmy się powiedzieć o wszystkim rodzicom. Moja mama na początku była przerażona. Nie tym, że jestem w ciąży w tak młodym wieku, ale tym, że nie będę mogła spędzić młodzieńczych lat jak każdy nastolatek. Jednak zaakceptowała to i obiecała pomóc.
Napisałam wcześniej, że moje życie zmieniło się na lepsze. Jak? Tata przestał pić. Obiecał to zrobić dla swojej wnuczki. Rok temu założył firmę, która nieźle jak na rok istnienia prosperuje. Zatrudnił tam mojego chłopaka, gdy ten skończył 18 lat i do tej pory razem pracują, mają świetny kontakt i nieźle zarabiają. Mój chłopak wspiera mnie jak może, wynajmujemy małe bo małe, ale zadbane mieszkanie, a moja córka dawała mi co dzień takiego pozytywnego kopa energii, że zaczęłam studia, na które wcześniej nigdy w życiu bym się nie zdecydowała.
Czemu to napisałam? Chciałam podzielić się swoją historią i pocieszyć wszystkie młode matki, że dziecko nie oznacza końca życia... wręcz przeciwnie. Życie i los może się do was uśmiechnąć, tylko trzeba uwierzyć we własne możliwości i stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem.
Czyli, jak ktoś nie ma mądrej, wyrozumiaej rodziny i wspierającego partnera, to po prostu nie uwierzył we własne możliwości. Aha.
Świetna historia. Ja znam inną. Moja siostra była rok starsza kiedy urodziła. Wszyscy ją wspieraliśmy, rodzice oczywiście finansowo. Połowę obowiązków z wychowaniem przeszło na moich rodziców, bo siostra po prostu nie dawała sobie ze wszystkim rady, a jej związek nie przetrwał tej próby. 19 letnia samotna matka, próbująca jakoś skończyć szkołę - jak to może się udać? Siedziała na garnuszku moich rodziców. Moi rodzice są starsi i nie mają siły na konsekwentne wychowywanie dziecka, którego matka była za młoda i zbyt nierozważna by wychowywać go świadomie i z odpowiednim podejściem, więc nie ma co ukrywać, ale młody jest dość trudny i rozwydrzony. Kocham siostrzeńca, ale uważam, że dzieci należy robić na własny rachunek. Gdybyśmy nie miały takich cudownych rodziców, siostra wylądowałaby w domu samotnej matki, albo mały w domu dziecka. To my dorośli, jesteśmy odpowiedzialni, za edukację, w tym również o seksie i antykoncepcji. Na wszystko jest odpowiedni czas, a czas na dzieci, na pewno nie nadchodzi, gdy jesteśmy finansowo zależni od innych. Nie każda historia jest taka sama.
Niestety, historii w schemacie który opisałaś jest nieporównywalnie więcej od takich z wyznania autorki...
Smutne, jak daleko autorka siedzi w tej pajęczynie i sama siebie próbuje przekonac do tego, ze szesnastoltka z dzieckiem to „cudowna sprawa”.
Ty masz 20 lat, Twoj facet 20-21 (bo mial 16, gdy dowiedzieliscie sie o ciazy, a Ty 15-16, skoro w wieku 16 lat urodzilas). Twoj tata zalozyl firme rok temu, ale... cofnal sie w czasie, zeby zatrudnic Twojego 18-letniego chlopaka...? Czy mialas 2 chlopakow?
Jarek, nie nabierzesz nas. To Ty piszesz te wyznania pro-life'owe!
latwo prawic takie moraly majac rodzicow ktorzy za wszystko placa
fejur