Okej, zacznijmy od tego, że jestem kobietą, lat 28. Ogólnie moim największym problem życiowym jest to jak dostanę czkawki, tak wiem śmieszne, ale mi to nie pozwala normalnie funkcjonować.
Ogólnie jest kilka śmiesznych historii, które miałam z czkawką, ale tą jedną zapamiętam do końca życia, kiedy miałam 16 lat.
Byłam w sklepie, nic nowego, nagle na środku sklepu złapała mnie taka głośna i mocna czkawka, kto tak kiedyś miał, to wie jakie to potrafi być wstydliwe, każdy się na ciebie patrzy, a ty zakrywasz usta dłońmi, ale to i tak niewiele daje. Pierwsze co zrobiłam to wzięłam wodę i poszłam do kasy, oczywiście jak to w środku tygodnia o godzinie 17 kolejka. Cała czerwona ze wstydu doczekałam się na swoją kolej dalej czkając i zwracając uwagę wszystkich dookoła. W momencie kiedy kasjer mnie kasował, powiedział żartobliwym głosem "To pani tak szczeka na cały sklep", zawstydzona tylko przytaknęłam. Jednak kasjer mnie nie kasował tylko zawołał kogoś z zaplecza i powiedział mu coś na ucho, pracownik do mnie podszedł i powiedział, że nie mogą mnie obsłużyć i że mam wyjść bo zakłócam porządek w sklepie głośno się zachowując. Ja strasznie się zestresowałam tą całą sytuacją, jeszcze mi wypominał, że były skargi na mnie od klientów i że mam więcej nie przychodzić do tego sklepu, bo ludzie myślą, że ja jestem pijana i odstraszam klientów. Kiedy skończył, popatrzył na mnie z góry i zapytał łagodnie "Czknie pani jeszcze raz, czy już ma pani spokój?", spojrzałam na niego i na śmiejącego się kasjera, który drukował paragon i powiedział, że jak coś, poleca się na przyszłość.
Strasznie głupia i stresująca historia, ale miło, że dzięki nim nie musiałam się męczyć godzinami z czkawką, a czasami tak mam, tylko kilka minut.
Jak chcecie to możecie napisać jakie macie sposoby na czkawkę, może któryś zadziała.
Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 8 lat. Po tym incydencie wyprowadziliśmy się z mamą i młodszym bratem do babci na wieś. Kontakt z tatą na początku był świetny, odwiedzał nas, organizował wyjazdy i rozrywki. Z czasem to ustało i kontakty ograniczyły się do telefonów, ale potem nawet tego już nie było.
Jak miałam z 12/13 lat, byłam dość ciekawym dzieckiem, często szperałam u mamy w pokoju w celu znalezienia jakichś rzeczy po ojcu, bo bardzo za nim tęskniłam. Po wielu nieudanych próbach, udało się. Znalazłam pendrive, a na nim... nagrane rozmowy telefoniczne. Jedna utkwiła mi w pamięci na zawsze, a brzmiała ona tak "Nie życzę sobie, żeby takie dzieci nosiły moje nazwisko, nie chcę otrzymywać zaproszeń na żadne wesela, komunie, chrzciny i tego typu imprezy, oczekuję od was, żebyście się zwracali do mnie per pan i chciałbym odzyskać wieżę stereo, którą UKRADLIŚCIE podczas przeprowadzki".
Mam 23 lata, za pół roku wychodzę za mąż, jednocześnie zmieniając nazwisko. Mimo że to mój ojciec, nie zamierzam go na ślub zaprosić, skoro sam to podkreślił. Wieżę dalej posiadam, przed weselem pojadę mu ją oddać. Nigdy nie spodziewałabym się, że można zostać w ten sposób potraktowanym przez tak bliską osobę. Minęło tyle lat, a ta rana w sercu nie chce się zagoić. W chwili obecnej mogę powiedzieć śmiało, że naprawdę nienawidzę mojego "pana ojca".
Na pierwszym roku studiów zaczęłam dorabiać sobie jako kelnerka, pracowałam głównie w piątki i soboty do godziny 1 w nocy. Nie miałam o tej porze już autobusu, ale zazwyczaj odbierał mnie brat wracający od dziewczyny. Tego dnia jednak pojechali gdzieś na imprezę, a ja miałam wrócić taksówką. A ja jak to głupia, biedna studentka stwierdziłam, że wolę sobie przejść pieszo.
Droga do domu prowadziła przez pewną ulice. Pod jednym blokiem stali dresiarze i pili piwo, zaczęły się gwizdy, ja przyśpieszyłam. Po czym po jakichś 100 m, nie wiadomo skąd wyskoczył na mnie jakiś koleś z nożem i każe mi oddać telefon i portfel albo mi "ładną bliznę" zrobi. Ja przestraszona już chciałam mu je oddać, a tu nagle łup, koleś ląduje na ścianie i zaraz jeden "dresiarz" daje mu kopa, nożownik natychmiast się zerwał, ale złapał go drugi "dres" i mówi "Na tej ulicy tylko my możemy panienki zaczepiać", napastnik dostał jeszcze w twarz, po czym uciekł. I tak stoimy, ja okrążona przez trzech łysych kolesi w dresach myśląc, że teraz to mnie jeszcze zgwałcą i zabiją. Zaczęłam ryczeć jak głupia, po czym jeden chłopak mnie objął i pyta gdzie mieszkam, to mnie odprowadzą.
Od tego dnia nie oceniam ludzi po wyglądzie. Okazało się, że jeden z "dresów" ma na imię Bartek i studiuje na moim wydziale, nawet mnie kojarzy ze wspólnych zajęć. Zostałam przez nich bezpiecznie odprowadzona przed same drzwi i oddana w ręce rodziców jak małe dziecko.
To było prawie dwa lata temu. Wracałam z nocnej zmiany, gdy zauważyłam, że rozładował mi się telefon. Zapytałam więc siedzącego na przystanku niezwykle przystojnego mężczyznę o godzinę. Później w tramwaju ciągle się na niego gapiłam, myśląc "Boże, jaki on jest piękny"... On to dostrzegł i aż poczerwieniał, był bardzo zawstydzony.
Gdy zauważyłam, że już zaraz wysiada, powiedziałam sobie "raz się żyje" i postanowiłam zapisać swój numer na karteczce i mu ją wręczyć. Na co dzień jestem nieśmiała, wtedy nie wiem co we mnie wstąpiło, to był jakiś impuls.
Niestety, nie odezwał się.
Cztery miesiące później otrzymałam wiadomość z prośbą o spotkanie i przeprosinami, że tak długo się nie odzywał. Tym razem to ja go olałam i nie odpisałam. Kilka dni później zadzwonił i spytał "teraz ty zamierzasz się nie odzywać?". Byłam lekko zaskoczona, ale ostatecznie zgodziłam się z nim spotkać. Umówiliśmy się na jedną randkę, później drugą i kolejną... Po siedmiu miesiącach mi się oświadczył, potem wzięliśmy ślub, później na świecie pojawił się nasz synek.
Tak oto poznałam mojego ukochanego męża. Więc rada dla was, kochani, nie bójcie się ryzykować. To może was doprowadzić do wielkiego szczęścia :)
PS Mąż wyznał, że przez te cztery miesiące rozmyślał, czy się odezwać i czy warto spróbować, po czym powiedział, że to była najlepsza decyzja w jego życiu. Całe wydarzenie uznał za bardzo śmiały krok z mojej strony, nigdy wcześniej nic takiego mu się nie przydarzyło i podziwia mnie za odwagę, bo on by się bał nawet zagadać.
Mieszkam na wsi, gdzie każdy każdego zna. W gimnazjum kiedyś mieliśmy zastępstwo za naszego nauczyciela od historii. Przyszła do nas bardzo miła starsza pani o nazwisku, powiedzmy, Wiśniewska.
Sprawdzanie obecności. Z uśmiechem na ustach zaczęła wyczytywać kolejne nazwiska z dziennika, no i zaczęło się:
- Kowalski?
- Obecny.
- Jesteś rodziną z Michałem Kowalskim? Bo uczyłam go.
Przy kolejnym nazwisku znów:
- Kamińska? Jesteś rodziną z Hanią i Radkiem Kamińskimi? Bo uczyłam ich. Nauczycielka przeleciała tak przez cały dziennik, przy każdym nazwisku zatrzymując się i pytając o rodzinę. Klasa nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Staruszka kontynuowała sprawdzanie obecności. W końcu doszła do ostatniej osoby:
- Wiśniewska?
- Obecna.
Chwila konsternacji.
- Czy ty jesteś moją rodziną??
Gdyby ktoś narzekał na to, że ma w życiu za spokojnie, że wieje nudą, polecam wdać się w płomienny romans. Rozwalić swoją i czyjąś rodzinę. Spróbować żyć z nową drugą połówką. Potem dopuścić do głosu wyrzuty sumienia. Zakończyć to z zamiarem naprawienia wyrządzonych szkód. A to tylko po to, żeby dojść do wniosku, że właściwie się stchórzyło i pogoniło się miłość swojego życia. Czas mija, życie zalewa dawny spokój, a w sercu pozostaje tęsknota...
Powodzenia.
Na początku związku mój chłopak był strasznym babiarzem, oglądał się za wszystkimi, młodymi czy nawet dwa razy starszymi od siebie kobietami, komentował ich urodę. Nawet na te bardzo średniej urody mówił, że dobra d*pa. Bardzo mi to nie odpowiadało i bolało, bo sama nie oglądałam się za innymi mężczyznami. Często były o to kłótnie, bo dodatkowo znajdowałam zdjęcia obcych kobiet na komputerze czy telefonie, mówił, że traktuje je przedmiotowo, co świadczyło, że jest szowinistyczną świnią.
Nie wiem dlaczego z nim zostałam, ale w końcu po jakimś czasie się zmienił, nigdy już nie spojrzał na żadna kobietę i nie skomentował. Mówcie co chcecie, że pewnie nie robi tego przy mnie, ale tak jest, zamyka oczy jak widzi gołą babę w filmie, bo go to brzydzi.
Na mnie to odcisnęło swoje piętno, przez wiele lat byłam bardzo zazdrosna, jednak przeszło mi i wiecie co? Sama się teraz oglądam za innymi mężczyznami, flirtuję z nimi, jak mam okazję. Myślę sobie, że skoro on też mi to robił, to mam prawo. Kocham go, jednak to taka mała zemsta, o której on nie wie.
Ostatnio w sklepie pomyliłam wózki i przez dobre 5 minut chodziłam z cudzym. Tak bardzo bałam się go odprowadzić po tak długim czasie (no bo jakim debilem trzeba być, żeby tyle czasu nie ogarnąć), że zostawiłam go dwie alejki dalej i jak gdyby nigdy nic wróciłam po swój.
Historia miała miejsce w drugiej połowie lat '80. Mój tata (mając wtedy około 20. lat) wraz ze swoim najlepszym kumplem opracowali numer, którym szczycą się do dziś, choć wtedy - jak to większość takich akcji - przysporzył im trochę problemów.
Skonstruowali manekina, który wzrostem i posturą miał przypominać tatę, nawet ubrali go w ciuchy podobne do tych, które miał na sobie tamtego dnia. Mieszkali w pobliżu dużego zakładu, na którego terenie znajdował się wysoki komin przemysłowy, nieczynny od dłuższego czasu.
Zakradli się tam w porze, kiedy najłatwiej uniknąć pracowników i wszelkich innych świadków. Tata został na dole, natomiast jego przyjaciel zabrał manekina i wdrapał się na sam szczyt ogromnego komina, gdzie odczekał do czasu, aż zakład zaludnił się robotnikami.
Wtedy chłopak zasłaniając się kukłą, zaczął drzeć się, jakby obdzierali go ze skóry, po czym zrzucił "lalkę" z wysokości. Zanim zbiegli się gapie, tata schował manekina za gęstymi krzakami i sam położył się na ziemi. W ciągu kilku sekund otoczyła go gromada przerażonych ludzi.
W tym momencie tata energicznie podniósł się i wstał na oczach zszokowanych obserwatorów, rozejrzał się beznamiętnie. Otrzepał nieśpiesznie kurz z ramion i najspokojniejszym głosem oświadczył: "K*rwa, znowu spadłem".
Razem z moimi przyjaciółkami wysyłamy sobie miliony snapów dziennie. Przeróżnych rzeczy, wszelkiego rodzaju głupoty. Tego dnia kupiłam sobie śmieszne majtki (obcisłe figi) z batmanem i postanowiłam pokazać koleżankom mój wynalazek z perspektywy "od tyłu", bo tam znajdowało się logo. Z rozpędu zaznaczyłam koleżanki i przez przypadek... teściową.
Jakie było moje zdziwienie, gdy odesłała mi zdjęcie swoich pośladków w takich samych majtkach...
Dodaj anonimowe wyznanie