#VvtES
Szłam sobie, powoli kończyłam spacer - słuchawki na uszach, smutek na twarzy, a w głowie mętlik... Nagle ktoś zachodzi mnie od tyłu, lekko dotykając moich pleców... i widzę typowego Sebę z dzielnicy czy osiedla... Jakoś zbytnio się nie przestraszyłam, bo tacy ludzie nigdy jakoś mnie nie przerażali, nie wierzę, że każdy "Sebix" jest taki sam, no ale...
Zaczepia mnie i wywiązuję się między nami rozmowa, która brzmiała mniej więcej tak...
On: Ty tak często spacerujesz tu, widzę cię często, jak po browary chodzę, he he.
Ja: Zgadza się, chodzę.
On: Dziewczyno, ale weź się uśmiechnij, za ładna jesteś, żeby się ku**a smucić.
I wtedy wyciąga zza siebie pięknego kwiatka, naprawdę był piękny. Zaniemówiłam, stałam jak wryta, ale zamiast jakoś pozytywnie zareagować powiedziałam tylko suche "e, dzięki" i poszłam... Nie znałam człowieka, po prostu mnie zamurowało, bo nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją.. Kilka dni temu widziałam go w sklepie, bardzo szeroko się uśmiechnął, ja też (:
Nie, nie jesteśmy w związku od lat, nie wiem nawet jak ma na imię, ale bardzo miły gest z jego strony.
Jak ta babka co wyciągała Perwoll na balu 😂
Wiem, że lubicie wiedzieć co dalej. Ale pod każdym wyzwaniem o dresie lub ogólnie że ktoś kogoś zaczepia i każde opowiadanie kończy się. Nie nie jesteśmy w związku trochę już irytuje