#ORd2f
To co Wam dzisiaj opowiem, zmieniło bieg mojego życia o 180 stopni.
A mianowicie...
Dwa lata temu poznałam pewnego chłopaka (powiedzmy Mateusza).
Wiadomo, pierwsza większa miłość. Cały wolny czas spędzaliśmy razem. Codziennie się widywaliśmy, spacery, kino, a to u mnie, a to u niego. Ciągle coś.
Przez co zawaliłam szkołę. Zawsze uczennica wzorowa - same 5, a teraz? 2 i 3.
Postanowiłam, że wezmę się za siebie. Zaczęłam więcej czasu poświęcać nauce, zaczęłam czytać książki itp.
Mój ukochany był z tego niezadowolony, no ale cóż - musiał się z tym pogodzić.
Zaczęło coś się pomiędzy nami psuć. Nie było tak jak wcześniej. Ciągle miał jakieś podejrzenia, a to że go zdradzam, a to że nie mam czasu, bo wolę spotkania z koleżankami. I tak zakończyliśmy nasz związek (trwał rok).
Nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Jakiś czas temu (3 miesiące temu, w moje 18 urodziny) odezwał się i zaprosił na piwo. Nie chciałam iść, ale w końcu się zgodziłam.
Mieliśmy się spotkać w parku niedaleko mojego domu. No wszystko ładnie, pięknie. Ogarnęłam się, wyszłam i czekam 5 minut, 10, 15, a jego nie ma. Pora wracać. Było już dosyć ciemno i bardzo ślisko. Słyszałam tylko czyjeś kroki za mną. Odwracałam się kilka razy, lecz nikogo nie było. Przyspieszyłam, po czym zaczęłam biec. Niestety poślizgnęłam się i bang - straciłam przytomność. Obudziłam się cała obolała w samochodzie - bez ubrań. Nie wiedziałam, co się dzieje. Byłam cała we krwi. Zaczęłam krzyczeć, dostałam. Prawdopodobnie, bo nic nie pamiętam co było później. Obudziłam się gwałcona przez 2 mężczyzn. Czułam się strasznie, jak dziwka. Nie chciałam żyć. Niestety nie widziałam ich twarzy - a może i dobrze. Wyrzucili mnie kilka km od mojego miasta - w środku nocy, w polu, nagą. Mało brakowało, a nie przeżyłabym.
Znalazła mnie kobieta mieszkająca niedaleko, po tym, jak jej pies zaczął dobitnie szczekać i skomleć. Wiadomo, szpital, psychiatra, leki. Ale to nie jest najgorsze. Ostatnio źle się czułam, spóźniał mi się okres. Poszłam do lekarza - jestem w ciąży.
Załamałam się totalnie. Noszę dziecko osoby, która mnie zgwałciła.
Wracając do sprawy Mateusza - nie przyszedł na spotkanie, bo miał wypadek. Nic poważnego. Jestem silna i tylko dzięki temu jest jak jest. Dzięki temu podniosłam się, nigdy nie będzie normalnie, nigdy. Ale nie ma co się poddawać, gdy ma się przy sobie tyle osób - rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. To dzięki nim jestem tutaj i dzielę się z Wami swoją historią.
Mimo że do końca życia będę brała leki, będę ciągle się bała wyjść z domu, to wiem, że dzielenie się tym z innymi pomaga. Nie trzymajcie tego w sobie. Szczere wygadanie się pomaga.
Zmyślone
Dzięki za info
Ja miałam tyle szczęścia że się nie obudziłam. I nadal pozostaje mi mieć nadzieję...
Ciekawe ze ostatnio była taka podobna historia o zgwałconej kobiecie która urodziła córkę.
idoto naucz się czytać z kiedy jest to wyznanie jest napisane u góry DAWNO
@samiidioci, a Ty masz jakiś problem z emocjami? Może kup sobie taką piłeczkę do ściskania.
Nie chyba nie a co się interesujesz?